16.09.2024, 11:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.09.2024, 14:58 przez Mirabella Plunkett.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Atreus Bulstrode - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty
Ciemność rozlewała się nad Londynem, a na Horyzontalnej i Pokątnej rozbłyskiwały uliczne latarnie. Ruch słabł powoli – pozamykano już sklepy i zakłady, czynne pozostawały tylko niektóre lokale, a i te nie były tak zatłoczone, jak jeszcze rok wcześniej. Od Beltane minęło niemal półtora miesiąca, i strach, jaki zawisł nad czarodziejami w maju, słabł powoli, ale nie rozwiał się jeszcze zupełnie. Niektórzy wciąż pamiętali, co czuli uciekając z Polany, opłakiwali przyjaciół albo dochodzili do siebie po obrażeniach. Niektórzy wciąż bali się ciemności.
Florence mimo wszystko wątpiła, aby do zmasowanego ataku doszło tego wieczora na Pokątnej po zmierzchu, wędrowała więc w stronę skrzyżowania z Horyzontalną niezbyt szybko, z miną tam samo niewzruszoną jak zwykle. Wizyta na otwarciu nowej wystawy u Averych była raczej z jej strony bardziej ukłonem ku towarzyskim obowiązkom niż wyrazem autentycznego zainteresowania – Florence lubiła sztukę, i może nawet sama miałaby ochotę wrócić do malowania, gdyby nie było to zajęcia tak brudne, ale na pewno nie abstrakcyjną – nie myślała więc teraz o obejrzanych obrazach nowej, „obiecującej” artystki.
– Masz jeszcze eliksir na bezsenność? – spytała brata, bo rozmyślała o uzupełnieniu domowych zapasów eliksirów, a także o tym, czy jutro może uda się jej wyjść z Kliniki o czasie i odwiedzić bibliotekę Parkinsonów. – Kupię je w takim razie – odpowiedziała sama sobie, zanim jeszcze on odpowiedział, chyba nawet nie zauważając, że ta odpowiedź nie zdążyła paść na głos, zbyt pochłonięta układaniem w głowie listy tomików do przeczytania.
Z pewną irytacją przekonała się, że wcale nie ma u Parkinsów kopii każdej książki, jaka kiedykolwiek powstała, bo cóż, odkąd wiedzy o nekromancji zakazano, bez wątpienia z półek znikło parę pozycji.
Mieli minąć właśnie zaułek, gdy z tego wyłoniło się… dziecko. Florence przystanęła gwałtownie, nie chcąc wpaść na dziewczynkę. Uzdrowicielka w pierwszym odruchu chciała ją po prostu minąć – w drugim spojrzała na nią uważniej, kiedy dotarło do niej, że dzieciak ma ledwo kilka lat i na pewno nie powinien być o tej porze na ulicy.
– Zgubiłaś się? – spytała, pochylając się lekko i marszcząc czoło, gdy zauważyła, że dziewczynka ubrana jest w coś, co dało się nazwać tylko łachmanami. Dzieciak z Nokturna? Niektórzy naprawdę, ale to naprawdę nie powinni mieć dzieci…
Mała nie odpowiedziała.
Zamiast tego uniosła opakowanie zapałek.