• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
[wrzesień 1966, Hogwart] Jęcząca Marta

[wrzesień 1966, Hogwart] Jęcząca Marta
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#1
01.11.2022, 03:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.04.2023, 19:58 przez Morgana le Fay.)  
Rozliczono - Patrick Steward - Bajarz

Barda prowadził: Patrick Steward/Daisy Lockhart


Funkcja prefekta zdecydowanie miała swoje plusy, nawet jeśli złośliwi szeptali czasem między sobą, że to nie była zasługa samej Eunice, a jej pochodzenia. Szczegół, że dokładała wszelkich starań, aby wieść prym w każdej dziedzinie – wszystko, żeby tylko udowodnić całemu światu (a przynajmniej pozostałym uczniom Hogwartu oraz nauczycielom), że nazwisko ojca nie było wszystkim, co miała i co się liczyło, wręcz przeciwnie – co prawdopodobnie miało wpływ na powierzenie jej tej funkcji. A przynajmniej miała taką nadzieję, iż sama sobie na to zasłużyła, a nie, że dostała ją za samo to, iż przynależała do tych Malfoyów, do rodziny Ministra Magii, o którym pamięć była jeszcze całkiem świeża.
  Jednakże z pewnym zakresem władzy, jaką dawała odznaka, pojawiały się też i minusy. Jak, chociażby, w postaci poszukiwania zagubionego gdzieś świeżaka. Nie ma, przepadł jak kamień w wodę, nikt nie widział, nie słyszał – a przepraszam, podobno ostatni raz był widzialny gdzieś na dolnych piętrach Hogwartu, jak wykazało małe dochodzenie przeprowadzone wśród pozostałych członków Slytherinu, będących na tym samym roku, co on. Rada nierada, nie miała zbyt wielkiego wyboru i musiała wyruszyć na poszukiwania, żeby odnaleźć zagubioną owieczkę i przyprowadzić ją z powrotem do stada.
  Tym bardziej że godzina była już raczej z tych, w których należało się gromadzić we wspólnej sali Slytherinu, rozchodzić do własnych dormitoriów i generalnie szykować się powoli do przywitania kolejnego dnia. Znaczy się, wliczając w to odpowiednią ilość godzin snu, oczywiście.
  Snu, którego – jak odnosiła wrażenie – tej nocy nie przyjdzie jej go zbyt wiele zaznać, chyba że zguba jakimś cudem odnajdzie się już, zaraz, natychmiast. I lepiej, żeby tak było, bo naprawdę nie miała ochoty zacząć przeczesywać każdego możliwego – i jej znanego – zakamarka. Myśli, że pierwszoroczniak się nie odnajdzie, na razie nie dopuszczała do siebie. Oczywiście że go dopadnie, i to przed innymi prefektami oraz nauczycielami.
  Przemierzała korytarz pośpiesznym krokiem, nie omieszkując naciskać na klamki natrafianych drzwi po drodze, by zerknąć do wnętrz mijanych pomieszczeń i przekonać się, czy delikwent przypadkiem nie znajduje się w którymś z nich. Niestety, jak na złość, nie.
  Zmełła pod nosem przekleństwo, gdy po raz kolejny odkryła, że dzieciaka nie ma. Ale, zaraz, zaraz? Dostrzegła czyjąś sylwetkę, odpowiednio niską, więc czyżby…? Tylko tak jakby kierowała się nie w tę stronę, co trzeba.
  - Edgar? Stój! – rzuciła, przyspieszając kroku, mając nawet zamiar puścić się biegiem, gdyby „ofiara” miała zacząć uciekać.

383
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#2
25.01.2023, 03:26  ✶  
Powiedzieć, że ofiara zaczęła uciekać to nic nie powiedzieć. Na dźwięk swojego imienia, Edgar najpierw drgnął, potem zgarbił się, wreszcie wyrwał do przodu. Biegł jak szalony, jak opętaniec uciekający przed świtem, jak uczeń przed woźnym i jak dziecko przed chcącym ukarać go rodzicem.
Mimo swojego niskiego wzrostu i dość krępej postury, biegaczem okazał się znakomitym, jakby naruszającym wszelkie zasady, które istniały na tym świecie, a które zgodnie stwierdzały, że grube dzieci nie uprawiały sportów. Ten dzieciak z pewnością uprawiał sprint i to połączony z intensywnym trenowaniem do maratonu.
Jedyny problem polegał na tym, że robił przy tym nieznośnie dużo hałasu. Nie tylko tupał ciężko, jakby każdy krok kosztował go ciśnięcie workiem pełnym kamieni o posadzkę, ale też dyszał, machał rękami (jak wiosłami lub skrzydłami), co może pomagało mu w nabieraniu prędkości, ale jednocześnie budziło drzemiące na obrazach postacie.
Wiekowi czarodzieje i czarodziejki chrząkały znacząco, pokazywały sobie palcami biegnącego Edgara i goniącą go Eunice.
- A co to za nieposłuszni uczniowie?! – zagdakała jakaś mocno posiwiała czarownica trzymająca w rękach wagę. – Czy to już nie najwyższa pora, żebyście się znajdowali w swoich łóżkach?!
- I to z domu samego Salazara Slytherina! – odpowiedział buńczucznie jakiś śmieszny karzełek z innego obrazu. Ten miał w sobie tyle bezczelności, by przeskakiwać z obrazu na obraz, dzięki czemu mógł towarzyszyć Eunice w pogoni. – Niech no was tylko złapie profesor McGonagall! Pewny jestem, że stracicie przynajmniej trzydzieści punktów i zarobicie po szlabanie! I to jeszcze prefetka! – ostatnie zdanie wykrzyczał z niemałym oburzeniem.
Edgar w tym czasie dotarł do schodów. Pokonywał je po dwa stopnie na raz, aż znalazł się w połowie i odwrócił za siebie. Twarz miał zaczerwienioną z wysiłku i czegoś jeszcze, czego z daleka Eunice nie mogła zobaczyć. Nosił grube okulary w przezroczystych oprawkach. A wadę wzroku musiał mieć na tyle dużą, że mimo znajdującej się między nim a starszą uczennicą odległości, jego oczy wciąż wydawały się zbyt duże, jakby aż za duże do pucołowatej, okrągłej twarzy.
- Zostaw mnie w spokoju – rzucił ostrzegawczo, a potem zrobił coś skrajnie nieodpowiedzialnego, bardzo głupiego i mogącego kosztować Eunice trochę więcej niż tylko szlaban i utratę paru punktów.
Edgar wyciągnął różdżkę i machnął nią w stronę stojącej u stóp schodów zbroi. Być może chciał by ta ożyła i zabroniła wejścia na schody młodej czarownicy, ale coś poszło nie po jego myśli, bo ta rozpadła się z głośnym łoskotem. Jeśli do tej pory nie przykuli uwagi całego otoczenia, to teraz musieli obudzić nie tylko śpiące najgłębszym snem postacie na obrazach, ale również przykuć uwagę pełniących nocne dyżury nauczycieli.
Tylko, że to nie był koniec kłopotów Eunice. Ledwie udało jej się wejść na schody, te poruszyły się, niosąc ich do góry.
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#3
29.01.2023, 04:01  ✶  
To było wręcz niedopuszczalne. Nie-do-pu-szcza-lne. Nie przywykła do ignorowania poleceń, wręcz przeciwnie – zwykle tańczyli, jak zagrała; nazwisko Malfoy miało swoją wagę. A tu… smarkacz jeden myślał, że może ignorować ją?
  Prefekta?
  Oooo, już mu da popalić, zatroszczy się o to – a przynajmniej tak sobie obiecała. W końcu to nie mogło być tak, że byle pierwszoroczniak ją ignorował, a już na pewno nie wtedy, gdy sama właściwie się narażała, aby ocalić jego dupsko! I punkty dla Domu, całkowicie przy okazji. Tak, zdecydowanie przy okazji.
  Nie miała wyjścia – musiała pobiec za dzieciakiem w nadziei, że jednak uda się go dopaść, złapać za ucho i doprowadzić do Pokoju Wspólnego. A potem dokładnie przemyśleć, jakie powinny spotkać go konsekwencje.
  Gadające obrazy w tej chwili w zasadzie zignorowała – nie miała właściwie czasu, żeby próbować wspiąć się na wyżyny dyplomacji i nakłonić malowane postaci do tego, by milczały i nikomu nie wspominały o tym, czego były świadkiem. Co nie znaczyło, że nie kusiło posłanie jakiejś iskry – nawet więcej niż iskry – w ich stronę; w szczególności tego, co groził osobą McGonagall…
  - Nie mogę – wydyszała, łapiąc powietrze. Nie należała do najsprawniejszych pod słońcem osób, a nawet jeśli cechowała się wręcz perfekcyjną figurą, to nie miało to nic wspólnego z rzeczywistą sprawnością – Musisz ze mną wrócić, zanim nas nakryją – wyrzuciła z siebie, kierując się w stronę wejścia na schody. Dobyła też różdżki, będąc zdecydowaną nawet unieruchomić dzieciaka zaklęciem – wszystko, byleby tylko dopiąć celu.
  Nie przewidziała tylko, że ten okaże się o wiele większym durniem niż za jakiego go miała już w tej chwili. Zbroja… ten hałas mógł obudzić umarłego.
  - Ty durniu! Przez ciebie będziemy mogli zapomnieć o Pucharze! – krzyknęła – w końcu odrobina więcej hałasu już nie robiła różnicy – i wskoczyła na schody, zdeterminowana, by w końcu złapać tego cholernego gówniarza. Za jakie grzechy została tym prefektem…?
  Co gorsza, schody postanowiły zacząć się przemieszczać… akurat teraz. W takiej chwili!
  - Czekaj ty no – syknęła jeszcze i wymierzyła różdżką w Edgara. Cierpliwość jej się ewidentnie skończyła, Drętwota – a następnie windgarium leviosa – powinna skutecznie załatwić sprawę. Im szybciej przestanie jej zwiewać, tym lepiej – przy odrobinie szczęścia uda się znaleźć drogę powrotną na dół.
  No dobrze, więcej niż odrobinie.

358/741
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#4
31.01.2023, 03:46  ✶  
Edgar przewrócił oczami. Albo był wyjątkowo głupim i upartym dzieckiem, które za nic miało sobie szkolne zasady, albo na tyle zdesperowanym, że już przestały go obchodzić. Kiedy Eunice się wydarła, tyle zrobił, że odruchowo wspiął się na jeszcze kilka kolejnych stopni.
A jednak dźwięk przewracającej się zbroi i jego przeraził. Ukryte za grubymi okularami oczy rozszerzyły się bardziej, trochę jak oczy złapanego we wnyki zwierzęcia, które już wiedziało, że zginie, ale próbowało jeszcze pokąsać wszystkich, którzy stanęli mu na jego drodze.
- Pierdoli mnie wasz Puchar Domów! – odwrzasnął.
I jeśli Eunice miała jeszcze tyle szczęścia, żeby nie przywołać nikogo dźwiękami rozpadającej się zbroi czy własnym krzykiem, o tyle wrzask Edgara, z pewnością dokończył dzieła.
Schody pomknęły w górę, chwilowo niwecząc i zamiary najmłodszej latorośli Malfoyów, i coraz wyraźniej rodzącą się kłótnię między nią a dużo młodszym przedstawicielem jej domu. Pulchny chłopak złapał się balustrady, byle tylko się nie przewrócić.
Patrzył na Eunice nieufnie i wrogo, jakby uosabiała wszystko co najgorsze, nawet jeśli w ogólnym rozrachunku chciała tylko go złapać i uchronić ich oboje od smutnego losu utraty masy punktów oraz przynajmniej tygodniowego szlabanu. Zwłaszcza, gdyby wpadli w ręce McGonagall.
Tymczasem schody przycumowały przed jednym z korytarzy a Edgar chyba odgadł zamiary Eunice, bo najpierw otworzył z oburzeniem buzię a potem zaatakował, udowadniając, że w swoim młodym życiu uprawiał nie tylko treningi do przebiegnięcia maratonu, ale też zapasy i walki uliczne. Przez sekundę, może dwie najwyżej, widziała jeszcze jak zamienił się w małą, okrągłą (ale pełną nienawiści) kulę a potem rzucił się skokiem godnym najlepszego zawodnika skoku w dal ku prefetce. Znokautował ją właściwie tym jednym atakiem. Na więcej chyba nie było go stać. Zaraz zresztą udowodnił, że lądowania nie miał wcale opanowanego do perfekcji. Stęknął padając. Eunice też poczuła ból w okolicy pleców (i tyłka), gdy padła na podłogę. Zakotłowali się na niej oboje.
- Nie pozwalam! Nie wolno ci! Nie wolno! – syczał Edgar, przypominając teraz znowu wściekłego i upokorzonego małego kota, niż zwykłego dzieciaka.
Próbował atakować ją fizycznie, bo chyba było to jedyne pole, na którym mógł cokolwiek zdziałać. Magicznie Eunice przebijała go przynajmniej kilkukrotnie. Retorycznie też nie miał szczególnie wielkich kompetencji.
I tak szamotaliby się na ziemi aż Malfoyównie udałoby się dobyć różdżki albo Edgar opadł z sił, gdyby nie to, że usłyszeli odgłos zbliżających się kroków. Korytarz był co prawda pochłonięty w ciemnościach, ale kwestią czasu pozostawało aż pełniący wartę nauczyciel wreszcie ich znajdzie. Dziaciak zamarł, nasłuchując.
- Co tam się dzieje?! – usłyszeli głos nadciągającej McGonagall.
- Ja też coś słyszałem, pani profesor! – zawołał woźny.
Także mieli nie jeden problem a aż dwa zbliżające się problemy. Pozostało im najwyżej pół minuty aż zostaną odkryci i ukarani. Teraz już nie tylko za szwendanie się po nocy po korytarzach, ale również rozrabianie i bójkę (jakby ta noc nie była dla Eunice wystarczająco stresująca). Jednocześnie, prefetka, w ciemnym korytarzu rozpoznała ten, przy którym znajdowała się łazienka Jęczącej Marty. Dzieliło ich od niej najwyżej dziesięć metrów?
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#5
05.02.2023, 16:53  ✶  
Oczywiście że był głupim i upartym dzieckiem – Eunice wręcz nie widziała innej możliwości. W końcu Puchar Domów był czymś niezwykle istotnym i doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jeśli stracą mnóstwo, naprawdę mnóstwo punktów, to najzwyczajniej w świecie nie będą mieć życia. Bo przecież inni członkowie Slytherinu przecież nie odpuszczą i miała poważne wątpliwości, czy nazwisko oraz pełniona funkcja stanowiłyby jakąkolwiek ochronę przed docinkami.
  Cóż, nie byłaby sobą, gdyby nie patrzyła głównie na swój czubek nosa, nawet jeśli sprawiała czasem (a raczej częściej niż tylko „czasem”) wrażenie, że jest zgoła inaczej.
  - Weź się nie drzyj! – odwarknęła, choć równie dobrze mogła już wrzasnąć na cały głos – i tak Edgar raczej nie dość, że pobudził wszystkie obrazy (jak zakładała), to z pewnością musiał również zwrócić uwagę dyżurujących nauczycieli. Jakoś wątpiła, by porządku pilnował profesor Binns, choć w teorii jemu akurat sen nie był potrzebny. Od dawna nie.
  I gdyby spojrzenie mogło zabijać, to ten cholerny dzieciak chyba już tak z kilka razy padłby trupem dokładnie tam, gdzie stał. Nie dość, że już miała problem, który wymusił poszukiwanie go, to jeszcze cholernik jeden tych problemów stwarzał więcej i więcej, które zdawały się teraz gromadzić, przeobrażać w gradowo-burzową chmurę i… zostawało tylko czekać, aż rozpęta się najprawdziwsze pandemonium.
  Na domiar złego jeszcze ją zaskoczył.
  O ile z magią sobie radziła – choć moc miała raczej przeciętną, niestety, to w bezpośrednim starciu już tak dobrze sobie nie radziła.
  - Ty mi czegoś zabraniasz? – syknęła, ze wszystkich sił usiłując nie dać za wygraną. Bolący tyłek i całą resztę zapewne miała poczuć dopiero wtedy, gdy cała adrenalina opadnie; póki co – liczyło się tylko to. Zwyciężenie dzieciaka, doprowadzenie go do porządku (i to nie w sensie wizualnym) oraz zaciągnięcie do Domu. A potem postaranie się, żeby nie zapomniał, iż Malfoyównie niczego zabronić nie mógł. Zwłaszcza jeśli przy okazji była prefektem.
  Odgłos kroków skutecznie odwrócił uwagę od szamotaniny i, zdaje się, wprowadził chwilowy rozejm, skoro oboje póki co zaprzestali prób zyskania przewagi. Nadchodziły kłopoty i to bardzo, bardzo szybko. Nie zastanawiała się wiele, zresztą i nie mieli za wielkiego wyboru.
  - Za mną – syknęła, zrywając się z podłogi. Jeśli musiała – szarpnęła dzieciaka za rękę, żeby zaciągnąć go w stronę upatrzonych drzwi. Tych samych, o które oparła się plecami już po ich zamknięciu, starając się oddychać jak najciszej.
  Szkoda, że jednocześnie miała wrażenie, iż zdradzało ją własne serce, mocno tłukące się w piersi.

394/1135
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#6
05.02.2023, 21:01  ✶  
Na swoją obronę Edgar mógł mieć najwyżej tyle, że wszystko co się wydarzyło przez ostatnie dziesięć minut, było właściwie efektem działań Eunice. Owszem, kierowały nią raczej dobre intencje (a na pewno można by je było za takie uznać, gdy wzięło się pod uwagę, że chciała tylko uchronić chłopaka i dom Slytherina przed nieprzyjemnymi konsekwencjami). Zaczęła go gonić, więc uciekał. Zaczęła krzyczeć, więc odpowiadał krzykiem. Chciała go zaatakować czarami, więc zaatakował ją fizycznie.
Z jakiegoś powodu jemu akurat na Pucharu Domów nie zależało. Ba, zachowywał się właściwie tak, jakby myśl o utracie Pucharu Domów przez Slytherin raczej go cieszyła niż martwiła. Ale już wizja stanięcia twarzą w twarz z profesor McGonagall lub z woźnym, otrzeźwiła go. Zerwał się z podłogi zaraz za nią. Zamrugał przerażony, a potem puścił się pędem za Eunice.
Zniknęli za drzwiami łazienki Jęczącej Marty na chwilę przed tym jak pełniąca patrol nauczycielka pojawiła się na korytarzu. W środku naturalnie nikogo nie było. Edgar oparł się plecami o ścianę. Oddychał ciężko. Miał poczerwieniałą ze złości twarz i mocno poczerwieniałe oczy. Ściągnął okulary z nosa i zaczął je przecierać rękawem szkolnej szaty.
- Nie mogłaś dać mi świętego spokoju?! – wysyczał, w stronę starszej uczennicy. – Taka jesteś pilnująca porządku. To pilnuj go w Pokoju Wspólnym Slytherina, zamiast ganiać mnie nocą po korytarzu! Ale tego nie zrobisz, co? Bo gówno cię obchodzi co się dzieje w pokoju wspólnym. Najważniejsze, że dom nie traci publicznie punktów… - umilkł, przykładając ucho do drzwi a potem, gdy zrozumiał, że McGonagall najwyraźniej miała tyle przytomności umysłu by uznać, że mogli schować się w łazience, pobladł.
Edgar popatrzył na Eunice z mieszaniną niechęci i strachu a potem, tym razem to on, złapał ją za rękę i pociągnął ją do jednej z toalet. Kiedy chłopak zamykał drzwi do kabiny, ślizgonka stanęła twarzą w twarz z półprzezroczystą postacią ducha Jęczącej Marty. Miała takie same okulary w grubych oprawkach jak dzieciak, którego z takim uporem próbowała tej nocy złapać. Marta patrzyła na nich bardzo skonsternowana widokiem dwójki, wciśniętej do jednej kabiny z popsutą spłuczką.
- Pomóż nam – syknął w jej stronę Edgar. – Nie chcę dostać szlabanu… - jęknął a potem ucichł gwałtownie, bo drzwi do łazienki otworzyły się.
- Ktoś tu jest? – ostry głos Minerwy McGonagall przeciął łazienkę.
Słyszeli jej kroki, gdy wchodziła do środka. Duch Jęczącej Marty przefrunął przez Eunice. Dzieciak zamknął oczy. Zatkał ręką usta by jego oddech nie był tak bardzo słyszalny.
- Ja jestem, pani profesor – odpowiedziała Marta.
- Marto, czy ktoś przed chwilą pojawił się w toalecie?
- Nie. Ale jeśli pani chce, mogę pomóc w poszukiwaniach – zaoferował duch.
- Nie trzeba, Marto. Sama znajdę uczniów, którzy zakłócają ciszę nocną.
Znowu usłyszeli kroki a potem odgłos zamykanych drzwi, gdy Minerva McGonagall opuszczała łazienkę. Edgar otworzył drzwi kabiny, zaledwie kilkanaście sekund później. Wypadł z niej, najwidoczniej nie za bardzo czując się na siłach, by przesiedzieć z Eunice w środku choć odrobinę więcej czasu.
- Dlaczego zakłócacie ciszę nocną? – zapytał duch. Wrócił do nich, przenikając przez ścianę.
- Wymknąłem się z pokoju wspólnego, bo potrzebowałem chwili dla siebie – wyjaśnił cicho Edgar. – A ona mnie goniła.
- Ja też czasem potrzebuję chwili dla siebie – wtrąciła Marta, trochę przyjaźniejszym tonem. – Kiedyś, kiedy jeszcze żyłam, w takich momentach przybiegałam tutaj. Jeśli chcesz, też możesz tu przychodzić.
- Do toalety? – zapytał głupio Edgar. – Czemu akurat do toalety?
- Bo tu nikt nie przychodził. Mogłam się w samotności wypłakać, kiedy Olivia Hornby mi dokuczała.
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#7
19.02.2023, 23:34  ✶  
Analizowanie postępowania Edgara w tej chwili było raczej ostatnim, czym by sobie zaprzątała głowę. Bywała miła – to prawda. Ale też należała do Malfoyów i jakkolwiek by nie patrzeć, głęboko zakorzenione miała, że na dobrą sprawę nie chodziło się na kompromisy. A tu takiego nie mogło być – dzieciak powinien znajdować się w dormitorium, ostatecznie w pokoju wspólnym, ale na pewno nie – o zgrozo – na korytarzach szkoły. Nie o tej porze.
  Zwłaszcza że teraz sama przez to mogła – niestety! - wpaść w kłopoty. Podobnie jak Edgar, oparła się dość ciężko o najbliższą płaską powierzchnię, oddychając dość ciężko. Może i dysponowała o wiele szczuplejszą figurą, co niekoniecznie musiało – i zdecydowanie tego nie robiło – iść w parze z odpowiednią sprawnością fizyczną. Tak, z którejkolwiek by strony nie spojrzeć, to jeśli miałaby komukolwiek spuszczać łomot, mogłoby to mieć miejsce jedynie z pomocą magii. Nie rąk czy nóg, zwłaszcza że zmachałaby się bardzo, bardzo szybko.
  - Nie mogłam, bo nie powinieneś był łazić o tej porze – wyrzuciła z siebie, gdy tylko złapała oddech – Tak bardzo nie mam pojęcia, o czym mówisz – sarknęła zaraz. Choć może i wiedziała. Może i kojarzyła – w końcu miała ten stołek, o czymś szeptano, powinny się były rozchodzić plotki.
  Slytherin nie był dla słabych. I te słowa cisnęły się na usta, wraz z komentarzem, że raczej nadawałby się do Hufflepuffu – tyle że nie było to jednak coś, co powinien mówić prefekt. Publicznie czy na uboczu – to naprawdę nie miało żadnego znaczenia.
  Zaskoczył ją nieco tym, że pociągnął za sobą – i chyba tylko dlatego nie stawiała żadnego oporu. Właściwie to i tak było w jego interesie, bo jaką mógł mieć gwarancję, że jednak nie postanowi obrócić sytuacji na swoją własną korzyść i najzwyczajniej w świecie go wydać? No właśnie.
  Ale jako że też nie chciała mieć problemów z nauczycielką – koniec końców siedziała cicho, choć utknięcie w kabinie z chłopakiem nie należało zdecydowanie do jej marzeń. Właściwie takie rzeczy lepiej brzmiały w romansach, ale tu nie istniało nawet to – w przeciwieństwie do ogromu frustracji i chęci złapania dzieciaka za ucho. Na domiar złego Marta przeleciała przez nią właśnie – wzdrygnęła się aż, bo do przyjemnych to uczucie nie należało.
  Cóż pozostawało? Siedzieć cicho, niczym trusia, i modlić się w duchu, żeby McGonagall uwierzyła Marcie i sobie w końcu poszła…
  - Dzięki, Marto – zwróciła się do ducha, gdy po kilku sekundach zdecydowała się opuścić kabinę, w ślad za Edgarem. No i najpierw się upewniła, że nogi jej nie zdradzą, bo jednak zaczynała odnosić wrażenie, iż zaraz z tego wszystkiego wyląduje tyłkiem na podłodze.
  - No bo nie może być tak, żeby ktoś się wałęsał o tej porze... – mruknęła, znacznie spokojniej, w zasadzie powtarzając to, co wspomniała wcześniej. Przymrużyła oczy, przyglądając się przejrzystej sylwetce ducha.
  - I teraz ktoś też ci dokucza? Znaczy… nie odpowiadaj, jeśli nie chcesz, ale po prostu mnie zastanawia, jak to jest: możesz być wszędzie, a jednak jesteś… tutaj? – spytała dość ostrożnym tonem. Coś Malfoyównie nie stykało, zresztą, była całkiem pewna, że gdyby sama miała być duchem, to znajdowałaby się gdziekolwiek, tylko raczej nie w szkole.
  Ach, młodzieńcza naiwności…

506/1641
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#8
20.02.2023, 16:14  ✶  
- A niby dlaczego nie może być tak, żeby ktoś się wałęsał o tej porze? – zapytał zaczepnie Edgar. – Bo sobie tak regulamin szkolny mówi? A kim ty jesteś, żeby się słuchać regulaminu szkolnego? Jakąś tchórzliwą puchonką? Przecież go ustalono ze trzysta lat temu! Nikt z tych durni, którzy wtedy to ustalali już nawet nie żyje! A ty ciągle chcesz żyć tak, jak oni ci kazali?
Duch Jęczącej Marty przyglądał się młodemu ślizgonowi, gdy ten wygłaszał swoją tyradę. Unosił się nad ziemią, może zastanawiając się nad jego słowami, a może dochodząc do wniosku, że to właśnie takie podejście sprawiło, że sam został zamordowany.
- To, że przebywam tu teraz to wina Olivii Hornby – sprostowała, odwracając się w stronę Eunice. – Po mojej śmierci trochę jej dokuczałam. Trochę nawet bardzo. Chciałam, żeby wreszcie zrozumiała co mi zrobiła. Byłam nawet na weselu jej brata – na jej wargach pojawił się usatysfakcjonowany uśmiech.
- Super! Dobrze jej tak! – wtrącił zadowolony Edgar. Najwidoczniej był z tych, którzy lubili i chcieli się mścić za doznane na nich krzywdy.
- Niestety, oczywiście poszła na mnie na skargę do Ministerstwa Magii. I tak zmusili mnie, żebym została w Hogwarcie – dokończyła, już dużo markotniej, Jęcząca Marta. – Teraz dokucza mi tylko czasem Irytek.
- Ale to ona cię zabiła? – zapytał Edgar. – Ta cała Olivia Hornby?
Duch pokręcił głową.
- Nie, nie, to nie była ona – zaprzeczył. – Olivia była po prostu głupią, wstrętną dziewczyną, która naśmiewała się ze mnie, bo nosiłam okulary i miałam krosty na twarzy! – syknęła dużo bardziej poirytowanym tonem. – Ale umarłam… to było… to było coś zupełnie innego.
- Co takiego? – dopytał młodszy ślizgon. Sprawiał wrażenie, jakby w ogóle nie przeszło mu przez głowę, że Jęcząca Marta mogła nie chcieć mówić o swojej śmierci. Patrzył na nią z zainteresowaniem, czekając na jej dalsze słowa, jakby nawet nie rozważał, że mogła nie zdradzić im tak ważnych dla siebie informacji. – To był jakiś potwór? Albo nauczyciel? Ktoś, kogo znamy? Może profesor Binns?
Duch poruszył się niespokojnie.
- Nie. Chyba nie – powiedział powoli, ku wyraźnemu rozczarowaniu i konsternacji Edgara. – To było bardzo, bardzo dziwne. W pierwszej chwili siedziałam sama w łazience, właśnie w tej toalecie, w której się schowaliście. – Tu znowu oczy ślizgona rozszerzyły się z ekscytacji, ale nawet on miał w sobie tyle taktu, by nie zawołać nagle: „Ale super! Siedziałem w kabinie, gdzie kogoś zamordowano!”. - I płakałam przez Olivię Hornby. A potem usłyszałam głos chłopca w łazience. Wyjrzałam, żeby mu powiedzieć, że to toaleta dla dziewczyn i… - półprzezroczyste ramiona drgnęły, jakby tu miała się urwać cała historia.
- I co? – dopytał Edgar.
- I umarłam. Pamiętam jeszcze tylko oczy. Duże oczy – podkreśliła, jakby ich rozmiar miał jakieś szczególne znaczenie.
- I to były oczy tego chłopca?
- Nie wiem – zaprzeczyła Marta.
Edgar wyglądał na zbitego z pantałyku. Na jego twarzy pojawił się wyraźny mars i coś, co bez większych trudności można było uznać za niedowierzanie. Nie rozumiał, jak mogła nie wiedzieć, kto ją zabił. Przecież spojrzała swojemu mordercy prosto w oczy!
- Ja to bym temu chłopcu nie darował – zapewnił mściwie. – Ścigałbym go tak długo aż ze strachu wyskoczyłby z okna albo się powiesił. A potem mściłbym się na jego rodzicach i rodzeństwie, i dzieciach tego rodzeństwa, dziadkach i wszystkich, wszystkich członkach rodziny, których bym odnalazł.
- Tylko, że ja nie wiem co to był za chłopiec – sprostowała Jęcząca Marta.
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#9
22.02.2023, 23:31  ✶  
Uniosła dość wysoko brew. To nie tak, owszem, że do reguł podchodziła z jak największą starannością – co przecież wyssała z mlekiem matki (tak, trąciło ro mocno hipokryzją) – tyle że w tym konkretnym przypadku ich nietrzymanie się mogło sprowadzić na jej głowę kłopoty.
  A tych zdecydowanie nie chciała, tak samo jak też nie pragnęła, żeby Dom stracił punkty w corocznej rywalizacji o Puchar. Tak, punkty w tej chwili były dla niej ważniejsze niż problemy Edgara. Zwłaszcza że na dobrą sprawę pozostawały one bliżej nieokreślone, bowiem nienazwane na głos.
  - Naprawdę myślisz, że przez trzysta lat nie zmieniły się żadne reguły? Nawet prawo się zmienia, a co dopiero szkolne zasady – wytknęła. Nie planowała raczej iść w ślady matki, toteż nieszczególnie kwapiła się do przeglądania zapisów z kilku wieków, byleby tylko udowodnić, że z cała pewnością zachodziły zmiany. Zresztą. Czy naprawdę musiała to robić?
  W swojej własnej opinii – zdecydowanie nie.
  - … i jesteś pewna, że nie możesz spróbować ponegocjować z Ministerstwem? Nie wiem, jak długo tu jesteś, ale chyba już trochę upłynęło…? Wiesz, cała wieczność wydaje się być… niezbyt adekwatną karą – podsunęła dość ostrożnym tonem. W końcu coś w domu podłapała, bo podłapała, ale nie orientowała się aż tak, żeby móc zasugerować konkretne paragrafy i tak dalej, i tak dalej.
  Tak, zdecydowanie żaden z niej był prawnik.
  Być może poczyniłaby parę interesujących spostrzeżeń, gdyby podczas tej rozmowy choć na chwilę zainteresowała się bliżej Edgarem i mową jego ciała. Być może. Ale nie – skupiała się w pełni na Marcie, uważnie obserwując panią duch i wysłuchując jej historii. W Hogwarcie umarł uczeń – brzmiał dość niepokojąco jak na miejsce, które miało być bezpieczne. Zwłaszcza że młodzi ludzie mieli wiele przeróżnych rzeczy w głowie, magia zaś stanowiła… cóż, dawała naprawdę wiele możliwości.
  - Przepraszam, ale to brzmi trochę... dziwnie. Nie to, że ci nie wierzę – tylko no. Same oczy i nic więcej? Żadnych słów, żadnego błysku zaklęcia? – zdumiała się Eunice. Ba, nie tyle dziwnie, co niepokojąco, bo jak się bronić przed takim czymś? Ale jeśli to było dawno, a chłopiec rzeczywiście chłopcem, to może już nie przebywał w murach Hogwartu…
  … chyba że został nauczycielem. Ale znów, pedagogiczne grono nie należało do znowu takich młodych (ach, to nastoletnie postrzeganie wieku!), no i nie miała informacji, kiedy w ogóle doszło do śmierci Marty. A to mogło być wskazówką.
  - W każdym razie tu się zgodzę, nie darowałabym mu – wyjątkowo zgodziła się z Edgarem. I może by coś jeszcze powiedziała, tyle że…
  … klamka łazienkowych drzwi się poruszyła.

410/2051

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Eunice Malfoy (2130), Norvel Twonk (2088)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa