05.01.2025, 12:26 ✶
– No to miejmy nadzieję, że wena jeszcze wróci – odparła Brenna i uśmiechnęła się nawet lekko, na to szybko padające zapewnienie: pracownia wciąż tam była, a to jakim tonem o tym wspominał oznaczało chyba, że wcale nie był gotów całkiem zrezygnować.
Ta wojna, Voldemort, śmierciożercy, niszczyli kraj na więcej niż jeden sposób. Mroczny znak na niebie, ciała w domach, pogrom w Kniei, to wszystko było tym najbardziej drastycznym, ale nie jedynym obliczem wojny.
Był jeszcze strach, spowijający Anglię coraz bardziej i bardziej, wnikający pod skórę, zostający w kościach. Brenna rozumiała ten strach – rozumiała, dlaczego ktoś wolał się wycofać, zostać z boku, a nawet uciec. A jednak widok ogołoconej pracowni Enzo po prostu bolał.
– Jest – przyznała bez oporów. Może powinna zapewniać, że tak naprawdę nic się nie dzieje, a Ministerstwo ma kontrolę nad sytuacją, ale po Beltane wierzyli w to tylko głupcy i ci, którzy rozpaczliwie potrzebowali poczucia bezpieczeństwa. – Na pewno od Beltane, chociaż moim zdaniem trwa znacznie dłużej.
Wcześniej toczyła się jednak wśród cieni, niejako na obrzeżu życia czystokrwistych i półkrwi, którzy nie chcieli się w nią angażować. Czytali w gazetach o kolejnej napaści, zmieniał się sprzedawca w sklepie, w którym robili zakupy, ktoś opowiadał im przyciszonym głosem o akcji Ministerstwa, mogli jednak próbować żyć jak dawniej.
A potem nadszedł maj, zapłonęły ognie, śmiercionośne zaklęcia leciały we wszystkie strony, huragan porwał ludzi, Knieję opanowały potwory.
– Wiem o mugolskiej wojnie tyle, co z książek – przyznała, uśmiechając się z odrobiną zakłopotania. Co zabawne, ten temat bywał poruszany chociażby w komiksach, ale to nie oznaczało, że Brenna naprawdę pojmuje jej historię. – Ale wiem też, że dotknęła niemal każdego w Europie. I że na początku wszyscy liczyli, że jeśli ustąpią, że jeżeli dadzą wymordować tę jedną etniczną grupę, zabrać ten jeden kraj… to kupi bezpieczeństwo innym.
Nie kupiło. I Brenna nie wierzyła, że kupi teraz. Zaczną od mugolaków, potem przyjdzie pora na gobliny, później na magiczne istoty, półkrwi nie zostaną może zniszczeni, ale stracą równe szanse – będą mogli co najwyżej pracować dla czystokrwistych. A i tych odrze się z wolności.
– Zastanów się, chętnie przyjmiemy twoją pomoc, ale nie rób nic wbrew sobie – stwierdziła i wymierzyła mu lekkiego, żartobliwego pstryczka w nos, jakby znów byli dzieciakami w Hogwarcie. – Wskaż jakie, gdzie je zdobyć lub kupić, a ja to załatwię. I nie musisz robić masówki. Idę o zakład, że większość osób chętniej założy ładne rękawiczki czy koszulę niż jakąś przypadkową koszulkę…
Nie zdążyła spytać, czy Nottowie planują faktycznie go zwolnić – zmilkła, gdy pod drzwiami stanęła Gustava.
Ta wojna, Voldemort, śmierciożercy, niszczyli kraj na więcej niż jeden sposób. Mroczny znak na niebie, ciała w domach, pogrom w Kniei, to wszystko było tym najbardziej drastycznym, ale nie jedynym obliczem wojny.
Był jeszcze strach, spowijający Anglię coraz bardziej i bardziej, wnikający pod skórę, zostający w kościach. Brenna rozumiała ten strach – rozumiała, dlaczego ktoś wolał się wycofać, zostać z boku, a nawet uciec. A jednak widok ogołoconej pracowni Enzo po prostu bolał.
– Jest – przyznała bez oporów. Może powinna zapewniać, że tak naprawdę nic się nie dzieje, a Ministerstwo ma kontrolę nad sytuacją, ale po Beltane wierzyli w to tylko głupcy i ci, którzy rozpaczliwie potrzebowali poczucia bezpieczeństwa. – Na pewno od Beltane, chociaż moim zdaniem trwa znacznie dłużej.
Wcześniej toczyła się jednak wśród cieni, niejako na obrzeżu życia czystokrwistych i półkrwi, którzy nie chcieli się w nią angażować. Czytali w gazetach o kolejnej napaści, zmieniał się sprzedawca w sklepie, w którym robili zakupy, ktoś opowiadał im przyciszonym głosem o akcji Ministerstwa, mogli jednak próbować żyć jak dawniej.
A potem nadszedł maj, zapłonęły ognie, śmiercionośne zaklęcia leciały we wszystkie strony, huragan porwał ludzi, Knieję opanowały potwory.
– Wiem o mugolskiej wojnie tyle, co z książek – przyznała, uśmiechając się z odrobiną zakłopotania. Co zabawne, ten temat bywał poruszany chociażby w komiksach, ale to nie oznaczało, że Brenna naprawdę pojmuje jej historię. – Ale wiem też, że dotknęła niemal każdego w Europie. I że na początku wszyscy liczyli, że jeśli ustąpią, że jeżeli dadzą wymordować tę jedną etniczną grupę, zabrać ten jeden kraj… to kupi bezpieczeństwo innym.
Nie kupiło. I Brenna nie wierzyła, że kupi teraz. Zaczną od mugolaków, potem przyjdzie pora na gobliny, później na magiczne istoty, półkrwi nie zostaną może zniszczeni, ale stracą równe szanse – będą mogli co najwyżej pracować dla czystokrwistych. A i tych odrze się z wolności.
– Zastanów się, chętnie przyjmiemy twoją pomoc, ale nie rób nic wbrew sobie – stwierdziła i wymierzyła mu lekkiego, żartobliwego pstryczka w nos, jakby znów byli dzieciakami w Hogwarcie. – Wskaż jakie, gdzie je zdobyć lub kupić, a ja to załatwię. I nie musisz robić masówki. Idę o zakład, że większość osób chętniej założy ładne rękawiczki czy koszulę niż jakąś przypadkową koszulkę…
Nie zdążyła spytać, czy Nottowie planują faktycznie go zwolnić – zmilkła, gdy pod drzwiami stanęła Gustava.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.