Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Wieczór zapowiadał się całkiem spokojnie. Prudence siedziała w swoim mieszkaniu, nie miała jakichś szczególnych planów na ten czas. Jej życie toczyło się w stałej rutynie. Chodziła do pracy, wracała z niej, jadła, spała, czasem pojawiała się na Nokturnie, aby nieco zasięgnąć języka i nie stracić kontaktów, które udało jej się zdobyć przez lata. Nie było szczególnie ekscytujące, ale nie przejmowała się tym za bardzo. Nie wszyscy musieli być wyjątkowi, nie wszyscy musieli za czymś gonić. Chyba odpowiadało jej to, że jej świat wyglądał właśnie w ten sposób, pewnie niektórzy mogli to uznać za nudne, ale nie przejmowała się ich opinią jakoś szczególnie, już dawno przestała zajmować swoje myśli takimi rozmyśleniami. Najważniejsze, że jej było dobrze, a chyba było, jakiś czas temu przestała mieć zbyt wielkie oczekiwania, bo wiedziała, że niczego to nie przynosi. Marzenia bardzo łatwo można było komuś odebrać, wolała więc ich nie mieć, niżeli po raz kolejny się rozczarować. Rozczarowanie właściwie było chyba zbyt małym słowem, nie chciała po prostu po raz kolejny rozsypać się na milion kawałków. Każdy przeżywał jakieś tragedie, najłatwiej więc było po prostu im zapobiegać, nie dopuszczać do tego, żeby ktokolwiek w jakikolwiek sposób mógł ją zranić.
Może właśnie przez to spędzała ten wieczór w samotności, tak właściwie jej znajomości ograniczały się głównie do tych, które zawarła w pracy, czy rodziny. To było całkiem wygodne, nie musiała się martwić o zbyt wiele osób, o to, że ktoś je skrzywdzi.
Bletchley siedziała w fotelu, próbowała czytać książkę, jej szczur Necro jednak skutecznie jej to utrudniał, co chwila wdrapywał się na jej ramię, przechodził na rękę, a później lądował na tekście, który zamierzała przyswoić. Najwyraźniej wyśmienicie się przy tym bawił ku niezadowoleniu swojej towarzyszki.
Miała wrażenie, że słońce zaszło dosyć szybko, a może zbliżała się kolejna burza? Chociaż właściwie, czy tych nie powinno być już mniej z racji na to, że nadchodziła jesień. Zmrużyła oczy wpatrując się w okno, przetwarzała informacje, które pojawiły się w jej głowie. Sezon burzowy był już za nimi, tak zdecydowanie to musiała być jakaś anomalia, ale takie rzeczy się zdarzały, pogoda była nieprzewidywalna. Mrugnęła dwa razy, żeby wrócić do tego, co robiła przed chwilą, bardzo łatwo się rozpraszała, właściwie to uciekała myślami gdzieś daleko. Działo się tak chyba od zawsze, przywykła do tego, że jej mózg działał w ten dziwny sposób.
Usłyszała krzyk, pisk, właściwie to nie jeden. Jakieś zamieszanie działo się na zewnątrz, skłoniło ją to wzięcia swojego szczurzego przyjaciela na ręce i podejścia do okna.
Wtedy do niej dotarło, że nie była to burza. Może i niebo zrobiło się ciemne, co mogło zwiastować nadchodzące oberwanie chmury, ale sypał się z niego popiół, a w tle, wszędzie, dosłownie wszędzie można było dostrzec jasne płomienie. Pożar. To musiał być pożar, świat zapłonął.
Wyjątkowo dla siebie, nie zastanawiała się szczególnie długo nad tym, co powinna robić. Jej mieszkanie mogło zająć się ogniem, postanowiła więc z niego wyjść, żeby nie zostać zamkniętą w pułapce bez wyjścia. Nie chciała jeszcze umierać, to nie był ten czas.
Powinna znaleźć się w Ministerstwie, tam mogła się na coś przydać. Opuściła więc szybkim krokiem swoje mieszkanie, nie wzięła ze sobą nic poza swoją różdżką oraz swoim szczurzym przyjacielem, którego trzymała w dłoni.
Gdy znalazła się na zewnątrz zamarła. Zatrzymała się w drzwiach kamienicy. Spanikowani ludzie biegali we wszystkie strony, zewsząd dochodziły do niej krzyki, uniosła głowę w stronę nieba, popiół nie przestawał się z niego sypać. Świat stanął w płomieniach, tylko dlaczego? Ogień był przerażający, ale też piękny, niósł ze sobą jasną łunę, która rozświetlała mrok, najwyraźniej to nie był tylko pożar jednej z kamienic, inaczej nie rozprzestrzeniał by się tak szybko, w tak wielu kierunkach.
Zakryła lewą ręką usta, bo dym zaczynał drapać jej płuca. Nie sądziła, że to mogło pomóc w czymkolwiek, ale co innego mogła zrobić? Nie przestawała wpatrywać się w płomienie. Właściwie to zaczęła liczyć, kalkulować, jak szybko w takim tempie pochłonie całe miasto? Było to pytanie, które sobie zadała, na które szukała odpowiedzi w swojej głowie, tylko czy widziała kiedyś jakieś wzory, które pomogłyby jej uzyskać takie dane. Było wiele czynników, które miały na to wpływ, kierunek i prędkość wiatru, miejsce w którym doszło do podpalenia... Bardzo wiele zmiennych, od których mogło to zależeć. Czy taki wielki pożar mógł zacząć się w jednym miejscu? Raczej nie.
Chcąc nie chcąc zamiast obrać jakąś drogę po prostu stała, wpatrywała się w tańczące płomienie jak zaczarowana, jej myśli krążyły gdzieś daleko.
// zawada - choroba Milforda
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)