• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[25/08/72] Wine isn’t strong enough. It’s blood I want.

[25/08/72] Wine isn’t strong enough. It’s blood I want.
the horror and the wild
But the half part sees what the other half's got
Sometimes I feel like I'd rather just rot
wiek
28
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
rozszczepieniec
zawód
medium za dychę i niegrzeczny sklepikarz
Wysoki, bo mierzący 185 cm wzrostu, smukły, o długiej twarzy zwykle przekornie uśmiechniętej — Cain w wielu aspektach przypomina gentlemana, w pozostałych sępa. Wszystko w nim jest zawsze trochę niedbale, trochę niedokończone, jego koszule są zawsze niedopięte, a antracytowe włosy nosi palcami sczesane z czoła. Łatwo odnaleźć w tłumie ślady jego obecności — cierpki zapach papierosów, kadzideł i mocnych, piżmowych perfum oraz przedziwny chłód, zupełnie jakby minął cię właśnie duch. Gdy mówi, jego niski głos brzmi uprzejmie, choć przebrzmiewa w nim nuta protekcjonalizmu, a nieco bezczelne spojrzenie ciemnobrązowych oczu zdaje się tkwić w tobie jak sztylet.

Cain Fawley
#1
26.01.2025, 21:36  ✶  
25.08.1972, noc

Nokturn przypominał brudne kuchenne okno pełne tłustych odcisków palców. Znajomy widok — ciasny i duszny, z zadymionym niebem, na którym brakowało gwiazd. Został tylko księżyc, cienki sierp jak dziewczęce żebro. Zakręciło mu się w głowie, gdy powietrze przez chwilę stało się ciężkie i przylepiło się do podniebienia. Bez pytania wyciągnął Baldwina z pubu i teraz prowadził go wzdłuż jednego z ciemnych, wąskich przejść w stronę powykrzywianej sylwetki znajomej kamienicy. Powiedział mu chyba, że już się znudził, wtedy, gdy znalazł go przy barze i złapał za kark tak mocno, że poczuł, jak rodzinny sygnet zostawia podłużne wgniecenie na palcu. Miał brzydki zwyczaj szukać go, gdy potrzebował rozrywki.

Chodź, znudziłem się już.

Zawsze się nudził — szybko i z infantylną wręcz irytacją. Żył w nim wciąż ten sam, kuriozalny rodzaj głodu, cierpka pustka, jak gdyby ktoś wyżarł dziurę w jego ciele, zaraz pod sercem. Cokolwiek w nim zostało — ciemne i bezzębne — stale chciało brać, stale chciało pożerać, chociaż żadna ilość wina ani cudzych dłoni nie była wystarczająca, by zmyć pragnienie z języka. Kiedy był dzieckiem, matka opowiadała mu bajkę o magu, którego wiedźma zamieniła w zwierzę tak dzikie i okrutne, że jego córki musiały podcinać gardła myśliwym, by go nakarmić. Kiedy w lesie zabrakło mężczyzn, z miłości wyrwały sobie z piersi serca. Cain nauczył się więc odnajdywać ten rodzaj poświęcenia w każdym ciemnym kącie Londynu. Nawet tego wieczora wypatrywał palców, które gotowe były wyrywać ze swoich piersi serca tylko po to, by na chwilę go nakarmić. Poruszał się przy tym w tłumie jak cichy drapieżnik, szukając smutnych, kobiecych profili i ufnych oczu. Przykładał wnętrza cudzych dłoni do ust i składał obietnice, które zapominał kilka sekund później, ale nawet wtedy wciąż był znużony. Ostatni kieliszek wina był zbyt kwaśny, poplamił rozpięty kołnierz jego koszuli jak kilka kropel krwi, a do niego doszło, że w istocie znów się znudził. Znów był głodny. Dlatego odszukał przy barze znajomy odcień jasnych włosów, dlatego powiedział mu, że musi coś mu pokazać, odruchowo sięgając dłonią do kieszeni, do chłodnego kształtu klucza.  Gdyby Madame D’Mora wiedziała, co zamierza zrobić, potraktowałaby go prawdopodobnie jak każdego ze swoich złodziei — wyciągnęłaby mu oczy z czaszki i zastąpiła je pestkami śliwek.

Zatrzymał się przed budynkiem, przekrzywionym jak poustawiane jedna na drugiej karty do gry, pod szyldem w kształcie medalionu. Za drzwiami ciemne wnętrze Desdemony było duszne od kadzideł, które latami tuszowały obrzydliwie słodki smród wydobywający się czasem spod desek drewnianej podłogi. Śmierć, czarna magia i kilka źle zakonserwowanych ludzkich resztek. Z braku innych, lepszych możliwości — zapach domu.

— Wiedźma zrobi ze mnie jedną ze swoich ukochanych taksydermii, jeśli się zorientuje — odezwał się ściszonym głosem, niemal bezwiednie spoglądając na sześć zwierzęcych kształtów ustawionych na parapecie. Wszystkie jej poprzednie koty, wszystkie z oczami z pestek i koralików. — Wypycha je pokrzywą. 

Zamek ukrytych za ladą drzwi odpuścił z metalicznym szczękiem, otwierając się na mrok rozwarty jak bezzębna szczęka. Nic poza czernią wpełzającą ku nim po wąskiej linii schodów. Nie zszedł jednak, zamiast tego sięgnął ku jednej z półek i chwycił leżący na niej srebrny nóż do kopert. Czuł pod palcami upiornie znajome rzeźbienia na rękojeści.

Uśmiechnął się z typową sobie miękkością, ze słodkim rozbawieniem widocznym nawet w ponurym półmroku, i lekkim ruchem, zupełnie jakby chciał strzepać pył z jego ubrania, przystawił ostrą końcówkę do jego mostka. Młody Malfoy pachniał chyba terpentyną albo pozostałościami teatru. Lakierowanym drewnem i farbą akrylową.

— Za tobą.

Rzut Z 1d100 - 38
Slaby sukces...
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#2
11.02.2025, 19:51  ✶  
tw: just Nocturn unhinged stuff + Baldwin being old creep jak zwykle

Baldwin bawił się tej nocy wyśmienicie.
Pijany, wciąż jeszcze naćpany oparami Amortencji, którą nasączył swój ostatni portret. Och jakże piękny był to obraz; jakże piękna czarnowłosa wiedźma, która poruszała się leniwie w ramach, wodząc rozbawionym spojrzeniem wodnej rusałki za twórcą, który szeptem dumnego ojca obiecywał jej, że już niedługo znajdzie się w nowym domu, kusząc i doprowadzając do obłędu słabszych mężczyzn.
Czy było coś złego w tym, że przepił absolutnie wszystko co na swojej Sztuce zarobił? Pieniądze nigdy nie trzymały się zbyt długo Baldwina Malfoy’a. Tonęły w pustych, brudnych szklankach.
- To leci tak. Willkommen, bienvenue, welcome! - Zaśpiewał, przy każdym kolejnym słowie wystukując rytm na odsłoniętym udzie siedzącej mu na kolanach blondyneczki. Tej, którą złapał jak snuła się całkiem samotna bocznymi uliczkami, trochę jak uczennica Hogwartu, która postanowiła się wyszaleć w wakacje przed strasznie ciężkim (na oko patrząc na jej uroczą okrągłą buźkę) piątym rokiem nauki i wkuwania pszyrki.- Fremde, etranger, stranger~
Złożył krótki pocałunek na jej szyi, zaczepnie przygryzając jasną skórę. Ale że wampirem był kiepskawym, to nie pozostawił po sobie większego śladu. Jak panna miała na imię? Cholera wie, pewnie się dowie za parę dni z plakatów BUM'u o zgłoszeniu zaginięcia dziewczynki. Ludzie lubili się rozpływać w powietrzu na Nokturnie. Szczególnie takie głupie i naiwne trzpiotki jak ta tutaj. Upita po zaledwie dwóch drinkach, które pewnie pod ladą jej czymś doprawił ten zaszczany goblin, który kierował całym biznesem; liczącej, że znajdzie miłość swojego życia w spelunie. Mogła trafić gorzej - jeszcze jej nie zaciągnął w ciemny zaułek, jeszcze pozwalał jej żyć ułudą, że ta noc się dla niej skończy czymś przyjemniejszym niż niezobowiązującym seksem i wiwisekcją mózgu przeprowadzoną przy użyciu hipnozy; jeszcze udawał, że jest inni niż wszystkie śliniące się na jej widok typy żłopiące tanie piwsko przy barze. Jeszcze mu się chciało grać w tą gierkę.
Ale nim zdążył  w pełni nacieszyć się smakiem swojej małej Jane Doe, poczuł uścisk na karku. Znał ten dotyk - zapisał się w pamięci Malfoy’a już dawno, tworząc miłą sieć skojarzeń. Dlatego zrobił to co zawsze, gdy ból przyjemnie mieszał się z przyjemną alkoholową mgłą spowijającą jego jaźń. Odchylił głowę do tyłu, pozwalając przetłuszczonym kosmykom włosów opaść na twarz. Wyszczerzył ząbki w leniwym uśmieszku. Wbił przy tym palce Fawley’a odrobinę mocniej w swoją własną skórę, chłonąc każde kolejne odczucie. Jak wyciągnięty z rynsztoka kundel zachwycony atencją swojego właściciela. W tym momencie jednak nie był jeszcze tylko powiem którego. 

Chodź, znudziłem się już.
Powiedział, a Baldwin zrozumiał.
Nokturn pozostawiał w człowieku wyrwę. Okradał z duszy i serca. Przyzwyczajał do tego, że było się wiecznie głodnym. Nawet wtedy, gdy ciało przestawało się tak rozpaczliwie dopominać się o ludzki pokarm. Po przekroczeniu tej granicy - nie było już odwrotu. Pozbył się blondynki z kolan, jakby w ogóle nie istniała. Nie zauważył nawet jak na jej wykrzywioną w dziecięcym grymasie niezadowolenia odpowiada jeden z dobrze znanych mu Szczurów Fontaine. Pewnie równie szybko co zniknęli z baru, z dziewczynki zniknęła ta pognieciona sukieneczka cnotki.
Nie zakodował nawet jej  krzyku, który rozciął ciszę leniwej nocy. Na Nokturnie wiecznie ktoś krzyczał.
Zamiast tego sam Baldwin pozwolił się zabrać w ciemność; potykając się o własne nogi, spoglądając tęsknie w okna Necronomiconu, gdy go minęli, nie zatrzymując się nawet na moment. Może to i lepiej? Przemknęło mu przez myśl, gdy własny obraz nędzy i rozpaczy odbił się w brudnej od kurzu szybie. Wspaniały pan Malfoy. Niezwykły pan Malfoy. Przerżnięty przez życie pan Malfoy.

Desdemona pachniała jak Necronomicon.
Przynajmniej po części. Zapach ziół, kadzideł i lepiącego się do podniebienia popiołu. Wszystko to by przykryć słodki zapach zgnilizny i śmierci. Obserwował znudzony jak Cain siłuje się z drzwiami, o których framugę się oparł. Ze wzrokiem zawieszonym na kociej rodzince ustawionej w równym rządku na parapecie.
- Nie lubię taksydermii.- Oświadczył, zniżając głos do melodyjnego szeptu, Sam nie chciał skończyć wypchany jakąś pokrzywą.- Lubię proces, ale nie efekt.- Przesunął opuszką kciuka po ostrzu noża dociśniętym do swojej piersi, zastanawiając się czy przestać oddychać na moment czy może raczej zrobić krok w tył. Potem kolejny. I jeszcze jeden. Prosto w ciemność pomieszczenia na zapleczu.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baldwin Malfoy (683), Cain Fawley (563)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa