Jessie wyszedł z domu dość wcześnie, zanim wszyscy w mieszkaniu zdążyli się pobudzić, a wrócił, kiedy ludzie powychodzili już na ulice i zbierali się do pracy. Jego czekała późniejszą zmiana, więc miał jeszcze trochę czasu dla siebie.
Zabrał Benjiego na długi spacer - po pierwszej dla niego tak długiej nieobecności jego człowieków psiak ogromnie się stęsknił i z całą pewnością przydało mu się trochę więcej ruchu. Po powrocie do domu Jessie zaczął się trochę martwić, czy psiak nie dostanie jakiegoś ataku serca z tej radości, przez którą sam chyba nie wiedział, czy chciał się przywitać najpierw z Ritą, Theo, czy z Jessiem. Kochane to było stworzenie.
Były również inne rzeczy do zrobienia. W drodze do domu Jessie wszedł jeszcze do piekarni po coś na osłodę i do cukierni, gdzie kupił czekoladki, które miał zamiar dać Claudii w podzięce za przysługę i niezadawanie pytań o powód, dla którego to Charlotte nie mogła wychodzić z psem, skoro sama nie leciała do Egiptu.
Powinien również odpisać Brennie na list, który leżał na jego biurku nietknięty do jego powrotu. Ulżyło mu, że dziewczyna, którą wtedy znaleźli z Dorą, wydobrzała i zeznawała przeciwko swojemu oprawcy. Zbeształ się również w myślach, że po otwarciu listu nie schował go, tylko zostawił na wierzchu, gdzie wszyscy mogli go przeczytać, gdyby tylko weszli do jego pokoju, a nigdy nie wiadomo, co mogłoby przyjść do głowy Theo. Jessie wciąż nie powiedział nikomu o swoim spotkaniu z wampirem i wciąż nie zamierzał tego robić - wyleciało mu to częściowo z głowy, a i wcale nie było takiej potrzeby. Wciąż uważał, że skoro nie odniósł większych obrażeń, a sam wampir został znaleziony i unieszkodliwiony, to nie było potrzeby robić z tego większego halo, więc, poza pracownikami Munga, którzy musieli więc wtedy z nim użerać, o tamtym zajęciu wiedzieli Dora (z oczywistych względów), Electra, Brenna i Jonathan, o ile jego chrzestny z jakiegoś powodu nie podzielił się tą nowiną z jego matką..
Po wejściu do mieszkania Benji od razu poszedł do miski z wodą, nie czekając nawet, aż Jessie odepnie smycz od jego obroży. Jessie zaśmiał się cicho, odpiął mu tę smycz i przeszedł do kuchni, a pudełko z wypiekami z piekarni postawił na stole.
-Hej, mamo - zawołał, zauważając Charlotte. -Herbaty?