23.08.1972
Aleja Horyzontalna, Teatr "The Globe"
Aleja Horyzontalna, Teatr "The Globe"
Noc była zaskakująco ciepła jak na dogasające sierpniowe tchnienia. Wysokie oświetlone kamienice Alei Horyzontalnej prezentowały się pysznie w blasku magicznego światła bijącego z okiennic kawiarenek, rozświetlonych gablot sklepów i zamkniętych teraz, a jednak wciąż pragnących zapadać w pamięć zakładów. Umiejscowiony pośród nimi teatr wciąż dominował nad ulicą, zachwycając kunsztem architektonicznym i splendorem artystycznego blichtru, który wyzierał przez każde podłużne okno, nęcił czerwienią rozłożonego dla gości na ten wieczór dywanu, kusił bzyczeniem snobistycznych rozmów ludzi, którzy myśleli, że wiedzą coś o sztuce, oraz tych, którzy realnie mieli o niej jakiś pogląd.
Z pewnością była to ciepła noc dla jednego z widzów spektaklu. Upiór w operze grany tego wieczoru, musiał ewidentnie rozgrzać mężczyznę, który nie miał ni palta ni szalika, a w samym garniturze niespiesznie opuścił teatr pośród licznie zebranej, rozgadanej gawiedzi. Inscenizacja musiała w nim też wzbudzić szereg głębszych myśli - jego czoło zdobiła pozioma linia zastanowienia, brwi pozostawały ściągnięte. Elegancki lazurowy garnitur przetkany srebrzystą nicią, który nosił tego wieczoru, był szczytem elegancji kontynentalnej. Podkreślał jego wzrost i szczupłą sylwetkę. Brązowe, lekko podpłowiałe włosy układały się miękką falą, eksponując dość ostre kości policzkowe szlachetnie ukształtowanej twarzy.
Mężczyzna zatrzymał się zaraz przy wyjściu, dając pozostałym wolną drogę do wyjścia. Poprawił laskę o srebrnej kruczej głowni na swoim przedramieniu i sięgnął do kieszeni po niedbale umieszczone tam rękawiczki. Tchnięty przeczuciem przejechał po kąciku ust ścierając resztki krwi, nim zasłonił dłonie bielą. Odetchnął powietrzem miasta, którego tak szczerze nienawidził, dziś w jego od wieków martwym sercu roiły się pytania, które skutecznie zagłuszały dojmujące uczucie odrazy. Zapiął oba srebrzyste guziki swojej marynarki, może to nie było odpowiednie miejsce na takie rozmyślania?
I już miał ruszyć rozświetloną magicznymi latarniami Aleją, gdy coś, a raczej ktoś go zatrzymał. To nie było zaplanowane spotkanie, ale tak naprawdę ta noc przyniosła już na tyle dużo zaskoczeń, że jedno więcej raczej nie zmieniłoby wiele...
Z pewnością była to ciepła noc dla jednego z widzów spektaklu. Upiór w operze grany tego wieczoru, musiał ewidentnie rozgrzać mężczyznę, który nie miał ni palta ni szalika, a w samym garniturze niespiesznie opuścił teatr pośród licznie zebranej, rozgadanej gawiedzi. Inscenizacja musiała w nim też wzbudzić szereg głębszych myśli - jego czoło zdobiła pozioma linia zastanowienia, brwi pozostawały ściągnięte. Elegancki lazurowy garnitur przetkany srebrzystą nicią, który nosił tego wieczoru, był szczytem elegancji kontynentalnej. Podkreślał jego wzrost i szczupłą sylwetkę. Brązowe, lekko podpłowiałe włosy układały się miękką falą, eksponując dość ostre kości policzkowe szlachetnie ukształtowanej twarzy.
Mężczyzna zatrzymał się zaraz przy wyjściu, dając pozostałym wolną drogę do wyjścia. Poprawił laskę o srebrnej kruczej głowni na swoim przedramieniu i sięgnął do kieszeni po niedbale umieszczone tam rękawiczki. Tchnięty przeczuciem przejechał po kąciku ust ścierając resztki krwi, nim zasłonił dłonie bielą. Odetchnął powietrzem miasta, którego tak szczerze nienawidził, dziś w jego od wieków martwym sercu roiły się pytania, które skutecznie zagłuszały dojmujące uczucie odrazy. Zapiął oba srebrzyste guziki swojej marynarki, może to nie było odpowiednie miejsce na takie rozmyślania?
I już miał ruszyć rozświetloną magicznymi latarniami Aleją, gdy coś, a raczej ktoś go zatrzymał. To nie było zaplanowane spotkanie, ale tak naprawdę ta noc przyniosła już na tyle dużo zaskoczeń, że jedno więcej raczej nie zmieniłoby wiele...