Electra w końcu dotarła pod odpowiedni adres i wdrapała się na pierwsze piętro. Przed wejściem poprawiła jeszcze wsuwki we włosach (dzisiaj jej loczki były nieposkromione, więc ograniczyła się tylko do spięcia ich tak, by nie opadały na twarz), a potem, z mieszanką ekscytacji i ciekawości, zadzwoniła do drzwi. Była trochę na styk, ale pani Kelly raczej nie odgryzie jej za to głowy, prawda?
'Cause her boyfriend is the rock 'n' roll
Electra w końcu dotarła pod odpowiedni adres i wdrapała się na pierwsze piętro. Przed wejściem poprawiła jeszcze wsuwki we włosach (dzisiaj jej loczki były nieposkromione, więc ograniczyła się tylko do spięcia ich tak, by nie opadały na twarz), a potem, z mieszanką ekscytacji i ciekawości, zadzwoniła do drzwi. Była trochę na styk, ale pani Kelly raczej nie odgryzie jej za to głowy, prawda?
Electra tak naprawdę nie miała szczególnie czego się obawiać. Nie była goblinem – a to już zapewniało jej dodatkowe punkty. Charlotte naprawdę martwiła się, że jej syn ma za mało znajomych i popadnie w złe towarzystwo: co jeśli faktycznie umówiłby się na piwo z goblinami? Albo – co byłoby trochę lepsze, ale tylko odrobinkę – zaczął prowadzać się z jakimiś wampirami, charłakami, wiłami, przeklętymi klątwą żywiołów lub wilkołakami? (Nie mogąc już nienawidzić mugolaków, Charlotte część swoich uprzedzeń zwróciła ku goblinom, a resztą nieufności obdarzała inne jednostki odbiegające „od normy”, chociaż tutaj już nie była to jakaś nienawiść, raczej pewna ostrożność. Zwłaszcza gdy szło o jej dzieci.)
Być może do Jessie powinien otworzyć, ale Charlotte pierwsza pomknęła ku drzwiom.
– Witaj, ty musisz być Electra – przywitała się, obdarzając ją jednym ze swoich najcieplejszych uśmiechów (Anthony mógł doskonale wiedzieć, że serwowała je bardzo chętnie nauczycielom, których chciała oszukać, współpracownikom, od których czegoś chciała albo osobom, przed którymi planowała uchodzić za tę nieszkodliwą, miłą Puchoneczkę). – Bardzo się cieszę, że przyszłaś, Jessie sporo o tobie opowiadał. Zapraszam do salonu. Mam nadzieję, że lubisz ciasto czekoladowe? Jessie! Twoja koleżanka przyszła?
No doprawdy, jak panicz Kelly mógł przedstawiać tę uśmiechniętą, przemiłą kobietę w żółtej sukience jako potwora wcielonego. Koloryzował, jak nic.
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
Nie zdążył jednak usłyszeć odpowiedzi, bo oto goście nadchodzili. Siostra Prewetta nie obchodziła go za bardzo, tak długo jak nie łamała serca starszemu z bliźniaków, choć Anthony wierzył, że nie był w stanie docenić prawdziwie miłości ten, kto nie miał choć raz problemów kardiologicznych z tego tytułu.
Tymczasem Anthony przybrał uśmiech polityka roku, który rozświetlał oblicza wielu magom podążającym do pracy i zmuszonym do oglądania przystojnej twarzy z ruchomych plakatów Rosiera. Stanął za swoją kuzynką, która jak zawsze wyglądała promieniująco, rozmyślając w cichości serca o sprawach, które chciał przed nią poruszyć, ale jednak wciąż się obawiał to zrobić. Aura jaką roztaczała wokół siebie była zawsze zastraszająca i Anthony był jej wdzięczny za to za każdym razem, gdy spotykał się z zagranicznym dyplomatą, który uważał siebie za zastraszającego. Charlotte wyznaczyła w okresie jego dorastania taką skalę, że w gruncie rzeczy dzięki niej przestał bać się konfrontacji z własnym ojcem. To, że teraz się nie widywali było tylko i wyłącznie jego wyborem.
Ale teraz się uśmiechała i on się uśmiechał i wszystko wyglądało jak na pięknym obrazku.
– Anthony Shafiq, bardzo miło mi Ciebie poznać młoda damo. – Uścisnął jej dłoń, wyzbyty salonowej kokieterii, w końcu byli w domu Charlotte, rozpaczliwie próbując sobie przypomnieć co i czy w ogóle Jessie mówił mu o tej dziewczynie. Kiedy widzieli się ostatnio poruszali zupełnie inne tematy, a potem to co wydarzyło się przez te przeklęte lustro... Nie żeby był zaskoczony - w końcu żyli w świecie, w którym czasem drzwi do kuchni mogły się nagle okazać portalem do innego wymiaru, a niezbyt rozsądnie kupiony szampon w promocji obrastał głowę kakstusem, niemniej...
– Długi dzień w pracy? – spróbował, bo przecież jego prawie-że-chrześniak przecież nie spotykał się z bezrobotną i bezrozumną pannicą. A nóż, dzięki temu pytaniu dowie się czym niewiasta się zajmuje? Przy okazji zmierzali już do salonu, bez sensu było stać w progu, gdy ciasto czekało.
-Ponieważ mama nie wierzy, że moimi znajomymi nie są tylko gobliny, Electra chciała was poznać i bardzo doceniam, że tu jesteś! - zawołał Jessie ze swojego pokoju, poprawiając jeszcze włosy.
Trochę zaczynał się czuć, jakby faktycznie miał tego dnia zapoznać swoją mamę i wuja ze swoją dziewczyną, a nie przyjaciółką. Z pewnością to uczucie nabrałoby mocy, gdyby byli z nimi również Rita, Jonathan i Morpheus, ale obecność jedynie Charlotte i Anthony'ego pozwalała mu się uspokoić i przypomnieć sobie, że "Hej! Zaprosiłeś na herbatę przyjaciółkę, która chciała poznać twoich bliskich. Nie ogłaszasz swoich zaręczyn!". Jeśli kiedykolwiek nadejdzie taki dzień, z pewnością będzie bardzo zestresowany.
I tak, to Jessie powinien otworzyć drzwi i miał zamiar to zrobić, jednak Charlotte go w tym uprzedziła, co trochę go zaskoczyło. Obserwując, jak jego mama wita się z Electrą, uniósł jedna brew i porozumiewawczo spojrzał na wuja. Który to był numer uśmiechu?, mówiło jego spojrzenie.
-Hej, Iskierko - powiedział, podchodząc do Electry. -Ładna sukienka. Nowa?
Jeszcze jeden lokator dołączył do komitetu powitalnego, a był to Benji, który wybiegł z pokoju Jaspera i przybiegł do Electry, skacząc przy jej nogach, kręcąc się i merdając ogonem, jak opętany.
-Dokładnie, to jest mój wujek, Anthony, a tu jest moja mama, Charlotte Kelly - może trochę oficjalnie, ale chciał to zrobić, jak należało.-Mamo, wujku, to jest właśnie Electra Prewett, o której wam mówiłem.
Tak naprawdę więcej o Electrze opowiedział Charlotte, kiedy wrócili z Wesołego Miasteczka. Anthony mógł pamiętać, że to imię padło kilka razy podczas ich rozmów, częściej w czasie wakacji w szkole, niż teraz, ale Jessie nie opowiadał mu wielu historii ich przyjaźni. Oboje, Anthony i Charlotte, znali historię z tłuczkiem i Jęczącą Martą i oboje wiedzieli, że Jessie bardzo Electrę lubił.
-Przyniosę herbatę - powiedział, kierując się do kuchni, kiedy Tony, Charlotte i Electra (a także Benji) szli do salonu.
Na szczęście któreś z nich (on albo Charlotte) pomyślało, żeby wcześniej przygotować herbatę i zaczarować ją, by nie traciła temperatury, dzięki czemu mógł szybciej wrócić do salonu z zastawą i przygotowanymi przekąskami.
-Mam nadzieję, że nie - powiedział, słysząc pytanie od wuja. -Mówiłem ci, że przemęczanie się nie jest dobre.
'Cause her boyfriend is the rock 'n' roll
Dziewczyna spodziewała się, że to były Krukon otworzy drzwi. Jakie więc było jej zaskoczenie, kiedy w wejściu zamiast młodego bruneta, zobaczyła absolutnie przepiękną kobietę, która uśmiechała się do niej promiennie. Teraz wreszcie zrozumiała, dlaczego (zgodnie z opowieściami Jessiego) Charlotte uważała się za osobę wyglądającą zajebiście zawsze i wszędzie.
— Tak, dzień dobry! — przywitała się, odwzajemniając uśmiech. — To ja dziękuję za zaproszenie, miło mi wreszcie panią poznać! I tak, bardzo lubię ciasto czekoladowe. — na razie pani Kelly wcale nie wydawała się straszna, wręcz przeciwnie.
Kiedy przeszła przez próg, zauważyła stojącego za kobietą Anthony'ego Shafiqa. Chociaż doprawdy, ciężko byłoby go przegapić, ze względu na imponujący wzrost (plakaty Rosierów go nie oddawały!).
— Mi również bardzo miło pana poznać. — z wyćwiczonym uśmiechem, uścisnęła dłoń polityka. Trochę dziwnie było tak widywać się ze sławnymi osobami w codziennych okolicznościach, ale najwyraźniej w rodzinie Kelly nie było to nic niezwykłego.
Potem wreszcie zobaczyła panicza, który ją tu dzisiaj zaprosił.
— Cześć, słońce. — przytuliła przyjaciela na powitanie. — Tak! Sama ja uszyłam, według wzoru z magazynu. — ten projekt chodził za nią już od dawna, a teraz wreszcie miała motywację by go skończyć przed spotkaniem. Kiedy Benji zaczął jej skakać pod nogami, schyliła się by go pogłaskać. — Tobie też cześć, słodziaku.
Uśmiechnęła się jeszcze raz do Charlotte i Anthony'ego, kiedy Jessie oficjalnie ich sobie przedstawił. Było to bardzo miłe z jego strony, chociaż myślała, że rodziny półkrwi były luźniejsze jeśli chodziło o przestrzeganie etykiety.
Idąc w stronę salonu, zastanowiła się nad odpowiedzią na pytanie Shafiqa.
— Na szczęście nie. Chociaż powinnam raczej powiedzieć "niestety", bo odwołali mi sesję zdjęciową, ale dowiedziałam się o tym dopiero jak przyjechałam o szóstej rano do agencji. — westchnęła. Aż tak było po niej widać wczesną pobudkę? Przynajmniej udało jej się zdrzemnąć chwilę przed wyjściem. Polityk pewnie nie oczekiwał, że Prewettówna będzie aż tak wylewna, ale dziewczyna czuła się na tyle swobodnie, by nie musieć ograniczać swojego wrodzonego gadulstwa.
Normalnie pewnie pokazałaby Kelly'emu język za ten komentarz, ale teraz miała się zachowywać jak dama. Chciała przecież zrobić dobre wrażenie na jego rodzinie, bo jeszcze pomyśleliby, że ma na niego zły wpływ (a czy faktycznie tak było? ciężko stwierdzić). Rzuciła mu więc tylko ukradkiem spojrzenie z wyrzutem.
— Spokojnie; jak już ci mówiłam, potrafię o siebie zadbać. Ale też chciałabym móc wreszcie zacząć oszczędzać. — jako, że Electra dalej mieszkała w rodzinnym domu z braćmi, tak naprawdę mogła wydawać zarobione pieniądze wyłącznie na siebie. Zazwyczaj były to jakieś drobiazgi, ale ostatnio zaczęła myśleć nad kupnem własnego samochodu, o czym jeszcze nie miała okazji powiedzieć przyjacielowi.
Cokolwiek Charlotte sobie pomyślała o Electrze, jej fryzurze czy stroju, o tych iskierkach i słońcach, czy było to pozytywne, neutralne, czy negatywne, nie dało się tego odczytać z twarzy kobiety. Niewymowna w tej chwili spoglądała na Prewettównę przyjaźnie, a po wprowadzeniu jej do salonu – nie jakiegoś wielkiego, za to z nowymi, bez wątpienia drogimi fotelami, kanapą i dywanem (co zawdzięczali temu, że pies zniszczył fotel i dywan, a Jonathan poniósł konsekwencje, wymieniając meble, by do siebie pasowały) – pozwoliła, by Electra pierwsza wybrała sobie miejsce.
Na stoliku, który wyjątkowo został stary, bo Charlotte go lubiła, a miał uniwersalny design, czekało już wspomniane ciasto czekoladowe, pokrojone już na kawałki, krakersy, obrane cząstki jabłka, dżem oraz miód do herbaty w miseczkach.
– Siadaj, gdzie tylko zechcesz i częstuj się, Jessie już idzie po herbatę – powiedziała, uśmiechając się do niej pogodnie. Sama usiadła na jednym z foteli i założyła nogę na nogę, poprawiając sukienkę, sięgającą normalnie za kolana, bo niestety, taka moda obowiązywała w świecie czarodziejów (nad czym Charlotte ubolewała). – Sama uszyłaś swój strój? Jessie nie wspominał, że zajmujesz się też szyciem. Słyszałam, że występujesz jako modelka. Chciałabyś zostać projektantką? – spytała, splatając dłonie na kolanach. Wiadomość o odwołaniu sesji tak w ostatniej chwili przyjęła z myślą a czego oczekujesz od mugoli, kompetencji? i pełnym współczucia spojrzeniem. Prawdziwym czy udawanym? – Niektórzy czasem tak lekceważą nowych pracowników, jestem pewna, że nie ośmieliliby się potraktować w ten sposób modelki, która ma już wyrobioną pozycję. Bardzo źle to o nich świadczy. I o podejściu do ludzi, i o krótkowzroczności, bo przecież powinno zdawać sobie sprawę, że takie zachowania mogą zostać zapamiętane.
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
Przełknął to bez trudu, jak wiele innych słów, które dalej padły. Lubił ubrania, szanował Rosierów za ich pomysły i jakoś wykonania, ale na bogów, żeby się samemu tym zajmować? Czym on się zajmował w tym wieku? Roztaczał sieć, werbując ludzi, którzy pracowali dla niego i za niego, bankrutował mugolskie kraje na giełdzie, wygryzał sobie drogę ku ciepłej, miłej i dożywotniej posadzie. Czym zajmowali się oni? Młodzi. Przyszłość magicznej społeczności?
Jego twarz obmalowana była życzliwym uśmiechem, głowa łagodnie kołysała się, gdy trzeba było przytaknąć. Powiedzieć, że był zdruzgotany to mało, ale pokornie przyjął rezonujące wciąż słowa Charlotte, że głównym walorem Electry jest fakt, że nie ma metra, pomarszczonej twarzy i bardzo długiego, haczykowatego nosa. Powinien wspomnieć przyjaciółce, że już wstępnie rozmawiał z Jasperem na temat ewentualnego wyjazdu, że próbuje go umówić z kimś, kto może czegokolwiek go nauczyć więcej, niż można było wyciągnąć z tego przeklętego szkockiego zamku.
A teraz musieli siedzieć i się uśmiechać i zapewne nie komentować faktu, że dziewczyna mogłaby znaleźć sobie jakiś normalny, uczciwy zawód i wpierać Jaspera w jego ambicjach klątwołamaczych, a nie mówić coś na temat oszczędzania? Z jak lichej gałęzi Prewettów musiała się wywodzić.
– Agencji? – zwątpił nieoczekiwanie, przekrzywiając głowę pytająco to na Charlotte, to na Electrę, potrzebując uściślenia, bo choć znał się na świecie mugolskim w sposób zaskakujący jak na swoją pozycję (z czym też się bynajmniej nie afiszował, nie było to zbyt popularne hobby), o tyle nie potrafił połączyć tego słowa z faktem, że ktoś robi drugiej osobie zdjęcia.
A gdyby on usłyszał, że według jego mamy po prostu kłamał i tak naprawdę to Electra nie była w jego typie, po prostu przewróciłby oczami i pewnie nawet nie wchodziłby z nią w dyskusję, bo przecież mama wie najlepiej. Była to jednak wygodna wymówka, gdy ktoś za bardzo drążył temat i unosił sugestywnie brwi z tym głupkowatym uśmieszkiem, gdy Jasper wspominał o swojej przyjaciółce. Chociaż czasami w jego głowie pojawiało się pytanie, czy Electra patrzyłaby na niego inaczej, gdyby był dziewczyną, bo chociaż wiedział, że zainteresowania romantyczne byłej Gryfonki nie ograniczały się jedynie do kobiet, tak czasami ta sama osoba mogła wywołać zupełnie inne odczucia, gdy pojawiał się jej obraz płci przeciwnej. A potem Jasper w myślach klepał się po policzku, bo o czym ty w ogóle myślisz? i rozmyślania szły w zapomnienie.
Wrócił do salonu już z herbatą w momencie, w którym Charlotte mówiła o braku profesjonalizmu mugolskiej agencji. ...nie ośmieliliby się potraktować w ten sposób modelki, która ma już wyrobioną pozycję mogło nie brzmieć najlepiej w stosunku do Electry, ale w sumie Charlotte nie powiedziała nic złego. Można było to zrozumieć jako poradę dla Electry, by pomyślała o zmianie agencji na taką, która bardziej szanuje swoich modeli, jeżeli nie była ani nie będzie to pierwsza taka sytuacja.
-Odwołali ci sesję? - spytał Electrę, podając każdemu filiżankę z herbatą. -Powiedzieli dlaczego? - bo chyba nie zrobiliby tego “bo tak”, prawda?
Nie zrozumiał powodu, dla którego spojrzała na niego wcześniej z takim wyrzutem. Nie powiedział nic złego, a po prostu się o nią martwił, tak samo, jak ona czasami przypominała mu o bardzo istotnych i niezwykle oczywistych rzeczach. Modeling może sprawiał wrażenie łatwego zawodu (stoisz i ładnie wyglądasz, co w tym trudnego?), ale po drugiej stronie drzwi agencji sprawa wyglądała zupełnie inaczej, o czym Jasper mógł dowiedzieć się jedynie od samej Electry, gdy akurat naszło ją na zwierzenia.
-Electra jest modelką w jednej z mugolskich agencji modelek i jeśli ktoś kupuje mugolskie magazyny mody, to może trafić na jej zdjęcia - odpowiedział wujowi, mieszając łyżeczką w herbacie, do której dodał trochę miodu. -I, jak widać, potrafi zaprojektować całkiem ładne stroje. - dodał z uśmiechem, zerkając na przyjaciółkę.
[a]Przez chwilę przeszło mu przez myśl, żeby przedstawić Electrę jako poważną Panią Biznesu, która wspomaga młodych przedsiębiorców, ale czy powinien wspominać, że Electra właściwie będzie pomagać twórcy kontrowersyjnych świeczek? Nie był do końca pewien, jak jego mama i wuj by na to zareagowali. A może dowiedziałby się o nich czegoś ciekawego? Na szczęście nie był takim masochistą, żeby zaglądać matce do torebki.
'Cause her boyfriend is the rock 'n' roll
Od kiedy Prewettówna zaczęła przyjaźnić się z Jessiem, zastanawiała się, jakby to było odwiedzić kolegę w jego domu albo zaprosić go do siebie. Zdawała sobie jednak sprawę, że tak długo jak mieszkała z matką, było to niemożliwe. Kiedy Elise dowiedziała się, z kim zadaje się jej córka w szkole, powiedziała, że Electra powinna "przebywać w towarzystwie chłopców z dobrych rodzin, a nie jakichś huncwotów półkrwi". Ale teraz matka wyprowadziła się na wieś, więc może niedługo Jessie będzie mógł wpaść do ich kamienicy i poznać resztę rodzeństwa Prewett.
Dziewczyna wybrała siedzenie z prawej strony kanapy i położyła obok siebie torebkę.
— Tak, moja mama pochodzi z Rosierów i już od dziecka uczyła mnie szycia. — wyjaśniła z dumą. Pewnie w porównaniu z pracą medyka czy polityka, krawiectwo nie wydawało się aż tak ciężkim zajęciem. Niemniej, Electra włożyła dużo pracy w naukę tego rzemiosła i lubiła się chwalić swoimi dziełami. — Kiedy byłam młodsza myślałam o zostaniu projektantką, ale teraz nie mam jakiegoś konkretnego planu na życie. Zobaczymy, może kiedyś faktycznie uda mi się otworzyć własny butik? Na razie cieszę się tym, co mam. — powiedziała z uśmiechem. Widać było, że dziewiętnastolatka woli żyć teraźniejszością, niż marnować czas robiąc jakieś praktyczne plany na przyszłość.
Pani Kelly ewidentnie przejęła się opowieścią dziewczyny o dzisiejszej akcji w agencji, co dobrze o niej świadczyło. Słowa Charlotte były ostre, lecz niestety zgodne z prawdą; to nie był pierwszy raz, kiedy Electra została tak potraktowana, a zdarzało jej słyszeć jeszcze gorsze historie od innych modelek. Świat czarodziejów nie był jednak pod tym względem lepszy, o czym przekonała się niedawno, kiedy Charlie Mulciber wyznał, że został zmuszony do pozowania do zdjęcia bez koszulki.
— To prawda... Ale oczywiście tych na górze to nie obchodzi. — westchnęła. Włodarze nie przejmowali się zdaniem modeli, bo co ci tak naprawdę mogliby im zrobić? Branża modowa i modelingowa były bardzo toksyczne, przynajmniej w Londynie. — Jeśli takie sytuacje będą się powtarzać, mogę po prostu odejść. Nie jestem jakoś bardzo związana z tą agencją ani nawet z modelingiem jako ścieżką kariery. — Prewettówna wiedziała, że ma wielkie szczęście mieszkając w domu rodzinnym z braćmi, którzy się nią zajmują i gotują obiadki (a przynajmniej Basil gotował). Inne młode osoby, które przybyły z prowincji do Londynu w poszukiwaniu sławy, nie mogły sobie pozwolić na zerwanie kontraktu z agencją, niezależnie od tego jak drakoński by nie był. Owszem, kasa z sesji była jej potrzebna, ale w ostateczności dziewczyna mogła przecież pójść pracować w jakimś sklepie albo w barze Icarusa (nawet jeśli Elise by się czepiała, że "to nieodpowiednie zajęcie dla czystokrwistej czarownicy z dobrego rodu").
— Dzięki. — powiedziała, kiedy Jessie podał jej filiżankę. — Nie do końca? Chyba był jakiś problem z harmonogramem przez to, że nagle w tym samym studiu miała się odbyć inna sesja. Najgorsze, że nie powiedzieli mi jeszcze, czy będę mieć tę samą sesję w innym terminie. — pokręciła głową i dodał łyżeczką trochę miodu do herbaty. Sesje raczej nie były odwoływane "bo tak", chyba, że zdjęcia miał robić jakiś fotograf-dupek, który uważał, że inni mają tańczyć jak im zagra.
Wiedziała, że przyjaciel tylko się o nią martwi, ale jakaś część Electry chciała udowodnić, że nie jest już małą dziewczynką i potrafi zadbać o siebie. Bo przecież widać było, że ma wszystko ogarnięte na cacy, prawda?
Konsternacja pana Shafiqa była zrozumiała, bo w czarodziejskim społeczeństwie chyba nie funkcjonowało coś takiego jak "agencja modelek". Już miała wyjaśnić Anthony'emu, jak dokładnie wygląda jej praca, ale ubiegł ją Jessie. Kiwała więc tylko głową, na potwierdzenie słów chłopaka. Nie mogła się też nie uśmiechnąć, słysząc komplement z jego ust.
— Dzięki, słońce! To prawda, w wolnych chwilach dalej projektuję. — posłała mu promienny uśmiech i upiła łyk herbaty.
Prewettówna była dumna z tego, że udało jej się przekonać młodego Mulcibera do współpracy, ale na razie wolała się z tym nie afiszować. Słabe serce Basila mogło nie wytrzymać wiadomości o tym, że jego młodsza siostrzyczka pomaga przy promocji penisoświeczek, a Anthony mógł przecież wspomnieć coś na ten temat podczas wizyty. Dziewczyna planowała więc, póki co, zachować swoje wsparcie dla młodego przedsiębiorcy w tajemnicy, choć była przekonana, że taki kobieciarz jak Shafiq na pewno doceni jej pomysł na zrobienie świeczek w kształcie damskich genitaliów.
– Mugole mają więcej domów mody, magazynów i firm kosmetycznych i tak dalej. Agencje pośredniczą więc między nimi, a modelkami – uzupełniła po pytaniu Anthony’ego. Uśmiechała się dalej miło, spoglądając na Electrę znad filiżanki, i absolutnie nic w jej wyrazie twarzy nie zdradzało, co jej chodziło po głowie. – Nie myślałaś o pracy dla Rosierów? Mugole używają przecież tych okropnych, sztucznych materiałów i ich ubraniom… zwykle brakuje magii.
„Zwykle”, bo parę mugolskich ubrań Charlotte w szafie miała – tych więcej odsłaniających, nie do końca zgodnych z czarodziejską modą, ale oczywiście starannie wybranych, dobrze uszytych i nie z tego straszliwego poliestru.
– Trudno mi też sobie wyobrazić, jak ma wyglądać codzienne życie pośród ludzi, przed którymi trzeba stale ukrywać, kim się jest…
Guzik prawda. Charlotte stale ukrywała, kim jest, przynajmniej pośród ludzi, którzy nie byli jej bliscy. Udawała nawet teraz.
Użytkownicy przeglądający ten wątek: