Jak bardzo na potem? Nie wiedział. Prawdę mówiąc, trudno było mu ukryć, że Eleonora całkowicie zbiła go z tropu. Jej słowa spowodowały u Ambroisa zupełną mentalną pustkę. Stan tak głębokiego skonfundowania, w jaki mało kto bądź co było w stanie go wprawić. Tym bardziej, że w ostatnim czasie widział i słyszał tak dużo, że naprawdę nie sądził, by coś jeszcze było go w stanie tak głęboko zaskoczyć.
A jednak najwyraźniej ponownie się mylił i zakładanie czegokolwiek z góry powoli przestawało być właściwą domeną rozsądnego człowieka, za którego mimo wszystko się uważał. Prawdopodobnie powinien być przygotowany na wszystko.
Spodziewaj się spodziewanego, ale spodziewaj się też niespodziewanego, czyż nie o czymś takim zwykł mówić w kontekście własnego zachowania? Najwidoczniej Nora postanowiła wreszcie pójść w jego ślady. Tyle tylko, że nie pod kątem medycyny, do której zdecydowanie miała dryg i naturalny talent a pod kątem podejmowania chaotycznych decyzji i nagłych zmian narracji.
Ta najnowsza była...
...kurwa naprawdę trudna do zrozumienia bez głębszych wyjaśnień. Tych, których teraz nie dało się dłużej odwlekać. To było wyjątkowo jasne. Zarówno dla niego, jak i dla Figgówny, z którą zamiast na zakupy udał się w zupełnie inne miejsce.
Z powrotem do cukierni. Kolejny raz na krzesło na zapleczu. Po jeszcze dwie szklanki bez słowa postawione na stoliku i wypełnione całkiem przyzwoitą ilością alkoholu. Nie za dużą. W końcu mieli środek dnia, obowiązki wymagające trzeźwego umysłu i tak dalej, ale ta sytuacja zdecydowanie nie mogła obejść się bez kolejki czy dwóch. Po prostu nie istniała taka możliwość.
- A więc - zaczął, jakby chodziło o coś zupełnie normalnego.
Ot, całkowicie zwykła rozmowa na temat czegoś, co zdarzało się niemalże każdego dnia. Przynajmniej kilka razy w tygodniu czyjąś przyjaciółkę, praktycznie siostrę z innej matki ponownie doganiała przeszłość. Łapała ją w jakimś przypadkowym miejscu, wciskała kamyk na jej palec i rzucała ją z powrotem wiele lat wstecz. Do czasów rozpoczęcia historii, która w tym samym momencie obierała zupełnie inny bieg.
Wszelkie krzywdy zostawały zatarte. Samotne noce były wymazywane z pamięci. Walka o utrzymanie się przy powierzchni, ułożenie sobie życia mimo utrudnionego startu w dorosłość. Trudy samotnego macierzyństwa. Wszystkie te fragmenty wspomnień znikały niczym za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Choć może nie? Nie do końca? W końcu zaklęcia pozostawiały po sobie jakiś ślad.
Tymczasem te wydarzenia wyparowywały tak, jakby nigdy ich nie było. Zupełnie nie pozostawiając po sobie śladu. To nie było jak starannie rzucone Obliviate. Nie była to też hipnoza. Wymazywanie pamięci, wszczepianie sztucznych wspomnień. To było coś innego, coś właściwego, bo tak przecież działa realne życie, czyż nie? Można tak po prostu cofnąć się w czasie, zmienić podejmowane decyzje i przeżyć wszystko od nowa. W lepszy sposób, prawda?
Prawda?
Kłamstwo. Bujda.
Pewnych rzeczy nie da się zmienić. Niektóre fakty pozostają z człowiekiem na wieczność. Dokonywane wybory pozostawiają po sobie ślad. Czasami miękki i czuły jak delikatnie różany odcisk szminki na policzku. Jednak równie często ostry i wyraźny niczym pęknięcie na szkle, po którym ktoś nieopatrznie przesunął rozciętą opuszką palca.
- Ojciec Mabel - pociągnął, mierząc Norę badawczym spojrzeniem.
Tak, ojciec Mabel, mityczny obecny narzeczony, człowiek widmo bez imienia i nazwiska, za to przez wiele lat pozostający poza ramą obrazka.
Teraz ewidentnie nie tylko powracający do malarza, dając domalować się na horyzoncie. Nie wypełniający lukę, bo takiej zdecydowanie tam nie było. O nie. Tworzący poprawioną wersję, obraz 2.0.
Kto nie byłby sceptyczny słysząc takie wieści?
Nie było ludzi bez winy, każdy miał swoją historię. Medal zawsze miał dwie strony. Nie istniała wyłącznie jedna prawda tak samo jak nie dało się nazwać tylko jednej perspektywy tą słuszną, uniwersalnie właściwą. No, chyba że było się Ambroisem Greengrassem, który miał wyjątkowo dużo lat, żeby przyjąć konkretną narrację. Nieistotne, że zrobił to już praktycznie na samym początku. W istocie ukształtowanie sobie zdania na temat całej sytuacji nie zajęło mu nawet jednej dziesiątej tego czasu.
Liczyło się to, że o ile potrafił zweryfikować swoją opinię, zapoznając się z nowymi faktami (do czego teraz poniekąd dążył), o tyle wcale nie był tak entuzjastycznie skory do zmiany już dawno wydanego werdyktu. Szczególnie, gdy chodziło o ludzi, na których mu zależało.
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down