• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 11 Dalej »
[4.09.1972] Burn with me | Rodolphus, Nicholas

[4.09.1972] Burn with me | Rodolphus, Nicholas
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#1
19.01.2025, 14:00  ✶  
4 września 1972
Mieszkanie Nicholasa

Burn with me
One last time
All we'll leave are ashes, embers in the fire

Zgodnie z obietnicą, Rodolphus zjawił się 4 września pod mieszkaniem Nicholasa. Nie wszedł jednak od razu do środka. Gdy deportował się na Aleję Horyzontalną, chwilę stał przed kamienicą, wpatrując się w nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Pozornie beznamiętne spojrzenie drgnęło, gdy gałki oczne przesuwały się powoli po zadbanej fasadzie i prostych gzymsach. Co kryło się za tą zasłoną dymną, stworzoną z stalowoszarych tęczówek? Czy były tam jeszcze jakiegokolwiek ciepłe emocje, które był w stanie żywić do drugiej osoby? Czy wracając do Nicholasa po takim czasie chciał zachować pozory wzajemnego szacunku i kultury, czy być może liczył na coś, czego sam nie był w stanie zdefiniować? Czy być może to, co w nim pozostało z ludzkich, dobrych odruchów, zginęło wraz z nim wtedy, w Mauzoleum? Wyniósł Nicholasa we własnych rękach, aportował się z nim do mieszkania, zadbał o niego. Był przy nim, kiedy się obudził, upewnił się, że nic mu nie grozi.

A jednak nie był już tym samym człowiekiem co wtedy, gdy wślizgiwał się w jego objęcia wieczorami w łóżku. Nie był tym samym człowiekiem, który przerzucał jego rękę przez swoje ramiona, by pomóc mu dźwignąć się na nogi, gdy ten upadł na podłogę, zaatakowany chorobą we własnym mieszkaniu. Nie był tym samym człowiekiem, który składał na jego skórze czułe pocałunki. Nigdy nie wypowiedział na głos pewnych słów, lecz jasnym było, że Nicholas był dla niego kimś. Tylko... Kim, tak naprawdę?

Noga za nogą, krok za krokiem, Rodolphus przesuwał się kolejne centymetry, aż w końcu zniknął w kamienicy, która przez kilka miesięcy była jego domem. Tymczasowym lokum, którego potrzebował. Travers otworzył przed nim drzwi swojego mieszkania i wpuścił go, gdy Lestrange tego potrzebował najbardziej. Dał mu nie tylko kąt do spania, ale przygarnął go niczym bezdomnego kundla, który został wykopany z auta tuż przed świętami przez swoich właścicieli, którym przeszkadzał w planach urlopowych. Czy był wdzięczny za to? Za to, że nie musiał, a mu pomógł? Kolejne pytania przewijały się przez jego umysł, gdy pokonywał kolejne schody. Miał klucze do drzwi wejściowych, lecz to już nie było jego miejsce. Znowu był w mieszkaniu Nicholasa obcy. Znowu był tu tylko na chwilę. Już nie będzie spał w tej pościeli, już nie będzie pić wspólnie herbaty z jego kubków, nie będzie robić zakupów z uwzględnieniem tego, co Travers mógł jeść, a czego nie. Zabiłby się prędzej niż przyznał do tego, jak bardzo Nick wpłynął na jego zachowanie i jak bardzo to, co zrobił, wpłynęło na to, kim stał się teraz. Mogliby ciskać w niego najgorszymi zaklęciami, robiąc spinnery z jego kości, wyłamując mu po kolei palce i rzucając crucio raz po raz, a i tak nie powiedziałby tego, co było oczywiste. To było coś, co zostanie pogrzebane razem z nim, gdy w końcu zdechnie i ten ogień, który zapłonął w nim na nowo, nie spali go doszczętnie. Chciałby moc spłonąć razem z Nicholasem, lecz wiedział, że to niemożliwe. Żadna osoba, która pojawi się po nim, nie będzie znaczyła dla niego tyle, co Travers. Nie w sensie romantycznym, lecz duchowym. Miał wrażenie, że Nicholas zagnieździł się w jego sercu i umyśle, umościł się w wybranym przez siebie kawałku jak sopelek lodu i nigdzie się nie wybierał. Był tym rodzajem lodu, którego jego ogień nie był w stanie strawić. Nie obawiał się, że Nicholas się sparzy - Lestrange mógł podpalić cały świat, lecz tym razem miał wrażenie, że jego płomienie nawet nie musną skóry i duszy Traversa.

Zapukał, bo znowu był obcy. Być może już raz umarł, wtedy, w sierpniu, ale odrodził się na nowo, z nowym celem. Trochę jak feniks z popiołów. Czyż jednak nie byłby sobą, gdyby nie chciał spłonąć jeszcze raz, tym razem w towarzystwie? I tylko przypadkiem mógłby się dowiedzieć, czy z nim wszystko w porządku po ich ostatnim, wspólnym zadaniu, którego... Nie przeszedł.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#2
20.01.2025, 15:13  ✶  

To była solidna porażka. Zawiódł, siebie. Dał się wykorzystać kobiecie, łykając napój śmierci, który omal go nie zabił. Próba? To nie była żadna próba. To była trucizna, która opętała jego umysł. Mógł zabić kobietę od razu, kiedy Rodolphus naiwnie jako pierwszy wypił tę truciznę. Mógł kazać jej go obudzić, albo wymusić solidnie z użyciem zaklęć niewybaczalnych wydanie tego, co potrzebował Czarny Pan. Nie mając pojęcia co to miało być. Zawsze działał ostrożnie. Zawsze przemyślanie. Dlaczego tamtego dnia, postąpił inaczej?
Dlaczego pozwolił sobie na takie ryzyko?
Przeżył. Ale jakim kosztem?

Wyprowadzony z tego pieprzonego mauzoleum, odzyskiwał świadomość, ale wciąż czuł się martwy wewnątrz. Również i w nim coś się zmieniło. Śmierć towarzyszyła mu przecież od zawsze. Od odkrycia choroby. Od opanowania Eksterioryzacji. Podczas walk w terenie. Nawet wtedy, gdy wypił to paskudztwo.

Nie od razu doszedł do siebie. Wymiotował, to fakt, ale obecność Rodolphusa w tamtych dniach, pozwoliła mu dojść do siebie. Na tyle, aby mógł w miarę funkcjonować. Do pracy jednak tak szybko nie wrócił, zmuszonym będąc wysłać sowę z prośbą o kilka dni wolnego z powodu choroby. Uzyskania dowodu na papierze nie miał problemu, jako że Rodolphus najpewniej byłby wstanie mu to załatwić ze strony swojej rodziny.

Śmierć Roberta zmieniła wszystko. Wybryki Faye, potęgowały wszystko. Gdyby dziewczyna siedziała z dupą w Szkocji. Gdyby go chociaż słuchała, być może jego irytacja byłaby zmniejsza.

Te ostatnie dni, były totalną ciszą grobową. Od tych paru dni, Nicholas mieszkał znów sam. Nie zastanawiał się, dlaczego. Nawet tak było wygodniej. Odejście Roberta zwolniło go jakby z obowiązku, pilnowania Lestrange’a. Ale nie z ostrzeżenia, aby na niego uważać.

Nie dopytywał też, dlaczego zdecydował się już nie wracać do mieszkania. Obaj niewymowni, nawet nie wracali do dnia z ostatniej misji, aby go przegadać. Przeanalizować.

Rodolphus jednak o sobie przypomniał. Wysyłając list, zamiast zjawić się od razu. Miał klucze, nie zostawił ich tutaj, jak kilka dni temu na dłużej opuścił jego mieszkanie. Mógł być jak kocur, wracający do swojego Pana po kilku dniach.
Tego dnia, Nicholas siedział na kanapie pod kocem, czytając jakiś czarno magiczny egzemplarz, pozyskany ze sklepu Borgina i Burkesa. Nie czuł się tego dnia najlepiej, aby też siedzieć dłużej w pracy. Nie było dobrze już od tamtego dnia, gdy wrócili z Mauzoleum. Współlokatorowi, jednak nie mówił całej prawdy. Nie chcąc, aby się zamartwiał? Nie musiał.

Czytanie przerwało pukanie do drzwi, spowodowało oderwanie wzroku od rozpisanych stron, w kierunku drzwi. Zaraz przeniósł spojrzenie na zegar. Zmarszczył brwi. Jeżeli to Rodolphus, nie musiał pukać.

Włożył zakładkę do książki i zamknął, aby nie zgubić strony, na jakiej mu przerwano. Odłożył ją na koc i zarzucił go na nią, odkrywając siebie i wstając z kanapy. Sięgnął po różdżkę, zanosząc się chwilowym kaszlem, podszedł do drzwi, aby je otworzyć. Na sobie miał czarny sweter pół golf, oraz czarne spodnie.

- Rodolphus…
Wymówił jakby z ulgą? Skrywaną. Różdżkę trzymał, jakby miał dziwne obawy pojawienia się intruza, kiedy nikogo się nie spodziewał.
- Nie musisz pukać, skoro masz klucze.
Przypomniał mu, cofając się i zostawiając drzwi otwarte, aby wszedł do środka. Travers skierował się do kuchni, chowając różdżkę do kieszeni w spodniach. Zamierzał wstawić wodę, na herbatę, skoro będą rozmawiali. Poważnie.


@Rodolphus Lestrange
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#3
20.01.2025, 16:52  ✶  
Oboje w pewien sposób zawiedli samych siebie, lecz Lestrange odepchnął od siebie tę myśl. Przekształcił ją w coś innego: w siłę napędową, która sprawiła, że otworzył oczy na pewne kwestie. Być może to było oszukiwanie samego siebie, lecz dzięki temu nie siedział w domu, z twarzą ukrytą w dłoniach, i nie pogrążał się w ciemnych myślach. Działał, plótł swoją sieć i nawiązywał więcej kontaktów, korzystając z wolności, którą podarował mu los. Ale nie od początku tak było.

Przecież gdy udało im się wydostać z Mauzoleum, to pierwszym co zrobił było nie oddanie zwoju, który mieli zdobyć. To, co zrobił na początku, to było zapewnienie Nicholasowi bezpieczeństwa. Zostawił go wyłącznie na chwilę, ale później, żeby przekazać zwój swojemu kuzynowi. Nie mówił mu, co zaszło pod ziemią, w żywym grobowcu pełnym podejrzanych trupów i śmierdzącym nekromancją. Wrócił na Horyzontalną tak szybko, jak tylko się dało, żeby upewnić się, że z Traversem jest wszystko w porządku. Potem odchodził i przychodził, sprawdzał czy żyje, opiekował się nim bez żadnego słowa, bez poczucia wyższości czy pogardy, którą mógłby odczuwać kto inny. Fakt jednak był niezaprzeczalny: nie rozmawiali o tym, co się stało u Fawleyów, a Rodolphus przestał nocować w mieszkaniu Nicholasa. Przychodził jednak, lecz w ciągu tylko kilku dni jego obecność tu była mocno niestała. A w końcu, gdy Nick był już stabilny, naturalnie się odsunął i zniknął. A potem przesłał mu list.

Oczywiście, że mógłby skorzystać z klucza, lecz nie zrobił tego. To już nie było jego miejsce, w którym mógł odpocząć. Znowu był tu gościem i czuł się obco, chociaż rozpoznawał unoszący się w tym mieszkaniu zapach jego własny i Nicholasa.
- Oczekiwałeś kogoś innego? - zapytał, przesuwając wzrokiem po różdżce, którą Nick ściskał w dłoni. Przeszedł przez próg i starannie zamknął drzwi, zanim zdecydował się odpowiedzieć. Na moment dłużej przytrzymał dłoń na klamce, przymykając oczy. - Przyszedłem je oddać, nietaktem byłoby skorzystanie z nich akurat teraz.
Wyjaśnił, odwracając się powoli. Zsunął lekki płaszcz z ramion, wzrokiem błądząc po twarzy mężczyzny, jakby doszukiwał się oznak choroby czy osłabienia. Nie dostrzegał ich, ale Nicholas nie pozwolił mu na przyglądanie się dłużej, bo przeszedł do kuchni. Rolph więc odwiesił płaszcz i ruszył za nim, uprzednio jednak wyciągając pęk kluczy, który dostał od Nicka gdy się tu wprowadzał. Odłożył je na stół ostrożnie, żeby nie zburzyć naturalnych odgłosów domu brzękiem metalu o drewno.
- Jak się czujesz? - zapytał w końcu, wlepiając wzrok w jego plecy. Nie siadał przy stole, w zasadzie to musiał się powstrzymać by nie zaproponować, żeby to Nick usiadł a on go wyręczy. Ostatnie dni nie były dla niego łaskawe, to jasne, ale on nie mógł tutaj zostać. Potrzebował własnego miejsca, lecz nie mógł tak po prostu się odsunąć i zapomnieć, kto mu pomógł wylizać rany. Poza tym chciał wiedzieć, dlaczego Travers się nie obudził wtedy, gdy powinien. Domyślał się, ale chciał wiedzieć, co się dokładnie stało. Między nimi zawiązała się dziwna więź i chociaż miłości tu nie było, to na samą myśl o tym, że Rodolphus mógłby go zostawić, gdy ten słabnie fizycznie, napawała go odrazą. Tak się nie robiło i nie było to honorowe, nawet jeśli szacunek i honor w jego świecie były wypaczone. - Chodzi mi nie tylko o to, co stało się u Fawley. Jak twoje serce?
Nie mogąc się powstrzymać, podszedł do Nicholasa i ostrożnie, miękko położył mu dłoń na ramieniu. Nie miał bladego pojęcia, co Cassandra kazała im wypić, ale skoro on - zdrowy i młodszy - zareagował źle, to Nicholas mógł oberwać dużo, dużo mocniej. Wiedział, że nie da po sobie tego poznać i jeżeli coś było nie tak: będzie musiał to wydobyć z mężczyzny siłą.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#4
20.01.2025, 21:37  ✶  

Nicholas z zewnątrz nie wyglądał źle. Sprawne oko mogłoby co najwyżej dostrzec, zmęczenie organizmu, które powodowała choroba. A po tamtejszej truciźnie, mogło się jedynie pogorszyć. To tylko wiedział sam Nicholas. Dobrze znał swój organizm.

- Jedynie Ciebie.
Odparł krótko w odpowiedzi. Nie zwykł mieć wielu odwiedzających. Góra trzy do pięciu osób. Teraz zaś o dwie mniej. Brat wyjechał. Mentor umarł. Użycie różdżki było odruchem obronnym. Broń, którą zawsze czuł, że musi mieć przy sobie. Broń, którą mógłby od razu wycelować, gdyby zobaczył przed sobą tę wiedźmę zwaną Cassandrą. Znienawidził ją po tym zdarzeniu, że rozważa odejście z klubu Spectum. Jeżeli miałby się pojawić w najbliższym seansie, to tylko w jednym celu.
Rodolphusa wciąż traktował jako współlokatora, który miał nadal klucze do jego mieszkania. Wiedział, co gdzie się znajduje. Wiedział, jak się tutaj poruszać. Nawet jeżeli myślał inaczej.
- Zatrzymaj. Mogą Ci się kiedyś przydać.
Odpowiedział, zerknąwszy na chwilę w jego kierunku przez ramię. Nie widział potrzeby, aby Rodolphus mu oddawał klucze. To mieszkanie i tak było lokalizacją uniwersalną, miejscem noclegowym i przejściowym. Gdyż prawdziwy dom Traversa, znajdował się w Little Hangleton. Tam dostęp mieli naprawdę nieliczni. Zwyczajna garstka osób.

Nicholas podszedł do piecyka, gdzie wstawił w czajniku wodę na herbatę. Wyjął dwa kubki z szafki, stawiając na blacie. W tym momencie usłyszał pytanie. Zawahał się na moment. Ale też nie odwrócił w stronę Rodolphusa.

- Żyję. Widać przecież.
Odparł zwyczajnie, ogólnikowo. Poruszał się, dawał radę wykonywać podstawowe czynności. Nie zagłębiał się w temat swojego stanu zdrowia. Ograniczając się w odpowiedzi po tym, co miało miejsce w Mauzoleum Fawleyów. Miał nadzieję, że tenat ten się urwie, zakończy. Przejdą do innego. Sięgnął po puszkę z herbatą ziołową jaką często pijali wspólnie. Wziął łyżkę, wsypał odpowiednią ilość do jednego kubka, do drugiego już nie bardzo trafił, połowę z łyżeczki wysypując obok. Zdarzyło się to w momencie, kiedy Rodolphus rozwinął bardziej swoje pytanie, zahaczając o jego chorobę sercową.
Nicholas zamilkł.

Odstawił puszkę, oparł się dłońmi o blat, w drugiej dłoni wciąż trzymając łyżeczkę. Nie spojrzał na Rodolphusa, kiedy poczuł jego dłoń na swoim ramieniu.

- Co chcesz usłyszeć?
Odpowiedział z obojętnością, jak chleb powszechni. Zerknął na niego poważnie, wracając do poprzedniej czynności, aby dosypać brakującą ilość suszu do kubka.


@Rodolphus Lestrange
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#5
20.01.2025, 22:05  ✶  
Zawahał się, gdy Nicholas powiedział mu, żeby zatrzymał klucze. Wahnięcie było zauważalne i wyraźne, jakby w głowie Rodolphusa walczyły ze sobą teraz dwie wyjątkowo natrętne, jednakowo silne myśli. Po co mu te klucze? Po co miałby tu przychodzić? Chciał uśpić jego czujność? A może oferował mu miejsce, w którym mógłby przebywać, gdy będzie w Londynie? Może za tym kryło się coś więcej? Lecz przecież Nicholas nie wiedział, że mieszkanie Rodolphusa zamieszkiwały teraz dwie inne osoby. Wiedział tylko tyle, że Lestrange nie mógł tam wrócić. Nie wnikał, nie pytał dlaczego: i chyba właśnie dlatego czuł się w jego obecności tak komfortowo. Być może z zewnątrz mogłoby to wyglądać na krępującą rozmowę dwóch osób, które nie potrafiły odpowiednio dobierać słów i niezdarnie poruszały się wokół siebie, lecz prawda była zupełnie inna. To, co dla innych było niezgrabnym tańcem wokół tematu, dla tej dwójki było dokładnie tym, co mówili. Mogli nie używać zbyt wielu słów, lecz w ich przypadku były one szczere na tyle, na ile mogły być. Były jasne, proste i zrozumiałe, tak samo jak zdania, które opuszczały ich usta.
- Żyjesz... Czy na pewno? - zapytał nieco filozoficznie, przypominając sobie to, co stało się w Mauzoleum. Jeżeli śmierć w ich projekcji była gwarantem sukcesu i pobudki na własnych zasadach: to czy faktycznie Nicholas żył, czy może był zawieszony gdzieś tam, u Fawleyów? A może to on, Rodolphus, nie żył i źle ocenił sytuację? Lestrange zmrużył nieco oczy. Dostrzegł rozsypaną herbatę i susz ziół na blacie. Trafił w czuły punkt i doskonale o tym wiedział - kto lubił pokazywać przed innymi swoją słabość? Lecz te kilka dni w nie do końca samotności sprawiło, że inaczej na to patrzył. Po rozmowie z Perseusem sam siebie zaskoczył, gdy stwierdził, że ułomność fizyczna wcale nie jest ułomnością w dosłownym tego słowa znaczeniu. Nie patrzył na to w ten sposób: ciała były niedoskonałe, łamały się jak zapałki i to nie one były tym, co było w człowieku najważniejsze. Skrzywił się jednak nieznacznie, słysząc pytanie w ramach odpowiedzi. - Na pewno nie pytanie zamiast odpowiedzi.
Powiedział mimo wszystko spokojnie, zabierając dłoń z jego ramienia. Co chciałby usłyszeć? Że było już dobrze? Że się wyleczył, bo ktoś magicznie znalazł lekarstwo na jego przypadłość? A może przeciwnie: że było gorzej i zostały mu dwadzieścia cztery godziny życia i to wszystko się skończy szybciej niż się zaczęło? Nie wiedział.

Nie raniła go ta obojętność, przywykł do niej. W zasadzie im bardziej Nicholas był obojętny, tym bardziej kusiło go sprawdzanie kiedy przedostanie się przez ten mur. Jego dłoń wylądowała z prawej strony Nicholasa. Drugą ostrożnie sięgnął po łyżeczkę, którą trzymał.
- Odzyskujesz siły po tym, co się stało w podziemiach mauzoleum? - odłożył łyżeczkę na bok, na blat, na kilka chwil zapatrując się na jej kolor, tak podobny do koloru jego tęczówek. - Co się stało, gdy wypiłeś eliksir?
Zapytał w końcu, przenosząc spojrzenie na jego twarz. Jeżeli chciałby uciec wzrokiem: nie pozwoliłby na to, odcinając Nicholasowi drogę ucieczki i odsunięcia się: wystarczyło tylko oprzeć dłoń z drugiej strony, o blat. To oczy były odzwierciedleniem emocji, nawet jeśli ktoś bardzo, bardzo nie chciał, żeby wydostały się na wierzch i ujrzały światło dzienne. I to właśnie w te oczy chciał teraz patrzeć, gdy będzie mu udzielał odpowiedzi. Nie musiał wiedzieć, ale chciał. Chciał zrozumieć, co tam się stało.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#6
20.01.2025, 23:58  ✶  

Dlaczego miał te klucze zachować, na wszelki wypadek, sądząc, że mogą mu się przydać? To nie tak, że Nicholas chciał uśpić jego czujność. Nie wiedział, że obecne mieszkanie Rodolphusa było wynajmowane komuś innemu. Nie dopytywał. Nie interesował się tym. Wystarczyło mu wiedzieć, że nie chciał tam wracać, gdyż mogło mu przypominać o dawnej kobiecej miłości. Tej wersji Trawers się trzymał. Nie potrzebował zaprzątać sobie głowy dodatkowymi, zbędnymi informacjami.

Dlaczego sugerował mu zatrzymanie kluczy do swojego mieszkania?
Na wypadek, gdyby mu się coś stało. Na wypadek, nagłej potrzeby spotkania z kimś, nie mając do tego innego mieszkania w zanadrzu, nie chcąc korzystać ze swojego posiadanego. Być może Lestrange’a było stać na zakup nowego. Ale jako jeden, wiedział o problemach zdrowotnych Nicholasa. Zamiast wywarzać drzwi, miałby jak dostać się mugolską metodą. Na wypadek, gdyby Travers miał zabezpieczone mieszkanie przed teleportacją. Przed intruzami.
Myślał, przyszłościowo.

Rodolphus podjął rozmowę w kierunku filozoficznym. Jakby nie do końca wierzył w słowa wypowiedziane przez Nicholasa. Jakby dostrzegł, że to wcale nie było życie. Misja w Mauzoleum zmieniła ich oboje. Każdego być może w innym, jeżeli nie w tym samym kierunku. Nie zmieniło się jedynie to, co było między nimi.

Nie odpowiedział na to pytanie. Odwracając swoją uwagę od tematu, aby przygotować dla nich herbatę. Przerywając w momencie, kiedy Lestrange uderzył słowami w jego czuły punkt, doprowadzając do tego, że Travers trochę rozsypał susz na blat kuchenny, nie trafiając sprawnie do kubka. Zdradził się. Zdradził swoją słabość. Czyżby stracił nad tym kontrolę? Przy nim?

"Na pewno nie pytanie zamiast odpowiedzi" – padło z ust Rodolphusa, gdzie Nicholas tylko na niego zerknął. Nie udzielając na to także poprawnej odpowiedzi. Pozostając wciąż tajemnicą. Milczeniem. Chcąc wrócić do skończenia przygotowania herbaty. Lestrange mu na to jednak nie pozwalał.

Dotyk z ramienia zniknął, ale za to została mu z drugiej strony odebrana łyżeczka. Nie wyrywał. Nie walczył o to, aby mu jej nie zabierać. Pozwolił na to. Lecz z tym, pojawiały się kolejne słowa Lestrange’a.
Nie odpuszczał tematu.
Nie dawał za wygraną.

"… co się stało w podziemiach mauzoleum? ... Co się stało, gdy wypiłeś eliksir?"
Odbijające się w głowie pytania Rodolphusa, sprawiły, że Nicholas zacisnął dłonie w pięść, opierając się nimi o blat kuchenny. Puszkę odstawił, kiedy zabrana była mu łyżeczka. Wpatrywałby się w dwa kubki przed sobą, gdyby Rodolphus mu na to pozwolił. Uciec spojrzeniem. Uciec od tematu. 

- Poczułem duszność. Brak złapania powietrza. Ścisk w sercu. Straciłem przytomność…
Odpowiedział zgodnie z prawdą. To chciał usłyszeć? Czy czuł to samo, kiedy również do wypił? Chłodne jak lód, niebieskie w tęczówkach oczy Nicholasa, wpatrywały się w stalowe, magnetycznie, niespotykane tęczówki Rodolphusa. Tak. Nicholasa przyciągały oczy osób w nietypowych kolorach. Były wyjątkowe.


@Rodolphus Lestrange
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#7
21.01.2025, 00:31  ✶  
Być może gdyby mu o tym powiedział, inaczej by zareagował. Teraz jednak nie zabrał kluczy ze stołu, bo niemalże od razu po tym, jak je położył, podszedł do Nicholasa. Ale gdy będzie stąd wychodził, na pewno znikną z powrotem w jego kieszeni. Zapewne gdyby Traversa nie było dłużej w pracy, to by się zainteresował. Przyszedł, spróbował wejść do mieszkania - z kluczami czy bez nich. Ale czy wtedy nie byłoby za późno? To było jedno z tych pytań, na które nie chciał znać odpowiedzi. Nie mógł tu zostać, nie chciał tu zostać, ale myśl o tym, że mógłby nie zdążyć, gdyby Nick znowu upadł, nie była przyjemną myślą. Nie, nie rozdzierała serca, nie sprawiała że drżały mu usta: lecz zdecydowanie nie była to myśl miła, która powodowała uśmiech na jego twarzy.

Był uparty tak, jak tylko Niewymowny mógł być uparty. To było w pewnym sensie całkiem pociągające - czy gdyby wziął go na tortury, wydobyłby w końcu z siebie słowa? Słowa świadczące o, w jego samej o sobie opinii, słabości? Nie zamierzał jednak próbować: w tej kwestii Nicholas mówił mu tyle, ile uważał za słuszne. Miał wrażenie, że i tak wiedział dużo więcej, niż powinien. A jednak... Jednak nie potrafił się powstrzymać, by wyciągnąć łapę po więcej.
- Gdzie byłeś, gdy ta dziwna, lepka ciecz przemknęła przez gardło, oblepiając ci przełyk? - zapytał cicho, ujmując jego podbródek między kciuk a palec wskazujący. Nie zauważył tych zawiniętych w pięści dłoni, zbyt był skupiony na tym, by nie pozwolić mu uciec wzrokiem. Nie chciał, by od niego uciekał. - Gdzie wylądowałeś?
Dopowiedział, bo on doskonale pamiętał, gdzie sam wylądował. Góra czaszek, trupy rodziny. Brat, matka, ojciec... I on sam, stojący obok Voldemorta. Nie od razu to pojął, potrzebował kilku dni na oddech, by poukładać sobie w głowie to, co zaszło. Nie wiedział, czy to co uważał było słuszne, ale uczepił się tej myśli. Niby był teraz kimś innym, bo zginął, lecz skoro nie zabił sam siebie... Może to jeszcze nie był czas, by być nowym sobą? W pełni nowym: bo nie wróci do tego, co było przed mauzoleum. W jego wnętrzu aż się kotłowało od emocji, lecz oczy pozostawały chłodne. Nic nie wskazywało na to, że Lestrange miałby zaraz wybuchnąć. Przeciwnie: wpatrywał się w Nicholasa łagodnie. Czy próbował na nim sztuczek, które zadziałały na bardziej łaknące atencji ofiary?
- Ja trafiłem do piekła - nie, nie była to sztuczka. Gdyby była, nie powiedziałby mu, dokąd trafił on sam. Nie pochyliłby się też, by złożyć na jego ustach delikatny pocałunek. - Czym było twoje piekło?
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#8
21.01.2025, 16:09  ✶  

Wszystko zależy od sytuacji, jak i czy Nicholas chciałby być znaleziony. Jeżeli nie byłoby go w mieszkaniu, najpewniej zostawiłby Rodolphusowi wskazówkę, gdzie go szukać, gdyby za długo go nie było. Gdyby Lestrange’owi nie zależało, pewnie nie odwiedzałby go w te ostatnie dni, jak zdecydował się już nie nocować. Dzisiejsze przybycie było też dowodem na to, że interesował się zdrowiem Traversa.

Nicholas nie tyle co był uparty, posiadając cechę dziedziczoną wraz ze swoją siostrą, co nie chciał zbytnio mówić o swoich lękach. Lękach, które niestety przekładały się na jego stan zdrowia. Jeszcze parę miesięcy temu, kiedy wszedł do Boginowego Zakątka, przeżył i zniósł go lepiej, niż po wypiciu trucizny w Mauzoleum Fawleyów.

Rodolphus nie odpuszczał. Wciąż naciskał. Nie wystarczyło mu to, co Nicholas poczuł po wypiciu nieznanej im substancji. Tylko to, gdzie się obudził. Co się działo, że nie podołał misji. Nie pozwalał nawet na ucieczkę spojrzeniem.

Blondyn milczał, kiedy z ust byłego współlokatora padały pytania. Kiedy niebieskie oczy wpatrywały się w stalowe. Czując dotyk jego palców na swoim podbródku. Zamknął oczy. Przed oczami znów miał celę. Kamienne ściany, stalowe drzwi bez klamki, z lekko uchylonym okienkiem. Samotność... głód... pragnienie... w końcu śmierć... Pocałunek… Dementor…

- W Azkabanie…
Po tym pocałunku, Nicholas odpowiedział tak szybko, jak też otworzył oczy i pochwycił dłoń Rodolphusa, chcąc odsunąć od swojej twarzy. Oddech przyspieszył. Lęk wzrastał. Nicholas się wręcz odsunął, odwrócił plecami do blatu, aby oprzeć tyłkiem i podeprzeć jedną ręką. Drugą przyłożył w okolice klatki piersiowej. Lęk powrócił. Pocałunek Rodolphusa był jakby widział Dementora, przez zamknięte oczy. Koszmar senny, który powracał. Ewoluował z tym piekłem, w jakim przegrał życie.
- W celi…
Dokończył po kilku szybkich oddechach, próbując się uspokoić. Patrząc przed siebie, następnie na podłogę. Droga bez wyjścia. Bez wolności. Który z nich miał gorsze piekło?


@Rodolphus Lestrange
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#9
21.01.2025, 17:41  ✶  
Uniósł brew, lekko przekrzywiając głowę. W Azkabanie? Gdyby usłyszała to Lorien, to zapewne zamknęłaby Nicholasa w złotej klatce i chciała dowiedzieć się absolutnie wszystkiego. A może zmniejszyłaby go jakimś zaklęciem i wrzuciła do tej cholernej gablotki z makietą Azkabanu i dementorkami? Jednego z nich miał w swoim domu, w salonie. Był mocno niezadowolony, że nie mógł na razie wychodzić kiedy chciał.
- Azkaban... - powtórzył cicho, pozwalając na to, by Travers chwycił go za rękę i odsunął od swojej twarzy. Nie uśmiechał się, wciąż pozostawał poważny - w jego oczach nie widać było kpiny czy chociażby cienia oceny, że Nick nie podołał zadaniu. Nie bardzo wiedział, co mu powiedzieć: że w końcu obaj tam trafią, chyba że wcześniej umrą? To nie brzmiało jak słowa pocieszenia, a tych najwyraźniej Nicholas potrzebował. Wyjątkowo, bo do tej pory nie zdarzało się, by przeżywał cokolwiek aż tak mocno. Raz się wystraszył, gdy zobaczył go zamiast kogoś ze swojej rodziny, lecz poza tym krył wszystkie swoje lęki głęboko w środku. To była ciekawa odmiana, widzieć go w tym stanie: takim... ludzkim.
- Umysł potrafi robić naprawdę paskudne sztuczki - powiedział w końcu. Nie, nie szanował jego granic: widział, jak przyłożył dłoń do klatki piersiowej, wiedział że chciał go odepchnąć, lecz gdy tylko się oparł o blat, Lestrange zrobił pół kroku do przodu. - Więzi teraz twoje ciało w tym, co było.
Dodał, bo nie musiał chyba mu mówić, że to nie było prawdziwe.

Oj, jak kusiło rzucić teraz dewizą Mulciberów. Pomyśl, że to sen. Idealnie pasowała do tego, co oboje przeżyli, lecz nie mógł rzucić jej Nickowi w twarz - ze względu na Roberta. Podejrzewał że Travers przeżył jego utratę bardziej, niż Rodolphus.
- Ludzie błędnie zakładają, że umysł nie jest w stanie spowodować fizycznych dolegliwości. Dlatego o to pytam: bo wiem, że jest inaczej. Jeżeli mu na to pozwolisz, złamie twoje ciało - powiedział łagodnie, a jego rysy twarzy rozluźniły się. Delikatnie nakrył dłoń Nicholasa swoją. - To, co widziałeś, to jakiś rodzaj projekcji, iluzji. Magia, którą wykorzystała Cassandra, weszła do naszych głów i wyciągnęła rzeczy, których się obawiamy. Sprawdzała nas. Albo po prostu torturowała? Może dostała takie polecenie. Albo jest psychiczna.
Nie miał pewności, czy tak było, ale to brzmiało logicznie i tak też sobie to tłumaczył. Wolną dłonią pogładził Nicholasa po policzku.
- Przeżyłeś i tylko to się liczy. Nie możesz jednak pozwolić, by Fawley wciąż tkwiła w twojej głowie, bo w końcu dobierze się do twojego serca - nie w sensie romantycznym, a fizycznym. Lekko ścisnął dłoń, którą trzymał na jego ręce. Prosty przekaz: jak nie przestaniesz świrować, to w końcu wysiądzie ci serce i będzie po tobie. Tylko opakowany w ładniejsze słowa. - Mogę zostać z tobą na te kilka dni.
Powiedział w końcu, po sekundach milczenia, które w jego głowie rozciągały się do wieczności.

Czy on mu nie przyszedł oddać tych kluczy? A teraz mówi, że zostanie. Lestrange, kto tutaj tak naprawdę świrował i gubił się we własnej sieci?
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#10
21.01.2025, 23:28  ✶  

Jeszcze pewnie by ta gablotka była tak mała, żeby Nicholas nie mógł się wyprostować. Tak, jak cela w jakiej się znalazł. Przyprawiająca o ból kości i stawów. Możliwe było wyprostowanie samych nóg, albo kręgosłupa na siedząco. Gdyby miał się położyć, na pewno musiałby podkulić nogi. Lepiej, aby ta Lorien, nie słyszała tego, co działo w głowie Nicholasa, po spożyciu trucizny.

Nacisk Rodolphusa zmusił Nicholasa do wyjawienia mu dla świętego spokoju miejsca, w jakim znalazł się podczas pobytu w piwnicach Mauzoleum. Niczego od niego nie chciał. Ani pocieszenia, ani litości, współczucia. Odsunął się, gdyż bliskość mogła być tym razem przeszkadzająca.

- Jakbym tego nie wiedział.
Łypnął na niego kątem oka, uspokajając oddech. Koszmar, który w nim pozostał. Był tylko snem. Zjawą w śnie. Przypominającą o tym, czego się bał. A może chciał mu przekazać coś innego. Musiał sam do tego dojść. Zrozumieć. Analizować.
"Pomyśl, że to sen… " – Powtarzał to sobie za każdym razem, kiedy się budził. Z koszmarem. Zapewniając siebie, że tego nie ma i nie będzie. Nie da się zamknąć. Nie umrze w taki sposób. Nie taka jest mu śmierć pisana.
- Sama Ci to powiedziała, czy wyciągnąłeś własne interpretacje na podstawie badania mózgu?
Rzekł oschle. Nie zamierzając pozwolić zrobić z siebie durnia i niedouczonego niewymownego. Projekcja, iluzja, magia Cassandry. Jaką mieli gwarancję, że to była jej magia, a nie ktoś inny przygotował tę pieprzoną i zaklętą truciznę?
Postawa Rodolphusa mówiła mu to, jakoby ten był przekonany o słuszności swoich słów.
- To była trucizna, która opętała umysł. Uaktywniając koszmar senny. Dla Ciebie to projekcja. W jakie Ty wpadłeś piekło, skoro tak uważasz? Błędem było ufać tej kobiecie.
Odsunął się od niego, wyrywając rękę. Nie chcąc teraz czuć się głaskanym jak piesek. Czajnik na szczęście w tym momencie wydał dźwięk zagotowanej wody. Wziął go i zalał nim dwa kubki herbaty, odstawiając dalej od rozgrzanego palnika.

Westchnął, gdy usłyszał słowa Rodolphusa o zostaniu tutaj na kilka dni. "Sam nie wie czego chce…" – stwierdził, przenosząc na niego poważne spojrzenie. Kto kogo ma teraz pilnować? Czyżby role miały się teraz odwrócić? Nie ma opcji. Nie po tym, co teraz od niego usłyszał. Co próbował mu wmówić.

- Fawley nie tkwi w mojej głowie. Chyba, że w Twojej. Dopiero co pisałeś, że nie planujesz tutaj już nocować. Teraz chcesz nagle tu zostać? Dlaczego?
Skrzyżował ręce na klatce piersiowej patrząc mu w oczy. Stanowczo, zdecydowanie. Kiedy nie musieli mówić o jego strachu, mógł być sobą. Nie przejmował się tym, że może mu w końcu wysiąść serce. Ciało to powłoka duszy. Jeżeli ze chce, znajdzie sobie inne. Silniejsze. Zdrowsze.


@Rodolphus Lestrange
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Nicholas Travers (3530), Rodolphus Lestrange (4290)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa