• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
[13.11.70] Hello, my name is trouble

[13.11.70] Hello, my name is trouble
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
26.09.2024, 22:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2024, 21:44 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI

Brenna podejrzewała, że gdyby ktoś przeprowadził wyliczenia, w którym miejscu w Anglii ilość zbrodni na metr kwadratowy jest najwyższa, palmy pierwszeństwa wcale nie dzierżyłby Londyn, a Little Hangleton. Przynajmniej gdy szło o zbrodnie powiązane jakoś w czarodziejskim światku. Nie była pewna, kiedy to się zaczęło – kiedyś z ciekawości zerknęła do archiwów i nie brakowało tam wzmianek o tajemniczych mordach sprzed lat – ale na pewno trwało po dziś dzień. Coś tkwiło w tej ziemi: coś co albo przyprawiało o szaleństwo, albo przyciągało czarnoksiężników.
Tego dnia, gdy wieczorem przyszło zawiadomienie o trupie na granicy Lasu Wisielców Brenna, która n a p r a w d ę planowała dziś wyjść z pracy o ludzkiej porze, mimo całej, nerwowej atmosfery ostatnich tygodni (wszyscy chyba czuli, że coś wisi w powietrzu i czekali… Brenna nie była pewna na co: na coś na pewno), była skłonna uwierzyć w klątwę Gauntów.

Miała wielką nadzieję, że ofiarą nie jest Basilius Prewett.
A uważała, że ma prawo to podejrzewać. Był piątek trzynastego i przez ostatnie kilkanaście godzin nie wydarzyło się nic, co posłałoby ją do szpitala – według zasad, utartych przez ostatnie sześć lat, albo więc zastanie do na miejscu zbrodni, albo na tymże miejscu zbrodni oberwie jakąś klątwą i będzie musiała szukać pomocy w klinice. Od samego rana towarzyszyła jej… sama nie była pewna jak to nazwać: nieco nerwowe wyczekiwanie, bo wiedziała, że coś się stanie, ale nie miała pojęcia co, kiedy i dlaczego. I bardzo chciała, żeby już się stało – nie będzie wtedy musiała się zastanawiać, co to takiego będzie…

Aportowała się pośród drzew, w miejscu, w którym nie powinni dostrzec jej mugole. Jesienią zmrok zapadał wcześnie, było więc już ciemno, a poruszanie po lesie w takich warunkach nie było łatwe, zwłaszcza gdy nie chciała świecić różdżką na prawo i lewo, w pobliżu mugolskiej wioski… zresztą nie była pewna, gdzie dokładnie będzie czekać zgłaszający – przy punkcie Fiuu, czy może przy miejscu, w którym miała leżeć ofiara? Zmieniła się więc w wilczycę i ruszyła po miękkim mchu i ściółce, usianej pożółkłymi liśćmi, ciemna, ruchoma plama w mroku, węsząc w powietrzu za ludzkim zapachem. Jako wilczyca mogła poruszać się tutaj znacznie sprawniej.
Gdy go pochwyciła, ruszyła w tamtą stronę - przemieniła się wciąż pośród drzew, nie chcąc wystraszyć człowieka ani ryzykować, że jednak nie jest to wzywający. I nie, nie była ani trochę zdziwiona, gdy zbliżyła się i odkryła, że sylwetka jest znajoma.
- Cześć, Basilius. Co masz dla mnie tym razem? Ekipa zaraz dotrze.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#2
29.09.2024, 20:08  ✶  
Basilius nawet nie zakładał, że dzisiaj nie spotka Brenny. Był piątek trzynastego, na pewno któremuś z nich coś się stanie. Nie próbował tego unikać. Nie był przerażony, ani załamany faktem, że już się zdążył pogodzić z tym losem. Może jedynie nieco zmartwiony tym, że komuś z nich coś się stanie, ale tak poza tym to czuł wielkie nic. Dlatego nawet powieka mu nie drgnęła, gdy dostał list z prośbą od jednego ze swoich prywatnych pacjentów, czy nie mogliby przełożyć jutrzejszej wizyty kontrolnej jednak na dzisiaj. Wizyta była oczywiście w Little Hangleton. Czemu nawet go to nie zdziwiło? Aż dziwne, że wcześniej nie pojawił się tam w żaden piątek trzynastego, czego nie można było już powiedzieć o Brennie.
Wizyta przebiegła spokojnie i bez żadnych niepokojących elementów, co było na tyle pocieszające, że Basilius nie chciał narażać postronnych na efekty tego czymkolwiek była ta klątwą, nawet jeśli jego pacjent sam pewnie wystawiał się na jakieś negatywne efekty mieszkając w tym przeklętym miejscu.
Pech jednak zaczął się chwilę później. Gdy tylko wyszedł z domu, na jego drodze pojawiła się kobieta w łachmanach, niosącą w klatce lelka wróżebnika i zanim Basilius zdążył zapytać czy przypadkiem nie potrzebowała pomocy, ptak wydarł się na jego widok. Prewett naprawdę był przyzwyczajony do różnych upiornych rzeczy, w końcu w swojej pracy widział nie jedno, ale w rozpaczliwym skowycie ptaka było coś takiego, że całe jego ciało oblał zimny dreszcz, a on sam poczuł się nagle strasznie osłabiony. Głowa zaczęła mu sugerować zagrożenie, którego jeszcze nie było, więc teraz się wkręcał? Coś się naprawdę działo? Choroba postanowiła nagle być nieco złośliwa? Cofnął się kilka kroków do tyłu i oparł o drzewo, próbując zrozumieć co się tak właściwie działo, zostawiając kobietę i lelka w spokoju. Może... Może po prostu rzeczywiście gorzej się poczuł, był w sumie cały dzień na nogach i jeszcze nieco niewyspany. Chyba... Chyba po prostu usiądzie na jakiejś ławce, weźmie odpowiedni eliksir i poczeka chwilę, aż się polepszy. A jeśli się nie polepszy, to pewnie i tak za chwilę z krzaków wyskoczy na niego Brenna i mu pomoże. Rozejrzał się, czując że obraz rozmazuje mu się nieco przed oczami, a coraz to bardziej mroczna atmosfera po zmierzchu, jakby to zaczęła go cała otaczać, pogłebiając jedynie niepokój. Nieopodal, już przy skraju lasu, stała bardzo ładna, metalowa ławka, co pewnie w każdym innym momencie zdecydowanie by go odstraszyło, bo co mogła robić ładna ławka w Lesie Wisielców, jeśli nie mordować, ale teraz było mu już trochę wszystko jedno, bo bardzo nie chciał tutaj mdleć. Powolnym krokiem ruszył w tamtą stronę, próbując się nie potknąć, co nie dość końca mu się udało, bo gdy już był niemal na miejscu, czując się jeszcze gorzej... Potknął się.
A potem całe Little Hangleton mogło usłyszeć jak Basilius Prewett krzyczy kurwa mać. Runął do przodu, ale to nie było najgorsze. Najgorsze było to, że po upadku wylądował idealnie przed głęboką, wąska dziura, która musiała być wcześniej zamaskowana zaklęciem, tak że jego dłonie dotykały jej brzegów. Kolejna fala zimna zalała Prewetta, gdy dotarło do niego, jak mało brakowało, aby wpadł do niej i najprawdopodobniej już z niej nie wyszedł. Podniósł się powoli do siadu i ostrożnie zajrzał do dołu. I wtedy zrobiło mu się jeszcze gorzej, bo chociaż było już dość ciemno, nie miał wątpliwości że w dole coś leżało. Coś co okazało się ciałem bez głowy, gdy tylko zaświecił tam różdżką. A jakby tego było mało, gdy tylko odwrócił się, aby zobaczyć o co takiego się przewrócił odkrył, że była to ręka.
Aha.
Jak źle by było, gdyby teraz wziął na szybko swoje leki i teleportował się do domu, tak by zrzucić całą odpowiedzialność wzywania odpowiednich służb i kłopoty z tym związane na kogoś innego? Bardzo, ale to bardzo go to kusiło. Niestety tego nie zrobił.
Niestety westchnął cicho, wyciągnął z torby leki, a potem ostrożnie wstał i zawiadomił kogo było trzeba, czekając na miejscu zbrodni, aż przybędą, zrezygnowany siedząc na pobliskim pniu, bo po tym, co właśnie zobaczył za cholerę nie ufał już tamtej ławce.
W pewnym jednak momencie, gdy poczuł się już nieco lepiej, wstał powoli i podszedł do ręki, przyglądając się jej w pewnym zamyśleniu. Leżała sobie tak nieopodal dołu, bladą, okryta rękawem białego swetra, na którym nie było ani śladu krwi. To było... To nie tak, że nigdy nie miał styczności ze śmiercią, ale jednak czym innym była nieco spodziewana śmierć w szpitalu, a czym innym spotkanie z niespodziewaną śmiercią tutaj.
I chyba ta ponura refleksja, połączona z nerwową atmosfera samego miejsca jak i dokonanej tutaj zbrodni, pochłonęły go do tego stopnia, że nie zauważył Brenny, której przecież powinien się tutaj spodziewać.
Ktoś nagle podszedł i się odezwał, sprawiając że serce mu podskoczyło.
– Kurwa! – krzyknął, zaskoczony i zanim zdążył pomyśleć odskoczył w bok, oczywiście nie w stronę dziury.
Tylko po to, aby okazało się, że była tam kolejną ukryta dziura.
– Kurwa!
Na całe szczęście ta dziura była zdecydowanie mniej głęboką niż ta poprzednia. Nie znaczyło to jednak, że upadek należał do przyjemnych rzeczy.
Tym bardziej, że gdy już upadł, odkrył że dzieli ten dół z patrzącą na niego z pogardliwoscia głową jakiegoś mężczyzny.
– Kurwa!
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
30.09.2024, 07:53  ✶  
Tego dnia pech Basiliusa chyba się skumulował - ten zwykły, piątków trzynastego, został wzmocniony albo przekształcony przez czarownicę z lelkiem.
Ale Brenna o tym nie wiedziała.
I kiedy Basilius na jej widok wezwał kurwę po trzykroć - no od razu widać, że krewny Vincenta Prewetta - a potem nagle znikł z widoku, pobladła śmiertelnie. Rzuciła się ku niemu, a w jej głowie odbiła się myśl, że klątwa piątków trzynastego zwyciężyła i oto Brenna zabiła Basiliusa Prewetta.
Bo to przecież była jej wina. Zaskoczyła go, podeszła za cicho, nawet jeśli celowo zmieniła się z wilczycy w kobietę chwilę wcześniej, powinna pomyśleć. Powinna wpaść na to, że w Little Hangleton człowiek może nerwowo reagować, kiedy ktoś wychodzi nagle z lasu, po zmroku w dodatku. Do licha, równie dobrze mogłaby sama go do tego dołu wrzucić!
Ledwo jednak przypadła krawędzi dołu, odnotowała, że po pierwsze, uzdrowiciel żyje, po drugie, ma w dziurze towarzystwo głowy, po trzecie, właśnie narusza miejsce zbrodni.
- Basilius? Nic nie połamane? - spytała, że wszystkich sił starając się zachować spokój, chociaż w w jej głowie już trwała burza. Ucięta głowa, znaczy się, mieli tutaj faktycznie morderstwo. Dół zamaskowany czarami, jak nic czarodziejskie. Z tego lasu to przed świtem nie wyjdzie. - Jeśli nie, podaj mi rękę, proszę - nakazała stanowczo, pochylając się nad dziurą. Normalnie to zeskoczyłaby do niego na dół, ale jedna osoba, która wylądowała na miejscu zbrodni, to już było naprawdę dostatecznie wiele.
A kiedy pomagała mu się wydostać, pomyślała, że przecież takie rzeczy zwykle przytrafiały się jej. To ona wpadała do niewidocznych dziur. Albo przypadkiem potykała się o jakąś zbrodnię.
Cholera, chyba uzdrowiciel miał rację. W jakiś sposób go zaraziła.
- Potrzebujesz uzdrowiciela? - spytała, mierząc go uważnym spojrzeniem, szukając obrażeń, ale też oceniając stopień bladości oraz boleści, wyrażanej przez minę. - Chodź, podprowadzę cię do... do tego kamienka tam - powiedziała, w pierwszej chwili chcąc poprowadzić go do ławki, ale zaraz pomyślała, że to p pierwsze jest trochę za blisko innej dziury, po drugie, kto stawiałby ławkę w Lesie Wisielców? Nikt o zdrowych zmysłach nie rozsiadałby się tutaj, żeby odpocząć na łonie natury.
Powstrzymywała pytania, cisnącego się na usta: o to co znalazł, co tutaj robił, czy kogoś widział. W tej chwili najważniejsze było upewnienie się, czy był cały I zdrowy.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#4
04.10.2024, 09:00  ✶  
Możliwe, że była to kwestia szoke, ale Basilius na ten moment był wściekle przekonany, że kilkudniową głową, a przynajmniej na taką wyglądała, jakoś z niego szydzi. Może należała do jasnowidza, który doznał ostatniej wizji przed samą śmiercią i umarł z uśmiechem na ustach, że może I jego życie się kończy, ale przynajmniej jakiś frajer kilka dni później wpadnie do tej samej dziury, do której wrzucono jego głowę? On na pewno miał być jakąś złośliwą satysfakcję z tego powodu.
– Nie, chyba nie – odkrzyknął Brennie, wciąż wpatrując się w głowę i właśnie w tym momencie przypomniał mu się tytuł najnowszego artykułu Octaviana Uzdrowicielem jestem i nic co zgniłe nie jest mi obce. Jakoś nie poprawiło mu to humoru.
Bardzo powoli się podniósł i syknął z bólu, bo nic sobie raczej nie złamał, ale jego kostka chyba była boleśnie obita, jednak nie było na tyle źle, aby nie chwycić ręki Brenny i nie wydostać się z jej pomocą z miejsca zbrodni.
Miejsca zbrodni. No tak, bo przecież wpadł na miejsce kurwa zbrodni.
– Przepraszam – mruknął otrzepując się z ziemi, nie do końca wiedząc, czy przepraszał za klnięcie, przestraszenie się Brenny, czy też wpadniecie do dołu i potencjalne utrudnienie wszystkim śledztwa. – Nie sądziłem, że mnie tak zaskoczysz. – Skrzywił się nieco i kilka razy poruszał ostrożnie obitą stopą. Bolała i miał wrażenie, że była nieco mniej stabilna, ale buty i tak mocno jà trzymały, a on mógł chodzić. – Nie, chyba nie. To nic takiego. Jestem tylko trochę obity – zapewnił ją. Był rzeczywiście nieco bardziej blady niż zwykle, ale to chyba bardziej z szoku, bólu wywołanego upadkiem i wcześniejszego osłabienia, niż poważnych obrażeń. Już chciał się zgodzić, aby usiąść na kamieniu, kiedy nagle coś przyszło mu do głowy, a on chwycił gwałtownie Brennę za ramię, tak by nie robiła, ani kroku.
– Poczekaj Brenno, droga do pnia jest bezpieczna, ławce nie ufam, ale kamień... – Rozejrzał się uważnie po krajobrazie grozy i rozpaczy. – Ciało miało ucięte więcej kończyn. Myślę, że tu może być więcej takich dołów.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
05.10.2024, 09:28  ✶  
Trudno powiedzieć, jak Brenna zareagowałaby na to, w jaki sposób wpłynęła na karierę Octaviana - pewnie sama nie byłaby pewna, czy uznać, że pomogła mu odnaleźć życiową pasję, czy przejąć się, że pchnęła go w szpony obsesji. Może więc lepiej, że nie czytywała zwykle artykułów uzdrowicieli i nie miała pojęcia, jak postępują pracę naukowe magimedyka.
- To ja przepraszam, powinnam... iść głośniej - powiedziała, przepełniona wyrzutami sumienia, ale i ulgą, że Prewettowi nic się nie stało. Gdyby ta dziura była głębsza, chyba by sobie nie wybaczyła. – O… tak, jasne – zgodziła się bez oporów, bo nie proponowała pniaka, jako położonego dość blisko dołu z głową, ale skoro Basiliusowi to aż tak nie przeszkadzało, pomogła mu podejść tam i usiąść. – Ja chyba się ciebie dzisiaj spodziewałam – przyznała, bez uśmiechu, bo biorąc pod uwagę, że mieli tutaj ewidentnie ofiarę jakiejś zbrodni – ludzie nie gubili głów sami z siebie, i nie wrzucali ich do dołów – ale i bez żadnej frustracji. Jeżeli szło o nią, to już dawno pogodziła się pod tym względem z losem.
Obrzuciła go jeszcze jednym, uważnym spojrzeniem, a potem podeszła najpierw do jednej dziury, później do drugiej. Kroki stawiała ostrożnie, na skutek ostrzeżenia Basiliusa badając czubkiem buta, czy grunt jest na pewno solidny, i dopiero potem przenosząc ciężar ciała na stopę. Przyświeciła sobie różdżką, przypatrując się szczątkom, porzuconym w dziurach. Nie była uzdrowicielem, ale doświadczenie w tej robocie podpowiadało, że ktoś faceta pokroił, i że nie stało się to dzisiaj. Sądząc po tym, że krwi nie było aż tak wiele, albo posprzątano ją zaklęciami, albo zmyć ją zdążył niedawny deszcz… ewentualnie wcale nie umarł w tym miejscu.
W powietrzu nie unosił się charakterystyczny odór czarnej magii. Zdążyło go wywiać? Czy samego mordu dokonano bez udziału czarów, później używając ich jedynie do zamaskowania zbrodni?
Nie rozpoznawała mężczyzny, którego głowa leżała w dole. I cieszyła się z tego. Czarodziejski światek był ciasny, i bała się trochę, że ofiarą będzie ktoś znajomy, a bardzo nie chciałaby znaleźć kogoś, kogo znała, w takim stanie. Jeszcze bardziej cieszyła się, że ofiarą nie jest Basilius.
– W porządku, muszę ci zadać kilka pytań – powiedziała, gdy wróciła do uzdrowiciela, po własnych śladach. Kusiło ją, by zacząć badać teren, ale przy tym rodzaju zbrodni… lepiej było poczekać na pojawienie się reszty zespołu. – Na początek, powiedz mi proszę, z której strony tu przyszedłeś i czy widziałeś kogoś w pobliżu?
Niby wyglądało jej, że mężczyzna nie umarł teraz – całe szczęście, głupio byłoby, gdyby nieszczęście spotkało go z powodu trzynastopiątkowej magii – ale nie mogła być tego pewna, póki ciało nie trafi na stół patologa.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#6
10.10.2024, 22:21  ✶  
– Nie przejmuj się. Pewnie wpadłbym do niego nie ważne co – mruknął pocieszająco, nawet jeśli nieco bez entuzjazmu. – Tak, ja ciebie też. Wszystko dobrze? Nie jesteś ranna?
W sumie dobrze, jakkolwiek nie brzmiało to źle, bo jednak ktoś tu jakiś czas temu umarł, że to nie ona była w tym dole z odciętą głową, bo chyba naprawdę by zwariował. Ich pech był dokuczliwy, ale gdyby doprowadził jedno z nich, a zwłaszcza ją, do śmierci, gdyby Brenna przez tę klątwe, której nigdy nie powstrzymał nie posłała mu już więcej, tego irytującego uśmiechu Longbottomów, lub nie pojawiła się więcej na miejscu pechowej katastrofy... Nigdy by sobie tego nie wybaczył.
Dał się podprowadzić do pieńka, na którym od razu usiadł i westchnął ciężko. Niby już się przyzwyczaił. Niby już nie powinien tak narzekać, niby powinien już to znosić bez żadnych emocji, ale jednak byli na miejscu zbrodni, on się kiepsko czuł, bolała go kostka, a ta poza tym był poobijany też w innych miejscach, bo WPADŁ DO DOŁU Z TRUPEM.
– Ja... – zaczął masując sobie kark. – To było dziwne. Nie do końca rozumiem co się stało. – Jakby ich ostatnie kilka lat pecha nie było dziwne. – Szedłem stamtąd. – Tu wskazał palcem ścieżkę, która jeszcze niedawno szedł. – Wiesz, wracałem od pacjenta, kiedy... – Wziął głęboki oddech i skrzywił się nieco. – Nie mam pojęcia, jak to wszystko wyjaśnić Brenno, ale po prostu... Spotkałem kobietę. Nie szła z tego miejsca tutaj, a od tamtych domów. Była ubrana w łachmany i trzymała klatkę z lelkiem wróżebnikiem, który zaczął strasznie zawodzić na mój widok i... – Zawahał się, bo to brzmiało strasznie abstrakcyjnie, nawet jak na piątek trzynastego. – Kiepsko się poczułem. Uznałem, że musiałem się za bardzo pzemęczyć przy hm.. No wiesz, moim stanie, ruszyłem tutaj, by usiąść i wziąć leki i potknąłem się o... – Westchnął ciężko po raz kolejny i po prostu wskazał ręką tę drugą rękę. – Wtedy odkryłem pierwszy dół.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
11.10.2024, 15:23  ✶  
– Wpadłeś do dołu z trupem. Jak mam się nie przejmować? – zdziwiła się. Gdyby to ona tam wpadła, to co innego, bo ona i tak ciągle wpadała do jakichś dołów, nawet jeżeli zwykle nie było w nich żadnych trupów (chociaż tak też od czasu do czasu bywało). Dla Basiliusa to jednak nie było naturalne zjawisko. To było coś, co przydarzało się… no… w piątki trzynastego. Ewentualnie szóstego września albo w jakąś inną datę, gdy spotykało się dużo szóstek lub dziewiątek.
Brenna przystanęła w pobliżu Basiliusa, i chociaż przypatrywała się mu przez większość czasu, to momentami jej wzrok uciekał w stronę lasu i dołów. To był Las Wisielców, i nie było tu bezpiecznie – poćwiartowane ciało najlepszym na to dowodem. Słychać było jednak tylko szum wiatru, poruszającego gałęziami, a w bladym świetle różdżki Brenny, widać głównie ich samym oraz tańczące pośród drzew cienie. Słońce zaszło już na dobre, i choć pora nie była aż tak późna, nadciągnęła chłodna, wczesna, listopadowa noc. Brenna zadarła na moment głowę, gdy poczuła kroplę deszcz, padającą na nos i z trudem powstrzymała chęć przeklinania. Jeśli nocna mżawka nie zmyła śladów, to jak teraz się rozpada, zniknie ich resztka.
– Hm… zapamiętałeś jakieś szczegóły wyglądu? – spytała, zwracając spojrzenie z powrotem na Basiliusa. – Może była przypadkowym przechodniem, w Little Hangleton nie brak dziwaków, ale na wszelki wypadek rozejrzyjmy się za kobietą z lelkiem.
Chociaż nie mieli jej znaleźć. Brenna wpadła na nią dopiero dobre kilka miesięcy później i nawet nie powiązała wtedy z tą „przygodą”, bo do tego spotkania winny śmierci rozczłonkowanego człowieka tkwił już od jakiegoś czasu w Azkabanie.
– Masz przy sobie eliksir? Jak tylko pojawi się reszta ekipy, odstawię cię do Londynu, resztę zeznań zbierzemy później.
Zmuszanie go do dopełniania procedur teraz, w zimnie, ciemnościach, rychłej ulewie – czy ta też była częścią piątku trzynastego? Brenna była pewna, że rano nie zanosiło się na deszcz – byłoby co najmniej wredne. Zwłaszcza, że może starała się nie pytać go co rusz, co zaraz zemdleje i nie traktować jako kaleki, ale po prostu powinien dostawać taryfę ulgową.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#8
15.10.2024, 23:16  ✶  
W odpowiedzi na to pytanie Basilius po prostu rzucił jej zmęczone spojrzenie.
– Grunt, że... – Wszyscy żyją. A nie. Jednak nie. Skrzywił się nieco, gdy dotarło do niego co zamierzał nieopatrznie powiedzieć. – Przynajmniej nic sobie nie zrobiłem.
Pomijając bolącą kostkę.
Gdy już usiadł, Prewett powiódł wzrokiem za spojrzeniem Brenny, akurat tak by ciężka kropla deszczu spadła mu prosto na czoło. Super.
– Mam ci jakoś pomóc z prowizorycznym zabezpieczeniem tego miejsca? – spytał, bo chociaż nie był ekipą zajmującą się miejscami zbrodni, tak pewnie byłby w stanie rzucić jakąś kopułę, czy pole, które chociaż na chwilę nie przepuszczałyby wody, zanim nie przybędzie resztą profesjonalistów.
Pokręcił głową.
– Tylko tyle, że miała ciemne włosy i że była ubrana w łachmany – zamyślił się na chwilę. – No i ten lelek. – Lelek, który zaczął przeraźliwie krzyczeć akurat na jego widok. Czyżby samo stworzenie już widziało, co go miało spotkać kilka chwil później? A może był to jedynie zbieg okoliczności? Nie. Wątpił. Ptaszysko musiało już coś wiedzieć i z niego szydziło.
Pokręcił przecząco głową.
– Wziąłem już eliksir. Poza tym uwierz lub nie, ale wpadanie do dołu z głową całkiem rozbudza. Jeśli tak wam będzie wygodniej mogę składać wszystkie zeznania od razu o ile nie będę musiał przy tym biegać. – Nie czuł się idealnie i może raczej było mu bliżej do czucia się kiepsko, ale nie umierał i nawet nie planował mdleć, więc o ile Brenna nagle nie postanowi dostać klątwą, przez którą będzie musiał ją gonić, powinno być w porządku.
Eh... Chociaż czy cokolwiek z tego co się działo w piątki trzynastego, można było uznać za w porządku? Odwrócił się dokoła, mając wrażenie, że coś usłyszał i... Zamrugał. A potem zamrugał raz jeszcze. I jeszcze raz.
– Brenno – rzucił cicho i, o ile jeszcze czarownica sama się nie odwróciła, wskazał skinieniem głowy tę całkiem ładną i wcale nie podejrzaną ławkę, która stała jakby... Metr bliżej nich, niż wcześniej i to jeszcze obrócona w zupełnie inny sposób, tak że teraz jej przód był wycelowany prosto w nich.
Może to przypadek. Może to nie ławka mordowała ludzi jakąś klątwą. Może to była zupełnie inna dzika ławka, która chciała jedynie powiedzieć dzień dobry.
Na wszelki wypadek jednak ostrożnie (to znaczy tak szybko, że przez chwilę miał wrażenie, że zaraz obraz rozmaże mu przed oczami) wstał z pieńka i wyciągnął różdżkę.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
17.10.2024, 19:12  ✶  
Brenna rzuciła mu takie spojrzenie, że nie powstydziłby się go żaden uzdrowiciel, po tej specjalnej szkole uzdrowicielskich spojrzeń (a Brenna była pewna, że mieli z tego zajęcia w Akademii), gdy za knuta nie wierzył w zapewnienia pacjenta, że nie, absolutnie, nic mi nie jest. Ale nie skomentowała.
– Nie trzeba. Rzucę zaklęcia chroniące przed deszczem i to właściwie wszystko, nie powinnam niczego ruszać, dopóki nie ściągną patologa – powiedziała, nie dodając tego, co Prewett na pewno też wiedział: jeśli ciało leżało tutaj dłużej, a tak prawdopodobnie było, na oko wczoraj albo przedwczoraj, to ogromną ilość śladów i tak nocą zmyło.
Ten deszcz obecnie nawet Brenny nie dziwił. Idealnie wpasowywał się w mroczną atmosferę Little Hangleton nocą i w cóż, ogólną konwencję piątków trzynastego.
– Myślę, że wyjątkowo zrezygnujemy z biegania, chociaż możemy rozważyć gwiazdę albo dwie – oświadczyła, posyłając mu uśmiech, tak w ramach rozładowywania atmosfery. Nie zażartowałaby w ten sposób tuż po tym, jak Basiliusa naćpano dziwnym proszkiem, ale w tej chwili minęło od tamtego wydarzenia na tyle dużo czasu, że nie niosło już takiego ładunku emocjonalnego. – To nie powinno potrwać długo, pewnie jak patolog określi czas zgonu mogą mieć parę dodatkowych pytań, ale to też będzie formalność…
Uśmiech zamarł jej na ustach na jego kolejne słowa, odwróciła się szybko, już z różdżką w ręku.
Ławka.
Jej umysł zaciął się trochę na tym – na myśli o przeklętej, morderczej ławce, zaczarowanej tak, aby atakował przechodniów. A to nie było przecież niemożliwe, nie tak dawno urząd zajmujący się niewłaściwym używaniem przedmiotów mugoli miał wielki problem z szalejącym w mugolskim domu zestawem herbacianym… Na całe szczęście umysł sobie, a ciało sobie, bo niektóre odruchy były już w Brennę bardzo mocno wdrukowane. Mieli tutaj dziury, trupa, ławkę, która zbliżała się do nich, gdy nie patrzyli, miała wyraźnie – jak Brenna zauważyła dopiero teraz – bardzo, bardzo ostre brzegi – była ciężka i ustawiła się jakby w pozycji do ataku.
Palce lewej dłoni Brenny zacisnęły się na przedramieniu Prewetta, w gotowości do teleportowania się stąd z nim. A różdżką wycelowała prosto w ławkę, i machnęła, próbując wyczarować łańcuchy, które przygwożdżą mebel do ziemi. Czy to była paranoja? Może, ale Brenna nie uważała, aby napis „zabiła ich mordercza ławka, którą zlekceważyli” mógł dobrze wyglądać na ich nagrobkach.
kształtowanie, próba uziemienia ławki
Rzut PO 1d100 - 63
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 20
Akcja nieudana


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#10
22.10.2024, 18:57  ✶  
Basilius z kolei odpowiedział jej spojrzeniem godnym wzorowego absolwenta szkoły spojrzeń aurorów i brygadzistów, którym sygnalizowali uzdrowicielom, że naprawdę zaraz nie umrą. Bo naprawdę nie planował zaraz umierać. Gdyby planował zaraz umierać, Brenna byłaby zdecydowanie pierwszą osobą w tej sytuacji, która by się o tym dowiedziała, bo wbrew temu co sugerować by mogły jego liczne umęczone spojrzenia, jak i głośne wesrtchnięcia rezygnacji, naprawdę nie było mu śpieszno do grobu.
Na jej kolejne słowa nieco się skrzywił. Gwiazdy. Ugh... Wspomnienie, które było dla niego absolutnie żenujące, zwłaszcza że dalej nie miał pojęcia, jak tę gwiazdę udało mu się zrobić.
– Oh świetnie, akurat byłem w drodze, aby zapisać się na dodatkowe zajęcia z akrobatyki cyrkowej. Może będziesz mogła ocenić, czy mam jakieś szanse teraz, czy jeszcze powinienem trochę poćwiczyć – mruknął siląc się na słaby uśmiech., a potem nieco spoważniał. – Musiało tu leżeć już kilka dni.
Aż dziwne, że nikt wcześniej go nie znalazł. Lub jeszcze lepiej  ktoś je znalazł uznał, że nie jego problem, rzucił zaklęcie maskujące i ruszył w swoją stronę. Basilius chyba nawet był w stanie zrozumieć takie podejście.
Jeśli Brennę dopadła jakaś paranoja, to Basilius całkowicie ją teraz podzielał, bo nie miał najmniejszego zamiaru lekceważyć morderczej ławki, nawet jeśli tak naprawdę była przyjazna i chciała tylko się przywitać.
Dlatego też, gdy Brenna wyczarowała łańcuchy, a jemu mroczki przed oczami minęły, Prewett spróbował wyczarować wokół nich pole ochronne, tak na wszelki wypadek gdyby ławka miała na przykład koleżankę która chciałaby się na nich zemścić, lub gdyby ktoś chciał wykorzystać ją jako środek do odwrócenia uwagi i spróbował ich zaatakować.
Sama ławka natomiast, nie probowała walczyć, a jedynie smętnie zaakceptowała łańcuchy i to chyba dosłownie smętnie, bo może to było jedynie jego zmęczenie, ale Basilius dałby sobie rękę uciąć (oczywiście nie dosłownie mieli już tutaj za dużo obciętych rąk), że oparcie ławki pochyliło się do przodu jakby przedmiot właśnie smutno spuścił głowę. Może rzeczywiście chciała się jedynie przywitać.

Pole ochronne, rozproszenie III
Rzut Z 1d100 - 27
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 46
Sukces!
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (2569), Brenna Longbottom (2665)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa