adnotacja moderatora
Rozliczono - Atreus Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III
Pan Mulpepper miał w tym tygodniu ewidentnie pecha, bo już trzeci raz składał zeznania na temat tego, co działo się w okolicach jego apteki. Tym razem jednak nie rozchodziło się o chuliganerię, która nie potrafiła czytać tabliczek informujących o braku krwi jednorożca w sprzedaży, bo zamiast kulturalnie znowu obrzucić mu witrynę pomidorami, ktoś przetoczył mu się przez przybytek z zaklęciami. Atreus nie był do końca pewien co on tutaj właściwie robił, bo dla niego brzmiało to jak sprawa dla brygadzisty, który właśnie robił sobie przerwę w spisywaniu źle zaparkowanych mioteł, albo ganianiu kogoś z gangu miotlarskiego, ale nie zamierzał narzekać na to że nie musiał właśnie siedzieć za biurkiem. Mulpepper z resztą zarzekał się, cały poczerwieniały na twarzy z emocji, że rozbita w drobny mak witryna to był najmniejszy z jego problemów. Dziwny, żywiczny osad, pozostały przede wszystkim na ościeży witryny podpowiadał że może faktycznie ktoś zrobił tutaj coś więcej niż rzucił złośliwe zaklęcie, które miało na celu nadwyrężyć portfel właściciela.
Po krótkim wysłuchaniu tego, co początkowo aptekarz miał im do powiedzenia, Atreus ewakuował się na zewnątrz, pozostawiając resztę rozmowy Erikowi. Sam przykucnął przed sklepową witryną, bawiąc się różdżką nad pozostałościami po osobliwym zaklęciu albo czymkolwiek to mogło być. Równie dobrze ktoś mógł ten sklep obrzucić łajnem błotoryja i Bulstrode też potrzebowałby chwili, żeby się w tym połapać, bo egzaminy ze wszystkich zakresów biologii to zdał na tyle, żeby go tylko do Ministerstwa przyjęli.
- Oddawaj - jakiś bachor warknął do drugiego, wyrywając mu nadtłuczoną fiolkę.
- Nie, ja to znalazłem, jest moje - zawył drugi, przepychając się z nim w bramie pobliskiej kamieniczki. - Oddawaaaaaaaaaaj
Dzieciarnia, zajęta swoim małym konfliktem, nawet nie zauważyła kiedy auror podniósł się ze swojego miejsca i stanął przed nimi, przez moment przyglądając tylko kto wygrywa. Ekscytacja wiążąca się ze znalezieniem ich małego skarbu mieszała się teraz ze złością, że muszą się nim dzielić.
- Co tam macie chłopaki? - zagadnął ich grzecznie Atreus, w nagrodę otrzymując skrzywione wyrazy twarzy i niezadowolone spojrzenia, że w ogóle się w to miesza.
- A ty co, policja? - gówniarz, już nie dzieciak, zmierzył go podejrzliwym spojrzeniem, szybko jednak namierzając klamrę z ładnie wygrawerowanym na niej symbolem Ministerstwa. Dlatego właśnie nienawidził noszenia tego okropnego munduru i pewnie by tym gnojkom pogroził, gdyby nie potrzebował długo tutaj stać by wyczuć o wiele lżejszy, ale wciąż ten sam zapach, który unosił się wokół wejścia do sklepu Mulpeppera. Niby nie było to nic nadzwyczajnego, ale im bardziej dzieciaki machały tą fiolką, tym intensywniejszy stawał się popielny zapach, ulatniający się z pozostałości substancji osiadłej na szkle.
- Dobra, nie mam na to czasu. Dawajcie te fiolkę, no, szybko. Dobrze wiem że ją zawinęliście spod witryny apteki - dzieciaki, jak na komendę, cofnęły się o krok z bojowymi minami mierząc Atreusa, nagle jakże zgodne w tym by obrać go za wroga numer jeden.
- Zostaw nas bo zaczniemy krzyczeć - ostrzegł go ten odrobinkę wyższy, fiolkę chowając za plecami.
- Słuchaj no, gówniarzu... - auror zmarszczył brwi, ale nie zdążył dokończyć myśli bo zaraz dzieciaki jak na komendę wydarły się w niebogłosy.
- Ratunku, ten pan chce nam pokazać fujarę!