07.02.2023, 12:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.07.2023, 17:09 przez Morgana le Fay.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Patrick Steward - Pierwsze koty za płoty
Rozliczono - Brenna Longbottom - Bajarz
Rozliczono - Brenna Longbottom - Bajarz
Mgliste Mokradła
Prowadzi Brenna
- Hannah Johnson, lat czterdzieści trzy. Ostatni raz widziana w Londynie, w mieszkaniu przyjaciół. Aportowała się z ich mieszkania o godzinie dwudziestej piętnaście, celem był, a przynajmniej miał być, jej dom w Little Whining.
- I?
- Trzy godziny później mąż przysłał sowę, pytając, czy Hannah dalej tam jest.
- Skłamała i nie aportowała się do domu?
- Kto wie? Ale miała przy sobie tylko torebkę, nie zabrała z domu żadnych rzeczy, nie ruszyła oszczędności i ponoć nie wzięła nawet płaszcza. Od pierwszego marca nikt jej nie widział i nie mamy pojęcia, gdzie jest Hannah Johnson…
*
A gdzie był Patrick Steward?
Odpowiedź na to pytanie mogła dostarczyć pewnych trudności nawet samemu Patrickowi Stewardowi. Wiedział, że jest na bagnie. Buty zapadały się mu w rozmokłym gruncie, a wokół niego snuła się mgła, ograniczająca widoczność na zaledwie kilka metrów. Jedynymi roślinami, które mógł dostrzec, były drzewa – w większości pozbawione liści, martwe, być może zabite przez dziwną, zielonkawą maź, która pokrywała korzenie niektórych z nich. Ona też pewnie była źródłem zapachu: nieprzyjemnego, drażniącego w nos, przyprawiającego o zawroty głowy. A przynajmniej części woni, unoszących się w powietrzu. Czy któraś z nich była trująca? Halucynogenna? Czy ot była to mieszanka smrodu pleśni, grzybów, resztek zwierząt, rozkładających się gdzieś w błocie?
Nie było widać nieba. Przysłoniła je mgła, wijąca się wokół Stewarda, pozostawiająca niemiłe uczucie wilgoci, osiadająca na skórze, sprawiająca, że ubrania powoli stawały się lekko wilgotne. Nie dało się rozróżnić stron świata, a każdy obrany kierunek zdawał się równie dobry – czy raczej równie zły – jak inne.
Wiedział, że jest na bagnie, owszem. Nie miał pojęcia jednak, gdzie leży samo bagno, jak się stąd wydostać ani nawet jak się tutaj znalazł. W jednej chwili był w jednym miejscu, w drugim tutaj, i co najgorsze nie działa żadna magia. Różdżka stała się bezużytecznym kawałkiem drewna. Nie był nawet pewny, czy poruszając się faktycznie idzie do przodu: czy nie kręci się w kółko. W miarę, jak szedł, krajobraz nie zmieniał się i zdawało się, że wciąż i wciąż mija te same drzewa i od czasu do czasu głazy, bliźniaczo do siebie podobne. Poruszanie się po tym terenie było trudne i wyczerpywało nawet sprawnego fizycznie mężczyznę.
W końcu – może minęła godzina, może dwie, a może ledwo parę minut? Trudno było powiedzieć – w tym miejscu traciło się poczucie czasu, Steward wiedział tylko, że jeszcze nie zapadła noc, bo nie otoczyły go kompletne ciemności – coś się zmieniło. Mgła zadrgała, jakby pierwszy raz poruszona powiewem wiatru. Gdzieś przed sobą dostrzegł coś, co wyglądało jak drewniany dom, którego fundamenty mocno zapadły się w ziemię, a dach był mocno uszkodzony. We mgle z dala ciężko było zobaczyć coś więcej: czy ktoś mógł tam mieszkać, czy budowlę opuszczono dawno temu – może jeszcze nim okolica stała się tam mroczna?
Gdzieś na lewo natomiast, w oddali, pośród mgły, Patrick mógł dostrzec rozbłysk światła. Początkowo mógł uznać, że to tylko wyobraźnia… ale światło stało się wyraźniejsze i zaczęło się poruszać: z dala wyglądało zupełnie, jakby szedł tam ktoś z lampą albo różdżką rozświetloną zaklęciem lumos.