Mieszkanie Nicholasa
Rodolphus obudził się zlany potem. Krzyczał, bo czuł fizyczny ból. Wrzeszczał, miotając się na łóżku, nie rozumiejąc co się właśnie stało. Przed chwilą był stadem - jedną jego małą cząstką. Znajdował się na samym dnie, był pogardzany, poniżany i bity. Miał szansę wyrwać się spod jarzma tyranii, a teraz znowu był tu. W mieszkaniu, w ciepłej ciemnej pościeli, tuż obok Nicholasa. Słyszał własny krzyk, ale nie potrafił przestać, chociaż przecież koszmar już się skończył. Zostawił jednak trwały ślad. Bolały go plecy, bolało całe ciało ale także dusza. W końcu był wolny, ale Robert nie żył. Wiedział to, bo przed zaśnięciem Przysięga Wieczysta straciła na mocy, a on sam poczuł się tak, jak wtedy, we śnie - gdy uwalniał się od oprawcy.
To był prawdziwy koszmar. Żaden z tych koszmarów, które miał do tej pory na przestrzeni swojego krótkiego życia, nie był tak realistyczny i nie powodował tak mocnego bólu. Co najgorsze: bolał go nie tylko mózg, ale także każda komórka jego ciała. Zasypiając czuł ulgę nie do opisania, lecz nie był w stanie wyrwać się z objęć Morfeusza i zasnął. Spodziewał się, że sny które spętają jego jaźń, będą przyjemne, nawiązujące do tego wspaniałego uczucia, które mu towarzyszyło tuż przed zamknięciem oczu. A jednak było zupełnie odwrotnie.
Był cały spocony. Czarne włosy lepiły mu się do czoła, a on sam nie był w stanie otworzyć oczu. Bolało go gardło od krzyku, a był to krzyk niemalże zwierzęcy, nieludzki prawie że. Jednocześnie ciałem Lestrange'a targały skurcze mięśni, zmuszając je do przewracania się i rzucania na pościeli, jakby próbował się jednocześnie od czegoś odgonić i zarazem to złapać. Wyglądało na to, że wraca mu świadomość, bo on sam zaczynał ją odzyskiwać, lecz dla osoby trzeciej musiał jeszcze spać i przeżywać najgorszy koszmar w swoim życiu.