Rozliczono - Ambroise Greengrass - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Mgła wisiała nad obsypanymi drobnym śniegiem polami a leciutki wiaterek poruszał zamarzniętymi źdźbłami martwych, suchych traw. Szron na szybach malował obrazy kwiatów, których nie widziano od zeszłej jesieni i nie miano zobaczyć jeszcze przez najbliższe tygodnie.
Było zimno, mróz wdzierał się przez najmniejsze odsłonięcia na ciele. Wystawione na zewnątrz nosy momentalnie robiły się czerwone a skapująca z nich woda zamarzała na momencie. Słońce dopiero miało wychylić się zza horyzontu, ale pokrywa nisko płożących się chmur nie zwiastowała zbyt pogodnego dnia. Możliwe, że promyki miały wystrzelić gdzieś na chwilę, ale poranek miał być raczej pod znakiem dalszych opadów.
Ambroise zatarł skostniałe dłonie, pochuchał na nie w nadziei, że się rozgrzeje. Ledwo wyszedł z domu, nawet nie zdążył założyć skórzanych rękawic a już czuł skutki nieprzystępnej pogody. W tym momencie cieszył się z własnej zapobiegliwości i wielu warstw ubrań oraz grubego szalika, którym osłonił większą część twarzy. Nałożył rękawice, poprawił ciężką torbę na ramieniu i potupał kilkukrotnie w miejscu, żeby rozruszać ciało przed wielokilometrową drogą.
Zauważalnie teleportował się na miejsce zbiórki jako pierwszy, więc musiał zaczekać, korzystając z tego czasu postanowił powtórnie upewnić się, że ma wszystko, czego może potrzebować. Dostał zlecenie z dnia na dzień. Zazwyczaj nie przyjmował ofert udziału w ryzykownych terenowych akcjach. Jednakże tym razem coś go podkusiło, żeby rozważyć propozycje. A kiedy usłyszał więcej na temat potencjalnej nielegalnej hodowli cennych roślin w prawdopodobnie nawiedzonym, porzuconym pałacyku w środku lasu momentalnie poczuł większe zainteresowanie.
Proponowano mu naprawdę godziwą gażę za obstawę przedsięwzięcia. Miał być uzdrowicielem i botanikiem oceniającym bezpieczeństwo towarzyszy na podstawie zielarskiej wiedzy. Prócz mglistej wiedzy o nielegalnym przedsięwzięciu, zawartość budynku i jego otoczenia była nieznana. Mogli natrafić na różne dziwne hybrydy lub pułapki w stylu diabelskich sideł na sterydach zanim w ogóle dostaną się do pałacyku. Później nie miało być łatwiej.
Tym bardziej, że cała wyprawa miała na celu odnalezienie dwóch zaginionych badaczy z czarnego rynku, którzy musieli schronić się w budynku przed śnieżycą. Wyłącznie ich kolega wrócił do Londynu, ale nie był w stanie streścić zdarzeń. Niemal od razu wylądował w Lecznicy Dusz. Jego pracodawca musiał sam dowiedzieć się, co się stało z pozostałymi pracownikami. A raczej z towarem, który mieli zabrać z innej części puszczy.
Zapowiadało się zimno i niebezpiecznie, ale korzyści przewyższały potencjalne zagrożenia. Tak sądził. Czekając na pozostałych ludzi z niedużej grupy, którą miał zmontować zleceniodawca, Greengrass energicznie tuptał w miejscu. Prawdopodobnie nie powinien nadwyrężać sił przed długą drogą na piechotę (nie mogli teleportować się od razu na miejsce, bo mieli tylko mgliste wskazówki odnośnie lokalizacji pałacyku), ale inaczej by zamarzł. Bez wątpienia.
Jeśli chodzi o jego przyszłych towarzyszy, Ambroise oczekiwał, że zjawią się niedługo. Razem czy pojedynczo. Nie wiedział o nich nic poza tym, że mieli wspólny cel. Przynajmniej jeden z celów wkraczania do gęstego lasu. Każdy z pewnością miał także własne powody.
Natomiast nie wnikał. Nie zamierzał pytać. Pewnie rzeczy rządzą się swoimi prawami. Zlecenia na pograniczu prawa takie już są.