- To jest prawdopodobne, nie umiem jej sobie wyobrazić podczas takiej prozaicznej czynności. - Ich matka była stworzona do zdecydowanie większych czynów niż wyprowadzania psa na smyczy - tak, była tego pewna. Naprawdę próbowała to zrobić, ale nie umiała sobie zwizualizować jej spacerującej z psem. Nie pasowało to do Charlotte.
- To rozsądne z Twojej strony, Jessie. - Jak zawsze miał głowę na karku i zadbał o wszystko, w sumie dobrze, że wiedział, czego się może spodziewać po matce.
Nie mogła przestać myśleć o tym, że Charlotte miała się zaręczyć z wujkiem. Czy to nie byłoby dziwne? Zwłaszcza, że przecież mieli to już za sobą, i wtedy im nie wyszło, czy teraz miałoby się coś zmienić, czy liczyli na kolejny skandal, dzięki któremu mogliby o sobie przypomnieć w towarzystwie? Nie miała pojęcia, czym się kierowali, czego zamierzali dokonać, ale ich matka była dorosła, chyba mogła o sobie sama decydować, tak, zdecydowanie mogła. To nie był ich problem.
Z tych dziwnych przemyśleń wyrwała ją obecność skrzata, niemalże podskoczyła kiedy go ujrzała no i nie mogła powstrzymać się przed piskiem, kto właściwie wiedział, co zamierza im zrobić. Nie wyglądał na spełnego rozumu, a do tego miał w ręku butelkę, czyżby to była jego broń?
- ODCZEP SIĘ ODE MNIE. - Tylko tego jej brakowało, żeby brat zaczął wyzywać ją od dziewczyn, w sumie czy to było przezywanie, chyba bardziej stwierdzenie faktu? Tak, czy siak jej się to nie podobało.
- Ja jestem dziewczyną, głupku. - Postanowiła mu o tym przypomnieć, bo najwyraźniej o tym zapomniał.
Cofnęła się w głąb mieszkania, żeby jak coś to Theo stał na pierwszej linii ewentualnego ataku tego skrzata, nie chciała dostać butelką, jeszcze by ją trwale uszkodził, a tego wolałaby uniknąć.
Postanowiła pozwolić braciom zająć się tym stworzeniem, sama zaś tylko uważnie ich obserwowała, bo nie miała właściwie niczego do dodania. Tak naprawdę to myślała tylko o tym, żeby stąd jak najszybciej wyjść.