- To cios poniżej pasa. - Nie sądziła, żeby w jej przypadku próbował sięgać po takie metody, jednak kto wie, czego tak właściwie mogła się spodziewać. Faktycznie do odhaczenia została jej tylko Lecznica Dusz, ale zdecydowanie nie wybierała się do tego miejsca, musieliby ja wsadzić tam siłą, nie sądziła, że spacyfikowanie jej byłoby zresztą takie proste. Znała różne, skuteczne metody ucieczki. Na pewno by je zastosowała w takim przypadku. Raczej nie chciała odwiedzać tamtego miejsca, bo mogło się to wiązać z biletem w jedną stronę. Nie chciałaby tego sprawdzać.
Nie wydawało jej się jednak, że byłby skłonny zastosować wobec niej te metody, raczej się z nią droczył, co miało sens, bo rozmowa mimo dosyć trudnego początku aktualnie była całkiem przyjemna. Nie spodziewała się tego, że będą w stanie ze sobą rozmawiać w ten sposób. Jak widać jednak nadal potrafili się zaskakiwać, nie powinno jej to jakoś szczególnie dziwić, w końcu od zawsze to między nimi było. Ich rozmowy były bardzo chaotyczne, nigdy do końca nie dało się przewidzieć w jaki sposób będą przebiegać, tak to już bywa w przypadku dwóch, bardzo silnych charakterów.
- W zamykanej szafce, jasne zarejestrowałam. - Byłaby skłonna chyba nawet jej poszukać, chociaż nie dzisiaj, dzisiaj chyba nie potrzebowała alkoholu do szczęścia. Całkiem przyjemnie się czuła bez niego. Nigdy jednak nie wiadomo, co zdarzy się w przyszłości. Oczywiście, że zakładała, że jakąś przyszłość będą mieć, to też się nie zmieniło i on i ona rozważali co może przynieść jutro, chociaż nie powinni tego robić. Nie powinni myśleć o sobie w swoich życiach, ale jakoś nie do końca im się to udawało.
- Prywatna praktyka może być dla Ciebie wyjątkowo ciekawym rozwiązaniem. - Nie sądziła, żeby faktycznie to rozważał, w końcu ciągle wspominał o swoim awansie w Mungu, jednak jej zdaniem to nie był wcale taki zły pomysł. Marnował się tutaj, zwłaszcza, że przez lata widziała ile pracy wkładał w to, aby w końcu sięgnąć po interesujące go stanowisko, a nadal się to nie wydarzyło. Powinien pomyśleć o jakiejś zdanie, nie, żeby się na tym szczególnie znała, bo przecież nie miała pojęcia jak dokładnie to wszystko działało u medyków, ale na swój własny, logiczny sposób próbowała sobie to jakoś wytłumaczyć. Nie wydawało jej się, aby szybko miała się zmienić jego pozycja, było tutaj trochę jak w Ministrestwie Magii bez odpowiednich kontaktów nie dało się spełniać swoich marzeń, po co więc się marnować?
- Możesz do mnie wracać nawet, jeśli nie otworzysz prywatnej praktyki. - Wolała o tym wspomnieć, chociaż wydawało jej się, że miał tego świadomość. Ostatnio ich drogi krzyżowały się bardzo często, nie sądziła, aby szybko to się zmieniło. Mieli jeszcze kilka wspólnych spraw do dokończenia, co na pewno spowoduje, że znowu będą widywali się częściej. Nie powinni rozmawiać o wspólnej przyszłości, rzucać takich sugestii, a i tak to robili, wiedziała, że nie było to niczym dobrym, ale z drugiej strony, może dzięki temu zaczęli nieco bardziej oswajać się ze swoją ponowną obecnością.
Zmiana tonu głosu Roisa uświadomiła jej, że zdecydowanie nie założyła odpowiedniego toku myślenia. Sugerował jej coś zupełnie innego, na co wcześniej nie wpadła, a powinna. W końcu czego innego powinna się po nim spodziewać, miał kosmate myśli, jak zawsze, tymczasem ona zupełnie tego nieświadoma angażowała się w przybijanie tych pieczątek.
Nie do końca chyba wiedziała, co robi decydując się na założenie fartuszka. Nie wiedzieć dlaczego założyła, że będzie on biały, biedna Yaxleyówna, nie mogła się spodziewać najgorszego. Biały nie był jeszcze jakimś szczególnie złym kolorem, jasne, nie sięgała po niego zbyt często, ale zdarzało jej się to robić. W najgorszych koszmarach jednak nie założyłaby, że trafi jej się jasnozielony fartuszek, który pod nieodpowiednim światłem mógł się wydawać żółty. Gdyby tylko to wiedziała, to na pewno nie byłaby taka chętna co do tych przebieranek, teraz jednak już nie było odwrotu.
Obserwowała go uważnie, gdy zmierzał w kierunku szafy, najwyraźniej postanowił sięgnąć po swój własny kitel, co w sumie nie było takim złym wyborem. Yaxleyówna odbiegała wzrostem od większości normalnych ludzi, do Roisa było jej zdecydowanie bliżej. Często przecież kradła mu ubrania, nie było więc najmniejszych wątpliwości, że jego fartuch będzie na nią pasował.
Spodziewała się, że raczej jej go wręczy i zaczeka, aż go na siebie narzuci, ale nie tym razem. Sam to zrobił, no może nie do końca, bo po prostu nałożył go na jej ramiona. Mogła obserwować wszystko w szybie, póki co bowiem nie zamierzała się odwracać.
Znajdował się blisko, zdecydowanie zbyt blisko, ale czy faktycznie? Lubiła kiedy nie dzieliła ich praktycznie żadna odległość. Tak, że mogła poczuć na ciele jego ciepło. Poczuła dłonie zaciskające się na jej przedramionach, właściwie nie mogła na to nie zareagować, dreszcz przeszedł jej po ciele, nie mogła się odwrócić, pozostawało jej obserwować go w tej nieszczęsnej szybie. Odchyliła delikatnie głowę, gdy poczuła ciepły oddech na swojej szyi, jej serce przyspieszyło swój rytm. Nie spodziewała się bowiem, tego, co zamierzał. Przyjemnie było poczuć jego usta na jej szyi. - Czyli co, teraz możemy już bezpiecznie stąd wyjść? - Skoro przeprowadził odpowiednie badania i miał pewność, że nie jest z cukru, chyba nic im już nie groziło, prawda? Mogli udać się na ten dach, o którym wspominał.
Nim to jednak zrobili postanowiła odwrócić się twarzą do niego, policzki miała rumiane z racji na to, że zrobiło jej się nieco zbyt gorąco, naprawdę nie potrzebowała do tego wiele. Jej twarz znajdowała się tuż przed jego, trochę zachęcił ją do tego, aby się nie ograniczała, tyle, czy faktycznie wypadało, aby asystentka za bardzo spoufalała się ze swoim mentorem, nachyliła się nad jego twarzą, ale po chwili jednak postanowiła się odsunąć, może faktycznie to nie do końca było odpowiednie zachowanie. Zamiast tego złapała go po prostu za rękę, zdecydowanie nie chciała zgubić się w Mungu. - Prowadź. - Mruknęła cicho, gotowa wyjść z tego gabinetu, potrzebowała chyba odrobiny świeżego potwietrza.