Na Ulicy Pokątnej, w jednej z bardziej oddalonych miejscówek, dwójka Śmierciożerców pojawiła się właśnie ze względu na tą ostatnią kategorię. Ich zadanie było proste — zatrzymać fanatyka mugolaków, kulturalnie przesłuchać, a potem oszczędzić mu życia z piętnem szlamojebcy, prowadząc go na drugą stronę, najlepiej długo i bardzo boleśnie. Zadanie było banalne, a sam fakt, że towarzyszył mu akurat Theon był istotnie plusem, dzięki temu mógł czuć się nieco pewniej niż gdyby otrzymał kompana całkiem dla siebie obcego.
Upewnił się, że misternie zdobiona maska jest na swoim miejscu, a obszerny kaptur gwarantuje dodatkowe bezpieczeństwo, a dopiero później wszedł do środka, drzwi otwierając powoli za pomocą zaklęcia aby nie alarmować nikogo jeśli jest w środku, nie zależało mu na tym aby doszło do walki, na podwieczorek zamierzał być już w posiadłości rodzinnej, słuchając muzyki klasycznej i popijając czerwone wino czytając przy tym gazetę. Nie miało jednak być tak łatwo. Dom wydawał się pusty, świece nie tylko już dogasły, ale — co sprawdził — były chłodne, nie unosil się w powietrzu dym. Ich ofiara uciekła, zdążyła to zrobić jakiś czas temu.
— Nic tu po nas. — mruknął jedynie, a sama maska zniekształciła jego głos, co miało być sprytnym zabiegiem na wypadek bycia podsłuchiwanymi. Wypadało jednak ocenić dokąd mógłby się udać ten mężczyzna, rozejrzał się więc za śladami. Nie było trudno dostrzec półki na której znajdowała się najwyraźniej wepchnięta na szybko książka, po którą sięgnął. I to był błąd.
Niespodziewanie zauważył królika, niecodziennego swoją drogą, który podrygiwał w miejscu zanim zaczął uciekać. Corvus rozejrzał się za Theonem, zanim ostatecznie pognał za zwierzęciem, mając nadzieję, że ten w jakiś sposób prowadzi go do miejsca w jakim się ukrył tamten winny. Nie przywykł do tego aby się mylić ale jednak się tak stało. Nie znalazł niedoszłej ofiary, a w dodatku ziemia osunęła mu się spod nóg i runął zapadnią w dół, znajdując się…na grzybie? Przez chwilę gotów był sam przed sobą zaręczać, że Theon straci głowe, osobiście wyrwaną przez Corvusa, ale…to raczej nie jawiło się żartem kolegi, a prawdziwym problemem, który należało rozwiązać. Nie wiedział ani gdzie jest, ani nie mógł znaleźć nigdzie pobratymca, chociaż zaglądał pod każdy jeden grzyb po drodze, nie korzystając jedynie z nawoływania, wiedząc, że to nawet może być jakiś cwany plan aurorów, a po prostu idiotycznie byłoby wsypać się w tak amatorski sposób.
Kill many, and you're a conqueror;
Kill them all... Oh, you're a god.