• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[25.08.1972r., Warownia] You say you love me?

[25.08.1972r., Warownia] You say you love me?
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#1
14.08.2024, 22:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.10.2024, 23:08 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Powinien zostać grzecznie w domu Samuela, sam jak palec, bo ten musiał polecieć do swojej ukochanej. Ahhh, bycie zakochanym to piękne uczucie, szczególnie jeśli druga strona to odwzajemnia. Cieszył się jego szczęściem oddając mu swoje, bo liczył, że już nigdy więcej się do nikogo nie przylepi, jak rzep psiego ogona, tym był. Dorastanie boli, bo kości rosną, stawy się zmieniają, mięśnie szukają sposobu na rozrost, zęby bolą, dorastanie psychiczne również boli i to jak. Patrzył na swój wiek i niby był dorosły, a taki się nie czuł. Czy by już mężczyzną? Tak by się określał, ale dlaczego? To wszystko było bez sensu i gdyby mógł, to rzuciłby to w cholerę. Ludzie jednak grali w tę grę i ciężko było się z niej wygrzebać, bo co jak co, ale czasem były zyski z uczestnictwa.
No więc dzisiaj chciał się w tę grę zabawić z kimś kogo uważał za najbardziej dorosłego ze wszystkich, do kogo dążył, aspirował, na kogo patrzył bezbarwnymi oczyma, chłonąc złoto jakim ociekał. Czy jego miłość w ogóle była w domu? Czy to nie było trochę podejrzane, że tak się zakrada i chce wejść? Wino jakie wypił podpowiadało mu, że czemu ma się tym przejmować. Cały czas się pilnował i słuchał, a jak się nie słuchał, to nagle świat się walił, ludzie umierali, sierotki i małe kotki cierpiały, ha! Jasne, całe zło świata ma swój powód w tym, że odmówił pójścia ścieżką jaką ktoś mu nachalnie sugerował.
Rozpiął guzik koszuli i wsparł dłonie o biodra. Było gorąco, nienawidził lata, a to zdawało się nie kończyć przez to ile się w jego czasie działo.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#2
26.08.2024, 06:44  ✶  

To był w gruncie rzeczy spokojny wieczór. Gorąc sierpnia zaczynał powoli zwiastować w swoich zapachach jesień, jej nuty powoli wygrywały na niciach babiego lata, niczym na wioli. Temperatury zaczynały już nieco opadać, a żółcie zaschnięcia transformowały w nadchodzące czerwienie i brązy. Jednak Morpheus od Lammas czuł oddech niepokoju na swoim karku, a tyle rzeczy się nań złożyło, że nie umiał z ręką na sercu przypisać go do żadnego konkretnego wydarzenia. Ani próby otwarcia się na jakiś związek (do trzech razy sztuka tylko dlaczego ani razu to nie dało mu tego, czego chciał?) nie mogła być definitywnie tym, co trzymało go na krawadize ani dołączenie do Klubu Czytelniczego Brenny ani sprawa byłego kochanka Jonathana, wampira który mógł im skutecznie nabruździć, ani nawet nie była to kwestia Vakela. Wizja i epifania, tutaj składał najwięcej swoich obaw.

Był jasnowidzem od urodzenia i pełnoprawnym badaczem przepowiedni i predestynacji od dwóch dekad, w samym Departamencie Tajemnic spędził dwanaście lat lat i wiedział, jak krzywo ludzie patrzą na wróżbiarstwo, na przepowiednie, jak stawiają okoniem, w wyniku czego cierpią jeszcze bardziej. Spoglądał na końcówkę swojego papierosa.  Wkrótce tak będzie płonąć Dolina, jeśli dawać wiarę temu, co ukazała mu Matka.

Morpheus był skonfliktowany pomiędzy ujawnianiem wizji i trzymaniem jej bardzo blisko przy orderach.

Jak Kassandra Trojańska, niosący do domu wojnę i pożogę, niewysłuchany (przynajmniej w swoim mniemaniu), wiódł swoje kroki za dymem ofiarnym, jagnięciem były zaś jego płuca, które oddawał bogom kawałek po kawałku z każdym papierosem, aby mogli operować zczerniałym oddechem, gdy mówił ich słowami.

— Neil! — zawołał, widząc młodego czarodzieja u płotu. Czy umawiali się i pamięć znów go zwiodła? Nie mógł sobie przypomnieć, zbyt skoncentrowany na wszystkim tym, co mogło pójść i na pewno pójdzie źle w nadchodzących miesiącach. Ubrał na twarz swój zwykły uśmiech i lekkim krokiem podszedł do mężczyzny. Dzielił ich niski płot, który naprawił Samuel, sielski, z wąską rabatką kwiatów, zasychających i zmieniających swoje główki w nasiona, idealnie kryjący potężne mury zaklęć.

Zgasił papierosa i zgniótł go obcasem i oparł się o ogrodzenie.

— Jak ojciec? — zapytał z realną troską w głosie.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#3
26.08.2024, 12:25  ✶  
Idealne bezplanie go otuliło i było mu z tym dobrze. Zawsze wszystko w myślach dopięte na ostatni guzik, a później i tak każda kosteczka domina upadała nie trącając kolejnych. Po co więc myśleć nad planem? MŁODOŚĆ! SPONTANICZNOŚĆ! PORAŻKA! Tym się szczycić będzie. Nieprawda, po prostu jest pijany, rano mu przejdzie.
A pierwszej chwili nie zrozumiał, że to woła go ktoś realny, a nie głos z jego głowie chcący go przekonać do wariackich postanowień w emocjach chwili. Ze zmarszczonymi z konfuzji brwiami obrócił się w poszukiwaniu właściciela okrzyku. Nagle dopadła go nieśmiała odwaga i myśli, że faktycznie chciał się z nim spotkać, ale nie myślał, że to naprawdę dojdzie do skutku. To jak szturchanie niedźwiedzia patykiem i dziwienie się, że ten jednak pokaże jak bardzo ostre zęby ma. Przyglądał się mu oczętami migoczącymi od alkoholu jaki w siebie wlał.
Odprowadził spojrzeniem papierosa na ziemię, patrzył, jak jest on wgniatany w glebę, mieszany ze zniszczoną pod ciężarem mężczyzny trawę.
- Powoli umiera, jak zawsze, nic się nie zmieniło. - odparł dość beznamiętnie, patrząc nadal na miejsce gdzie zginął śmiercią tragiczną papieros. - Ty też niedługo umrzesz, jak nie przestaniesz palić. - dodał ni to ostrzeżenie ni to fakt. Czy mu zależało na jego życiu? Czy byli przyjaciółmi? Jak tu szedł to miał tyle do powiedzenia, a teraz kiedy go widział, to jakoś tak nagle chciał zapomnieć o całym tym idiotyzmie zwanym ,,złamanym sercem" czy całej tej męczarni jaką sam sobie zadał ganiając za czymś co nigdy na niego nie zaczeka. - Poza tym to śmierdzi. - dopowiedział, bo zapach był intensywny, do tego zostawał na ubraniach, włosach, skórze, a później przenosił się na inne rzeczy, na fotel, zasłony, kanapę.
- Odwiedziłem Samuela, przypadkiem trafiłem na niego. Zapomniałem, że macie jakieś... demony w lesie... - urwał jednak i spojrzał na Morpheusa podejrzliwie. - W sumie czemu pytasz o mojego ojca? Liczysz, że będę ci na swoje życie narzekać? - czuł, że może brzmieć niegrzecznie, nie o to mu chodziło, ale jakoś myśli docierały do mózgu dużo później niż język wypowiadał słowa. Sam tu przylazł i teraz się dziwi, że musi robić coś w czym nie jest za dobry, rozmawiać.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#4
30.08.2024, 07:11  ✶  

Nikt nie musiał mu mówić o tym, że niedługo umrze.

Umarł tamtego dnia, na polu hiacyntów, kiedy wyrwał sobie sam serce, zgodnie z treścią przepowiedni. Książę Sparty uderzony własnym dyskiem, zdmuchnietym z trasy przez zazdrosny wiatr. Ironiczna historia, która pisała się sama przed nim, a on mając wszystkie puzzle, nie zauważył, że to obraz do ułożenia, nie partia szachów, którą da się wygrać. Myślał też o innej przepowiedni, wizji z początku sierpnia, o tym jednym detalu, kiedy patrzy na własną osobę, spopielone truchło, nie do rozpoznania na pierwszy rzut oka, skóra spalona na czerń, resztki szaty dookoła, zlepione z tkanką. Rozum mu podpowiadał, że to nie jest część dosłownego widzenia, że może to interpretować na wiele sposobów, ale Neil przywołał palenie i ciąg myślowy popłynął do oczywistych stwierdzeń. Pewnie dostanie raka i jego nałóg spali go od środka. Może jednak umrze razem z Doliną, próbując ratować z promieni kogo się da.

— Taki jest plan — oznajmił połowicznie zgodnie z prawdą. Potrzebował papierosów, aby ukryć inny zapach. Woń czarnej magii, gdy już zacznie nią pachnieć, a wiedział, że tak będzie. Wojownik, co złem dla dobra wojuje. Przechylił głowę na bok, zaskoczony stanem i zachowanim Neila. Był dziwnie opryskliwy.

— Bo nie widziałem cię ani u Nory ani nigdzie indziej od początku sierpnia i zastanawiałem się, czy coś się zmieniło w twoim życiu. Gdyby Erik mi nie powiedział, że widział cię w Ministerstwie Magii zacząłbym cię szukać.

Powaga rozbiła pozornie swobodną pozę Longbottoma, okraszona obawą. Zacisnął jedną dłoń na płocie, który tak pięknie wyremontował Samuel z Kniei.

— Ja wiem, że teraz tego nie widać, ale trwa wojna Neil. Bałem się, że cię zabili. Moje papierosy mogą sprawić, że będę żyć krócej, ale ich rzucenie nie daje mi gwarancji, że jutro nie zobaczysz mojego nekrologu, bo jestem zdrajcą krwi. Albo Erika. Albo Brenny. Demony w Kniei to najmniejszy problem... Będzie gorzej. Dużo gorzej.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#5
30.08.2024, 08:20  ✶  
Nie mógł wymagać od niego by dbał o swoje zdrowie, chociaż to nie należało do najlepszych. Uważał jednak, że trzeba pracować z tym co się ma, widział to po własnym ojcu, który chociaż zdrowia nie miał wiele, to robił co mógł. Wychodził z domu, odpoczywał, jadł odpowiednio, starał się, a nie szedł na łatwiznę mówiąc, że i tak w każdej chwili może umrzeć. Mógł owszem, ten moment się zbliżał, cały dom tym pachniał, ale przedłużenie swojego życia o chociaż jeden dzień robiło już różnicę.
Westchnął znużony na niego kiedy otrzymał odpowiedź o planie. No tak, znów uroił sobie, że może jakkolwiek na niego wpłynąć, a prawda była taka, że jedynym który zmieniał się w tej relacji, który musiał się dopasować był on sam, nie Morpheus.
- Wiesz... Mnie nie trzeba szukać. Są na tym świecie dwa miejsca w jakich mogę być i znasz adresy obydwu z nich. - zaznaczył lekko zmieszany, bo póki co kiedy mężczyzna chciał się z nim przespać czy nawet porozmawiać, to trafiał bez problemu. Dar teleportacji sprawiał, że mógł w ciągu kilku sekund go odwiedzić. Sam korzystałby z niej może częściej, gdyby nie mdliło go na samą myśl o niej i byciu rozerwanym na strzępy.
- Oh… Erika byłoby szkoda. Jest miły, lubię go. - uśmiechnął się szczerze na wspomnienie mężczyzny. - Mówił ci, jak pomógł mi z dokumentami? Naprawdę potrafi zejść z własnej ścieżki, żeby komuś pomóc. Wiesz, to głupie, bo koniec końców nie on mnie w trakcie pełni pilnuje, ale zrobiło mi się wtedy trochę raźniej. - nie mógł nie czuć ciepła w środku kiedy mówił to wszystko. Owszem, nie spędził z Erikiem dużo czasu, ale ten co spędził był całkowicie przyjemny. Gdyby mógł to by go złapał i wyściskał, ale nie wypadało tego robić. A Brennę… Czy on ją znał? Chyba nie przyszło mu z nią rozmawiać.
Westchnął cicho i spojrzał na płot. Czy ich rozmowy zawsze tak wyglądały? Czy Morpheus zawsze tak mało dbał o rozmowę, wyrzucając jedynie z siebie mądrości, przestrogi i pouczenia, oczekując przyjęcia ich jak prawdę objawioną? Może on po prostu nie widział, że nawet w tych rozmowach wszystko jest formalne. Tak, to zauważył już dawno, że był trochę głupi. Oczy mu się lekko zaszkliły.
- Wiesz co? Przyszedłem tutaj się albo z tobą przespać albo powiedzieć, że ciebie nienawidzę. Powinieneś był mnie wtedy pobić za całowanie ciebie, ale koniec końców nie jesteś moim ojcem żeby robić takie rzeczy. - zaśmiał się rozbawiony i podszedł krok do płotu. Jego ojciec nie bardzo mógł to robić. Matka z kolei ojjj, to inna historia, do dzisiaj czuł na tyłku jak się na niego lata temu pasem zamachnęła. - Najchętniej bym ciebie uderzył, ale nie mam zamiaru krzywdzić kogoś kogo kocham, wiesz? - powiedział, sięgając dłońmi do jego policzków, aby miękko ująć jego twarz, przyjrzeć się jego oczom, brwiom, pogładzić skórę. On sam był przyczyną swoich własnych problemów. Sam uwierzył w coś czego nie ma, sam nie był w stanie znaleźć przyjaciół z którymi mógłby porozmawiać na ten temat, choć ostatnio coś zaczynało kiełkować. Wierzył, że to kwestia młodości, ale wiedział, że to wszystko minie, zgorzknieje, zestarzenie się i życie go zweryfikuje. Był nawet dumy z tego, że zaczynał rozumieć bezsens całej tej sytuacji.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#6
16.09.2024, 16:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.09.2024, 16:19 przez Morpheus Longbottom.)  

Widma. Oczywiście, że były widma. Przecież mu o nich mówił dwa miesiące wcześniej, gdy wracali znad jeziora. Najwidoczniej młodszy czarodziej miał coś innego w głowie, niż pamiętanie o ostrzeżeniach. Teraz Morpheus miał inne rzeczy. Losy Doliny Godryka leżały w jego dłoniach, a drzewa zaczynały gubić liście i nadchodził dzień sądny. Dzień w którym cały świat zapłonie. Widział to, bogini Matka mu to pokazała. Pod powiekami miał swoje sczerniałe od płomieni ciało, leżące zapomniane, na kurhanach rzeczywistości. 

— Owszem, mówił. Uznał , że potrzebujesz pomocy. Samuel cię upił? Bo wiesz, że jesteś pijany?

Przypomniał sobie o własnej osobie, nastoletnim Morfeuszu, który absolutnie nie radził sobie z uczuciami. Dłoń zamrowiła go, więc rozciągnął palce, fantomowy ból i nieistniejący w rzeczywistości trzask skóry zderzającej się z inną skórą na chwilę przybył z przeszłości. Neil nie zamierzał krzywdzić kogoś, kogo kochał. Źle trafił, bo Morpheus krzywdził każdego, kto go obdarzył uczuciem.

— Obawiam się, że obie te rzeczy są poza twoim zasięgiem, Neil. Ale to minie — powiedział mu, z pewnością kogoś, kto zna przyszłość. Jemu nie minęło, ale on był wyjątkiem od reguły, tym który stał na lewo od rzeczywistości, dla którego czas nie miał znaczenia, bo nie płynął. Przyszłość była teraz i w tej przyszłości Efner był dużo starszy, bardziej doświadczony, z własnym życiem, z kilkoma bliznami więcej i pierwszymi oznakami siwizny. Nie był trupem w trumnie. Trupem, należącym do kogoś innego, w maleńkim pudełeczku, które można nosić przy sercu. Neil miał przyszłość.

O ile zacznie o tę przyszłość dbać.


Symbol: wróżba dla Neila
Rzut Symbol 1d258 - 147
Nożyczki (separacja/sprzeczka w domu)

Bardziej usłyszał to, niż zobaczył. Nożyce losu, przecinające nic relacji, zrywające ją całkowicie. A więc to koniec, nie ma nic więcej. Morpheus wydał z siebie przeciągły wydech, wypełniony przeszłością i przyszłością, przeplatanką wspomnień.

— Czy poza fizycznością jest coś, czego ode mnie chcesz?

Nie było w tym zgorzkniałego poczucia winy czy niechęci. Wyglądał podobnie, gdy był w jego wieku, ze złamanym sercem, jeszcze bardziej żałosny, bo złamał je sam sobie w ucieczce przed prawdą, przed oceną, przed zranieniem. Nigdy nie był odważny.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#7
16.09.2024, 17:27  ✶  
Zaśmiał się na jego oskarżenia! On? Pijany? Gdzie?!
- Tak... Piliśmy. - przyznał, bo czy był sens w zaprzeczaniu? A co ważniejsze czy było się czemu trzymać trzeźwości? Nie grzeszył dając sobie chwilę swobody bez myślenia.
Oj tak, zawsze wiedział wszystko, wiedział, że minie. Czy za każdym razem tak zakładał i dlatego nic mu się nie udawało, bo przez brak wiary podświadomie wszystko niszczył? Zaraz, ale mówi to o kim?
Kolejny raz zmarszczył brwi, tym razem na wspomnienie tych wszystkich razy.
- Tak, ale wiesz czego chcę. Fizyczność zawsze była tylko deserem, ale jaki jest sens w deserze kiedy nie było dania głównego? - chciał miłości, ale był głupi jej chcąc. Opuścił swobodnie ręce. - Nigdy mi go nie dałeś i nie dasz, a od deserów już mnie mdli. Jadłem je tylko dlatego, że nadzieja umiera ostatnia. - czy się zmuszał? Było przyjemnie, nie mógł powiedzieć, że nie, ale świadomość porażki za każdym razem kiedy Morpheus odchodził dobijała coraz mocniej z każdym spotkaniem odbierała zadowolenie. - Teraz przynajmniej nie mam już nic do stracenia. - czekanie z tym na miłość, na ślub, na nie wiadomo co. Wszystko już przepadło i czas zacząć żyć w zgodzie z popełnionym błędem. Bywały błędy większe, ale to było dla niego ważne, a teraz nie miało sensu, to czekanie, obietnice i bicie się w pierś.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#8
20.09.2024, 07:23  ✶  

Uniósł wzrok na pokrywające się patyną jesieni drzewa, już nie tak soczyście zielone. Przynajmniej kilka gatunków już zaczynało brązowieć na brzegach, oddając życiodajne soki do ziemi, przygotowując się do zimy. Za szybko dla Morpheusa. Chciał spętać całą ziemię złotym łańcuszkiem czasozmieniacza i cofać jąw tył nieustannie, zamknąć w bańce czasoprzestrzeni i nie dopuścić, aby cokolwiek wydarzyło się w Dolinie. Nie chciał, aby jesień nadeszła. Jaki był sens mieć w swoich dłoniach czas i nie móc zapobiegać wydarzeniom?

— Nie warto poświęcać całej swojej duszy dla uczucia, Neil — mówił nadal z troską. Młodzieniec nie był mu obojętny, nawet jeżeli nie znaczył tyle, ile tamten chciałby, żeby znaczył. — Na jesień nastąpią kolejne ataki, a świat będzie płonął, zadbaj o siebie i rodzinę. Miałem wizję i wiem, że to będzie dotyczyło i Londynu i Doliny.

Efner mógł zrobić z tą informacją, co chciał. Mógł nie wierzyć, uznać to za brednie, leżące pomiędzy bajkami, mógł uciec do Francji, mógł zabezpieczyć dom i rodziców. Niestety, Morpheus został wychowany twardą ręką Godryka, wedle idei, że przeżywa stado, najsilniejsze stado i należy zmężnieć przez próby ognia. Tym razem dosłownie. Wieszcz planował wejść w płomienie, dać się im pożreć w imię idei. Wcale nie ideę równości, ale w imię statusu quo oraz przeciwko tyranii. Przeciwko tym, którzy zabili jego brata.

— Wejdź, pokażę ci kilka skutecznych zaklęć. Masz może w zasobach eliksir przeciwko ogniu? — dopytał się, otwierając furtkę. Zabawne, jak kawałek drewna mógł delikatnie wyglądać, lecz chroniły go tak potężne zaklęcia, że Warownia była drugim po Hogwarcie najbezpieczniejszym miejscem w Anglii. Longbottomowie lubili pokazywać się, jak zwykli ludzie, ale nawet zwykli czarodzieje nie mieszkali w ogromnej posiadłości, najeżonej magią, nie wychowywali się we współczesnej Sparcie. Nawet miękkogłosy Morpheus trzymał w dłoni miecz i wiedział, gdzie uderzyć, aby przebić najważniejsze organy wewnętrzne. Nie potrzeba Avady Kedavry, aby kogoś zabić.

— Jeśli coś będzie się działo, teleportuj rodziców tutaj. Moja szwagierka zajmie się dalszą logistyką.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#9
20.09.2024, 12:52  ✶  
Jak miał zadbać o siebie i rodzinę? Nie wiedział póki co nawet w co ręce wsadzić kiedy nic się nie działo, a co dopiero jak coś dziać się będzie. Plus to jego rodzice, dyktować im nic nie może, szczególnie, że ,,przecież tyle lat nic się nie działo, to sprawy czarodziejów, nie nasze". I tu się kończą jego argumenty.
Do tego co mógł zrobić? Zabezpieczyć dom? To kosztuje. Wyprowadzić się? To też kosztuje. Poza tym nie widział tego, jak się wyprowadzają, jego rodzice już trochę przyrośli do miejsca w jakim żyją.
Spojrzał na otwartą furtkę, spojrzał na dom, na Morpheusa. Nie podobało mu się to, bo w końcu ile razy był w tym domu? Niewiele, a jakoś za każdym razem udało im się trafić do łóżka. Nie umiał wejść na działkę.
Pokręcił głową na pytanie o eliksir.
- Ta, jakoś nie wiem czy mój ojciec by to przeżył... Nie używam teleportacji, jeszcze go na kawałki rozerwę. Z resztą nie mam różdżki... Ukradli mi. - wzruszył ramionami. Trochę się bał jego reakcji na tę informację, bo mężczyzna zawsze był za używaniem magii co chwila, a tutaj proszę, zagrożenie idzie, a wilkołak taki niegotowy.- Więc chyba nie ma potrzeby żebym wchodził? I tak nic nie poćwiczę. - dopowiedział, chcąc się trochę wytłumaczyć dlaczego dalej stoi po drugiej stronie płotu. - Ale mam samochód, jakbyś się chciał przejechać. - zaśmiał się pod nosem. Niby po alkoholu się nie jeździ, ale to leśna droga, jedyne co mogą rozjechać to kamienie.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#10
01.10.2024, 16:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.10.2024, 16:56 przez Morpheus Longbottom.)  

Morpheusa zmroziło. Nie w ten chłodny sposób, gdy o nic się nie dba. To była furia żaru, która aż ziębiła, gdy umierały komórki nerwowe. Płomienny gniew Morpheusa był jak rozszalały pożar w sercu człowieka, nieokiełznany i dziki. Rozpalał się od małej iskry, która w jednej chwili przemienia się w falę ognia, płonącą żarem nie do ugaszenia. Unosząc płonącą duszę w chaosie i gorącu, który niszczy spokój i wyrywa z korzeniami wszelką ciszę. Jego gniew był czerwienią na tle nieba, burzą, która nadchodzi z hukiem i błyskawicami, nie pytając o zgodę. To płomień, który prześwietla mroki, paląc mosty i drogi, które wydawały się stałe. W jego żarze topnieje wszystko, co słabe i kruche, ustępując miejsca pustce lub nowym narodzinom.

Naraz znalazł się po drugiej stronie płotu i złapał za koszulę Neila, desperacko odmienny gest od poprzednich, tak podobnych. Jego twarz wyrażała pomieszane przerażenie i gniew. Żyła na czole zaczęła mu pulsować.

— Przejechać? Czy ty siebie słyszysz? Czy ty jesteś niedorozwinięty? Trzeba tobą wstrząsnąć? Mamy wojnę, Neil! Wojnę w której polują na takich jak ty! Masz cel na czole! I nikt! Nikt cię nie ochroni!

Płomienny gniew jest jak dymiący wulkan, skrywany pod powłoką pozornego spokoju, aż nagle wybucha, rozlewając magmę bólu i żalu, którą trudno okiełznać. Wtej dzikości jest coś pierwotnego, coś, co przypomina o potędze ludzkich emocji, o ich sile zdolnej przemienić świat, choćby na krótką chwilę w płonące inferno.

Morpheus pozornie uspokoił się, poluzował uścisk po swoim wybuchu. Wizja samego siebie spalonego, pożogi trawiącej wszystko, co kochał, nawiedzała go we śnie. Robili wszystko, z Zakonem, aby zmniejszyć potencjalne straty. A Neil... On nawet nie próbował.

Nagle zacisnął ponownie dłoń na jego ubraniu. Teleportacji towarzyszy uczucie jakby czas i przestrzeń zatraciły swoje znaczenie. W jednej chwili jesteś tu, a w następnej, gdzie indziej, jakby świat wokół zwinął się w jedną migoczącą linię, która rozpada się w nieskończone kawałki. Najpierw poczuli lekkie drżenie, subtelne mrowienie, jakby powietrze wokół nich zaczęło wibrować, a umysł powoli odrywał się od rzeczywistości. Potem nadchodził moment całkowitego zawieszenia, jakby wszystko zamarło. ało nie waży nic, myśli stają się przezroczyste. Ostatecznie pojawło się uczucie nagłego, gwałtownego przesunięcia. Jakby zostali wciągnięci przez niewidzialny prąd, który wyrywa z dotychczasowego miejsca i w jednej sekundzie przemieszcza w nowe. Świat rozmył się na kilka sekund i wyostrzył ponownie na ulicy Pokątnej, blisko Nory Nory.

Morpheus puścił go gwałtownie i się odsunął od niego.

— Nie pokazuj się w Dolinie bez różdżki — wysyczał i znikał z cichym pyk, zostawiając Neila na ulicy, z daleka od jego samochodu, zostawiając mu na odchodne żal swojego ciemnego spojrzenia, które widziało przeszłość i przyszłość.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Morpheus Longbottom (1736), Neil Enfer (1992)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa