• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
1 2 3 Dalej »
[Jesień 72, 20.09 Gabinet szefów OMSHMu | Lazarus & Anthony] Dziś białe jutro rude

[Jesień 72, 20.09 Gabinet szefów OMSHMu | Lazarus & Anthony] Dziś białe jutro rude
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
09.10.2025, 10:36  ✶  

—20/09/1972—
Anglia, Londyn
Lazarus Lovegood & Anthony Shafiq
[Obrazek: imgproxy.php?id=F3FqYdX.png]

Dziś białe jutro rude
A może i czarne
Te milejsze te cieplejsze
Dobrze grzejące
Rączki pieszczące
Rękawiczki miłe pachnące
Mając par bardzo wiele
Nie zmarznę nigdy
Wiaterek mnie nie przewieje



[align=justify]W poniedziałek, 18 września roku pańskiego znalazła na swoim stole samolocik. Stół ten nie wyglądał na wzór stołów ministerialnych - zawalony księgami, notatkami, rozrastającą się kwerendą na temat uroków, miał na prawdę bardzo mało miejsca na korespondencję. Treść samolociku zaniepokoiła go w niewielkim, ale irytująco trwałym stopniu. Zamówienie do mistrzów magikowalstwa poszło od razu, jednak kolejny dzień uniemożliwił mu zlecenie odebrania tegoż.

Lustrzany świat

Przygoda? Więzienie? Kara? Nie mógł zdecydować, wciąż trwając w szoku wobec równoległych terytoriów do których każdy mógł wejść, mógł zabrać coś materialnego a potem wyjść jak gdyby nigdy nic. Obrazy, które tam widział, doświadczenia, interakcje... przerażało go to, przerażało zwłaszcza w kontekście kolejnego dnia, który miał spędzić w pracy, ale nie zamierzał poddawać się instynktom i odpuścić. Nawet jeśli ciąg jego złocistego przychodzenia do pracy został przerwany. Nie była to jego wina, czuł się więc usprawiedliwiony.

Tymczasem zamówienie odebrał sam jeszcze przed ósmą, a około 9 wracając z kubkiem kawy zajrzał na moment do niewielkiego gabineciku Lazarusa

– Zapraszam do mnie, kiedy Pan skończy to czym zajmuje się obecnie. – powiedział krótko zostawiając uchylone drzwi, co wskazywało wyraźnie, że nie zakłada, aby praca miała pochłonąć jego asystenta na kolejne długie godziny. Sam wrócił do gabinetu, zawczasu prosząc Jonathana o to, by pozwolił mu pomówić z asystentem sam na sam. Właściwie... miał w głowie całą bardzo długą listę zadań dla swojego zastępcy, która gwarantowałaby mu dzisiejszego dnia możliwie dużo przestrzeni bez niego w okolicy...

Zajął miejsce przy biurku, ułożył przed sobą pozornie tylko czystą kartkę, na którą rzucał okiem, jakby spodziewając zobaczyć się tam jednak jakieś zapiski. Rozsiadł się nieco wygodniej na fotelu, upił wybornej arabskiej kawy, ale nie spojrzał nawet w kierunku dwóch przykrytych brunatną materią kopułek stojących na ziemi przy jego nogach. Nieprzyjemnie pachniały spalenizną, co kłóciło się z aurą gabinetu. Nieprzyjemnie rozpraszało go to, bo zapach przebijał się przez aromat kawy. W końcu wstał i w centrum gabinetu otworzył regał na którym czekała podkładka na kadzidło w kształcie chińskiego smoka trzymającego perłę. Trójkątne kadzidełko osiadło na jego głosie, bestia została przeniesiona na biurko by po chwili zacząć wypuszczać ze swojej paszczy wonny dymek.

– Che bello...– mruknął pod nosem, zadowolony. Jonathan nie lubił tej konkretnej mieszanki. Kolejny krok w stronę spokojnego dnia.
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#2
09.10.2025, 13:19  ✶  
W drugim tygodniu swojej nowej zawodowej rzeczywistości, Lazarus zaczął wykształcać pewną rutynę, efektywną i wygodną. Około dziewiątej przychodziła poczta. Lovegood czekał na nią zwykle z kubkiem herbaty, którą pił, rozdzielając listy i przygotowując sobie front robót na pierwszą połowę dnia. Pracując w Biurze Celnym nie dbał specjalnie o to, co znajduje się w jego kubku, ale nowi współpracownicy szybko uświadomili mu, że napar naparowi nierówny. I że kambodżańska czarna będzie od teraz stanowiła podstawę jego nawodnienia w godzinach pracy, podobnie zresztą, jak reszty zespołu.
Nie jest wcale zła, pomyślał, zaciągając się jej szczególnym aromatem.

Usłyszał ruch za drzwiami, ale zamiast pracownika przynoszącego korespondencję, pojawił się nich Anthony Shafiq.
Wezwany Lazarus ułożył przeglądane właśnie pozostałe z poprzedniego dnia notatki na równy stosik, odstawił kubek w kąt biurka, pozostawiając blat zapraszająco pustym i udał się za szefem - bez pośpiechu, ale i bez zbędnego przedłużania.

Gabinet Shafiqa i Selwyna powitał go mieszanką zapachów - świeżo zaparzona kawa, wonne kadzidełko i… jakiś niepokojący podton, którego nie był w stanie zidentyfikować. Nie przejął się nim zbytnio - wciąż jeszcze zdarzało się, że od najróżniejszych przedmiotów i ludzi czuć było spalenizną, ba, jemu samemu jak dotąd nie udało się doprowadzić własnego mieszkania do porządku, mimo podjętych prób.
Cicho zamknął za sobą drzwi i odwrócił się do mężczyzny za biurkiem.
- Tak? - spojrzał na niego pytająco. To musiało być coś nietypowego, skoro Anthony nie posłużył się żurawiem, jak zwykle.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#3
10.10.2025, 11:41  ✶  
Przekręcił krzesło fotela, gdy Lazarus się pojawił w drzwiach.
– Proszę wejdź – wskazał mu miejsce przed biurkiem gdzie czekał nań fotel dla petentów, mniejszy i nieco mniej wygodny, ale nie było to aż tak ważne i w sumie nie było to pewne, czy siedzenie było rzeczywiście oczekiwane od niego, bo sam Shafiq wstał i sięgnął po jeden z pakunków. Usadowił go na biurku pełnym ksiąg poświęconych oklumencji oraz urokom i energicznie ściągnął brunatną materię zasłaniającą... klatkę dla ptaków. Złotą. Obłożoną dużą ilością run. Anthony zdawał się być bardzo zadowolony.

– Powinna lewitować, ale jeszcze tego nie sprawdzałem. Otóż... otrzymałem w poniedziałek Twoją sobotnią wiadomość i pomyślałem, że lepiej, jeśli na naszą wymianę myśli będzie coś bardziej adekwatnego i choć nominalnie zabezpieczonego. Proszę to dla Ciebie. Kiedy Cię nie ma w Ministerstwie, moje listy będą wpadać do środka i czekać na biurku bez ryzyka, że ktoś nieproszony otworzy klatkę, lub uzna samolocik za już przeczytany. Ja sprawiłem sobie podobną. Kluczem jest sparowanie z różdżką za pomocą ciągu run, gdzieś tutaj miałem instrukcję od rzemieślnika... – poklepał się po ministerialnej szacie z pewnym roztargnieniem, ale finalnie znalazł kopertę w kieszeni spodni.

– Otworzyłem też na Twoje sprawunki dedykowaną skrytkę w Gringocie. Tu jest klucz do funduszu reprezentacyjnego. Chciałbym otrzymywać jednorazowe, odpowiednio zaszyfrowane miesięczne raporty z rozdysponowania tymi zasobami. A skoro już o funduszu mówimy. Potrzebowałbym na 22 prezentu ślubnego dla państwa przyszłych Greengrassów. Geraldine Yaxley i Ambroise Greengrass, coś... związanego z drzewami. Roślinami. Polowaniem? Nic sentymentalnego. Myślałem, żeby dać im moje wino, ale skoro nie zamówili go na uroczystość, być może nie ma sensu przynosić go więcej. – Zamyślił się przez moment, a szmata okrywająca klatkę powędrowała na ziemię, zaś osoba Anthony'ego ponownie zajęła fotel. – Może to być coś związanego z obrządkiem zaślubin w Egipcie. Olejki i perfumy zdają się być zbyt prywatne mimo wszystko, jestem ledwie spowinowacony z panem młodym. Może pleciony dywan? Ostatnio testowano w biurze latajace dywany, dowiedz się w którym są magazynie i sprawdź czy mają jakiś roślinny patern. A jak nie, to jestem otwarty na propozycje. Czekam na kwerendę, nie musi być kartkowa. Zastanawiałem się też nad wprowadzeniem do skrypty poszerzonej wiedzy z zakresu uroków, w myśl, że trzeba bardzo dobrze znać to, przed czym człowiek zamierza się bronić. Jak pan panie Lovegood wyczuwa w ogóle ataki na swój umysł? Próby podejrzenia go? Według niektórych źródeł wrażenie jest czuciowe, choć są jednostki, które rozpatrują to węchem, czy smakiem, choć ciężko stwierdzić, czy nie jest to raczej wytwór ich wyobraźni. Co pan sądzi? – a jednak - siedzenie było wskazane. Anthony korzystając z tego, że ma z kim porozmawiać, przeszedł płynnie od prezentu, przez wydarzenie towarzyskie do bieżącego tematu, który najbardziej zajmował mu głowę, a w niej najwidoczniej królowały sprawy nie OMSHMu a (obok powietrznego Origami) kolekcjonowanie danych na temat Oklumencji.
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#4
11.10.2025, 10:00  ✶  
Lazarus stanął przy biurku i mimochodem wyrównał jakieś luźne pergaminy, które, przesunięte nowym nabytkiem Anthony’ego, znalazły się niebezpiecznie blisko brzegu blatu.
Przyjrzał się klatce. Na tyle, na ile się znał (a jego ekspertyza głównie mogła skupić się na runicznych zabezpieczeniach), był to wyrób wysokiej jakości. Z pewnością kosztowny. Pomyślał o stadku żurawi origami polatujących nad jego głową w szczególnie aktywne shafiqowe dni i uśmiechnął się nieznacznie.
- To… dobry pomysł - rzekł, przesuwając dłonią po klatce - Czy mam zaopiekować się instrukcjami? - z pewnym niepokojem obserwował, jak Anthony przeszukuje kieszenie w poszukiwaniu koperty z hasłem. Obawiał się, że szef gotów ją zgubić. Wykazywał pewne… roztargnienie, od kiedy Lazarus dołączył do zespołu.

Lovegood przyjął instrukcje co do funduszu reprezentacyjnego skinieniem głowy.
- Dwie kwestie - zaczął rzeczowo, bo pewne rzeczy wymagały doprecyzowania. Jak dotąd oprócz kambodżańskiej dokumentacji, bieżącej korespondencji i okazjonalnego odszyfrowywania wyjątkowo skrótowych uwag Shafiqa, na które natykali się jego nowi koledzy z biura na marginesach dokumentacji, został zaangażowany w organizację remontu w Little Hangleton, kupno nowego samochodu dla siostrzeńca szefa, a przed chwilą - wybór prezentu ślubnego dla jego krewnych. Zdecydowanie prywatne sprawy i Lazarus miał coraz silniejsze wrażenie, że choć płatnikiem jego pensji jest Ministerstwo Magii, to realnie jest pracownikiem nie OMSHMu, tylko personalnie Anthony’ego Shafiqa.
- Które ze stojących przed nami wydatków powinienem pokryć z powierzonego mi funduszu? Mogę przygotować listę - ubrał w możliwie neutralny ton i słowa pytanie, które w swej istocie dotyczyło defraudacji - I po drugie, czy ży…- odchrząknął i urwał, bo uświadomił sobie jedną bardzo ważną rzecz. Anthony swobodnie przeskakiwał między zwracaniem się do niego na “ty” i na “pan”. Jakie były oczekiwania wobec niego? Lovegood nie znosił takich sytuacji. Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl: Testuje cię, triggery, niespodziewane sytuacje, praca pod presją, niejasne oczekiwania, ale wydawało mu się to trochę absurdalne.
Pamiętaj, że masz skłonność do zaburzeń paranoidalnych.
- Na ile powinienem dbać o dyskrecję w kwestii mniej… oficjalnych zakupów? - wybrnął.

Rozmowa zeszła na kwestie prezentu, Anthony usiadł i Lazarus potraktował to jako sygnał, by samemu zająć miejsce. Zamyślił się.
- Dywan jest dobrym pomysłem, zwłaszcza, jeżeli dysponujemy takim krótkim terminem. Chyba, że… - zawiesił głos - Muszę coś jeszcze sprawdzić.
Usadowił się nieco wygodniej. Prezenty nie były jego mocną stroną, ale miał pewien pomysł, oczywiście do rozważenia po tym, jak już sprawdzi te dywany. Natomiast dyskusja o kwestiach związanych z magią… cóż, sprawiała mu niekłamaną przyjemność.
- Hmm… - mruknął - Wprawny legilimenta nie jest łatwy do wyczucia. Z fizjologicznego punktu widzenia, wszelkie wrażenia - czuciowe, zapachowe, czy smakowe, nie mają sensu. Są prawdopodobnie próbą jakiejkolwiek interpretacji… dostarczonego bodźca. Tym niemniej, jeżeli o mnie chodzi…
Przypomniał sobie ten jeden raz, kiedy pozwolił Odysseusowi wejść do środka. I, bardzo, bardzo ostrożnie - liczne instancje, kiedy jego były mentor i szef uczył go oklumencji. Miał zwyczaj wślizgiwać się znienacka między jego myśli - nie podnosząc głowy znad swojej pracy na drugim końcu wykopu, siedząc przy wspólnym stole, przechodząc obok na konferencji naukowej. Samo uczucie jednak… 
Tysiące malutkich paluszków przebierało po tyle jego głowy, a jeżeli się opierał, a próby stawały się bardziej natarczywe - paluszki zrastały się w pęd, albo mackę, giętką i zwinną, która oplatała jego mózg, błądziła po powierzchni zwojów i szukała, szukała…
- Zdecydowanie dotykowe - powiedział wreszcie - Najpierw trochę łaskoczące, a potem jak… badanie czymś cienkim. Korzeniem. Nie, bardziej… ramieniem ośmiornicy? I… dźganie? Napieranie?... Niebolesne, dopóki atakujący nie używa brutalnej siły - trudno było ubrać w słowa to niejasne wrażenie delikatności i natarczywości zarazem.

A ty? - chciał zapytać, szczerze zaciekawiony, ale zamiast tego spojrzał na mężczyznę naprzeciwko, oczekując dalszych pytań lub odesłania do swoich obowiązków.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
15.10.2025, 12:25  ✶  
Instrukcja została znaleziona i w pierwszej chwili Anthony nie widział powodu, żeby musiał ją oddawać Lazarusowi, w drugiej uznał, że i tak nie ma miejsca u siebie na tak mało istotny pamflet. A zatem zaklął swoją klatkę zgodnie z instrukcją, a ta już po chwili zaczęła łagodnie lewitować w kierunku desygnowanego dla jej istnienia kącika.

Anthony wydawał się zmęczony. Smutny, choć oczywiście samo określenie tej emocji było zbyt prymitywne, dla określenia odciskającej się na rysach twarzy emocji. Ale był tam też cień uśmiechu. Zadowolenia.

– A tak fundusze... – Podrapał się po głowie wracając uwagą do Lovegooda. – Oczywiście kwestia okien, to prywatna skrytka wystarczy dopisać do rachunku i pod koniec miesiąca Lisa...– umilkł i zacisnął wargi w tym nieprzyjemnym uśmiechu, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo bez sensu jest to co mówi. Zdezaktualizowało się... Oczywiście Shafiq był świadom ile na barkach dźwiga panna Velaris. Przynajmniej tak mu się wydawało. Przypominał jednak bardziej męża, który pozostał na jeden dzień w domu i odkrywał, że niekoniecznie jego żona całymi dniami popija winko i czyta poezję.

– Dyskrecja wskazana jest zawsze – dodał pewniej, wzrok osadzając na pustej kartce, kilkukrotnie stukając w nią długim palcem wskazującym. – Proszę przekazać rzemieślnikom, że pod koniec miesiąca ureguluję należność, chyba że będą domagać się pieniędzy natychmiast. Wie pan, panie Lovegood, Lisa zajmowała się tym wszystkim ale im dłużej myślę, tym bardziej mam wrażenie, że to doprowadza do pewnej konfuzji. Może wolałby się pan skupić na sprawach urzędowych? Wydaje mi się, że tego się pan mimo wszystko bardziej spodziewał pisząc do mnie list z prośbą o przeniesienie. Biuro oczywiście przyjmie pana z otwartymi ramionami – powiedział tak, jakby już tego nie zrobiło – Niemniej rola Melisandre w kontaktach z OMSHMem czy Ministerstwem w całości, skupiała się głównie na byciu pośrednikiem między mną a... biurem. Oczywiście potrafiła dojść do informacji, których formalna droga zajęłaby pomniejszym robotnicom tysiąc lat drogi urzędowej, jej wgląd i intuicja jako osoby doradczej była dla mnie zawsze bezcenna. Nadzorowała i zlecała wyjazdy, operowała moim planem dnia nie tylko w godzinach urzędowania, zawiadywała finansami związanymi z takimi... przyziemnościami jak wymiana okien, czy pomalowanie fasady budynku. – Urwał na moment, porządkując kolejne pytania w umyśle zanim one w ogóle miałyby paść. Oklumencja, leglimencja... to wszystko były bardzo interesujące tematy, proza życia jednak skutecznie dogoniła ich w tym punkcie. – Więc nim wrócimy do pańskich zdecydowanie dotykowych doświadczeń, chyba musielibyśmy rzeczywiście uzgodnić zakres obowiązków i ewentualność utworzenia dodatkowego etatu zbierającego te, którymi nie byłby pan zainteresowany? – zapytał? Nie. Stwierdził. A może rzucił wyzwanie?

Tak na prawdę Anthony wiedział co kryło się za lojalnością panny Velaris, wiedział jaką możliwość jej dał w młodości i w jaki sposób osiągnął u niej dług życia niemożliwy do spłacenia. Lovegood nie dzielił z nim podobnej współzależności. Podobnego uzależnienia. Początki były trudne, a Anthony był zbyt zmęczony próbami skoncentrowania się na jednej aktywności, by pozwolić sobie na delikatniejszy sposób przeprowadzenia tej rozmowy.
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#6
16.10.2025, 19:46  ✶  
Instrukcji do klatki potrzebował i tak, żeby skonfigurować swoją własną (a później dołączyć ulotkę do dokumentacji związanej z wyposażeniem oddziału, na wszelki wypadek), więc pieczołowicie ukrył ją w kieszeni szaty.

Wytyczne co do rozliczania wydatków były zrozumiałe i wystarczająco jasne, ale to, co Shafiq powiedział potem… Lazarus szybko powtórzył w myślach swoją wypowiedź sprzed chwili i nie znalazł w niej nic, co mogłoby sugerować, że jest niezadowolony z nowego zakresu obowiązków. Był nietypowy i nieprzewidywalny, ale - co czarodziej przyznawał sam przed sobą dość ostrożnie - o wiele bardziej satysfakcjonujący, niż rutyna za biurkiem. Mógł się oczywiście mylić. Mógł sprawiać wrażenie inne, niż zamierzone, nie byłby to pierwszy raz. Mógł wreszcie po prostu nie wywiązywać się ze swoich zadań w sposób satysfakcjonujący… choć nie wydawało mu się, by popełnił jakieś rażące błędy podczas tego pierwszego tygodnia.
- Czy ma pan jakiekolwiek zastrzeżenia co do mojej dotychczasowej pracy? - zapytał z niewzruszonym opanowaniem, łapiąc spojrzenie Anthony’ego - na chwilę, zanim również opuścił wzrok na białą kartkę na biurku.

- Zgłosiłem swoją kandydaturę jako następcy panny Velaris. Jeżeli taki był zakres jej obowiązków, to moje oczekiwania są wobec tego kwestią drugorzędną - powiedział, nadal spokojnie. To prawda, nie był w pełni świadom roli, jaką pełniła Lisa. I nie był Lisą, nieważne, jak nieocenioną pomocą okazały się odziedziczone po niej kontakty. Nie miał jej doświadczenia we współpracy z Anthonym, tylko tamtą jedną instancję sprzed lat… plus tydzień. Możliwe, że to jego szef spodziewał się czegoś innego. Sprawniejszego przejęcia zadań? To byłyby niemal nierealne wymagania z jego strony, ale... całkiem prawdopodobne.

Lazarus osiadł podczas ostatnich lat w biurowej rutynie, egzystował w niej, przeżywał… ale nic poza tym. Sprawdzał się na takim stanowisku, to było oczywiste przy jego dobrej pamięci i skrupulatności. Rutynowe czynności pozostawiały jednak jego umysł bezczynnym. Za dużo przestrzeni na myśli. Za dużo ciszy. No i jeszcze… tamta druga sprawa.
Oczywiście nie mógł tego wszystkiego powiedzieć, jeżeli nie chciał sprawiać wrażenia zdesperowanego. Wątpił zresztą, żeby siedzącego naprzeciwko czarodzieja interesowały jego osobiste przemyślenia na ten temat i trudno było mieć mu to za złe. Zawahał się… ale Shafiq jednak zapytał o to, czy nie wolałby się skupić na stricte biurowych obowiązkach. Klątwołamacz niemal fizycznie czuł, jak rośnie jego poziom stresu. Nie dał jednak tego po sobie poznać, poza bezwiednym pocieraniem brzegu rękawa ministerialnej szaty między palcami.

- Jeżeli natomiast w istocie chodzi o moje ewentualne preferencje… - dokończył powoli - To… cenię sobie zróżnicowanie i dynamikę moich obecnych zadań.
Wyważona odpowiedź. Wzrok Lazarusa prześlizgnął się po wymęczonej twarzy kierownika. Zorientował się, że skubie materiał rękawa i natychmiast przestał.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#7
17.10.2025, 22:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.10.2025, 23:03 przez Anthony Shafiq.)  
Anthony milczał przez dłuższą chwilę. Kalkulował. Rozważał.

W kontaktach z pracownikami, zwłaszcza obracającymi się w OMSHMie był daleko w tyle za Jonathanem i była to frustracja z któr musiał sobie radzić od Spalonej Nocy, czyli od momentu, kiedy znów nieco sumienniej zaczął podchodzić do godzin w pracy, którą to pracę według niepisanych standardów powinno wykonywać się wewnątrz ministerialnego ula. Z Lovegoodem to mogło i tak nie działać, nie tylko przez wzgląd na oklumencję, ale również przez to, że mężczyzna był tu w pewien sposób nowy.

Tymczasem nie mógł poprosić Jonathana o pomóc. Bardzo nie chciał tego robić. Czasem powrót do pierwszych chwil, do pierwszych kroków w ustalaniu zasad współpracy była bardzo, bardzo trudna.

- Proszę o wybaczenie, to ja nie byłem dość precyzyjny przy naszym pierwszym, drugim spotkaniu. Skupiliśmy się też na części biurowej, kiedy organizacja mojego kalendarza wykracza z oczywistych względów poza te korytarze. Niestety, czego wiele osób w Departamencie Skarbu nie rozumie, większość spraw tak na prawdę, załatwiam w innych godzinach pracy, robiąc działania inne, niż te zapisane w umowie. W pewnym sensie... całe moje funkcjonowanie jest działaniem na rzecz Departamentu. Czego najlepszym dowodem jest umowa kambodzańska, którą udało mi się osiągnąć na swojej prywatnej posesji w pewien miły kwietniowy wieczór zawierający w sobie całkiem sporo wina. Szczęśliwie następnego dnia syn arcymaga wszystko pamiętał. Reszta to... bardzo ważne, ale wciąż... tylko dopięcie formalności. Polityka jednak wzrasta w zupełnie innych ogrodach niż te podziemne. - Możliwe, że dla Lazarusa były to sprawy oczywiste, choć Anthony wolał tego nie zakładać. Mężczyzna zdawał się oczywiście rozumieć wiele zależności, a sposób w jaki opisał coś co mogłoby być przedstawione przed sądem jako "łapówka", był bardzo dobrze rokujący. Shafiq jednak otrzymał w niedawnym czasie lekcję pokory, że pewnych rzeczy lepiej było nie zakładać, a dogadać, szczeglnie że docelowo ich współpraca miała być o wiele bardziej ciasna.
- Zarządzaniem moim majątkiem w kraju w większości zajmuje się Wergiliusz, mój skrzat. Niestety przy kilku formalnościach potrzebna jest ingerencja maga, a ja nie zawsze mam czas, albo pamięć, by tych formalności dopełniać. - Uciekł wzrokiem na półki z segregatorami, idealnie równiótko ułożoną dokumentacją do której nie zaglądał chyba już od trzech lat.
- Zawsze też doceniałem obieg informacji drogą mniej oficjalną. Wiem, że Lisa miała rozbudowane znajomości pośród asystentów innych Departamentów i to jest sieć może nie tyle warta odzyskania jeden do jednego, ale ufam, że znajdzie pan odpowiednie drogi i przypielęgnuje te, które już ma. - Co jeszcze, co jeszcze... sprawy najczęciej rodziły się "na bieżąco", a nie dało się ukryć wpływu otaczającej rzeczywistości, okazji, które przychodziły i odchodziły, a on łapał się ich dość spontanicznie.

Zwłaszcza teraz, gdy Londyn spłonął.

- Jak pan zdążył zapewne zauważyć, zbieram materiały wokół tematu oklumencji, po wydarzeniach Spalonej Nocy jestem bardziej niż przekonany, że to umiejętność, która została przez lata zaniedbana i wymaga szerokiego rozpropagowania... Ale to działanie drugiego toru, jeśli przeszkadza panu w pracy, nie będę więcej zawracał głową weryfikowaniem bibliografii. Poza działalnością w Ministerstwie, zajmuje się działalnoscią charytatywną i szeroko pojętą filantropią. Jeśli będę potrzebował pana wsparcia w tym zakresie, dam znać. - zawahał się, ale tylko przez moment. - Jeśli w czymkolwiek czułby się pan niezręcznie, lub miał wątpliwość czy nie wykracza to ponad pana pomożliwości, to proszę dac mi znać. - Poprosił, choć trochę brzmiało to jak pułapka, o czym zdał sobie sprawę, jak tylko wypowiedział własne słowa. Nie zamierzał się z nich jednak wycofywać w żadnej mierze. Zamiast tego poczekał na odpowiedź asystenta, dając mu przestrzeń do podzielenia się własną refleksją lub kto wie, czekając na przestrzeń, aby kontynuować rozmowę o oklumencji, która wydawała mu się o wiele łatwiejszą do przeprowadzenia - znany grunt współdzielonej przed laty nauki.
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#8
19.10.2025, 11:32  ✶  
Lazarus odprężył się nieco, widząc, że rozmowa raczej nie jest spowodowana jakimiś jego uchybieniami, a tylko potrzebą doprecyzowania pewnych spraw. Nie miał najmniejszego zamiaru wyliczać kierownikowi czasu pracy ani dziwić się jego systemowi, tym bardziej, że póki co od początku ich współpracy, tamten z uporem spędzał długie godziny za swoim biurkiem, choć niekoniecznie poświęcając się sprawom ściśle związanym z działaniem OMSHM.
Nie trzeba było być politykiem, by rozumieć, że prawdziwe decyzje często nie zapadają podczas formalnych negocjacji, a zakulisowo. Wymiana listów, półprywatne znajomości, wieczorne degustacje miejscowych specjałów, dawne zatargi, osobiste sympatie i antypatie. Podobnie było w sferach naukowych. Lovegood sam nie był wolny od korzystania z tego systemu, choć, jako introwertykowi, nie zawsze przychodziło mu to odruchowo.

Całe moje funkcjonowanie jest działaniem na rzecz Departamentu.
Anthony mógł naprawdę tak myśleć albo tylko używać tego zdania jako zgrabnej wymówki, a Lazarus zdał sobie nagle sprawę, że to akurat nie musi mieć żadnego znaczenia, przynajmniej dla niego.
- To zrozumiałe. Jestem gotów uczestniczyć także i w tych mniej… tradycyjnych działaniach, jeżeli tylko uzna pan to za stosowne - zadeklarował.

Podążył za wzrokiem Shafiqa, ku segregatorom. Czy zawierały dokumentację Little Hangleton? Pomyślał o sytuacji sprzed tygodnia. O uszkodzonym smoczym posążku. O pokojach Edith. O drugim klątwołamaczu zabranym na tamte oględziny, mimo jego własnego  doświadczenia i umiejętności. Jeżeli właśnie ustalali zasady współpracy, to może to był dobry moment na poruszenie tej kwestii.
- Jednakże jeżeli mam pełnić przewidzianą dla mnie rolę w pełnym i adekwatnym zakresie, to zaufanie wydaje się niezbędnym komponentem. Mam świadomość, że to odważna prośba w świetle tego, jak niedawno dołączyłem do zespołu biura, ale bez pełnych informacji trudno mi będzie podejmować optymalne działania. Trudno dochować tajemnicy bez wiedzy, że coś jest tajemnicą - nie bardzo wiedział, czy powinien się uśmiechnąć, czy zachować powagę, więc wypowiedź wyszła całkiem bez wyrazu. Przeklęta sytuacja z posążkiem prześladowała go tamtej nocy. Dobrze, że jej świadkiem był tylko młody Jasper.
Wciąż jeszcze pozostawała kwestia niedawnych plotek o rzekomych planach odejścia Shafiqa, ale to postanowił na razie odłożyć.

- Na podstawie spływających do nas w zeszłym tygodniu kondolencji, zebrałem dość bogatą listę kontaktów panny Velaris i przy okazji podziękowań, poinformowałem ich o mojej nowej roli - kiwnął głową - Choć zastanawiam się, na ile powszechnie moje pojawienie się na jej miejscu jest odbierane jako… żerowanie na jej tragedii - nie przyszłoby mu to do głowy, gdyby nie komentarz jego poprzedniego kierownika, z Biura Celnego. “Szybko się pan zakręcił, Lovegood!”, powiedział, nie kryjąc drwiny w głosie. Lazarus wzruszył wtedy tylko ramionami. Zmiana kadrowa nie miała nic wspólnego z pamięcią Lisy. Skoro jednak jeden człowiek tego nie rozumiał, inni również mogli. Nie, żeby to miało jakikolwiek wpływ na Lazarusa.

- Lubię prace redakcyjne. Z chęcią poświęcę im czas. Jeżeli chodzi o szeroko zakrojoną naukę oklumencji… należy rozważyć jej działanie w dwie strony. Przydatna u sojuszników, ale niepożądana u wrogów - pozyskiwanie informacji od podejrzanych i oskarżonych z użyciem legilimencji było co prawda na granicy prawa, jeżeli nie całkowicie zakazane, ale w razie potrzeby zawsze pozostawiało opcją. Tym bardziej dostępną, im mniej było oklumentów w szeregach przesłuchiwanych. Klątwołamacz zdawał sobie sprawę ze wszystkich wątpliwości natury moralnej i zagrożeń. Do dziś pamiętał, jak odsłonięty się czuł, gdy ktoś wciskał się w jego umysł i wywlekał na wierzch wspomnienia. Ale jednocześnie nie mógł takiemu rozwiązaniu odmówić obiektywnych korzyści. Szybkie. Efektywne. Prawda nieskażona próbami jej złagodzenia, ukrycia czegoś, pominięcia detali. Desperackie metody, na desperackie czasy, możnaby rzec.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#9
21.10.2025, 10:04  ✶  
Odpowiedź Lazarusa z kolei uspokoiła Anthony'ego, który już mentalnie zaczął się szykować na poszukiwania drugiego asystenta, którego działania obejmowałyby wszystko, tylko nie biuro. Osobiście wolał by było to złożone w jednych rękach, choć oczywiście dywersyfikacja zadań miała swoje niewątpliwe plusy. Łatwiej jednak jeśli asystent przypominał przedłużenie jego działań i woli, tam gdzie nie starczało czasu lub - gdy ktoś o jego statusie i roli nie powinien w ogóle się pojawiać.

- Dobrze. Ustalmy, że gdy tylko uzna pan, że czegoś potrzebuje, lub że zadań jest za dużo, to da mi znać. Osobiście, tak abyśmy mogli w rozmowie ustalić możliwe rozwiązania. - Pusta kartka pozostawała pusta, ale Anthony miał mentalnie tam zapisaną cała listę spraw i niewątpliwie przyjemność sprawiło mu odhaczenie kolejnego punktu jako zrobionego.

- Zaufanie, tak. Oczywiście. To bardzo drogocenna waluta nie da się ukryć. Trudno jednak zmusić brzoskwinię by urosła szybciej niż jest w stanie. Proszę się jednak nie martwić, sądzę, że oboje zapewniamy jej idealne warunki tego wzrostu. - Byłby bardzo szczęsliwy móc zaufać Lovegoodowi z wejścia tak jak ufał pannie Velaris. Ją jednak znał i to bardzo dobrze. I to z wzajemnością nosili w sercach swoje sekrety. Ona miała wobec niego dług niemożliwy do spłaty i to czyniło ich więź jeszcze lepszą. Trudno było mu przejść na bardziej zawodową stopę, tak samo jak trudno było mu oszacować i wyważyć jak realnie prezentował się zakres obowiązków Lovegooda.

Wiadomym było jednak, że już niedługo przestanie istnieć coś takiego jak "wolne popołudnie". Tu praca redaktorska, tu załatwianie sprawunków, zdobywanie informacji wieczorami poświęconymi na dbanie o relacje urzędnicze niższego szczebla. Anthony w gładkich słowach nie prosił o nadgodziny. On oczekiwał całego życia.

Na plotki i wzmianki o żerowaniu tylko prychnął, lekceważąco odganiając dłonią w powietrzu te insynuacje.
- Żałosne i niskie, oczywistym było, że po śmierci pracowników należy uzupełnić braki kadrowe, a akurat pańskie obecne stanowisko jest jednym z podstawowych do funkcjonowania biura. Cóż, miałem w sumie pytać jak układy z obecnym zarządzającym Urzędem Celnym. Czy ma pan wewnątrz kogoś zaufanego, kto mógłby ocenić jaki jest realny stan magazynowy i może co ważniejsze - stan dokumentacji po Spalonej? Raporty oczywiście zapewniają nas o nienagannym porządku, jak zawsze odkąd pracuje w tym biurze... Zależy mi na ocenieniu, przestrzeni magazynowej jako niewystarczającej do przyjęcia całego ładunku z Kambodży i znalezieniu innego miejsca najlepiej poza Londynem. - Wyciągnięcie części surowców poza oficjalny obieg byłoby zdecydowanie łatwiejsze w prowizorycznym miejscu składowania, a leki obecnie jako towar deficytowy kupowały lojalność lepiej niż złoto.

- Podzielałem pana opinię bardzo długo, obecnie jednak dochodzę do wniosku, że lepiej mieć zabezpieczone umysłu sojuszników, niż obawę, albo gorzej - tłumaczenia zdrajców - że ich działania podyktowane są wprost z podręczników magii zauroczeń. Finalnie też mugole pokazali nam dobitnie podczas ostatniej wojny światowej, że magia nie musi być kluczowym elementem kluczowego przesłuchania. - westchnął ciężko, zbytnio przypominalo mu to rozmowe samego ze sobą, gdy w ogóle zastanawiał się nad podjęciem tematu.
broken one
wiek
36
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz, urzędnik - OMSHM, Ministerstwo Magii
Chudy jak wypłata i długi jak miesiąc (187cm). Eteryczna uroda Lovegoodów rozwodniona mugolską pospolitością. Rude włosy domagające się fryzjera, broda domagająca się brzytwy, której starym zwyczajem nie posiada w domu. Jasnozielone oczy. Ubrany zwykle w proste szaty, czarne, lub w stonowanych barwach, skrojone tak, by nie krępowały ruchów.

Lazarus Lovegood
#10
22.10.2025, 10:55  ✶  
- Będę informował na bieżąco o trudnościach - zapewnił Lazarus. Nie obawiał się natłoku pracy - potrafił dobrze zorganizować swój czas, a nieobciążony obowiązkami rodzinnymi lub nadmiarem relacji towarzyskich, mógł poświęcić go pracy całkiem dużo.

Dłuższą chwilę zastanawiał się nad pytaniem o zaufane znajomości w Urzędzie Celnym, gładząc rudą brodę palcami. Na przychylność kierownika raczej nie było co liczyć, nie po tak nagłym odejściu i to do oddziału, z którym, jak to zwykle bywało w przypadku jednostek o zazębiających się zadaniach, Celny pozostawał w dość… napiętych stosunkach. Wbrew pozorom, miał tam jednak kolegów. Czy byli wystarczająco zaufani? Może lepiej byłoby nie zdawać się na kogoś trzeciego…

- O jakiej ilości mówimy… i co właściwie chcemy docelowo zrobić z tymi lekami? - zapytał obojętnie, lecz wpatrując się uważnie w Anthony’ego. Środki pierwszej potrzeby w dobie kryzysu to zawsze był grząski temat. Lovegood wolałby, żeby nie chodziło o jakieś spekulacje i przyziemne dorabianie się na cudzej krzywdzie, zwłaszcza, kiedy klątwa w jego własnym mieszkaniu wciąż opierała się próbom usunięcia, a Ceolsige przynosiła ponure wieści z Nokturnu.
Słowa, które przed chwilą wypowiedział jego kierownik, nie przebrzmiały jeszcze w powietrzu, a już okazywały się prawdziwe, choć w dość przewrotny sposób. Trudno zmusić brzoskwinię, by urosła szybciej, niż jest w stanie. Zaufanie działało w dwie strony. Tym niemniej, w jego głowie powstawał już plan.

W kwestii oklumencji natomiast… cóż, każda opcja miała swoje wady i zalety. Lazarus nie uważał, żeby któraś była obiektywnie lepsza. Nie potrzebował również szczególnego przekonywania. Pokiwał głową, akceptując argumenty Anthony’ego. 
- Wraz z powszechną nauką oklumencji nastąpi nieunikniony wzrost liczby legilimentów - zauważył - zarówno, by uczyć, jak i by przełamywać bariery. Obawiam się również, że program nauczania w Hogwarcie jest dość skostniały, jak na wprowadzenie tych zagadnień. Zakładam, że istnieje jakiś plan na tę okoliczność?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (3603), Lazarus Lovegood (3098)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa