03.01.2025, 15:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.01.2025, 15:57 przez Charles Mulciber.)
06 Września 1972, późny wieczór
Niełatwo było uspokoić się po tym, co zdarzyło się tego dnia, parę godzin wcześniej. Chociaż Charles posprzątał i otworzył okna, to wciąż miał wrażenie, że woń alkoholu wciąż unosi się w mieszkaniu. Mulciber nie mógł pozbyć się odczucia, że pokój, w którym przebywał Baldwin, jest brudny, jakby sama obecność Malfoya zbrukała przestrzeń. Coś nienamacalnego unosiło się w powietrzu i zatruwało myśli, jak rzucona złośliwie uwaga o Scylii, która wwiercała się w mózg niczym świerzbowce w skórę, jak oszczerstwa o Scarlett, skaczące między kolejnymi myślami jak pchły na jego ohydnym szczurze. I choć niechciany gość zniknął, to zasiał ziarenko niepewności, które teraz kiełkowało, parło ku górze niczym wrzód, który tylko czekał na odpowiedni moment, by wybuchnąć i zajątrzyć się jeszcze bardziej. Charles wiedział, że to nie było jeszcze ich ostatnie spotkanie. Do prawdziwej burzy mogło dopiero dojść.
Starał się zająć myśli i dłonie. Posprzątał mieszkanie po raz kolejny, po czym usiadł do kadzidełek, które obiecał Rodolphusowi. Zupełnie nie miał nastroju na nic związanego ze świeczkami, gdy te wymagały od niego skupienia i artystycznego podejścia, niemożliwego przy tak rozbudzonych emocjach. Napisał też dwa listy: jeden do siostry, by ostrzec ją przed Malfoyem, drugi zaś do Lestrange'a, informując o przesyłce, którą dla niego otrzymał, a także o gotowych kadzidłach. Dzięki oszczędności na czynszu mógł wydawać pieniądze na inne rzeczy - choćby składniki do kadzideł.
Nie sądził, by Rolph odwiedził go zbyt szybko. Dzień chylił się ku końcowi i Mulciber zaczął rozumieć, że niewiele więcej zrobi, by ukoić swoje zszargane myśli. Został tylko jeden sposób na ukojenie się do snu - alkohol. Złapał za butelkę piwa i siadł na kanapie, mając nadzieję na kilka chwil oddechu przed pójściem do łóżka.