26.03.2025, 10:06 ✶
Idąc tą logiką, jej również na nim nie zależało. W takich chwilach Dægberht czuł się niesamowicie dziwnie, bo miał ochotę się uśmiechnąć, ale tutaj nie było przecież powodu do uśmiechnięcia się. Cudzy dramat nie powinien sprawiać mu radości, ale to było ludzkie - dowiedzieć się o tym, że to nie więzy relacji i przywiązanie łączyły ją z tamtym człowiekiem, tylko gniew i rozczarowanie - bo to przecież mówiło dosyć otwarcie, że nie odganiała jego zainteresowania. W sercu Moody znajdowała się jakaś pusta przestrzeń, którą dało się wypełnić swoją obecnością. Brudne to były myśli, tak mu się zdawało przynajmniej, ale niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nigdy na taki tor nie zboczył.
Mógł być kimś głęboko wierzącym, ale to jeszcze nie czyniło go świętym. Kapłanem też nigdy nie został, chociaż mógłby - ale to byłoby nieuczciwe wobec samego siebie.
Pozwolił jej na nawiązanie takiej bliskości, nie decydując się na przeciągnięcie tej struny w żaden sposób. Poprawił jej włosy, żeby nie zaplątały się w metalową ozdobę nieopodal nich, po czym spojrzał w to niebo rozgwieżdżone.
- Matka mi zawsze opowiadała różne historie ze swoich rodzinnych stron. Urodziła się w Egipcie, więc miała w rękawie wiele legend niespotykanych tutaj. Orion - nie wskazał na niego palcem, bo Moody i tak nie miała prawa tego zobaczyć - to Ozyrys, Bóg który umarł i powrócił, a jego światło jaśnieje nad pustynią. Syriusz to jego małżonka Izyda, która nigdy go nie opuszcza. Widzieli w niebie swoich bogów, tworzyli bogów nieba takich jak Nut, która codziennie rano rodziła słońce, nadając życie nowemu dniu. Ale w tym było coś więcej. Kiedy miałem sześć lat, powiedziała mi, że kiedy umiera faraon, na niebie pojawia się nowa gwiazda. Dorastając wziąłem to wszystko za bujdy i odrzuciłem to na wiele, naprawdę dużo lat. Ale jak jest się na statku to dużo się o wszystkim myśli. Zwłaszcza kiedy człowiek nie może modlić się w świątyni i przypomina sobie, że jego bogini również jest światłem zapisanym na niebie i może być jedynym, z czym da się porozmawiać klęcząc na deskach pokładu. - Milczał przez moment. - Kiedy zaczynałem żeglować z moim ojcem, powiedział mi, że gwiazdy to okruchy dawnego światła. Nie rozumiałem tego absolutnie. Na początku myślałem, że odpowiedź jest prosta - jakieś pocieszenie w tym, że inni żeglarze również patrzyli na te same gwiazdy i nigdy nie będę sam... Ale on był w tym bardzo dosłowny. Mylił się nieco, ale w tym co mówił było też ziarno prawdy - to co widzimy na niebie to przeszłość. Część z tych gwiazd już nie istnieje, ale wciąż dociera do nas ich światło. I kiedy klęczałem na deskach tego pokładu dotarła do mnie ciekawa poetyckość tego, że chociaż oboje zrobili to zupełnie inaczej, w gruncie rzeczy powiedzieli to samo. Niebo jest pełne trupów. Na niektórych wodach gwiazdy odbijają się w falach tak jasno, że trudno powiedzieć, gdzie kończy się niebo. Czasem zdaje mi się, że słyszę ich szepty. Szum wiatru, skrzypienie masztu, a potem… jedno słowo, które przychodzi z ciemności. To głos tych, którzy przeszli na drugą stronę oceanu. Mój powód. Dlaczego żegluję.
Mógł być kimś głęboko wierzącym, ale to jeszcze nie czyniło go świętym. Kapłanem też nigdy nie został, chociaż mógłby - ale to byłoby nieuczciwe wobec samego siebie.
Pozwolił jej na nawiązanie takiej bliskości, nie decydując się na przeciągnięcie tej struny w żaden sposób. Poprawił jej włosy, żeby nie zaplątały się w metalową ozdobę nieopodal nich, po czym spojrzał w to niebo rozgwieżdżone.
- Matka mi zawsze opowiadała różne historie ze swoich rodzinnych stron. Urodziła się w Egipcie, więc miała w rękawie wiele legend niespotykanych tutaj. Orion - nie wskazał na niego palcem, bo Moody i tak nie miała prawa tego zobaczyć - to Ozyrys, Bóg który umarł i powrócił, a jego światło jaśnieje nad pustynią. Syriusz to jego małżonka Izyda, która nigdy go nie opuszcza. Widzieli w niebie swoich bogów, tworzyli bogów nieba takich jak Nut, która codziennie rano rodziła słońce, nadając życie nowemu dniu. Ale w tym było coś więcej. Kiedy miałem sześć lat, powiedziała mi, że kiedy umiera faraon, na niebie pojawia się nowa gwiazda. Dorastając wziąłem to wszystko za bujdy i odrzuciłem to na wiele, naprawdę dużo lat. Ale jak jest się na statku to dużo się o wszystkim myśli. Zwłaszcza kiedy człowiek nie może modlić się w świątyni i przypomina sobie, że jego bogini również jest światłem zapisanym na niebie i może być jedynym, z czym da się porozmawiać klęcząc na deskach pokładu. - Milczał przez moment. - Kiedy zaczynałem żeglować z moim ojcem, powiedział mi, że gwiazdy to okruchy dawnego światła. Nie rozumiałem tego absolutnie. Na początku myślałem, że odpowiedź jest prosta - jakieś pocieszenie w tym, że inni żeglarze również patrzyli na te same gwiazdy i nigdy nie będę sam... Ale on był w tym bardzo dosłowny. Mylił się nieco, ale w tym co mówił było też ziarno prawdy - to co widzimy na niebie to przeszłość. Część z tych gwiazd już nie istnieje, ale wciąż dociera do nas ich światło. I kiedy klęczałem na deskach tego pokładu dotarła do mnie ciekawa poetyckość tego, że chociaż oboje zrobili to zupełnie inaczej, w gruncie rzeczy powiedzieli to samo. Niebo jest pełne trupów. Na niektórych wodach gwiazdy odbijają się w falach tak jasno, że trudno powiedzieć, gdzie kończy się niebo. Czasem zdaje mi się, że słyszę ich szepty. Szum wiatru, skrzypienie masztu, a potem… jedno słowo, które przychodzi z ciemności. To głos tych, którzy przeszli na drugą stronę oceanu. Mój powód. Dlaczego żegluję.
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
![[Obrazek: e349c583ac81fbf443d778688f3757dd.jpg]](https://i.pinimg.com/736x/e3/49/c5/e349c583ac81fbf443d778688f3757dd.jpg)