Zaułek przy ulicy Pokątnej
Stella szła powolnym krokiem przed siebie. Wracała z jednego z malarskich sklepów, musiała dokupić sobie farb. Ostatnio zajmowała się głównie malowaniem. Pozwalało jej to trochę odetchnąć, przestać myśleć o tych wszystkich nieprzyjemnych rzeczach, które co chwilę do niej wracały. Musiała czym się zajmować, żeby skończyć się obwiniać, bo przychodziło jej to bardzo łatwo.
Kiedy przemierzała ulicę Pokątną usłyszała coś. Jakby pisk, sama nie do końca potrafiła to określić. Rozbudziło to jej ciekawość, postanowiła się zainteresować tym kto wydaje z siebie takie dźwięki. Ruszyła więc w stronę zaułku, licząc na to, że znajdzie odpowiedź na nurtujące ją pytanie.
Rozglądała się przy tym uważnie, w końcu nie miała pojęcia, czym był spowodowany pisk, który usłyszała, a czasy były jakie były, wolałaby jednak nie wpakować się niepotrzebnie w żadne kłopoty. Wyglądała jak zawsze, elegancko, dopasowana długa, czarna sukienka, a na plecy narzucony czarny płaszcz. Nie porzuciła jeszcze koloru żałoby.
Kiedy weszła głębiej w zaułek zobaczyła zapłakaną dziewczynkę, zbliżyła się do niej ostrożnie, nie chciała wystraszyć dziecka. - Cześć...- Powiedziała, gdy znalazła się bliżej tej małej. - Czy wszystko w porządku? - Rozejrzała się, aby znaleźć sprawcę zamieszania, nic jednak nie wzbudziło jej podejrzeń.
- Chcę go złapać! - Dziewczynka pokazała palcem na jednen z parapetów, na którym znajdował się kot. Stella przeniosła na niego swoje spojrzenie. To chyba nie powinno być trudne?