- Przyprowadziłem ich - powiedział - twoje dzisiejsze koty - i wtem odwrócił się do was. Istota, czymkolwiek była, wzbudzała w was odrazę i strach, a teraz odwróciła się w kierunku (jak myśleliście) waszej kryjówki i zaczęła czołgać się jak zwierzę, chociaż noszone przez nią ubranie rwało się do góry jakby nie podlegało prawom grawitacji.
- Przyprowadziłem ich - powiedział - twoje dzisiejsze koty - i wtem odwrócił się do was. Istota, czymkolwiek była, wzbudzała w was odrazę i strach, a teraz odwróciła się w kierunku (jak myśleliście) waszej kryjówki i zaczęła czołgać się jak zwierzę, chociaż noszone przez nią ubranie rwało się do góry jakby nie podlegało prawom grawitacji.
That's why it's fun.
Yaxleyówna pamiętała to uczucie, które ogarnęło ją w Kniei, kiedy przeszukiwała las po Beltane. Chłód, jakby jej kości miały zamarznąć, a szczęście, które w niej tkwiło zaczynało się ulatniać. Nie zamierzała niepotrzebnie ryzykować, bo wiedziała, jak kończą ci, którzy spotykają widma na swej drodze, szczególnie nieprzygotowani. Nie zapomni nigdy widoku tego chłopca, który wcale nie był już chłopcem. Wyssały z niego całą energię życiową, znaczy nie do końca całą i chyba to było w tym najgorsze, odebrały mu najlepsze lata życia, zostawiły duszę w starym ciele, które nie miało przed sobą zbyt wielu lat. To było straszne.
- Wiem, także, jakby co to spierdalamy, nie warto ryzykować. - Geraldine praktycznie niczego się nie bała, ale te istoty wzbudzały w niej strach.
Ruszyli za Wkurwionym, szli dosyć długo, aż doszli do głębi Kniei. Robiło się coraz ciemniej, zimniej. Pojawił się niepokój. Yaxleyówna czuła, że wejście do lasu mogło okazać się być jednak bardzo złym pomysłem.
Zatrzymała się w końcu, żeby na spokojnie obserwować to, co działo się przed nimi.
Dostrzegła tę istotę, która siedziała przy jednym z dębów. Wiedziała, że to nie wróży niczego dobrego, że to ona powoduje to dziwne uczucie, które zaczęło ją wypełniać.
Nie spodziewała się jednak, że tak szybko zostaną zdemaskowani, najwyraźniej mężczyzna przyprowadził ich tu celowo, dali się wprowadzić w pułapkę? - KURWA MAĆ. - Wysyczała przez zęby, kiedy istota zaczęła się czołgać w ich kierunku. Nie zamierzała pozwolić jej się im do nich zbliżyć, to mogło się zakończyć bardzo głupią i niepotrzebną śmiercią, a ona przecież chciała żyć. - Spierdalamy. - Nie miała zamiaru zostawić tu Atreusa, złapała go za nadgarstek, żeby pociągnąć go ze sobą.
– to have someone see you.
Dlatego skrzywił się odrobinkę, kiedy Geraldine okazała się być tą rozsądniejszą z ich dwójki, ale nic na to nie powiedział. W tym momencie był to dla niego przejaw strachu - czegoś co sam powinien czuć i się tego posłuchać. Ale ciężka atmosfera, która wypełniała las, nie do końca do niego trafiała. Zachowywał ostrożność, oczywiście, starając się by Wkurwiony nie zwrócił na nich uwagi, ale jego mniemanie o tym jak mogło się to dalej potoczyć pozostawało nieco wygórowane.
Szli dość długo, aż w końcu ich oczom ukazała się dziwaczna istota wspierająca o drzewo. Widma były... inne. Prawda? Nie był pewien czy faktycznie coś w tej zjawie było upiornie karykaturalnego, czy może był to efekt nabudowującej się atmosfery, która przenikała na wskroś to miejsce. A potem Wkurwiony się odezwał i uczucie zawodu zaczęło ciążyć tak samo jak upiorność kniei. Zostali wystawieni.
Odraza mieszała się ze strachem, kiedy Bulstrode zacisnął nieco mocniej palce na różdżce, a to pierwsze tylko wzmogło się, kiedy istota zaczęła czołgać się w ich stronę w jakiś karykaturalny sposób, z rwącym się ku górze ubraniu.
Dobrze, że byli tutaj we dwójkę i że Yaxley wiedziała dokładnie co może ich spotkać, jeśli nie podejdą do tego odpowiednio. Bo Atreus pewnie znalazłby się w podobnej sytuacji jak kiedy wpatrywał się w błękitny płomień na dnie limbo - o wiele za blisko śmierci. Nawet podniósł różdżkę, chcąc zareagować, ale Geraldine złapała go za nadgarstek i pociągnęła za sobą, a on uległ, dokładnie tak samo jak uległ Victorii, kiedy nie pozwoliła mu iść w stronę ognia. Nie pozostawało mu nic innego jak rzucić się do biegu w ślad za blondynką, kiedy słyszeli za sobą szelest pełzającej przez listowie istoty.
!Wkurwiony
That's why it's fun.
Wiedziała, że to nie było takie oczywiste. Jeśli ktoś nie miał doczynienia z tym wcześniej, czy nie widział efektów tego, co niosło obcowanie z tymi stworzeniami mógł nieco lekceważyć sytuację. Yaxleyówna naprawdę rzadko kiedy się czegoś bała. Tutaj jednak nie zamierzała pokazywać, jaka to nie jest odważna. To mogło ją zbyt wiele kosztować, nie zmieniał tego nawet fakt, że była tu z Atreusem, który wzbudzał w niej chęć rywalizacji, miała wrażenie, że był jedną z nielicznych osób z którymi mogłaby mierzyć się we wszystkim tylko po to, aby utrzeć mu nosa, była w stanie robić naprawdę najgłupsze rzeczy. Tyle, że to, co mogli stracić nie było tego warte.
Poszła po rozum do głowy, i zamierzała zabrać ze sobą stąd Bulstrode'a. Nie wybaczyłaby sobie gdyby zostawiła tutaj brata Florence samego. Nie mogłaby być osobą, która pozwoliła mu zostać. Przyjaciółka by jej tego nie wybczyła, zresztą ona sama też nie mogłaby sobie spojrzeć w oczy. Przyszli tutaj razem i razem musieli się stąd wydostać. Niczego nie była tak pewna, jak tego.
Decyzja była prosta, szybka, bardzo szybka. Musieli gnać przed siebie i nie dać się złapać temu dziwnemu stworzeniu, które nie do końca przypominało widmo. Było inne, nie mogła jednak teraz się nad tym zastanawiać, bo musiała spierdalać ile tylko miała sił w nogach, co chwila sprawdzała, czy Atreus jest obok niej. Musiała się upewniać, że nie zostawał w tyle.
W końcu udało im się dobiec do brzegu lasu, mogli z niego wyjść, co najważniejsze, nie zostali dzisiaj zeżarci.
Oczywiście nie miała zamiaru jeszcze wracać do domu, to był dopiero początek. Zamierzała poprosić Atreusa o to, aby poszedł z nią do mieszkania Wkurwionego i tam z nią na niego poczekał, musieli to wyjaśnić.
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości