20.10.2025, 12:28 ✶
Zakątek
Jakbyś zobaczyła coś dziwnego na ścianach, na przykład świetliste runy, to daj mi znać – uprzedziła Brenna, kiedy teleportowały się bezpośrednio za drzwi kamienicy. Może i Dora teraz miała zupełnie nową twarz, ponownie odmienioną magią, ale mimo to Brenna jakoś lepiej się czuła, gdy unikały niepotrzebnego pokazywania się… gdziekolwiek. Przynajmniej na razie.
Kamienica nie była zrujnowana, ale nie była też w pełni wyremontowana. Dwupiętrowy budynek kiedyś przeznaczony był na wynajem, na każdym piętrze znajdowały się więc osobne mieszkania i na razie do stanu pełnej używalności doprowadzono dwa niewielkie na pierwszym piętrze. Do jednego Brenna jeszcze w sierpniu przeniosła część swoich rzeczy, nieświadomie chroniąc w ten sposób fragment dobytku przez zniszczeniem. W teorii w tym lokalu i w tym po przeciwnej stronie schodów, wyremontowanym do końca na początku września, na piętrze dało się zamieszkać.
W praktyce Brenna się na to nie odważyła i ilekroć pojawiała się w kamienicy, czuła się niepewnie. Pamiętała przedziwną przygodę tamtego ranka, gdy uderzyła głową o lustro, i spotkała… Vincenta z innego wymiaru? Co gorsza runa, która pojawiła się w budynku po Spalonej Nocy, wciąż płonęła na ścianie, przemieszczając się, ilekroć Brenna próbowała komuś ją pokazać. Teraz też, kiedy Brenna weszła do pomieszczenia w jednym z lokali najmniej wyremontowanych, gdzie ostało się głównie parę starych krzeseł i stół, nie dostrzegła rozjarzonego znaku na suficie. A był tu jeszcze dwa dni temu, mogłaby przysiąc…
Tego wieczora, po kolacji, nie pojawiła się tutaj, żeby sprzątać, a ze względu na instrukcje uzyskane od Thomasa, znającego się na runach i klątwach, i od Nory. Podobno Mabon mogło pomóc, tak? Nie zaszkodziło spróbować. Przejrzała więc notatki, które Thomas zostawił dla niej w Stawie, zajrzała do wskazanej przez niego książki i cóż… zabrały się za robotę. Chociaż… może jednak trochę miały posprzątać, bo Brenna wręczyła Dorze miotłę, taką z brzozowych witek, instruując, żeby zamiatała od siebie, i skupiała się na intencji, czyli wymiataniu negatywnej energii. Była trochę sceptyczna wobec tego symbolicznego rytuału, ale nie zaszkodziło spróbować. Nie odważyła się okadzać wnętrz szałwią, co było zalecane, ale zadowoliła się zamiast tego dopuszczalną ponoć alternatywą, czyli obsypaniem tu i ówdzie pozostawiając sól. Ponoć też oczyszczającą.
– Jeśli to nie zadziała, będę musiała jak nic ściągnąć tu Sebastiana – wymamrotała, bo nie próbowała jeszcze z egzorcystą. Ułożyła na stole w pomieszczeniu, w którym ostatnio widziała runę, poza solą i kwarc (czemu kwarc? Nie miała zielonego pojęcia, tak było w notatkach…), a potem wrzuciła do miseczki z wodą mieszankę ziół. Ponoć oczyszczających. Przydałaby się jeszcze świeca, i ta nawet stała na stole, Brenna jakoś nie miała jednak odwagi jej zapalić: niby wspomnienia zawalonego budynku ulotniły się z jej głowy, przetrwały tylko pod postacią starannie sporządzonych notatek, ale… wciąż trochę się martwiła, czy to na pewno zadziałało. Po tym, co zrobiła w gabinecie Philippy, była bardzo niepewna swego: do tego stopnia, ze poprosiła nawet o przełożenie paru dyżurów.
A potem odmówiła modlitwę. Raz, drugi i trzeci, tak na wszelki wypadek…
!Trauma Ognia
Jakbyś zobaczyła coś dziwnego na ścianach, na przykład świetliste runy, to daj mi znać – uprzedziła Brenna, kiedy teleportowały się bezpośrednio za drzwi kamienicy. Może i Dora teraz miała zupełnie nową twarz, ponownie odmienioną magią, ale mimo to Brenna jakoś lepiej się czuła, gdy unikały niepotrzebnego pokazywania się… gdziekolwiek. Przynajmniej na razie.
Kamienica nie była zrujnowana, ale nie była też w pełni wyremontowana. Dwupiętrowy budynek kiedyś przeznaczony był na wynajem, na każdym piętrze znajdowały się więc osobne mieszkania i na razie do stanu pełnej używalności doprowadzono dwa niewielkie na pierwszym piętrze. Do jednego Brenna jeszcze w sierpniu przeniosła część swoich rzeczy, nieświadomie chroniąc w ten sposób fragment dobytku przez zniszczeniem. W teorii w tym lokalu i w tym po przeciwnej stronie schodów, wyremontowanym do końca na początku września, na piętrze dało się zamieszkać.
W praktyce Brenna się na to nie odważyła i ilekroć pojawiała się w kamienicy, czuła się niepewnie. Pamiętała przedziwną przygodę tamtego ranka, gdy uderzyła głową o lustro, i spotkała… Vincenta z innego wymiaru? Co gorsza runa, która pojawiła się w budynku po Spalonej Nocy, wciąż płonęła na ścianie, przemieszczając się, ilekroć Brenna próbowała komuś ją pokazać. Teraz też, kiedy Brenna weszła do pomieszczenia w jednym z lokali najmniej wyremontowanych, gdzie ostało się głównie parę starych krzeseł i stół, nie dostrzegła rozjarzonego znaku na suficie. A był tu jeszcze dwa dni temu, mogłaby przysiąc…
Tego wieczora, po kolacji, nie pojawiła się tutaj, żeby sprzątać, a ze względu na instrukcje uzyskane od Thomasa, znającego się na runach i klątwach, i od Nory. Podobno Mabon mogło pomóc, tak? Nie zaszkodziło spróbować. Przejrzała więc notatki, które Thomas zostawił dla niej w Stawie, zajrzała do wskazanej przez niego książki i cóż… zabrały się za robotę. Chociaż… może jednak trochę miały posprzątać, bo Brenna wręczyła Dorze miotłę, taką z brzozowych witek, instruując, żeby zamiatała od siebie, i skupiała się na intencji, czyli wymiataniu negatywnej energii. Była trochę sceptyczna wobec tego symbolicznego rytuału, ale nie zaszkodziło spróbować. Nie odważyła się okadzać wnętrz szałwią, co było zalecane, ale zadowoliła się zamiast tego dopuszczalną ponoć alternatywą, czyli obsypaniem tu i ówdzie pozostawiając sól. Ponoć też oczyszczającą.
– Jeśli to nie zadziała, będę musiała jak nic ściągnąć tu Sebastiana – wymamrotała, bo nie próbowała jeszcze z egzorcystą. Ułożyła na stole w pomieszczeniu, w którym ostatnio widziała runę, poza solą i kwarc (czemu kwarc? Nie miała zielonego pojęcia, tak było w notatkach…), a potem wrzuciła do miseczki z wodą mieszankę ziół. Ponoć oczyszczających. Przydałaby się jeszcze świeca, i ta nawet stała na stole, Brenna jakoś nie miała jednak odwagi jej zapalić: niby wspomnienia zawalonego budynku ulotniły się z jej głowy, przetrwały tylko pod postacią starannie sporządzonych notatek, ale… wciąż trochę się martwiła, czy to na pewno zadziałało. Po tym, co zrobiła w gabinecie Philippy, była bardzo niepewna swego: do tego stopnia, ze poprosiła nawet o przełożenie paru dyżurów.
A potem odmówiła modlitwę. Raz, drugi i trzeci, tak na wszelki wypadek…
!Trauma Ognia
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.