• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
jesień 1972, noc z 2 na 3 września // sing me a dream untouched by shadows

jesień 1972, noc z 2 na 3 września // sing me a dream untouched by shadows
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#21
23.02.2025, 13:07  ✶  
Kiedy większość stworzonych przez ciebie relacji jest toksyczna do cna, spodziewasz się w takich chwilach potępienia, paniki, zgrzytania zębami. Zostania pchniętym na podłogę, bycia wyzywanym, szarpania za rękaw. Gróźb odejścia podpartych tym, że się najwyraźniej nie było dla niego wystarczającym. Wyrzutów z tym związanych - no bo jak to, jak to tak, jak się miało funkcjonować dalej w związku, kiedy się wiedziało, że w jakimś momencie ta miłość nie była wystarczająca, żeby się przebić przez ten głęboki smutek i mogła zostać stracona kiedy tylko spętają ją okrutne pasma śmierci. Nic takiego się nie stało. On już miał gotowe zdania do odbijania argumentów w tej kłótni. O tym jak mało czasu minęło. O tym jak jego życie stanowiło ruinę i potrzebował go więcej. O tym jak nie potrafił przestać myśleć w stary, wulgarny, często obrzydliwy sposób i kochał go, ale te piękne wieczory przy książkach, kiedy coraz mniej przeklinał i dawał się wytarmosić za policzki gdyby tylko Księżniczka tego chciała, to był jego Crow - ten za zamkniętymi drzwiami - a kiedy Laurenta nie było obok (co stanem preferowanym zdecydowanie nie było) wracał Crow, którego nie udało mu się ujarzmić. Ten szaleniec, ten... Ktoś zdolny do wyrządzania sobie i innym okropnej krzywdy i...

To nie nadeszło, ale jednocześnie w głowie pojawiła mu się definicja słownikowa bland. Jego serce waliło jak bęben, a rozgrzaną skóra twarzy wydawała się płonąć, kiedy dotykały jej miękkie wargi Laurenta. Działał, jak zawsze zresztą, bardzo instynktownie. Zmienił swoją pozycję tak, żeby Prewettowi było wygodniej i żeby się mógł na nim położyć. Przesuwał ręką wzdłuż jego boku, badając fakturę materiału piżamy. Było w takich strojach coś staromodnego, to zaś w połączeniu z delikatną urodą i bardzo charakterystycznym stylem bycia, tworzyło wyjątkowo spójny obrazek kogoś niewinnego do cna. Ale on przecież taki nie był - wręcz przeciwnie, należał do osób wyjątkowo wyuzdanych. Crow zastanawiał się więc czy Laurent o tym myślał. O tym, że ręka gładząca go delikatnie po plecach mogłaby zjechać niżej, zamieniając atmosferę tej sceny bezpowrotnie. Ale nie robił tego. Był zbyt zafiksowany na tym, jak bardzo odrealniona wydawała mu się ta reakcja.

- Laurent - zaczął, wyglądając o wiele mniej swobodnie niż kiedy był przez niego całowany. - Mmmh. Dlaczego nie jesteś na mnie zły? Dlaczego tego nie podważasz? - Tej miłości. Mówił o tym wcześniej, pytał go o to, czy mógł go dalej kochać. - Proszę powiedz że dalej chcesz mnie mieć. Że dalej jestem twój. Proszę. Jak jestem twój to czemu nie jesteś zły? - Bo jak ktoś był zły, jak go szarpał, jak się tam pojawiały gorzkie słowa, to mógł czuć się od tego źle, ale jakoś tak... Wiedział, że komuś zależało. Bo ludzie którym nie zależy nie krzyczeli. Potrafiliby przejść z taką katastrofą jak próba samobójcza do porządku dziennego bardzo szybko, jakby nic się nie stało, jakby mu właśnie powiedział, że musiał za niego zapłacić dwa galeony kary w bibliotece i udawał niewiniątko, a Laurent podchodził do tego ze spokojem - miał przecież oczy, uszy, mózg przetwarzający bodźce i wiedział jak Crow funkcjonował - na cudzy rachunek. Ale teraz... A gdyby się jednak zabił? A gdyby...? No bo płakał przed chwilą na wieść o tym, że Crow kogoś stracił, a teraz...


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#22
24.02.2025, 01:34  ✶  

Przesunął swoją nogę nad nim, chętnie wsunął się na niego. Ciepłe ciało. Gorąca na nowo skóra. Dłoń, która atmosferę mogła zmienić, a której ufał. Gdyby zmieniła - dobrze by było? Na rozładowanie całego napięcia, stresu? Być może - gdyby tylko tylko znalazł w sobie wystarczająco siły. Gdyby... a przecież nie lubił gdybania. I pod aureolą włosów gdybania nie było. Był tam węgiel smutnych oczu Flynna - bo w tym oświetleniu te czerwone oczy wydawały się czarne. Oczy nieprzeznaczone tylko jemu. Które kierował na różne osoby i... może potoczy się ta historia dokładnie tak, jak każda inna. Jak z każdym innym czarodziejem. Jak z każdą inną miłością, którą Flynn tak hojnie rozdawał po kolei. Pozazdrościsz mu. Mieć w sobie tyle tej miłości, żeby dawać ją tylu osobom...

- Zły... - Powtórzył głucho, szukając w sobie złości. Szukając w sobie czegokolwiek poza ziejącą, czarną pustką. Nie znalazł - zamiast tego pustka rosła. - Takie chwile są bardzo trudne. Jeden moment załamania nie może przecież przeważyć nad wszystkim. To były emocje, bardzo silne emocje. Chyba... po prostu mi przykro. - Tak, przykro. To była ta emocja. Przykrość.

Myślałeś, że miłość będzie tą jedyną. Chowałeś dla niej serce i duszę, bo przecież ciało równie hojnie rozdałeś. Jedna, jedyna miłość. Pilnowana, żeby trafiła w odpowiednie ręce. I trafił się Dante. Nie, nieodpowiednia miłość. Brzydka, brutalna, toksyczna. Więc zamykasz serce za srebrem krat. Kiedyś się pojawi - ten książę z bajki. Kaiden Delacour, którego uśmiech był wieńcem z pyłu księżycowego. Więc chciałeś zabrać serce znów - drugi raz się nie udało. Roztrzaskało się. Odepchnięte mocnym gestem poleciało na podłogę, rozsypało się na kawałki. Może on..? Może ty..? Pomoże je ktoś pozbierać? Chrupały odłamki pod butami przechodzących. Pojawił się Flynn, zebrał je na szufelkę - oddać nie chciał. Nie. On wolał je utopić w wodzie.

Och, Matko Wodo, tyle serc dla Ciebie zebrałem i spójrz - to moje też postanowiono utopić.

- Chcę cię mieć. Jesteś mój. - Powtórzył z głosem tak nienaturalnie cichym i spokojnym nawet jak na niego, że określenie pozbawienia energii wchodziło na nowy poziom. - Zły... - Powtórzył znów. - Nie czuję złości. Jest mi smutno. Jest mi... bezuży...tecznie. Jestem bezużyteczny. - Rozluźniał mięśnie i teraz już leżał na Flynnie, z głową spoczywającą na klatce piersiowej, by słuchać tego niespokojnego serca. To Laurenta zwolniło, tylko nadal uderzało boleśnie mocno. Albo to on miał tylko taką świadomość bicia tego serca, by odczuwać każde uderzenie aż nader wyraźnie. - Rozumiem to. Był dla ciebie ważny, to były silne emocje. Czego jest we mnie za mało, że wszyscy mnie zostawiają. Czego mi brakuje. Czym mam być... Przez chwilę myślałem, że poszedłeś do niego, bo mógł ci pomóc się wyleczyć, ale to nieprawda... Dziwnie się czuję, Flynn. Prawie jakby cię tu nie było. - Ociężale uniósł swoją dłoń, mając wrażenie, że jest już tak daleko od własnego ciała, że ledwo czuł ten ruch. Spojrzał na te palce. Na jeden jedyny pierścionek na nich, którego nie ściągał nawet do snu.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#23
24.02.2025, 21:14  ✶  
Patrzył się na niego. Skryty w ten sposób, nie musząc nawiązywać kontaktu wzrokowego, nie zasłaniał już twarzy. Ostatni raz przetarł oczy rękawem i powrócił do powolnego sunięcia palcami po materiale piżamy. Spoglądając na Laurenta w tym stanie, przypominał sobie o własnej bezradności, kiedy znajdował się w jego ciele. Próbował z tego niecodziennego doświadczenia coś wyciągnąć, jakieś wnioski, ale mało co próbowało teraz układać się w jego głowie w logiczną całość. Wczoraj próbował się zabić, teraz miał wrażenie, że mimo takiej ludzkiej potrzeby zostania wyciągniętym z dna studni, większość ciężaru znajdowała się na nim. Powinien go przed tymi informacjami chronić. Nie powinien nigdy myśleć o odejściu, powinien być skupiony na nim - na kimś, komu obiecał ciepło, troskę, miłość i bezpieczeństwo. Jakież to było przykre, że ta jaskinia w ogóle pojawiła się gdzieś na mapie jego życiorysu. Miał wrażenie, że nawet teraz wspomnienie tego horroru odbierało mu odwagi. Prawdziwie bezużyteczny był on. Patałach niedotrzymujący danych przyrzeczeń, przez którego Laurent czuł się źle. Ale co innego mógł zrobić? Skłamać? Mógłby kłamać. I tak pomijał niewygodną prawdę, pozostawiając ją w sferze domysłów, tylko Laurent powiedział mu kiedyś prostą rzecz: udźwignie wszystko, byle go nie okłamywać. Teraz miał wrażenie, że być może wierząc w to, popełnił jakiś błąd. A może po prostu oglądanie go w takim stanie rozdzierało mu serce.

- Powiedziałbym, że nic - zaczął, podkreslając to tonem wyraźnie sugerującym, że czego Laurentowi jednak brakowało. Westchnienie, które uniosło głowę blondyna wysoko do góry, nie pomogło w rozładowaniu zbudowanego napięcia. - Tylko że masz naprawdę chujowy gust do facetów. Ciąłem się kiedy ty chodziłeś do szkoły odkrywać sekrety roślin doniczkowych. Jest mi ciężko przestać. - Niby była to po części prawda, ale to nie był przecież główny powód, dlaczego Nora znalazła go z nożem przy szyi. - Gwarantuję ci, że nie umarłem. Jestem tutaj i widzę cię wyraźnie. Może słaby to tekst, bo generalnie dopatruję się ciebie we wszystkim i widzę cię we wszystkim, ale... - pokręcił głową. Podniósł się delikatnie, przytrzymując go przy sobie, drugą ręką ściągając kurtkę, którą zrzucił na podłogę. Bo chciał ująć jego dłoń, poprowadzić po swoim ciele, zacisnąć palce na własnej skórze. - Z porcelany nie jestem, możesz złapać mnie mocniej. - Znów milczał. - Boję się, że tu zasnę i z tego łóżka wyciągnie mnie jakiś strażnik, ale jak myślę o wyjściu stąd to mi gorzej.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#24
25.02.2025, 15:55  ✶  

Wiedział, rozumiał, pojmował. Nie chciał pojmować, rozumieć ani wiedzieć. Chciał oblać się błogą nieświadomością tego, że to nie był brzydki i stary nawyk. Czy to w ogóle miało z tym cokolwiek wspólnego? Musiał bardzo płytko ciąć, w panice. Nie pomyślał o tym wcale? Nie zdążył. Spadł do wody - a woda już sama przyjęła go na swoje łono. Do bezpiecznej toni, gdzie już nic nie boli, nie ma wątpliwości, nie ma strachu. Pewnie dlatego, że w nicości nie było ludzi.

Nie zdobył się nawet na powiedzenie, żeby Flynn przestał mówić o tym tak, jakby to było oczywiste. Jakby miał przywilej, kartę przetargową na swoje odejście, kiedy znów stanie się coś złego. Ten człowiek w pierwszym odruchu nie pomyślał, żeby przyjść tutaj - pomyślał, żeby się zabić. Nie oczekuj zbyt wiele, to nie kwestia chęci - to zepsucie. To tragedia tak głęboko zakorzeniona w DNA Flynna, że sięgało nawet dalej niż do czasów przesadzania mandragor w donicach. To było po prostu... za dużo. Za dużo dla niego. Za dużo dla ciebie? Za wiele jak na to, ile możesz teraz nieść? Wszystko było w sam raz, tak. Szyte na miarę, dopasowane. Będzie lepiej - musiało tylko minąć. Dotrzeć do tego "być", a nie tylko trwać.

Laurent pozwolił się poprzestawiać i nawet nie bardzo zareagował na uniesienie. Zareagował dopiero na to, kiedy ta gorąca skóra znalazła się pod jego jedną dłonią, potem drugą. Zacisnął palce. Spojrzał na ręce pomazane czarnymi znakami tatuaży. Nie było widać w tym pomarańczowym, mdłym świetle spod abażuru blizn. Czuł je za to pod swoimi palcami. Mógł go złapać. Mógł nacisnąć skórę.

- Jesteś z porcelany. - Zaprzeczył cicho. - Jesteś delikatny i wrażliwy. - Dlatego tak wszystko go bolało, dlatego tak wszystko przeżywał. Czy może nie? Podniósł w końcu opuszczona głowę na Flynna, żeby znaleźć jego czarne oczy. - Nigdy wcześniej nie chowałeś się w szafie przed czyimś ojcem? - Laurent nawet delikatnie uniósł kąciki ust ku górze. Trochę się poprawił, by sięgnąć znów dłonią do twarzy mężczyzny, musnąć jego policzki, ale zaraz znów przeniósł je na jego ręce. - Przeżyłeś coś strasznego. Zostań. Ja jestem twoim dobrym snem. I jestem tu. Żywy. Więc... nie zostawiaj mnie, dobrze? Proszę. Nie zostawiaj mnie znowu samego. - Zacisnął palce znów mocniej na jego skórze, po czym puścił, żeby uczepić się jego swetra. - Nie obwiniaj się za to wszystko. Wiem, że to robisz. Nie mogłeś zrobić nic więcej, bo... ratowałeś mnie. Uratowałeś mnie. Jesteś moim słońcem. Proszę, nie pozbawiaj mnie słońca.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#25
27.02.2025, 10:24  ✶  
Chciał temu zaprzeczyć. Zaprzeczenie temu, że stworzono go z kruchego materiału było prawdą - tym co musiało tworzyć w Laurencie złudzenie pozwalające na podzielenie się tego typu stwierdzeniem musiało leżeć gdzieś pomiędzy zaślepiającym stanem zakochania i tym, że mimo bycia człowiekiem wyjątkowo zepsutym, udało mu się zachować sporą część bardzo ludzkich okruchów. Miał sporo rys na ciele. Można było bawić się w jakieś metafory pęknięć, ale to przecież nijak miało się do bycia karaluchem. Ileż razy ktoś próbował rozgnieść go pięścią, tyle razy się podniósł. Ile razy sam sobie mówił o braku siły i chęci skończenia z własną, marną egzystencją raz na zawsze, tyle razy wygrywała wola życia. Ludzie słabi, stworzeni z porcelany, rozsypaliby się w drobny mak, gdyby mieli zmierzyć się z tym, co miał za swoimi plecami. Ludzie wrażliwi nie mieliby odwagi sięgnąć po kogoś takiego jak Laurent, żeby na nim zacisnąć swoje brudne łapy. On się ani nie rozsypał, ani nie miał zamiaru porzucać kogoś, przy kim czuł się dobrze. Przynajmniej póki nie padnie to magiczne zaklęcie - ten ktoś mu nie powie, że to uczucie się skończyło.

Pocałował go w czubek głowy.

- Nigdy wcześniej nie przejmowałem się tym w taki sposób. - Złapał go za krawędź piżamy, przesuwając palcami wzdłuż szwu. Zaraz po tym wrócił do kolistych ruchów po materiale okrywającym jego plecy. - Chcę żebyś był szczęśliwy. - A to szczęście obejmowało ten aspekt jego życia - rodzinę, która mogła się go wyrzec. Jeszcze nie do końca wiedział co z tym wszystkim zrobić, więc i nie chciał budować sytuacji wymagających strasznych decyzji podejmowanych w absurdalnie krótkim czasie. Niestety wciąż był sobą - więc w sprzeczności z tym ciągał go po miejscach publicznych, zachowywał się obciachowo przy jego kuzynie, włamywał się do Keswick... Ale ostrzegał go przecież - ani nie był kimś obliczalnym, ani nie dało się wymuszać na nim normalności. I tak - Laurent mówił mu o pragnieniu otwartości, realizował jego oczekiwania i marzenia, po prostu... Nie wszystkie marzenia musiały być zrealizowane akurat dzisiaj.

Zamrugał kiedy zorientował się, że zadane pytanie było żartem, a on odpowiedział cholernie poważnie. Normalnie pociągnąłby żart - czyli teraz nie było normalnie? Nie zdążył się jeszcze zachłysnąć myślą o jego racji - o tym, że jego nastrój reprezentowało teraz taplanie się w śmierdzącym błocie na dnie zatrutej dawno temu studni.

Pocałował go jeszcze raz, nawet jeżeli jego wargi zamiast z jego ustami stykały się z kosmykami złotych włosów.

- Mhm - mruknął jeszcze raz, przykrywając ich pościelą i układając się wygodniej, mając przy tym wrażenie, jakby chciał, żeby Laurent się w niego zapadł. - Nie masz być moim snem, tylko moim życiem. Bałem się tu przyjść, bo sobie wyobrażałam, że mi tego nie wybaczysz, a przynajmniej nie zapomnisz i... Ja wiem, że minął miesiąc i mówiłeś mi, że to jest za szybko, ale ja chcę układać ten czas który jeszcze mam wokół ciebie. - Objął go ciasno. - Ta cukierniczka pomogła mi dużo zrozumieć. - Zamilkł, kiedy do niego dotarło czym próbował się podzielić. Tym, jak Alexander wzbudzał w ludziach strach, a Laurent... Wręcz przeciwnie.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#26
28.02.2025, 11:56  ✶  

Tylko ze Flynn rozsypał się w drobny mak. Raz? Dwa? Pięćdziesiąt? Nie wiedział, ile razy przyszło spotkać się temu Potworowi ze Śmiercią, która nadeszła z potencjalnie najbardziej niespodziewanego kierunku - rąk własnych. Posklejany raz za razem, zamiast złotem to czarną mazią wypływającą spomiędzy złamań. Piękno - ponieważ mimo roztrzaskania raz za razem stanowił jedną całość. Jego byłe mankamenty miłosne stanowiły artystów jego ciała - oto była ona. Sztuka. Wyrysowana czerwoną linią na jego ciele, przytrzymana świeżym bandażem pachnącym arniką górską. Nie miał wątpliwości, że to była ona - rozpoznałby ją i przez sen. I być może to był sen. Wyjątkowo niemiły, z którego chcesz się obudzić, myśleć o powrocie do domu, gdzie znowu będzie ten gbur w postaci Szczura wypuszczonego z kanałów Londynu.

Słodka była ta odpowiedź - poważna na mało poważne słowa. Potrafił sobie wyobrazić chowającego się Flynna, ale po tym zdaniu potrafił sobie też wyobrazić, jak bardzo ma na to wyjebane. Z premedytacją leży na tym łóżku, kiedy nad jego głową toczy się burza. Nie uśmiechnął się jednak bardziej - kiedy chcesz, żeby ktoś był szczęśliwy... na ile poświęceń i wyrzeczeń jest się gotowym? Być może czas pokaże, że wcale nie byli w stanie się zgrać. Że tak się różnili pod kątem swojego sposobu życia i pomysłu na nie, że nigdy nie będą w stanie tego ze sobą pogodzić. Laurent wcale nie był gotowy zrezygnować z rodziny. Flynn nie był gotowy na bycie grzecznym chłopcem. Laurent nie mógł przestawić się na nocne życie, Flynn nie mógł stać się rannym ptaszkiem. Szereg różnic była soczystą ciekawością, ale nie była łatwym podkładem do bajkowych "i żyli długo i szczęśliwie".

Skoro chcesz, żebym był szczęśliwy, dlaczego mnie unieszczęśliwiasz?

- Nie wybaczyć ci cierpienia... byłbym wtedy bardzo okrutnym człowiekiem. - Ułożył się bardzo chętnie z powrotem na nim, naciskając palcami to na przedramię, to na skórę na jego żebrach, to na ramię. Lubił czuć tę siłę pod palcami. Gorącą, czystą siłę zdolną do tytaniczego wysiłku. Lubił psy, ale kochał jarczuki. Lubił koty, ale kochał tygrysy. Lubił konie, ale kochał abraksany. To, co miało siłę zdolną rozrywać ludzi. Naturę, która potrafiła pazurami i kłami rozrywać mięso i gruchotać kości. Wszystko to, czego się brzydził i co sprawiało, że żołądek mu się przewracał do góry nogami, a potem wymiotował od brutalnych widoków. O dziwo - do tego można się było przyzwyczaić. Stać się nieczułym, albo przynajmniej zahartowanym. Czy jedno nie oznaczało drugiego? Aż w końcu można było drżeć w ekscytacji pod tą siłą i opierać się na niej jak rycerz opierał na tarczy swoje ramiona. Te ręce sprawiały, że czuł się bezpiecznie. - Mówienie o takich rzeczach nie jest proste. Słuchanie o nich również proste nie jest. - Przecież nie mógłbym być z kimś, komu nie można zaufać. To zdanie, niedopowiedziane, wydawało się takie oczywiste. - Nie można kochać tylko za część cech i udawać, że innych nie ma. Trudne chwile zawsze się pojawiają. Miłość mierzona jest nie tymi dobrymi chwilami, ale tym, czy te złe razem da się przezwyciężyć. - Może już plótł od rzeczy - miał napuchnięty mózg prawie tak jak oczy od płaczu. Parował od ciepła ciała Flynna. Już bardziej mruczał niż mówił. Albo mówił z całkowitym sensem - przekonany, że tak właśnie jest. Jeśli te złe chwile likwidowały poczucie tych dobrych - ta miłość była nic nie warta. - Jaka cukierniczka?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#27
09.03.2025, 14:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.03.2025, 14:11 przez The Edge.)  
- Nora Figg. Z Nory Nory przy Ulicy Pokątnej. Rozmawiam z nią od jakiegoś czasu. - Wydawało mu się, że mówił o tym wcześniej, ale odgonił tę myśl, bo nie miała żadnego znaczenia. Zamiast się nad tym rozwodzić, przełknął ślinę i próbował zebrać się do zerwania sobie z rany bolesnego plastra. - Mówienie. Słuchanie. - Obiekt jego największych pragnień i lęków. Rozmowa z drugim człowiekiem. - O to właśnie chodzi. - Sam nie wierzył, że to przyznał. - Mówienie i słuchanie. - Odetchnął głęboko i podniósł się lekko. Położył głowę Laurenta na swojej ręce, wciąż przytwierdzonej do materaca i leżąc bokiem do niego przesunął palcami wzdłuż jego boku. Głos wciąż nie wybijał mu się ponad granicę szeptu. - Ja... Niewiele mówię, Laurent. Przy tobie mówię coś więcej, przy nim też mi się zdarzało. Ale ja nigdy nie byłem kimś, kto mówi. Ja zawsze byłem kimś, kto działa. Byłem opisywany jako największy chuj Podziemi, ale co zrobiłem to moje, w tym sporze o człowieczeństwo opowiadałem się po jakiejś stronie tym, co robiłem. A tobie naopowiadałem rzeczy o tym co myślę w środku, a później zrobiłem coś, co jest tego kompletnym zaoraniem. - Brakowało w tym chyba tylko tego, żeby mu mówił, jak wspaniale mu się żyje w tym domu, zajmując się głupotkami, a później nacisnął spust z lufą między zębami. - Kim jest człowiek? Tym co zrobił, czy tym jakie były jego przekonania? Kto może powiedzieć, że jakiś jest? Ktoś, kto wierzy w dobre zakończenie, ale pozostaje wiernym, czy kimś, kto w nie nie wierzy, ale działa ku jego spełnieniu? - Dla niego odpowiedź była oczywista. Zawsze miał się za człowieka czynów. To on dźwigał na plecach ciężary innych i pracował nad tym, nad czym bali się pracować inni. Kiedy miał jasny cel... to w takich chwilach nie lękał się śmierci. - To jest coś, co ona pomogła mi zrozumieć. - Nora Figg. Tamtego wieczoru z Fantasmagorii, kiedy pokazywał jej, jak to jest skakać nad widownią pomiędzy zaklętymi przy sklepieniu gwiazdami. - Była ze mną pewnego dnia w cyrku i bawiliśmy się na trapezie. Przyszedł Alexander i zachowywał się jak wredny dziad. I ja go zacząłem bronić, próbując przykryć to wszystko, co się stało płaszczem własnych wyobrażeń i tego co o sobie niby myślimy, ale... Przecież co to zmienia. To, że ja miałem o nim jakieś mniemanie a on o mnie, skoro ten czynił to co mu podpowiadała natura? - Ale to nie była opowieść o Alexandrze, nigdy nie miała nią być. Bardzo szybko ją porzucił, a mina, jaką przybrał, wskazywała na głęboki żal do sytuacji. - To... mnie określiło. I już nigdy się nie odstanie. - Unikał kontaktu wzrokowego. - Mam władzę nad tym co robię i zrobiłem to. - Nic człowieka nie upokarzało bardziej niż własne czyny. - Jestem tym, co zrobiłem. - Miał na rękach krew cudzą i swoją. Już na zawsze. - I nie cofnę już czasu. - Wszystko, co się wydarzyło, stawało się rzeczywistością. Nie wybrzmiewał w nim większy lęk egzystencjalny niż to, że nie dało się wymazać własnych błędów, trzeba było codziennie zasypiać, będąc najedzonym rozczarowaniem. - Nie chcę... cię zostawiać, ale poderżnąłem sobie gardło. Nie chcę, żebyś miał przeze mnie kłopoty, więc włamałem się do pierdolonego zamku w Keswick. Nie chcę, żebyś niósł mój krzyż, ale i tak poprosiłem cię o to, żebyś wrócił do domu. Nie chcę, żebyś się przy mnie czuł jak przy innych, a i tak ciągle o tym myślę i cię do tego prowokuję. Jakby coś we mnie siedziało i pracowało nad zaprzeczeniem wszystkiemu, w co wierzę. - Ręce drżały mu już od kilku zdań, ale teraz zadygotał wręcz. Po co on mu to wszystko opowiedział? Chyba tylko po to, żeby przypieczętować swój popaprany los. Nie chciał, żeby jego rola w życiu Laurenta kończyła się tu i teraz. Z nikim... nie rozmawiał w ten sposób... - Jak... - radzić sobie z tym uczuciem w sercu, którego nie rozumiał? Ale nie dokończył tego pytania. Zamarł w bezruchu, wsparty nad nim na łokciu, na moment zaciskając oczy. Znów się zaciął i nie będzie nic mówił. Będzie tak trwał z falą loków przysłaniającą jego oblicze, jakby ciemność nocy nie robiła tego wystarczająco dobrze.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#28
10.03.2025, 13:42  ✶  

Ach, tak. Nora. Czy mówili już o niej kiedyś? A może to się pojawiło dopiero dzisiaj? Mówili coś więcej, zdania ułożyły się w głębszą opowieść? Nie wiedział. Cukierniczka, którą była Nora. Prawdziwa słodycz chyba dla wszystkich - szkoda tylko, że od jakiegoś czasu miał z nią znikomy kontakt. Ciężko było utrzymać te relacje, by się nie rozluźniały, gdy wokół działo się tyle, że czas stawał się przeklęcie ograniczony. Rzeczywiście - nie miało to znaczenia.

Wielkiego znaczenia nie miał też ruch Flynna. Laurent poruszył się o tyle, o ile poruszyły się jego oczy, bo nawet nie drgnęła jego głowa. Spojrzał za nim. Za jego twarzą, za jego oczami. Czasami słowa były niepotrzebne, ale zazwyczaj bywały niezbędne. Teraz były zbędne od strony Laurenta. Jego spojrzenie mówiło za usta - zrobiłeś. Mówisz jedno, robisz drugie. Na czym więc można się opierać i czemu wierzyć? Czynom? Jeśli nie szły w parze ze słowami to były zwykłą zdradą. Dowodem na to, że komuś nie można ufać. Więc lepiej zachęcać, by mówić nic? Sytuacja wcale nie była lepsza. Może ich dwójka od początku spisana była na porażkę i te wielkie słowa od początku nie miały żadnego znaczenia. Nie chciał myśleć tymi kategoriami, ale nie odnajdował w sobie żadnej chęci walki z nimi. Walki z... czymkolwiek. Słowa mogły nieść ze sobą wiele fałszu, ale tak samo czyny. Jedno wcale nie było lepsze od drugiego. Flynn lubił działać, o tak. Był też pogubiony w tym, jak ma działać i jak to zwerbalizować, by miało sens.

- To prawda. - Nie cofniesz czasu. Opisałeś się słowami i czynami - nie tylko jednym. Brak słów też byłby tutaj nadmiernie wymowny. Powiedział tylko tyle - albo aż tyle. Nie wysnuwając zaprzeczeń do wszystkiego, co zostało powiedziane, bo jaki był w tym sens? Zgadzał się z tymi słowami. Próżno mówić, że Flynn był bez grzechu, ale nie miało celu dociskanie tej kwestii. Samego siebie wystarczająco już przygniatał do ziemi poczuciem winy. - To nie przeczy temu, w co wierzysz. - Na to już mógł cicho zaprotestować. Czarnowłosy widział jedną stronę tej monety, a przecież, jak to bywało w ludzkich uczuciach, nigdy nic nie było wystarczająco proste. - Nie chcesz tego wszystkiego i starasz się, żeby tak nie było. Ale nie chcesz też być sam. Wierzysz w miłość. W to, że ci pomogę. Nie werbalizujesz sobie może tego w swojej głowie, ale potrzebujesz pomocy, bo nie radzisz sobie sam z tym ciężarem. To nic złego, Flynn. Każdy czasem potrzebuje pomocy. - Widząc, jak zaciął się w swoim zdaniu, jak zaciął się w swoich ruchach, w tym drżeniu, wyciągnął do jego głowy rękę. Zapraszająco go do siebie przyciągnął. Żeby przytulić go do swojej klatki piersiowej i zamknąć go w tych ramionach tak jak człowiek chciał schować się przed kołdrą, szukając ochrony ciepła przed zimnem tego świata.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#29
11.03.2025, 00:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.03.2025, 00:29 przez The Edge.)  
Należał do kategorii ludzi, którzy nie mogli pozwolić sobie upaść, a przynajmniej uważali, że nie mogą tego zrobić. Bo jak upadniesz, jeżeli się doprowadzisz do tej sytuacji, to co cię uratuje poza przypadkiem? Oh tak - był w związkach, zawsze był w związkach, nie wytrzymałby tygodnia nie mając kogoś, komu mógłby przynosić te swoje śmieci, ani trzech dni bez opróżnienia sobie w kimś jaj. Ale no właśnie - zawsze był w związkach, ale był w tych związkach bardzo precyzyjny, panując nad ich dynamiką. W tej dynamice nie było zbyt wiele przestrzeni na słowa Laurenta, nawet jeżeli bardzo chciał je słyszeć.

Milczał długo. Cholernie długo, a kiedy przerwał ciszę ze swojej strony, powiedział więc coś bardzo toksycznego, skutecznie odganiając dobijającą się do bram głowy prawdę, którą zresztą sam już obejrzał z każdej strony i się nią podzielił.

- Nie jestem słaby - szepnął, ujmując jego dłoń i całując ją, zgasił wszystko, co z siebie wydusił jak papierosa w popielniczce. Te wszystkie lęki o tym, że nie potrafił sprostać swoim oczekiwaniom... zniknęły, kiedy znajdował się w tej pozycji. Na górze, nad nim, górując nad człowiekiem, którego sobie umiłował za tę delikatność i za to, w jaki sposób był przez niego traktowany, ale ten człowiek przypominał mi też o czymś innym. Wystarczyło tylko nabrać perspektywy. Cały czas podejmował jakieś decyzje. Mógłby go sobie mieć tu i teraz dokładnie tak jak by chciał. I nie chodziło tu tylko o to oczywiste, nigdy nieopuszczające jego głowy. Mógłby go sobie wziąć i mieć, jego rodzina nigdy by go już nie zauważyła. Mógłby złamać dłoń, którą teraz delikatnie odkładał na swoje biodro. Mógłby go w tym łóżku zadusić. Gdyby nie żył Laurent, to i on straciłby to, co jakkolwiek motywowało go do wynurzenia się ponad powierzchnię zimnej wody. Kiedy się go widziało z góry, kiedy się zdawało sprawę z tego, że wyrzeźbione ciało, którym Laurent się zachwycał, było niczym podpis na dole dokumentu mówiącego o tym, że podejmowanie decyzji opowiadało nas po stronie jakiegoś człowieczeństwa... Podpis świadczący o tym, że brak działania również był decyzją. - I poradzę sobie z tym - dodał, opadając na jego ramię i chowając twarz w bladej szyi. Obejmując jego ciało rękoma, przyciągnął go do siebie blisko. - Jeszcze będziesz ze mnie dumny. - Jeszcze on sam będzie z siebie dumny.

Zamknął oczy, chociaż wiedział, że nie powinien tutaj zasypiać. Rano pojawi się w Norze i przeprosi właścicielkę za kłopoty, a później pożegna się z nią, spakuje tych kilka gratów, które posiadał i ostatecznie opróżni pustą przestrzeń pod polowym łóżkiem w wozie Fiery.

Chciał o to poprosić, albo mu to kazać. Powiedz to. Ten jeden ostatni raz, zanim odpłynie. Kocham cię. Ale zamiast tego bawił się krawędzią spodni od piżamy, maltretował szew, próbując ostatecznie przygasić pragnienie analizy faktu, że bierność również definiowała to kim był. Nie lubił być kimś, kto potrzebuje. Kimś, kto za bardzo cierpi. Mężczyzna nie powinien tak się odsłaniać. Walczył z tym najgłośniej ze wszystkich, bo było mu wstyd za takie momenty, bardziej niż innym. Było mu wstyd kiedy łzy cisnęły się do oczu, kiedy nie potrafił ukrywać drżenia. Było mu wstyd kiedy zadawał sobie pytanie, czy tym mężczyzną faktycznie był, czy... Może po prostu wariował.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#30
11.03.2025, 22:23  ✶  

Wydłużające się milczenie tym razem mu przeszkadzało. Może w słowach panowała cisza, ale Laurent słyszał burzę kotłującą się pod stropem sufitu. Słyszał świst w uszach i szum, chociaż jedynymi dźwiękami były ich mieszające się oddechy i szmer firanek poruszanych przez wiatr. Zadrżał, ale nie z zimna. Straszne. Jeśli Flynn mógł tu wejść przez to okno, to kto jeszcze? Jeśli nawet do tego miejsca można było się tak bezkarnie włamać, to dokąd jeszcze? Keswick było prawie twierdzą, a te wyobrażenia o bezpiecznej przystani legły w gruzach. Tak po prostu. Flynn zniszczył je w minutę. Już nigdzie nie było bezpiecznie. W New Forest, w Keswick, w... pozostawała kamienica Bulstrodów, przecież tam zawsze mieli dla niego miejsce. Mieli też jednocześnie swoje życie, które było zakłócane przez jego własny rytm dobowy. Florence miała wystarczająco kłopotów na głowie. Kochał ją - kochał ją najbardziej z całej rodziny, była dla niego jak matka. Chciał, żeby była z niego dumna. Już była. Ale zawsze mogła być bardziej, prawda? Gdyby był tylko wystarczająco mężny, odważny i stawiał czoło wszystkim wyzwaniom. Nie bał się ciemności jak i dnia, w którym wszystko może cię zniszczyć pstryknięciem palca.

Tak, to była trudna cisza. Bardzo chciał, żeby została przerwana. Żeby Flynn coś powiedział. Sam powinien ją przerwać? Nie wiedział już, co mówić. Tylko gorycz zbierała się na jego języku. Nie chciał jej skraplać na rozgrzaną dopiero co skórę Flynna.

- Nie jesteś. - Aż odetchnął głęboko z ulgą, z wyraźnym problemem płuc, które nagle potrzebowały więcej powietrza niż zazwyczaj, więc zaczął brać głębsze wdechy. Oddychał za mało do tego czasu? Za płytko? Niby rozumiał ten schemat działania organizmu człowieka, a jednak zupełnie nie rozumiał, co działo się z nim samym. - To nie słabość, Flynn. To bycie człowiekiem silnym, który walczy i podnosi się po upadku. - Słabość. Mogli to nazywać słabością, to czysta semantyka. Sam nie bardzo wiedział, czemu to tak powiedział, to była zwykła manipulacja z jego strony, chociaż faktycznie wierzył w to, co mówił. Trzeba być silnym, żeby pozwolić sobie na bycie słabym. - Trzeba być silnym, żeby być wrażliwym. Jesteś wrażliwy. Wrażliwość to nie słabość. - Nawet nie był pewien, czy jeszcze go było słychać w tej ciszy. Czy mówił już tylko w myślach, czy nadal poruszał wargami. Próbował przekonać jego, czy próbował teraz racjonalizować swoje własne słowa? Albo to były jakieś ostrożne próby poradzenia sobie z tym, co Flynn zrobił? Chyba wszystko na raz. Złota odpowiedź rozmywała się w przemęczeniu i ciągle niemijającym szoku wszystkiego, co tu usłyszał.

Ułożył dłoń na jego głowie, jakby chciał go przycisnąć do siebie. Czy to w ogóle było odczuwalne? Laurent niemal nie czuł własnych kończyn. Przesunął nią czule po jego włosach, zerkając na czarną czuprynę.

- Flynn... - Fleamont. Imię, którego nie chciał drążyć, bo przeszłość była zakopanym tematem. Flynn. Zacisnął na moment palce na tych niepoukładanych puklach. Po chwili pogłaskał go znowu. Słowa kocham cię wydawały się teraz brzydkim kłamstwem. Czekały na wypowiedzenie, ale się nie pojawiały. Gdzieś w drodze do nich porwał go płytki, niespokojny sen pełen przemocy, smutku i bólu. Szybko jego dłoń przestała się poruszać w ciemnościach.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (8753), The Edge (9482)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa