Jak wiadomo po ślubie trzeba było się zająć rzeczami, które mogły wydawać się mało istotne, jednak wypadało, by w świetle prawa wszystko również zostało załatwione tak jak Morgana przykazała. Błogosławieństwo Matki samo w sobie nie wystarczało, musieli załatwić tę mniej przyjemną część związaną z całą papierologią, jak chociażby zmiana nazwiska. Po ceremonii wypadało zająć się takimi sprawami. Nie, żeby Yaxleyówna przepadała za podobnymi sytuacjami.
Ministerstwo nie było miejscem, w którym czuła się dobrze, nie znosiła tutaj przebywać, miała wrażenie, że w jego murach się dusi, może nie było to tak ogromne uprzedzanie, jak to związane ze szpitalami, ale nie dało się udawać, że nie istnieje. Nie odnajdywała się między tymi wszystkimi wymuskanymi urzędnikami, którzy w jej oczach mieli kije bardzo głęboko w tyłku. Nie miała jednak żadnego wyboru, musieli to załatwić, im szybciej - tym lepiej, skoro więc udało im się wydostać ze Snowdonii to warto było mieć to z głowy.
Znalazła się tutaj, a jakżeby inaczej w towarzystwie swojego małżonka, całe szczęście, bo gdyby miała to załatwić sama... cóż. Byłaby szansa, że uciekłaby gdzieś w pizdu i przełożyła to na inny termin.
Tuptali więc razem, na odpowiednie piętro, by znaleźć ten wyjątkowy gabinet, w którym mieli załatwić wszystkie pilne sprawy. Nie było to wcale takie proste dla kogoś, kto nie bywał tu często - miała przy sobie jednak Ambroise'a który był w tym dużo bardziej rozgarnięty od niej. Dobrze, że uzupełniali się we wszystkim, dzięki temu ich wspólne życie miało być zdecydowanie prostsze.