Czuła, że zbliża się moment, w którym powinna stąd odejść. Wyjaśniła mu powód swojej wizyty, sprawdziła, czy nic się nie zmieniło, czy wszystko jest w porządku, czy nadal dla niego istnieje. Upewniła się w tym, że Ambroise nadal ją pamiętał. Nie powinna dłużej tutaj zostawać. Nie miała ku temu powodu, przynajmniej jak na razie. Wiedziała, że będzie musiała odejść, nie mogła przecież spędzić tu nocy, niby była spokojniejsza. Przynajmniej jak na razie, kto wiedział bowiem, kiedy znowu odezwie się to dziwne uczucie, kiedy znowu ją opęta, kiedy będzie musiała ponownie to sprawdzić. Niby nic nie musiała, ale jednak w tym wypadku nie była w stanie z tym walczyć. Tak, jak zrobiła to tego wieczora - musiała się upewnić w tym, że Ambroise o niej nie zapomniał. Może było to głupie, jak widać jeszcze przez długi czas będzie się mierzyła z tym, co wydarzyło się w jaskini.
Nie, żeby jej to szczególnie przeszkadzało, bo chciała trzymać się blisko, może nie do końca w ten sposób, ale jeśli to było jedynym rozwiązaniem - to miała zamiar z niego korzystać. Roise nie lekceważył jej lęków, nie wyśmiał jej, wręcz przeciwnie, wydawał się być tym naprawdę przejęty. W sumie to dobrze się stało, że wyjaśniła mu dokładnie, co ją tutaj sprowadziło. Oczywiście w przyszłości na pewno znowu zacznie od listów, nie widziała innej opcji, tak będzie im prościej egzystować w tym świecie bez siebie, przynajmniej tak się jej wydawało, nie to, że odruchowo wolałaby pojawiać się przed jego drzwiami, miała jednak świadomość, że może to jeszcze bardziej skomplikować to, co ich łączyło. Nie mogli już się oszukiwać, te słowa padły, mieli pewność, że nadal się kochali, to miało się nigdy nie zmienić. Potwierdziła to też Florence, mimo wszystko nadal nie doszli do tego, że nie chcą z tym walczyć, to nigdy nie padło z ich ust. Słowa, które wybrzmiewały z ich ust mówiły o czymś zupełnie innym, jednak to, co robili, pozostawiało sporo do myślenia. Nie potrafili nie reagować na swoją bliskość, reagowali naturalnie na swoją obecność, lgnęli do siebie mimo wszystko. Nie sądziła, że kiedykolwiek miało się to zmienić. Nie zamierzała już szukać pocieszenia w obcych ramionach, wiedziała, że nic jej to nie da, nie po tym, co usłyszała w przeciągu tych kilku dni.
Zmrużyła nieco oczy, kiedy się odezwał. Najwyraźniej, to, że miała w tej chwili opuścić Munga nie było wcale takie oczywiste. Nie miała pojęcia do czego mogłaby się mu tutaj przydać, także wpatrywała się w mężczyznę dłuższą chwilę czekając na jakieś informacje, których jednak póki co nie dostała. Komu jak komu, ale jemu raczej nie umiała odmówić, bez względu na to, czego ta pomoc miałaby dotyczyć. Zresztą nie sądziła, że to mogło być coś skomplikowanego.
- Tak, wyśmienicie. - Nie umknęło jej to, że użył jej ulubionego słowa, to na pewno nie stało się bez powodu, miał świadomość, jak ono na nią działało.
- Mam się zgodzić w ciemno? Będę tego żałować? - Na pewno nie wprowadziłby jej na minę, prawda? Mogła być o tym przekonana, ależ oczywiście.
- Nie spieszę się nigdzie, więc jeśli mogę Ci się na coś przydać. - To tak, mogła to zrobić. Zresztą dużo bardziej uśmiechało jej się spędzenie czasu z nim, niż powrót do domu. Kto wiedział bowiem, kiedy pojawi się następna okazja. Mieli kilka spraw do załatwienia razem w najbliższym czasie, więc była pewna, że będą się od czasu do czasu u siebie pojawiać, bo to było nieuniknione.
Tym razem jednak sam wspomniał o tym, żeby została. Może faktycznie i on nie do końca sobie radził z tym, że mieli się trzymać od siebie z daleka, coraz bardziej się w tym upewniała z każdym ich spotkaniem, z decyzjami, które podejmował, z tymi propozycjami. Gdyby chciał, żeby zniknęła z jego życia nie zapraszałby jej na randki, czyż nie? Słowa mówiły jedno, gesty i czyny drugie. Nie łatwo było im się odnaleźć w tym wszystkim, dla Roisa też to musiało być trudne, nie wiedziała nawet, czy nie trudniejsze niż dla niej, bo to on się starał być ich głosem rozsądku.
- Zostanę. - Tak, dopowiedziała jeszcze ten jasny komunikat. Nie przeszkadzało jej najwyraźniej nawet to, że znajdowali się w Mungu, co kiedyś było dla niej niedopuszczalne, nawet jeśli się tutaj pojawiała, to starała się jak najszybciej znikać z tego miejsca, bo za nim nie przepadała.