adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI
Brenna podejrzewała, że gdyby ktoś przeprowadził wyliczenia, w którym miejscu w Anglii ilość zbrodni na metr kwadratowy jest najwyższa, palmy pierwszeństwa wcale nie dzierżyłby Londyn, a Little Hangleton. Przynajmniej gdy szło o zbrodnie powiązane jakoś w czarodziejskim światku. Nie była pewna, kiedy to się zaczęło – kiedyś z ciekawości zerknęła do archiwów i nie brakowało tam wzmianek o tajemniczych mordach sprzed lat – ale na pewno trwało po dziś dzień. Coś tkwiło w tej ziemi: coś co albo przyprawiało o szaleństwo, albo przyciągało czarnoksiężników.
Tego dnia, gdy wieczorem przyszło zawiadomienie o trupie na granicy Lasu Wisielców Brenna, która n a p r a w d ę planowała dziś wyjść z pracy o ludzkiej porze, mimo całej, nerwowej atmosfery ostatnich tygodni (wszyscy chyba czuli, że coś wisi w powietrzu i czekali… Brenna nie była pewna na co: na coś na pewno), była skłonna uwierzyć w klątwę Gauntów.
Miała wielką nadzieję, że ofiarą nie jest Basilius Prewett.
A uważała, że ma prawo to podejrzewać. Był piątek trzynastego i przez ostatnie kilkanaście godzin nie wydarzyło się nic, co posłałoby ją do szpitala – według zasad, utartych przez ostatnie sześć lat, albo więc zastanie do na miejscu zbrodni, albo na tymże miejscu zbrodni oberwie jakąś klątwą i będzie musiała szukać pomocy w klinice. Od samego rana towarzyszyła jej… sama nie była pewna jak to nazwać: nieco nerwowe wyczekiwanie, bo wiedziała, że coś się stanie, ale nie miała pojęcia co, kiedy i dlaczego. I bardzo chciała, żeby już się stało – nie będzie wtedy musiała się zastanawiać, co to takiego będzie…
Aportowała się pośród drzew, w miejscu, w którym nie powinni dostrzec jej mugole. Jesienią zmrok zapadał wcześnie, było więc już ciemno, a poruszanie po lesie w takich warunkach nie było łatwe, zwłaszcza gdy nie chciała świecić różdżką na prawo i lewo, w pobliżu mugolskiej wioski… zresztą nie była pewna, gdzie dokładnie będzie czekać zgłaszający – przy punkcie Fiuu, czy może przy miejscu, w którym miała leżeć ofiara? Zmieniła się więc w wilczycę i ruszyła po miękkim mchu i ściółce, usianej pożółkłymi liśćmi, ciemna, ruchoma plama w mroku, węsząc w powietrzu za ludzkim zapachem. Jako wilczyca mogła poruszać się tutaj znacznie sprawniej.
Gdy go pochwyciła, ruszyła w tamtą stronę - przemieniła się wciąż pośród drzew, nie chcąc wystraszyć człowieka ani ryzykować, że jednak nie jest to wzywający. I nie, nie była ani trochę zdziwiona, gdy zbliżyła się i odkryła, że sylwetka jest znajoma.
- Cześć, Basilius. Co masz dla mnie tym razem? Ekipa zaraz dotrze.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.