25.04.2025, 11:07 ✶
Erik nie mógł wywąchać odmienności, ale mógł zarządzać ludźmi, którzy go otaczali. Nieświadomie i myśli Anthony'ego uciekły w stronę panny Yaxley, która najprawdopodobniej z dziedzictwa krwi operowała tak ważną umiejętnością jak rozpoznanie genetycznej odmienności. Mężczyzna na moment przygryzł wargę, nie chcąc poruszać tego tematu teraz, nie chcąc dzielić się swoimi obawami. Odpoczywali od konfliktu, ale w końcu obaj znajdowali się - bardziej lub mniej świadomie - w jego epicentrum. A Shafiq miał trzy długie tygodnie na to żeby szacować zagrożenia, które dotykały nie tylko jego, ale i jego najbliższych. Niekiedy językiem miłości Anthony'ego Shafiqa było zamartwianie się o kogoś.
Ale nie chciał, tak bardzo nie chciał o tym mówić.
Jeszcze nie.
Bezceremonialnie wsadził palec w biały pyłek, który oblepił go nieznaczenie do drugiego kłykcia.
– Jakie to szczęście, że masz przyjaciółkę prowadzącą cukiernie. To czyni Cię w naszym gronie niewątpliwie ekspertem. – Tam gdzie Erik się powstrzymywał, Anthony nie miał zamiaru przystawać, więc to miedzy wargi Longbottoma został wsunięty palec wraz z zapytaniem o to cóż takiego znajdowało się w słoiku. Przyjemnie było poczuć ciepły język pod opuszkiem, przyjemnie było pomyśleć o tym, co dopiero tego wieczoru miało nadejść. Trochę żałował, że w przepisie nie ma nic na temat ugniatania ciasta, nie był świadom, że do tego potrzebowaliby robić cokolwiek z drożdżami.
Wyrzucenie mu braku cierpliwości, ze wszystkich ludzi wyrzucenie JEMU braku cierpliwości było nader zabawne. Nóż uderzał o deskę bez przekonania, w nieregularnych odstępach. Pozornie skupiał się na pracy, ale tak na prawdę układał sobie w głowie słowa. Nie wiedział do końca, czemu Erik tak lawiruje z odpowiedzią, jego myśl przykleiła się do tego czekania. Rok... może trzeba będzie czekać jeszcze więcej?
– Myślałem dużo o tym... – zaczął, ale urwał w połowie zdania, mając świadomość, że jego młodziutki kochanek mógłby mieć duży problem ze słowami, które za moment miały paść. Nie chciał mówić o tym dzisiaj. Musiał o tym powiedzieć. – O czynnikach zewnętrznych o których wspominałeś. – wylądował bezpiecznie, mając świadomość, że jego głos niestety stracił nieco na lekkości. Odetchnął głęboko, krytycznie przyglądając się niesymetrycznym kawałkom masła. Niestety do mugolskiej instrukcji nie było dołączonego zdjęcia w jaki wzór miały być pocięte kawałki tłuszczu. Westchnął ciężko i zaczął odmierzać mąkę. Nigdzie jednak nie było widać wagi, a znalezione szklanki były różnych rozmiarów. – Jak mamy dać szklankę mąki? Co to jest za miara w ogóle... – mruknął niezadowolony. – Masz wagę? Jest też podana gramtura. – zapytał z nadzieją Erika, spoglądając na niego spod blatu, by zaraz wyprostować się i wytrzeć ręce o fartuch, co tylko wywołało reakcję łańcuchową niezadowolonych stęknięć z powodu brudu na fartuchu. Zirytowanym gestem chciał strzepnąć z siebie ten bród wspomagając się - a jakże - magią. Miało być bez czarowania, ale przecież czyszczenie fartucha to nie gotowanie.
– Jak tam Twoje lekcje oklumencji? – zapytał nieoczekiwanie, choć dla jego procesu myślowego było to całkiem logiczne pytanie wynikające wprost z przebiegu tej chaotycznej rozmowy. Cóż jednak w kontakcie z Longbottomem, chaos zbyt często górował nad porządkiem i było w tym jednocześnie coś uroczego i irytującego.
Ale nie chciał, tak bardzo nie chciał o tym mówić.
Jeszcze nie.
Bezceremonialnie wsadził palec w biały pyłek, który oblepił go nieznaczenie do drugiego kłykcia.
– Jakie to szczęście, że masz przyjaciółkę prowadzącą cukiernie. To czyni Cię w naszym gronie niewątpliwie ekspertem. – Tam gdzie Erik się powstrzymywał, Anthony nie miał zamiaru przystawać, więc to miedzy wargi Longbottoma został wsunięty palec wraz z zapytaniem o to cóż takiego znajdowało się w słoiku. Przyjemnie było poczuć ciepły język pod opuszkiem, przyjemnie było pomyśleć o tym, co dopiero tego wieczoru miało nadejść. Trochę żałował, że w przepisie nie ma nic na temat ugniatania ciasta, nie był świadom, że do tego potrzebowaliby robić cokolwiek z drożdżami.
Wyrzucenie mu braku cierpliwości, ze wszystkich ludzi wyrzucenie JEMU braku cierpliwości było nader zabawne. Nóż uderzał o deskę bez przekonania, w nieregularnych odstępach. Pozornie skupiał się na pracy, ale tak na prawdę układał sobie w głowie słowa. Nie wiedział do końca, czemu Erik tak lawiruje z odpowiedzią, jego myśl przykleiła się do tego czekania. Rok... może trzeba będzie czekać jeszcze więcej?
– Myślałem dużo o tym... – zaczął, ale urwał w połowie zdania, mając świadomość, że jego młodziutki kochanek mógłby mieć duży problem ze słowami, które za moment miały paść. Nie chciał mówić o tym dzisiaj. Musiał o tym powiedzieć. – O czynnikach zewnętrznych o których wspominałeś. – wylądował bezpiecznie, mając świadomość, że jego głos niestety stracił nieco na lekkości. Odetchnął głęboko, krytycznie przyglądając się niesymetrycznym kawałkom masła. Niestety do mugolskiej instrukcji nie było dołączonego zdjęcia w jaki wzór miały być pocięte kawałki tłuszczu. Westchnął ciężko i zaczął odmierzać mąkę. Nigdzie jednak nie było widać wagi, a znalezione szklanki były różnych rozmiarów. – Jak mamy dać szklankę mąki? Co to jest za miara w ogóle... – mruknął niezadowolony. – Masz wagę? Jest też podana gramtura. – zapytał z nadzieją Erika, spoglądając na niego spod blatu, by zaraz wyprostować się i wytrzeć ręce o fartuch, co tylko wywołało reakcję łańcuchową niezadowolonych stęknięć z powodu brudu na fartuchu. Zirytowanym gestem chciał strzepnąć z siebie ten bród wspomagając się - a jakże - magią. Miało być bez czarowania, ale przecież czyszczenie fartucha to nie gotowanie.
– Jak tam Twoje lekcje oklumencji? – zapytał nieoczekiwanie, choć dla jego procesu myślowego było to całkiem logiczne pytanie wynikające wprost z przebiegu tej chaotycznej rozmowy. Cóż jednak w kontakcie z Longbottomem, chaos zbyt często górował nad porządkiem i było w tym jednocześnie coś uroczego i irytującego.
Translokacja II - usunięcie brudu z fartucha + przewaga:Bezróżdżkowa + zawada:Nerwica natręctw
Rzut N 1d100 - 31
Akcja nieudana
Akcja nieudana