Miał z nią wygrać. Zamierzał triumfować do końca dnia a może nawet jeszcze dłużej. W zależności od tego, co byłaby w stanie zrobić, żeby zamknąć mu usta. To zresztą również było coś, czego wyjątkowo mocno wyczekiwał, czując ten naprawdę przyjemny rodzaj ekscytacji, wręcz dziecięcej uciechy, słodki smak zwycięstwa rozchodzący mu się w ustach wraz z falą wewnętrznego ciepła ogarniającą ciało.
Tyle tylko, że powinien wiedzieć lepiej. Tak jak należało, aby spodziewał się powtórnego skoku Geraldine, tak wypadało, by zdawał sobie sprawę z tego, że gdy się usrała to nie było zmiłuj. Ich potyczka pochłonęła już dwie ofiary w postaci kuchennego krzesła (no cóż - i tak miało jedną nóżkę bardziej, więc gwałtowne szurnięcie nim po podłodze nie było wielką stratą) oraz tej nieszczęsnej poduszki, w której flakach właśnie się tarzali.
Gdyby któreś z nich postanowiło teraz odpuścić, zapewne mogliby uniknąć dalszych zniszczeń. Tak właściwie to z poziomu podłogi i perspektywy, w której się znalazł, Ambroise mógł dostrzec jeszcze trzecią i czwartą, piąta i szóstą... ...no, naprawdę dużo ofiar w postaci sterty książek, którą rozwalił kopnięciem, gdy wyszarpał nogę spomiędzy nich a kanapy, skacząc na podłogę. Mimo to wcale nie zamierzał pozwolić Rinie wygrać.
No, chyba po jego trupie. Całkiem prawdopodobnym, bo mimo miękkości całkiem drogiego, naprawdę dobrej jakości dywanu i poduszki, którą podłożył sobie wtedy pod brzuch, uderzenie o podłogę wcale nie było takie miłe. Pobijał się przy tym, nawet jeśli teraz nie zwracał na to uwagi.
Adrenalina buzowała w żyłach Greengrassa, który oddychał coraz szybciej, powoli czerwieniąc się na twarzy. Był zgrzany, zdyszany, niemalże gotował się w swojej bawełnianej koszuli i długich spodniach, które od początku dnia zdążyły już naprawdę solidnie się wynieść.
Był rozczochrany. Jego oczu błyszczały, gdy przeniósł wzrok na Yaxleyównę próbującą usiedzieć na nim w taki sposób, by ostatecznie go spacyfikować. W jednej chwili mogło zdawać się, że zamarł, przygnieciony jej ciężarem i uściskiem kolan wokół jego torsu.
Tylko po to, aby w następnym momencie wyszczerzyć do niej zęby w naprawdę szerokim, niepokojąco wariackim uśmiechu, robiąc coś, czego mogła, choć nie musiała się spodziewać. Chwycił ją za kolana, mocniej dociskając jej nogi do swojego ciała i szarpiąc się w bok.
Rozkołysał się na tyle mocno, żeby w przeciągu jednej chwili bez ostrzeżenia spróbować przewalić ich na bok i przeturlać się z nią tak, aby to on mógł się znaleźć na górze. Nie zamierzał trwać tam zbyt długo. W końcu to nie on planował ją łapać, on wyłącznie spierdalał przed potencjalnym marnym losem człowieka postrzelonego z kuszy.
Jeśli jednak mu się to nie udało, miał też jeszcze jednego asa w podwiniętym i solidnie wymiętym rękawie. Zamierzał zacząć łaskotać ją pod kolanami i na samych brzegach ud. W taki sposób, aby poluzowała chwyt i żeby mógł ją z siebie zepchnąć na poduszkę.
AF (III) - przyciśnięcie dziewczyny do siebie i wywrotka, aby znaleźć się na górze
Akcja nieudana
AF (III) - jeśli się to nie powiedzie, na ile skuteczne będą łaskotki
Sukces!
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down