• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[ 18.08.1972 ] – Każdy Prewett z miotły spaść musi

[ 18.08.1972 ] – Każdy Prewett z miotły spaść musi
Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#1
28.10.2024, 11:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.11.2024, 20:39 przez Vincent Prewett.)  
Okolice New Forest, Szalona Miotła
Vincent Prewett i @Basilius Prewett



Ten dzień miał być zwykły, spokojny, normalny, bez ekscesów. Miał spotkać się ze swoim bratankiem, nic poza tym. Po prostu miał być zwykły letni dzień, bez bójek, polowań na jakiś czarnoksiężników, czy łowców magicznych stworzeń. Chciał zapalić, coś zjeść, wypić, a może nawet najebać się z członkiem swojej rodziny. Cokolwiek byle tylko było to z dala od podniesionego ciśnienia na wskutek zastrzyku adrenaliny. W jakim był błędzie to oceńcie sami. W końcu sytuacja taka jak ta zdarza się może raz na milion? Basilius przyniósł miotłę, którą Vincent miał przetestować. W końcu kiedyś był naprawdę dobrym pałkarzem. Tłuczki trzęsły się przed nim ze strachu i same leciały w odpowiedniego przeciwnika. Tak to przynajmniej zapamiętał. Dawno nie latał, więc zgodził się bez zastanowienia. W konńcu to jak jazda na rowerze, nie? Nie zapomina się…

Wsiadł na nią, wzbił się w powietrze. Coś szarpnęło. Nie przejął się – w końcu miał trzydzieści lat, a latał ostatnio jako nastolatek. Wbił się wyżej, przyległ ciasno do miotły i przyśpieszył. Znowu szarpnęło. Tym razem mocniej, dwa razy na boki. Z jego ust wydostało się siarczyste kurwa. Nim się zorientował miotła sama zaczęła nim sterować, miotać na boki, aż w końcu zaczął na niej pikować w stronę mugolskiej wioski. Pięknie, Brenna to go zamorduje jak zobaczy go za kratami za łamanie nie ujawniania tego, że magia istnieje. Nie mógł się skupić na niczym innym jak na tym, że zaraz przypierdoli w wioskę i ujawni latające miotły tym tłumokom nie magicznym. Basilius był gdzieś tam na dole, a on był tu gdzieś na górze.

Zabije tego młokosa, pogruchoce mu kości, matka go nie pozna, zniszczy nawet jego rodzinę! – tak, wiem, myśli Vincenta Prewetta nie miały pokrycia w rzeczywistości, ale był wściekły. Chciał wylądować, chciał zapanować nad tą cholerną kupą drewna, a nie mógł. Co go podkusiło, aby na nią wsiąść tak bez zastanowienia? W jego odczuciu trwało to wieczność, ale w końcu miotła zaczęła się wycofywać z wioski, ale nadal się nie wracała. Jakby zwisnął w przestrzeni? Czuł jak miotła rwie się, szarpie, ale miał wrażenie, że coś próbuje nad nim zapanować. Może jego bratanek rzucał zaklęcia, aby go ściągnąć w dół?

Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#2
29.10.2024, 01:23  ✶  
Miotłę dostał w sumie całkiem przypadkiem od jednego ze swoich prywatnych klientów, wielkiego fanatyka miotlarstwa. Miotły oczywiście absolutnie nie chciał, ale nie pomagała uprzejma odmowa, tłumaczenie mu, że Basiliusowi naprawdę nie wypada, czy też powtarzanie, że nawet nie potrafiłby dobrze na niej latać. Pacjent się uparł. I to do takiego stopnia, że po prostu wysłał ją Basiliusowi pocztą, a że akurat miał się spotkać z Vincentem, a na siostrę był dalej nieco wkurzony za próbę swatania go, uznał że już wiedział co z tym podarkiem zrobić.
Miotła była nowa. I to nie tak, że jej nie sprawdził. Oczywiście, że ją sprawdził, wciąż mając w pamięci wydarzenie sprzed kilku dni, kiedy pewna stara miotła postanowiła unieść go wysoko, co skończyło się bolesnym upadkiem i to jeszcze przy Florence, której już i tak tamtego dnia podpadł. Na tej miotle na pewno nie było też żadnych klątw. Sprawdził to dwa razy. Nie było też żadnych Innych potencjalnie złośliwych zaklęć. Co więcej, sam na nią wszedł i zawisl metr nad ziemią, aby upewnić się, czy przypadkiem nie oszaleje jak tamta. Nic się nie stało.
To znaczy, nic się nie stało, dopóki na miotłę nie wlazł Vincent, któremu jakimś cudem udało się wkurzyć naprawdę porządną miotłę. On przynajmniej miał to usprawiedliwienie, że miotła z której spadł była stara. A tutaj? Może po prostu rzeczywiście nad tą rodziną wisiała jakaś klątwa, bo to już nawet nie było kurwa śmieszne.
Zaklął, widząc jak drugi Prewett traci kontrolę nad miotłą i wyciągnął różdżkę, ruszając za nim biegiem, czy raczej bardziej szybkim krokiem, bo bieganie skończyłoby się tylko tym, że jeszcze by zasłabł.
Nie wiedząc do końca, jak bezpiecznie ściągnąć Vincenta na dół, Basilius po prostu postawił na zaklęcia, rzucając czar na miotłę, który może i nie zapanował całkowicie nad tym cholernym kijkiem ze słomą, ale Vincent przynajmniej już nie leciał przed siebie. Zmarszczył brwi w skupieniu i rzucił kolejny czar, zastanawiając się przy tym, czy zostanie zamordowanym przez Vincenta, liczyło się do robienia rzeczy, które łamały daną Florence obietnicę, że w sierpniu będzie odpoczywał.

Rzut na ściągnięcie Vincenta na miotle, translokacja (I)

Rzut O 1d100 - 2
Akcja nieudana

Rzut O 1d100 - 17
Akcja nieudana
Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#3
03.11.2024, 21:02  ✶  

Chwila spokoju jak Vincent wisiał w powietrzu i nic się nie działo. Względna cisza, może przed burzą? Miał nadzieję, ze Basilius poćwiczył swoje umiejętności czarowania i ściągnie go w końcu na dół. Nie miał zamiaru lądować znowu u Florence na kozetce z kolejnym złamanie. Chyba wtedy to już miałby wysuszoną głowę do końca swojego życia, albo w sumie to nawet i po śmierci nie zapomniałby tego spotkania, nie?

Chwila ciszy minęła zdecydowanie zbyt szybko, bo nagle miotłę znowu zerwało na szarpanie się, wzbiła się wyżej i jeszcze wyżej, aby szybciej zacząć pikować w dół. Chyba to, co robił jego bratanek sprawiło, że miotła jeszcze bardziej była wściekła. Jako, że nie założył gogli do latania miał załzawione oczy i zapewne wszędzie przylepione robactwa do brody, włosów i twarzy. Nie podobało mu się to, ale starał się nie otwierać usta, bo dodatkowa porcja białka nie była mu dzisiaj potrzebna. Miał ochotę zwyzywać pół świata za to, co się z nim działo.

Próbował szarpać miotłą, aby opóźnić spotkanie z wioską, aby dać więcej czasu Basiliusowi na naprawienie tej sytuacji, ale to niewiele dawało. Miotła się z nim kłóciła jak dzieci o to, kto wygrał w gargulki.

Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#4
04.11.2024, 19:18  ✶  
Ogólnie to rzucanie zaklęć na szalejącą miotłę, która najwyraźniej nie chciała słuchać się nikogo poza samą Matką, a pewnie i samej Matki nie, absolutnie nie było zadaniem łatwym. Większość zaklęć Prewetta omijała szalejącą miotłę, a te które jakimś cudem ją trafiły, nie były najwyraźniej na tyle silne, aby powstrzymać dalsze podniebne eskapady Vincenta. A ten się jeszcze, jak na złość, szarpał w tak głupi sposób, że jedynie wszystko utrudniał! Naprawdę nie mógł się jakoś miotać praktyczniej?
Kolejne zaklęcie i już miał się cieszyć, że miotła, wreszcie się ugnie pod jego zaklęciami, ale nie.
Kurwa mać po prostu świetnie.
Miotła zaraz zamorduje Vincenta.
A jak miotła zamorduje Vincenta, to wtedy Vincent na pewno zamorduje jego.
A jak Vincent zamorduje jego, to Basilius chyba zamorduje wszystkich nad swoim grobem, zbyt zirytowany tą całą sytuacją.
Nie wspominając już nawet o tym, że gdzieś po drodze, w odpowiedzi na te wszystkie morderstwa, Florence zamorduje i jego i Vincenta i miotłę.
Ah no i była jeszcze Brenna, która pewnie jakimś cudem i tak niechcący przywołasz jego ducha w kolejny piątek trzynastego, bo przecież wątpił, czy miałby spokój od Longbottom nawet po swojej śmierci. Nie, nie wątpił. Był tego cholernie pewny.
W każdym razie śmierć Vincenta byłaby mocno problematyczną i wolałby jej uniknąć.
Zacisnął jeszcze mocniej palce na różdżce, przebiegł kilka kroków, aby być bliżej drugiego Prewetta, i ponownie rzucił zaklęcie, już rozważając, że jeśli mu teraz to nie wyjdzie, to po prostu, śladem za swoją kuzynka, która sama ostatnio przechodziła łapanie spadających Prewettów, spróbuję stransmutować ziemię tak, by była miększa.
Zatrzymaj się, zatrzymaj się, zatrzymaj się – powtarzał w myślach, czując jak przez jego ciało obmywa falą stresu za każdym razem, gdy Vincent niebezpiecznie się przechylał.

Translokacja ponownie (I)
Rzut O 1d100 - 39
Akcja nieudana

Rzut O 1d100 - 29
Akcja nieudana
Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#5
11.11.2024, 13:21  ✶  

Vincent nie miał wyboru, musiał improwizować mając nadzieję, że jego bratanek nie był debilem i jakoś sobie poradzi z wymyśleniem, co zrobić dalej z dziką miotłą. W końcu zaszarżował w kierunku wysokich drzew, miotła owróciła go do góry nogami, a Vincent bez zastanowienia puścił się miotły wpadając w sam czubek drzew. Obił się o głezię, kilka z nich złamał próbując się ich złapać, ale nie było to zbyt proste, w końcu łapiąc się ostatniej gałęzi ręką zawisł półtora metra nad ziemią niczym wyrośnięta małpa. Był podrapany, obolały i prawdopodobnie miał coś złamane, ale pewności nie było.  Ze głuchym stęknięciem puścił się drzewa i zwalił pod nim na nogi, aby zaraz upaść na plecy i zamknąć oczy. Był wyczerpany i nie chciało mu się ruszać. Czekał aż Basilius go znajdzie. Miał teraz czas, aby pomyśleć o swoim życiu i może wyjechać w góry hodować jakieś kozy. Czasami miał wrażenie, że był za stary na takie ekscesy, a potem przypominał sobie, że przecież istniała jeszcze Brenna, a nie mógł pozwolić na to, aby poczuła ulgę z powodu jego nieobecności.

Lubił Longbottom trochę bardziej niż zakładał, zbyt często określał ją w swojej głowie jako przyjaciółkę i to sprawiało, że zawsze o niej myślał, gdy widział pączki lub ciastka. W sumie zjadłby jakieś ciastko, albo nie…

– Papierosy – wybełkotał i usiadł w końcu opierając obolałe plecy o pień drzewa. Wyciągnął z kieszeni podartych spodni paczkę mugolskich fajek, wcisnął je między wargi i po chwili już wydmuchiwał dym z ust. Zamruczał przy tym czując jak ból odpływa, oczywiście nie ten fizyczny, a ten wyimaginowany przez jego wielką wyobraźnię. Gdzie podziewał się Basilius? Uporał się już z problemem miotły? Zerknął na zegarek. Spóźniał się i miał zamiaru mu to powiedzieć jak tylko ten do niego dotrze.

Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#6
12.11.2024, 20:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.11.2024, 20:25 przez Basilius Prewett.)  
Dowodem na to, że Basilius naprawdę troszczył się o swoją rodzinę (zanim zacznie opieprzać Vincenta, że zezłośił dobrą miotłe) zdecydowaniem było to, że gdy drugi Prewett spadł na drzewo i z drzewa, Basilius miał wrażenie, że zaraz naprawdę dostanie zawału.
Zanim jednak uzdrowiciel rzucił się, aby pomóc swojemu krewniakowi, szybko wycelował w szalejącą miotłę kolejną porcją zaklęć, tym razem z innej dziedziny zaklęć.
Transmutacja (II)
Rzut N 1d100 - 54
Sukces!

Rzut N 1d100 - 60
Sukces!

I tym razem na szczęście wszystko zadziałało tak jak miało zadziałać, a miotła, trafiona zaklęciami, zaczęła się kurczeć, blednąć i już po chwili była piórkiem, które powoli upadało w dół, niezdolne do dalszego, szaleńczego lotu.
No dobrze. Jeden problem z głowy. Teraz należało tylko połatać tego bardziej problematycznego Prewetta i to jak najszybciej.
– No chyba sobie żartujesz – rzucił do Vincenta, gdy tylko dopadł do poturbowanego czarodzieja. I to się właśnie nazywało uzależnienie! Jego wuj spadł wlaśnie z miotły i zdecydowanie mocno obił, ale najwyraźniej papierosy były najważniejsze. – Zgaś to, albo przysięgam, transmutuje tego papierosa w drugą miotłę, wsadzę cię na nią i zrzucę.
Albo to, albo zacznie szaleńczo kaszleć, próbując wzbudzić w nim wyrzuty sumienia, że dym papierosowy niszczył już I tak naruszone zdrowie jego bratanka. Chociaż prawdę mówiąc wyrzuty sumienia to najbardziej obecnie czuł on sam.
– Przysięgam nie wiem, jak to zrobiłeś, że doprowadziłeś tę miotłę do szaleństwa. Gdzie cię boli? Nie ruszaj się. Masz coś na ból u siebie?– Mówiąc to oczywiście już z bardzo dokładną uwagą, przyglądał się Vincentowie w poszukiwaniu obrażeń, a potem rzucił na niego kilka zaklęć, mających powiedzieć mu co dokładnie zostało uszkodzone i złamane pewnie poza głową lata temu.
Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#7
19.11.2024, 20:52  ✶  

Słysząc jego obudzony głos po dłuższej chwili siedzenia sobie w milczeniu pod drzewem i relaksowaniu się otworzył tylko jedno oko i ostentacyjnie wypuścił dym z ust. Wiedział, że Basilius denerwował się mocno na jego nałóg; (Vincent wcale nie uważał, że miał problem, wręcz twierdził, że nie musi palić, robi to bo lubi i rzucić może każdego dnia, ale nie czuł takowej potrzeby i tak ze swoim trybem życia umrze dosyć szybko), ale Vinnie nic sobie z tego nie robił, uśmiechnął się tylko i nim jego bratanek zareagował odrzucił niedopałek na ziemię i zgniótł jakimś kamyczkiem, który znalazł się pod jego ręką.

– Spóźniłeś się – odparł ignorując jego przytyk co do papierosów. Usadowił się wygodniej i spojrzał na niego z cichym westchnięciem – już tak nie panikuj, to ja spadłem z miotły w krzaki – mruknął. Zerknął na niego z ukosa, gdy ten zaczął pytać o jego rany, złamania i inne uszczerbki na zdrowiu. – Bawisz się w Flo? – burknął udając, że znowu zapomniał iż Basilius jest lekarzem. – Mam jakieś maści. To nie pierwszy mój raz – stęknął.

Basiulius dzięki zaklęciu mógł zauważyć, że Vincentowi dolegało coś w prawy, bo to na nim mężczyzna oparł cały swój upadek. Gdy na ostatnim pułapie drzewa zawisł na gałęzi to szarpnęło mu barkiem, więc ból i uszkodzenia również na tym miejscu mu się odcisnęły.

– Bolą mnie plecy i lewy bok, ale chyba mogę chodzić – zaczął się na upartego podnosić podpierając się drzewa. – Widzisz młody? Nic mi nie jest – uśmiechnął się do niego krzywo.

Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#8
21.11.2024, 21:27  ✶  
– Przepraszam, że przy okazji musiałem się jeszcze zająć miotłą, z której postanowiłeś spaść. – To naprawdę była jeszcze chwilę temu normalna miotła. Może trochę za duża dla normalnych ludzi, ale Vincentowi pasowała. Dopóki nie postanowił jej zepsuć oczywiście swoimi pośladkami.
W odpowiedzi na komentarz o Florence, Basilius posłał mu zirytowane spojrzenie, jasno sugerujące, aby nie zaczynał.
– Naprawdę? Chcesz, abym uznał, że to zadanie dla niej i ją tutaj wezwał? – spytał, wiedząc że on sam absolutnie nie miał najmniejszej ochoty wzywać tutaj Florence i tłumaczyć się, jak to się stało, że koleiny Prewett, zaraz po nim samym, spadł z miotły i coś sobie zrobił.
– Masz wybity bark – mruknął, ignorując jego nic mi nie jest, gdy już zakończył oglądanie obrażeń czarodzieja. – Poza tym jesteś po prostu potłuczony. Ciesz się, że nie zrobiłeś sobie, aż takiej poważnej krzywdy, bo w twoim wieku byłoby to już naprawzę niebezpieczne – dodał, bo skoro Vincent najwyraźniej bardzo lubił nie tylko zapominać o tym, że Basilius był uzdrowicielem, ale też że dzieli ich jedynie rok różnicy, to on też mógł się w to bawić.
– No dobrze – oznajmił, gdy już nieco poczuł się nieco pewniej, bo Vincent wyszedł z tego w miarę cało, a nerwy związane z tą sytuacją powoli opuszczały. Na Matkę, gdyby spadł jakoś inaczej, mniej fortunnie... Nie, nie warto było teraz o tym myśleć, skoro wszystko było umiarkowanie dobrze. – Wolisz abym nastawił ci go tutaj, czy przeteleportujemy się do ciebie, a tam podam ci najpierw coś na ból? – spytał i skrzywił się nieco, bo niemal te same słowa wypowiedziała do niego Florence kilka dni wcześniej. – Może rzeczywiście jesteśmy przeklęci – wymamrotał pod nosem, bardziej do siebie, niż drugiego Prewetta.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (1178), Vincent Prewett (1105)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa