Nie było jej obok niego, nie miała więc prawa wiedzieć, czy to pierwszy raz, czy to zdarza się ciągle. Pytanie, które zadała mogło wydawać się głupim, ale cóż, chciała dowiedzieć się jak to faktycznie wyglądało. Wiedziała, że chciał ją trzymać od tego z daleka, cóż, najwyraźniej nic sobie z tego nie robiła. Nadal tutaj była, nie bez powodu postanowili zostać w tym miejscu, najwyraźniej miała się tego dowiedzieć.
Nie miała pojęcia dlaczego tak usilnie próbował się dystansować, dlaczego nie chciał się przed nią otworzyć, zapewne była to ta część, którą przed nią ukrywał, cóż, niestety wyczuła, że coś jest nie tak i teraz nie zamierzała odpuścić, może to była jej szansa na dowiedzenie się czegoś więcej?
- Mhm, może lepiej. - Zdawała sobie sprawę z tego, że nie chciał, żeby tu była. Inaczej przecież nie znaleźliby się w osobnych pokojach, nie dystansowaliby się od siebie. To jednak nie zmieniało faktu, że skoro zastała go już tutaj, na tej podłodze, wyrwanego ze snu, prawdopodobnie z koszmaru, do tego całego wychłodzonego to odejście nie było czymś, co chciała robić. Nie potrafiłaby tego zrobić, nie kiedy widziała, że coś go męczy. Mógł mówić swoje, wypraszać ją stąd, ale powinien też pamiętać, że Yaxleyówna była kurewsko uparta i nie tak łatwo było ją przegonić. To akurat się nie zmieniło. Chciała mieć pewność, że spokój nadejdzie, że Roise nie będzie się męczył, że jakoś wszystko wróci do normy, chociaż na chwilę, bo skoro wspomniał o tym, że to się zdarza, to zapewne do niego wróci, może nawet kolejnej nocy?
Wiedziała, jak to działa, sama miewała powracające koszmary, które nie pozwalały jej zmrużyć oka, nie wiedziała, czy one są gorsze, czy to, że kiedy nie mogła zasnąć skupiała się na tych wszystkich niepowodzeniach ze swojego życia, chyba wolała te koszmary we śnie. One przynajmniej nie były prawdziwe, chociaż do też nie była do końca prawda. Przecież śniła o bestii, która wyrywała jej serce, i ten sen okazał się prawdziwy. Ostatnio granice między jawą, a snem się zatracały, a najgorsze koszmary okazywały się być realne.
Nie traktowała tego jako słabości, każdy miał prawo przecież do gorszych momentów. Szczególnie po tym wszystkim, co działo się aktualnie na świecie, chyba nie istniały osoby, których by to nie ruszyło. Nie wydawało jej się to być niczym dziwnym. Przychodziły takie chwile, kiedy każdy miał dość. Jej samej zdarzało się to coraz częściej, a wydawało się jej, że nie należy do osób, które łatwo złamać. Jak widać, każdy miał swoje granice, nie można było znieść wszystkiego.
- To nie jest litość. - Bez względu na to, co się z nim właściwie działo chciała przy nim być, bo przecież z jakiegoś powodu zostali w tym miejscu. Nie chciała go porzucić, przecież powiedziała mu, że nigdy tego nie zrobi. Teraz mogła mu udowodnić, że to, co mówiła to nie były tylko puste słowa. Nie musiała nic mówić, chciała tu po prostu być, trwać przy nim, nawet jeśli on sam tego nie chciał. Nie zamierzała zostawić go samego w mroku, bo jeszcze by go pochłonął. Nie mogła na to pozwolić.
- Zawsze będę się tobą przejmować. - Tak jak robiła to do tej pory, bez względu na to, czy byli razem, czy nie. Martwiła się o niego, zastanawiała się, jak mu się żyje, co u niego słychać, jak się miewa, nie potrafiła tego nie robić. To było w niej głęboko zakorzenione, przecież przez wiele lat był jej najbliższą osobą, czy naprawdę sądził, że umiałaby to zignorować?
Nie zmieniały tego te wszystkie paskudne słowa, którymi w siebie rzucali, może cięły niczym najostrzejrze miecze, ale to nic, nie kiedy widziała go załamanego. Nie potrafiła przejść wobec tego obojętnie, nie potrafiła być aż taka bezduszna, zresztą nigdy tego nie chciała.
Zdawała sobie sprawę, że chce ją trzymać od tego z daleka, że chce ją odciąć, pozbyć się jej, tyle, że ona już podjęła decyzję. Miała zamiar tutaj zostać, dopóki te lęki nie miną, dopóki wszystko nie wróci do względnej normy. Nie miała pojęcia, czy w ogóle jest to możliwe, ale to też jej jakoś szczególnie nie interesowało. Jak widać, coś sobie ujebała i zamierzała się tego trzymać.
Obiecali sobie, że będą dla siebie oparciem, byli nim właściwie przez wiele lat. Nie potrafiła więc reagować inaczej, jak tylko się tego trzymać. Ambroise nadal miał specjalne miejsce w jej sercu, bez względu na to, jak bardzo starał się, żeby zaczęła darzyć go nienawiścią, to nigdy nie mogło się wydarzyć. To nie było możliwe. Nie umiała tego zrobić, może była masochistką, może była zdesperowana, sama nie potrafiła stwierdzić, co było z nią nie tak, ale nie chciała go porzucić, nie teraz, nie kiedy potrzebował wsparcia. Nie uważała zresztą, że się nad nim lituje, to nie była litość, nie z jej strony, tylko zwyczajne wyciągnięcie ręki w stronę kogoś, na kim jej zależało. Zresztą podejrzewała, że on zrobiłby to samo, zrobił to samo, wtedy kiedy przyszedł do niej, gdy cały jej świat zaczął się sypać, kiedy myślała, że sobie nie poradzi. Pojawił się tam i się nią zaopiekował, gdy tego potrzebowała. Nie widziała innej możliwości, jak zrobić to samo, czy mu się to podobało, czy nie. Tak łatwo się jej stąd nie pozbędzie.
- Nic nie zmieni tego, jak cię widzę Roise. - Ten jeden wieczór nie był w stanie wyprzeć tego, co kiedyś mieli. Jasne, ich kłótnia doprowadziła do tego, że fundamenty na których była zbudowana ich dawna relacja się posypały, nie zmieniało to jednak faktu, że przecież spędziła z nim najlepsze lata swojego życia. Nigdy, przy nikim się tak nie czuła. To było niezaprzeczalne, prawdziwe? Nawet jeśli nie, to nie stać jej było na nic lepszego. On był najlepszym, co jej się w życiu przytrafiło i tak miało pozostać, nie miała szczególnej nadziei, że w przyszłości mogłoby się to zmienić.
Nie poddawał się, nadal próbował się jej stąd pozbyć. Nie odezwała się jednak ani słowem, na polecenie? które jej wydał. Nigdzie nie pójdzie, nie teraz, to nie był ten moment, nie pozostawi go z tym samego. Nie pozbędzie się jej stąd.
Zamiast się odezwać, zamiast wyjść przysunęła się w jego stronę, powoli, nie chciała wykonywać żadnych gwałtownych ruchów, bo one mogły jeszcze bardziej zachwiać rzeczywistość, raczej nie przyniosłyby niczego dobrego.
Nie chciała nic mówić, zadecydowała jednak, że nie ma sensu szczególnie myśleć o tym, co powinna robić, na co mogła sobie pozwolić, na co nie. Nigdy przecież by się nad tym nie zastanawiała, to nie było naturalne. Wyciągnęła w końcu obie ręce w jego kierunku i nachyliła się do przodu, próbując zamknąć go w swoich objęciach. Ciepło, bliskość drugiego ciała potrafiły zdziałać cuda w najgorszych momentach, to mógł być odpowiedni sposób na to, aby okazać mu wsparcie, by pomóc mu otrząsnąć się po tym, co się wydarzyło. Próbowała, co mogło się stać, najwyżej ją odepchnie, odrzuci, to też nie byłby pierwszy raz. Jej duma już dawno była zakopana bardzo głęboko pod ziemią.