• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
Syreni śpiew i żałoba [10.04.1970] - Icarus & Millie

Syreni śpiew i żałoba [10.04.1970] - Icarus & Millie
strength [reversed]
Your hands protect the flames
From the wild winds around you
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Przedsiębiorca
Wzrost: 177 cm, czarne włosy, brązowe oczy, silny londyński akcent, ubrany zwykle w luźny garnitur: często bez marynarki, z kamizelką i kilkoma rozpiętymi guzikami koszuli.

Icarus Prewett
#21
03.10.2024, 18:47  ✶  
Nie rozumiał do końca, o co chodziło M. Przecież nie chciał jej w żadnym razie podrywać! Nie była w jego typie ani pod względem wyglądu (jakoś dotychczas podobały mu się jedynie rude osoby), ani osobowości. Ba! Bez alkoholu i bardzo dziwnych okoliczności nawet by chyba jej nie polubił. Los jednak łączył ludzi z różnych środowisk. Choć niekoniecznie zawsze były to związki romantyczne.

Nawet jak był pijany, potrafił się domyślić, że zachowanie Millie było jedynie zasłoną. Za tymi wszystkimi przekleństwami, niewybrednymi tekstami o seksie i przemocą musiała się kryć osoba bardzo wrażliwa. Pod tym względem Icarus czuł z nią jakąś wspólnotę.

– Nie będę ci tłumaczył, czym jest katharsis – westchnął ciężko i zaczął malować. – Wiesz, jakbyś potrzebowała pomocy jakiegoś medyka, to mój brat się na tym zna. Basilius Prewett się nazywa. To dobry człowiek. Chyba tylko on by mnie żałował, gdyby syrenie się udało. On i Ellie, moja mała siostrzyczka.

Nigdy nie był w tym specjalnie dobry. Portret nie wychodził tragicznie, ale już na pierwszy rzut oka widać było, że nie potrafił uchwycić proporcji twarzy M. Wybrał czerwień, barwę idealnie pasującą do temperamentu kobiety, więc karkołomne próby stworzenia światłocienia wyglądały jak ślady krwi na jej policzkach. To w sumie całkiem pasowało.

– Chyba będę musiał podpisać, kto jest na obrazie, bo inaczej nie będzie wiadomo, że to ty – odparł z lekkim uśmiechem. – I zanim coś powiesz, owszem, to żałosny fortel, żeby poznać twoje imię. Choć prawdą jest też to, że jestem chujowym malarzem.

Icarus ledwie utrzymywał stabilność, stojąc przed sztalugą, a gdy mówił, pewne wyrazy nie do końca odnajdywały właściwe brzmienie. Jednak nie było też barier, które wcześniej stawiała racjonalność, a myśli o śmierci odrobinę się stłumiły. Jakby postawił barierę między nimi, a tym, co właśnie odczuwał. Było to w pewnym stopniu uwalniające.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#22
08.10.2024, 13:00  ✶  
– Jesteś bratem Bazyliszka?! – jej reakcja była natychmiastowa i bardzo dynamiczna. Tak jak pogoda na morzu mogła gwałtownie się zmienić, tak teraz jego porywaczka zaśmiała się w głos rozbawiona, po czym podeszła do niego i uściskała go mocno. – No to kurwa, dobrze, że Cię uratowałam, Bazyliszek by się bez Ciebie zapłakał! – zaciśniętymi piąstkami mocno poszorowała mu przez moment plecy, tak na rozgrzanie, choć bimber zrobił swoje i oboje byli bardzo ciepli. I śmierdzący.

Millie uwaliła też swoje płótno na ziemię, najwidoczniej nie potrzebowała sztalugi. Przyniosła też trzy puszki farby, którą znalezionym usyfionym nożem pozbawiła wieczek.
– No to teraz to wiem, że mnie nie podpierdolisz, wiec no.. ee.. Millie Moody, do usług. – skłoniła się chwiejnie, bo jednak alkohol robił swoje, po czym przysiadła na dupie i rzuciła między nich kilka pędzli. – Dobra słuchaj niech będzie ta Twoja katarakta przez sztukę, ale malujemy swoje portrety, tak? Ale ale... zakaz czarnego! Jebać czarne farby. Tobie dam... dam Tobie srebro. Byłeś krukonem czy ślizgonem w ogóle? – czknęła – Wyglądasz na krukona jak Liszek. I mówisz tak mądrze jak on czasami. Znaczy nie zawsze wiesz, bo widujemy się tylko na kawę co jakiś czas i to są takie pojebane godziny. – pokiwała głową – zwykle gadamy o robocie, więc totalnie nie ogarnęłam, że możesz być jego bratem. Ale numer. – Na moment umilkła i zawisła nad płótnem. Śmierć ojca Icarusa, oznaczała też bowiem śmierć ojca Bazyliszka, tak to chyba działało. Cień przemknął przez jej bladą twarz, ale nie chciała wracać do tego tematu. Byli w syrenim gnieździe i mieli zapomnieć. Nachlać się wódy i śmiać i żyć i oblać farbą. Bo smutek i śmierć nie przywróci tych co odeszli.

Wiedziała coś o tym.

– Sorka, zawiesiłam się bo myślałam, że mam inny odcień srebrnego, nie chce wiesz... żeby było że masz szare włosy, jeszcze się obrazisz, że wyzywam Cie od staruchów. – Wyszczerzyła się. – Gdzieś tu powinnam mieć czerstwy chleb i trochę sera jak zgłodniejsz. I szczątki ostatniego śmiałka który się wpierdolił do mego syreniego leża – zażartowała, po czym pierwszym pociągnięciem pędzla zainicjowała portret, nie dbając za bardzo o to, jak on wyjdzie. Nie taki był cel. Nie taki. Cel.

W końcu zapomnieli, złożeni na rozbitych deskach żałoby, w kryjówce pozbawionej drzwi, kryjówce przed światem i lękiem. I choć rano obudził ich koszmarny kac i skóra ujebana farbą, uśmiechnęli się do siebie nim ich drogi się rozeszły, wymieniając portretami. Mildred bardzo liczyła, że Icarus dalej będzie się uśmiechał. Bez względu na okoliczności. Bez względu na wielkiego siniaka, który zakwitł na jego ślicznej buźce.

Siniaki jednak znikną, a pamięć o niepamięci pozostanie.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Icarus Prewett (3963), Millie Moody (3637)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa