• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11
10.04.1972 || Gabinet Uzdrowicielski || Uru & Annaleigh

10.04.1972 || Gabinet Uzdrowicielski || Uru & Annaleigh
⍜⌣⍜
Przyjazny ghoul z sąsiedztwa
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Niepokojące spojrzenie bursztynowych oczu. Wygląda jakby nie spał całą wieczność. Burza srebrzystych włosów. Skóra w niepokojącym, sinym odcieniu. 178cm || chudy

Ururu Marquez
#1
28.01.2023, 21:30  ✶  
Ładna kamienica w stylu secesyjnym, ozdobiona metalowym szyldem z namalowaną na zielono nazwą gabinetu i laską eskulapa z drobną modyfikacją - węże oplatają różdżkę.
W środku znajduje się gabinet zabiegowy, wygodny pokój konsultacji oraz pracownia eliksirów.
Pokój konsultacji jest wyposażony w drogie meble, w tym biurko i fotele dla uzdrowiciela oraz pacjenta. Ściany ozdabiają ryciny medyczne oraz szafki z licznymi książkami, głównie medycznymi. W powietrzu unosi się relaksująca kwiatowo-ziołowa woń.
Gabinet zabiegowy to pomieszczenie jasne i przestronne, wyposażone w sprzęty do udzielania podstawowej pomocy medycznej, w tym także kozetkę. Zawsze panuje tu czystość, w powietrzu zaś unosi się zapach środka dezynfekującego.
Pracownia eliksirów to pomieszczenie, w którym oprócz biurka znajdują się różnego rodzaju kociołki, łyżki, wagi, a przede wszystkim składniki na eliksiry. To tu, na miejscu, wyrabiane są potrzebne dla pacjentów wyroby. Pachnie tu w większości różnego rodzaju ziołami, choć nie tylko.

Minął rok, odkąd powrócił na ten świat. Minął rok, odkąd mieszkał u Heather Wood. Minął rok, a wciąż nie wiedział, co się stało. Jak wszelkie inne zagadki jego życia, i ta została zamknięta w bańce i odepchnięta na skaje pamięci. Panicznie uciekając od cierpienia przeszłości, uciekał poza siebie, do świata zewnętrznego.

Miniony rok spędził w bibliotekach. Czytał książki naukowe, czasopisma. Matematyczne, fizyczne, biologiczne, ale nie pominął także tych historycznych. Zmiany były tak wszechobecne, że w jego rękach pojawiły się tytuły dotyczące bezpośrednio społeczeństwa. Czytał wszystko, magiczne, mugolskie, bez znaczenia. Lukę o wielkości kilku dekad należało zapełnić.

Unikał przy tych ludzi. Tak, musiał znaleźć źródło zarobku. Nie mógł siedzieć u Heather w nieskończoność. Ale utkwił w głębokim zaprzeczeniu swojej egzystencji.


W końcu stało się. W pełni nieświadomy strzęp losu, jakie go tu przygnały, znalazł się przed gabinetem uzdrowicielskim. Do szpitala nie mógł się wybrać. Zbyt dużo ludzi. Nie potrafił.

Wszedł do środka, łypiąc ciekawsko bursztynowym spojrzeniem spod szarej grzywki. Sweter w nijakich kolorach opinał śnieżnobiałą koszulę, która schludnie wsadzona była w brązowe spodnie. Głowę ukrył pod kapturem czarodziejskiego płaszcza.

— Dzień dobry — rzucił głośno i wyraźnie, bez względu na to, czy ktoś tu był, czy nie. Teraz na pewno kogoś przyzwał, by posłać mu swój standardowy, niepokojący uśmiech.

Pani doktor
Don't touch my crown with your flithy hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne, krótkie włosy okalają wręcz niezdrowo baldą twarz. Patrzą na ciebie szarozielone oczy, zwykle wyrażające znudzenie, choć potafią czasem rozbłysnąć, gdy ich włąścicielka uzna coś za interesujące. Wąskie wargi rzadko kiedy zdobi usmiech, szczególnie ten szczery. Jest szczupła, doś wysoka, ma 170 centymetrów wzrostu. Zwylke ubrana elagancko, acz wygodnie. Woli spodnie od sukienek czy spódnic, z drugej strony częsciej dojrzy się ja w koszuli i marynarce niż w swetrze. Wybiera raczej ciemne oraz stonowane kolory. Wielbicielka delikatnej biżuterii, szczególnie tej wykonanej ze srebra i pereł. Unois się za nią zpach ziół, a także ciężkich perfum o nucie opium.

Annaleigh Dolohov
#2
01.02.2023, 22:40  ✶  
Kolejny dzień wypełniony pracą jak na razie przebiegał bez zbędnych niespodzianek. Od rana przyjmowała w swoim gabinecie, korzystając z dnia, w którym grafik zwolnił ja z pełnienia dyżuru w Św. Mugnu. Zdecydowanie wolała przyjmować pacjentów w swoim gabinecie, ciesząc się niezmąconym spokojem i ciszą, która panowała w jej gabinecie, w którym nie musiała znosić wtrącania się, przeszkadzania i podchodzenia sobie prawie pod nogi.
Nadchodził czas kolejnej wizyty, do której powoli się przygotowywała. Wyciągnęła kartę z imieniem i nazwiskiem, które wcześniej dostała przez sowę w momencie, gdy niejaki Pan Marquez się do niej zgłaszał. Teraz więc czekała, aż ten przyjdzie, próbując rozwiązać swój problem natury medycznej. Prosty albo skomplikowany, choć szczerze wolała to drugie. Nudziła ją monotonia w pracy, kochała zaś zagadki.
W końcu pacjent się zjawił. Usłyszała otwieranie drzwi, upiła łyk chłodnawej już czerwonej herbaty, skrzywiła się i podgrzała ja odpowiednim zaklęciem. Dopiero wtedy się odezwała, nie wstając ze swojego wygodnego fotela.
- Proszę, zapraszam do gabinetu - rzuciła, z przyzwyczajenia nazywając tak pokój, gdzie przeprowadzała wywiad z pacjentami. Głównie przez to, że załatwiała tu większość roboty papierkowej. - Dzień dobry - przywitała się, na jej twarzy brak uśmiechu, jedynie wyrachowany, poważny wyraz twarzy.
Wraz z eleganckim ubiorem, na który składał się szary, damski garnitur w białą kratę, wiązana na kokardę pod szyją koszula, oraz brązowe pantofle, prezentowała się dość profesjonalnie.
- Annaleigh Dolohov - przedstawiła się, wyciągając do Marqueza dłoń, ponieważ nie spotkali się wcześniej, a przynajmniej sobie tego nie przypominała. - Z jakim problemem pan do mnie przychodzi? - zapytała, układając ręce na biurku, które ich dzieliło. Karta Ururu leżała otwarta, gotowa na zanotowanie wszystkich potrzebnych w trakcie diagnozy i leczenia informacji.
⍜⌣⍜
Przyjazny ghoul z sąsiedztwa
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Niepokojące spojrzenie bursztynowych oczu. Wygląda jakby nie spał całą wieczność. Burza srebrzystych włosów. Skóra w niepokojącym, sinym odcieniu. 178cm || chudy

Ururu Marquez
#3
01.02.2023, 23:12  ✶  

Ururu wszedł do gabinetu ściągając kaptur. Zjawił się nieco wcześniej, ale widocznie uzdrowicielka była już wolna. Powtórzył swoje "dzień dobry" lustrując kobietę wzrokiem. Gdyby nie spełniała jego ubzduranych oczekiwań, w każej chwili był gotów opuścić gabinet bez słowa wyjaśnienia.

Na szczęście czarownica zrobiła na chłopaku dobre wrażenie. Jej strój był profesjonalny, jednocześnie nie raził tradycyjną czarodziejskością. To duży plus. Nie wyglądała zbyt ciepło, co również mu się podobało. Kojarzył to z większą szczerością i otwartością. Nie lubił, gdy ludzie uśmiechali się i szczebiotali miłe słówka tylko z powodu społecznych ustaleń.

Inną sprawą był jego podejrzany lekki uśmiech. Z którego nie do końca zdawał sobie sprawę.

Annaleigh Dolohov nie była przypadkowo wybranym uzdrowicielem z praktyką w prywatnym gabinecie. Ururu zainteresował się jej nazwiskiem. Nie znał go. Bez względu na to, czy urodziła się z nim, czy weszła w jego posiadanie z powodu małżeństwa, uznał ją za osobę otwartą na inność. Chociaż na otwarcie na jego inność zdecydowanie trzeba spełniać o wiele więcej kryteriów.

Nie chciał mieć do czynienia z mężczyzną, ale o płci uzdrowiciela zdecydował podświadomie.


— Ururu Marquez, do usług — przedstawił się odruchowo całą formułką. Podał dłoń do stosownego uścisku bez zawahania, chociaż po pytaniu kobiety obydwoje mogli zdać sobie sprawę z tego, ile ten gest tak naprawdę zdradził.

Dłoń Marqueza była zimna. Nie zimna w taki sposób jak po spacerze w lodowaty dzień. Była zimna równomiernie od czubków palców do... do końca ciała. Annaleigh mogła też dostrzec z bliska nienaturalny odcień skóry czarodzieja. Dało się poznać, że jego skóra wpada w ciemniejszy kolor od typowego brytyjczyka, ale jednocześnie była jakaś wyprana z życia.

Pierwsza część odpowiedzi Ururu to wymowne milczenie. Chwila na obserwację tego, co kobieta mogła już dostrzec.

— Tak jak wspomniałem w liście, prosiłbym panią o całkowitą dyskrecję.

To była druga część odpowiedzi. Po niej usiadł prosto w wyznaczonym miejscu.

— 21 marca 1971 roku obudziłem się w nieznanym sobie miejscu. Objawy, jakie mi towarzyszyły: ogólne osłabienie, wrażliwość na światło, zawroty głowy, trudności w poruszaniu się, wybiórczy brak pamięci, problemy z mową... niskie tętno. Ledwo wyczuwalne. Minął rok, a moja skóra nadal tak wygląda, tętno pozostaje bez zmian. Mój apetyt uległ zmianie. Prawie nie bywam głodny, w dodatku moja dieta uległa zmianie. Reszta objawów zniknęła... oprócz pamięci. Wciąż nie pamiętam, co się ze mną stało przed i w trakcie... tego porwania — tu przerwał na chwilę. Jego oddech lekko przyspieszył ukazując przejęcie. Mimika pozostała bez zmian. — Nie wiem co się ze mną działo, ale podejrzewam, że byłem ofiarą testowania jakichś eliksirów, zaklęć, czegoś takiego... Możliwe, że modyfikowano moją pamięć, albo byłem w stanie śpiączki. Czy mogłaby mnie pani zbadać?

Celowo pominął jedną istotną informację, a mianowicie jak długo trwało jego porwanie. O tym później. Być może.

Pani doktor
Don't touch my crown with your flithy hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne, krótkie włosy okalają wręcz niezdrowo baldą twarz. Patrzą na ciebie szarozielone oczy, zwykle wyrażające znudzenie, choć potafią czasem rozbłysnąć, gdy ich włąścicielka uzna coś za interesujące. Wąskie wargi rzadko kiedy zdobi usmiech, szczególnie ten szczery. Jest szczupła, doś wysoka, ma 170 centymetrów wzrostu. Zwylke ubrana elagancko, acz wygodnie. Woli spodnie od sukienek czy spódnic, z drugej strony częsciej dojrzy się ja w koszuli i marynarce niż w swetrze. Wybiera raczej ciemne oraz stonowane kolory. Wielbicielka delikatnej biżuterii, szczególnie tej wykonanej ze srebra i pereł. Unois się za nią zpach ziół, a także ciężkich perfum o nucie opium.

Annaleigh Dolohov
#4
03.02.2023, 15:59  ✶  
Jej gabinet cieszył się pewna specyficzną renomą, przez która zgłaszało się do niego wiele specyficznych osobników. Annie bowiem miała pewną szczególną zasadę - oczym dowiadywała się w gabinecie, zostawało w gabinecie. Owszem, była to raczej podstawa tajemnicy lekarskiej, którą przecież większość uzdrowicieli zachowywała w swojej praktyce, do pani Dolohov można było jednak zgłosić się także w przypadku mniej legalnie wyglądających sytuacji. Albo wstydliwych. Albo to i to, w zależności, czego cala sprawa dotyczyła.
Miała zamiar więc zachować się podobnie w tym przypadku.
Niektórzy nie przepadali jednak za jej stosunkiem do pacjenta. Annie nie podchodziła do niego emocjonalnie, nie ukazywała według niej zbędnej empatii i nie rzucała pustymi słówkami. Wolała rzeczową rozmowę, w której jej klient informował jej o objawach i swoim stanie zdrowia, ona zaś stawiała diagnozę oraz przedstawiała kierunki, w których mogą pójść z kuracją. Tłumaczyła, chcąc, by osoba, która do niej przychodziła, miała jasny obraz sytuacji i możliwych do podjęcia środków. Niektórzy nazywali to profesjonalizmem, inni bezdusznością. Nie zamierzała jednak się zmieniać.
Dlatego nie odpowiedziała na uśmiech Marqueza. Niechętnie przyjęła jednak uścisk jego dłoni, stroniąc zazwyczaj od kontaktu. Chłód jego dłoni, który wyczuła mimo swoich zawsze zimnych dłoni, zaskoczył ja jednak. Uniosła wyżej brwi, by zaraz je zmarszczyć. Ciekawe.
Przyjrzała się siedzącemu przed nią osobnikowi uważnie. Jego wygląd jasno wskazywał, że na pewno cierpi na jakieś zaburzenia związane z krążeniem, albo na jakieś niedobory. Dała mu się jednak wysłowić. Słuchała, jej brwi coraz bardziej zmarszczone, jedna z rąk podparła podbródek, gdy pochyliła się niżej nad blatem, pogrążając się w skupieniu.
Jej myśli krążyły po głowie, gdy starała się znaleźć jakieś informacje, które mogłyby jej pomóc. Nie znalazła szybkiej odpowiedzi.
- Rzeczywiście, przypadek wymagający dyskrecji, do tego nieoczywisy - stwierdziła, podnosząc się z krzesła. - Zaproszę Pana do gabinetu zabiegowego. Chce przeprowadzić parę szybkich badań - poinformowała, samej ruszając w stronę odpowiedniego pomieszczenia. Przed wejściem nałożyła wiszący na wieszaku biały fartuch.
- Proszę usiąść - poleciła, wskazując na stojącą pod ścianą kozetkę.
Zmierzyła puls, sprawdziła temperaturę, reakcję źrenicy na światło. Sprawdziła odruch kolanowy, rzuciła zaklęcie diagnozujące. Aż w końcu wyciągnęła sterylną strzykawkę.
- Chciałabym pobrać krew - oznajmiła, w jej oczach tliło się zaś coś żywego, w przeciwieństwie do momentu, gdy siedzieli jeszcze w gabinecie.
⍜⌣⍜
Przyjazny ghoul z sąsiedztwa
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Niepokojące spojrzenie bursztynowych oczu. Wygląda jakby nie spał całą wieczność. Burza srebrzystych włosów. Skóra w niepokojącym, sinym odcieniu. 178cm || chudy

Ururu Marquez
#5
03.02.2023, 21:55  ✶  

Annaleigh była wymarzonym uzdrowicielem dla Marqueza. Krótko i na temat. Brak zbędnych konwenansów. Idealnie. Ururu mógł skupić się w pełni na temacie tego spotkania, a nie na poprawności rzucanych słów. Mógł też liczyć na pełne zrozumienie przez czarownicę używanych przez niego pojęć. Kobietę wykształconą cechowało obeznanie w terminologii medycznej, to wręcz przed Ururu wisiała szansa proszenia o wyjaśnienie.

Zimny i blady jak trup. Którym był, ale jeszcze żadne z nich tego nie stwierdziło.

W jakiś sposób określenie jego przypadku jako "nieoczywisty" nakręciło Marqueza. Zawiało poczuciem przygody. Może niepotrzebnie zwlekał tak długo z wizytą u uzdrowiciela? Może to tylko jakaś niezwykle specyficzna klątwa zmieniająca właściwości jego ciała lecz całkowicie niezagrażająca zdrowiu?

Udał się za panią Dolohov rozbierając wzrokiem gabinet zabiegowy. Trochę zaległości ze swojej "podróży w czasie" nadrobił, ale wciąż pozostawało wiele do odkrycia. Nowe sprzęty, nowe metody, nowe zaklęcia. Był bardzo ciekaw, jak przebiegnie proces diagnostyczny.

Ururu usiadł na kozetce. Pomimo podekscytowania, nie dało się tego u niego stwierdzić nawet po wskaźnikach biologicznych. Jego puls był niższy od wszelkich dopuszczalnych norm. Zdrowy człowiek na jego miejscu byłby w stanie krytycznym.

To samo dotyczyło temperatury. Była niższa od pokojowej, zbliżona bardziej do tej na zewnątrz.

Dotychczasowe badania przeprowadzane były bezproblemowo. Dopiero przy poświeceniu mu w oczy, gwałtownie potrząsnął głową, nim Annaleigh zdążyła zaobserwować cokolwiek.

— Bardzo przepraszam — rzucił szybko i kolejna próba odbyła się bez zakłóceń. Nawet tych w postaci źrenicy zmieniającej rozmiar, bo ten nie raczył się zmienić pod wpływem światła.

Odruch kolanowy — zaskakująco w normie. Zaklęcie diagnozujące, jeśli miało taką opcję, mogło trochę zwariować, sugerując, że Ururu jest martwy, ale no jednak nie do końca był. Czy twórca tego czaru w ogóle uwzględnił ghoule?

Pobrać krew. Jak to się odbywało? Teraz lub kiedykolwiek? Czy fakt, że kobieta oznajmiła swój zamiar sugerował podjęcie jakichś kroków przez Ururu? Nie wiedział. Lub nie pamiętał.

Wbił oczy w strzykawkę bez grama lęku, jak to często mogło się zdarzać. Nie pamiętał tego typu zabiegów wśród czarodziejów z jego czasów. Kojarzył to oczywiście z mugolskiego świata. Bez szczegółów. Niestety.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Annaleigh Dolohov (640), Ururu Marquez (1137)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa