Tym ostatnim tekstem odrobinę go rozczuliła. Do tego stopnia, że o mały włos, a z tej kontrolowanej przemiany wyszło tyle co żałosne ni to ludzkie, ni to już wilkołacze powarkiwanie. W ostatniej chwili jednak, zanim wydarzyło się coś niekontrolowanego, albo coś o czym Faye nie dałaby mu nigdy zapomnieć, spiął się w sobie i wyciągnął bestię na zewnątrz. Jak zwykle zrobił przy tym odrobinę hałasu, bo przemiany nigdy nie należały do czegoś najprzyjemniejszego. Było to wręcz bolesne odczucie, bo taka nagła zmiana formy, właściwie całej swojej budowy ciała, nadwyrężała jego wytrzymałość. W sumie to mogłoby nawet wyjść z tego coś zabawnego, gdyby nie udałoby mu się przemienić w tą zakichaną hybrydę, a Trevers i tak wybiegłaby w stronę obozowiczów. Pewnie sama musiałaby się przemienić w przeklętą, tylko taką nieco bardziej uroczą, niż on. Właściwie mogłaby zawsze to robić z jakimś malutkim, kwiatuszkiem za uchem, by dopełnić tego obrazka.
Przytomność odzyskana, więc mógł działać. Najpierw usłyszał wołania Fajki, bo jej głos wyłapywał o wiele szybciej, niż wszystkie inne w tej sytuacji. Po prostu dobrze znał te melodię i był bardziej wyczulony na jej dźwięk, bardziej wrażliwy. Bandziory pewnie już byli wstępnie przestraszeni, bo nieludzkie odgłosy przemiany w hybrydę, nie było czymś co napełniało optymizmem. A jeśli coś napełniało to prędzej gacie kałem. Nie kazał im długo czekać na swoje objawienie i wyskoczył z krzaków z pełnym impetem. Lądując na wprost bandy, zaryczał przeraźliwie na całe gardło, szczerząc przy tym kły i prezentując ostre szpony. Zgodził się na prośbę brunetki, więc w pierwszej kolejności chciał ich skutecznie przerazić, żeby sami przed nim spierdolili, niżeli faktycznie miał im robić jakąś krzywdę.
Sukces!
Akcja nieudana
Jednak nie zamierzał się zatrzymywać, bo szybko dostrzegł, że Fajka jakoś zbyt szybko wyszła z roli. Wmieszała się w wycofującą się grupę i najwidoczniej zniknęła gdzieś w namiotach, bo nie potrafił jej dostrzec. Dlatego zaczął ściągać płachty materiału, jedna konstrukcja po drugiej. W końcu przy której próbie rzuciła mu się w oczy. I szczerze nie do końca mu się spodobało to co dostrzegł. To on tutaj naraża się dla ich dwójki, wystawiając się na przeciw kilku, może kilkunastu różdżek, właściwie to na jej prośbę, nie atakuje tylko straszy, przez co bardziej się naraża na oberwanie zaklęciem, a ona co? Rzuca się najpierw po te jaja, zamiast spróbować wspierać go w nastraszeniu gnojów? Oj nie ładnie, bardzo nie ładnie. Doskoczył do niej i chwycił ją za ramię, solidnym uściskiem, ale uważając żeby nie zrobić jej krzywdy. W końcu był jeszcze przez chwilę nieco silniejszy, niż zwykły czarodziej. Zawarczał przez zaciśnięte kły, wyraźnie sugerując, że to co robi mu się nie podoba. Drugie łapsko z kolei wyciągnął przed siebie, jasno sugerując żeby oddała mu to co przed chwilą zamroziła. Inaczej mogli się nie rozstać tak czule, jak się powitali.