• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[03.1959] Your heart Is a haunted house | Aloysius, Prudence

[03.1959] Your heart Is a haunted house | Aloysius, Prudence
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
25.10.2025, 18:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2026, 17:57 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Prudence Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic I


Słońce chyliło się ku zachodowi, rozlewając po błoniach ohydne, pomarańczowe światło. Wiatr zrywał się z doliny i targał mi włosy, a niebo, nienaturalnie jasne i złociste, jak na tę porę roku, drażniło mnie jeszcze bardziej. Błonia były prawie puste, poza paroma spóźnionymi pierwszoroczniakami, którzy próbowali udawać, że znają układ zamku na pamięć, i że wcale się nie pogubili w drodze do wielkiej sali.
Byłem wściekły, nie na drużynę, nie na siebie, nawet nie na to, że tłuczek o mało co nie roztrzaskał mi barku - to wszystko było niczym w porównaniu z tym, co nosiłem w kieszeni. List, pierdolony list. Zgniotłem go już trzy razy, rozdarłem, a i tak wracał, w myślach, w oczach, w tym, jak zaciskałem zęby, przegryzając sobie wnętrze policzka do krwi. Każde jedno słowo zostało w mojej głowie, wypalone w pamięci jak klątwa, której nie dało się cofnąć. Nie mogłem wyrzucić tego z głowy, każda litera brzmiała jak kpina. Nie powinno mnie to ruszyć, przecież to był tylko papier, ale wiedziałem, że każde zdanie miało trafić dokładnie tam, gdzie zaboli najbardziej - i trafiło.
Warknąłem pod nosem i cisnąłem miotłą o mur, drewno uderzyło z głuchym trzaskiem, rozpryskując dookoła ziemię, trochę błota i trawy, nie obchodziło mnie, czy się połamała. Zsunąłem rękawicę, dłoń drżała, ale nie ze zmęczenia - to było coś gorszego, takie napięcie, które nie miało ujścia, kiedyś bym to rozładował w locie, teraz nawet to nie pomagało. Wyciągnąłem paczkę fajek z kieszeni płaszcza, pogiętą, w połowie pustą, palce miałem sztywne, zmarznięte, jakby wszystko we mnie od środka zamarzło. Schowałem się za tym samym murkiem, o który uderzyłem miotłą, tam gdzie wiatr nie wdzierał się z każdej strony. Wsadziłem szluga do ust, między zęby, zapaliłem, osłaniając płomień dłonią przed wiatrem, zaciągnąłem się głęboko, a potem oparłem się o kamień, czując chłód pod dłonią. Przez moment było cicho, tylko świst i szelest falujących traw. Przymknąłem oczy, wypuściłem powietrze i przez chwilę udawałem, że nic mnie nie rusza - że list, jego słowa, to wszystko, co w nim było, nie miało znaczenia, ale miało. O wiele za duże.
- Pierdolony cyrk. - Mruknąłem pod nosem, po czym zaciągnąłem się jeszcze raz. Wypuściłem dym, który zniknął w wieczornym powietrzu tak samo, jak ja próbowałem zniknąć w tym miejscu - nieskutecznie. Biało-szara chmura zdawała się ze mnie drwić, nie chcąc rozwiać się na wietrze.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#2
25.10.2025, 21:51  ✶  

Nie był to jej najgorszy dzień. Być może była nieco zmęczona, ale było to raczej pozytywnym uczuciem. Dużo dzisiaj zrobiła, przygotowała sobie notatki na najbliższe tygodnie. Ostatnio sporo czasu poświęcała na naukę, zależało jej na tym aby zdać owutemy jak najlepiej, bo chciała dostać się na staż w Mungu, jak jej ojciec, a żeby to zrobić musiała osiągnąć wybitne wyniki podczas egzaminów. Nie, żeby w ogóle zakładała, że mogło jej się to nie udać, jednak przezorność ułatwiała sprawę. Miała drobną przewagę nad resztą kandydatów, jej mózg działał inaczej niż większość, potrafiła zapamiętać wszystko, jednak nie mogła pozwolić swoim myślom za bardzo błądzić - jedynie to mogło okazać się jej zgubą.

Świeże powietrze sprzyjało przyswajaniu wiedzy, właśnie dlatego znalazła się dzisiaj na błoniach, do tego nie musiała się przejmować, że spotka kogoś, na kogo nie miała ochoty patrzeć, bo zaszyła się daleko od ludzi, by nie doprowadzić do sytuacji, których wolałaby uniknąć. Musiała skupić się na sobie, swoim celu, co nie było takie trudne, wiedziała, że nikt inny o nią nie zadba, mogła liczyć tylko na siebie. To znaczy oczywiście miała wsparcie w rodzicach, które bardzo sobie ceniła, przez co poniekąd też nie chciała ich zawieść. Musiała wszystkim pokazać, że faktycznie potrafi osiągnąć to, na czym jej zależy. Tak właściwie to dość szybko dotarło do niej, czym chciała zajmować się w dorosłym życiu i robiła wszystko, co mogła, aby osiągnąć ten cel.

Jako, że słońce zaczęło powoli znikać za horyzontem postanowiła spakować swoje książki, notatki i udać się stronę zamku. Wolała nie włóczyć się po nocach, żeby nie wzbudzać wokół siebie niepotrzebnych kontrowersji. Nie bała się tego, co kryło się w ciemności, ale uważała, że opinia ułożonej prefektki była jej przewagą. Nikt nie zdawał sobie sprawy z jej zainteresowań i tego, czym zajmowała się w swoim wolnym czasie, na własną rękę szukała informacji o nekromancji, bo przecież mogła jej się ona przydać do leczenia ludzi. Była to dziedzina magii, której czarodzieje się bali, ale nie ona, wiedziała, że nie jest jedną z osób, które pozwoliłby by coś ich pochłonęło, potrafiła stawiać granice.

Coś zwróciło jej uwagę, jakieś zamieszanie, ktoś bił się z murem? Nie widziała tego z takiej odległości. Westchnęła jednak ciężko, bo naprawdę liczyła na to, że ten dzień zakończy się bez żadnych kontrowersji, jako prefekt naczelny nie mogła jednak udawać, że tego nie zauważyła. Musiała zainteresować się sprawą.

Poprawiła sobie torbę na ramieniu i ruszyła w stronę w której zauważyła zamieszanie. Oby to był jakiś pierwszak, który nie radził sobie z emocjami, to byłaby całkiem szybka interwencja. Zmierzała przed siebie całkiem szybkim krokiem, musiała przecież sprawdzić co się dzieje. Kiedy dostrzegła chmurę dymu przestała mieć nadzieję - pierwszaki nie sięgały po papierosy. Zatrzymała się na moment przed murkiem, przybrała swój zwyczajowy, bardzo neutralny wyraz twarzy - jako prefekt nie mogła sobie pozwolić na okazywanie emocji, po czym zajrzała w głąb. Starała się nie okazywać, jak bardzo nie odpowiadało jej to, kogo tam zobaczyła. - Zaiste, pierdolony cyrk. - Powtórzyła jeszcze za nim.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
25.10.2025, 22:11  ✶  
Dym jeszcze unosił się w powietrzu, kiedy usłyszałem kroki, nie były to lekkie, chaotyczne tupnięcia jakiegoś pierwszaka, ten rytm był zbyt pewny, zbyt kontrolowany. Nie potrzebowałem patrzeć, żeby wiedzieć, kto to. Zaciągnąłem się jeszcze raz, zanim jej sylwetka pojawiła się zza muru, Prudence Bletchley miała ten szczególny dar wchodzenia tam, gdzie nikt jej nie prosił, zawsze w najgorszym możliwym momencie. Jej głos zabrzmiał jak pęknięcie lodu na jeziorze. „Zaiste, pierdolony cyrk.” Nie wiem, co bardziej mnie rozśmieszyło - to, że powtórzyła moje słowa, czy to, jak usilnie próbowała zachować ten swój nienaganny ton prefektki, jakby trzymała w ryzach cały świat.
- Spodziewałem się raczej jakiegoś smarkacza, a tu proszę, popatrz, prefekt zstąpił między grzeszników. - Mruknąłem, nie odrywając wzroku od linii horyzontu. - Brakowało mi moralnego autorytetu. - Zwróciłem na nią wzrok, przelotnie, lecz wystarczająco długo, żeby zobaczyć, że zacisnęła usta. - Martwiłem się, że nikt nie doceni mojego przedstawienia. - Rzuciłem niedopałek, przydeptałem go butem i sięgnąłem po kolejnego papierosa, chociaż dobrze wiedziałem, że to przesada, ale każdy powód, by irytować ją bez słów, był dobry. Oparłem się jeszcze wygodniej o murek, przeniosłem wzrok na Prue i parsknąłem pod nosem.
- Co, przyszłaś mnie zgasić jak peta? - spytałem cicho, bez podniesienia głosu. - Bo jeśli tak, to lepiej się pospiesz, zanim naprawdę się rozpalę. - Przyjrzałem się jej uważniej, wciąż z tą obojętną miną, która była tylko połówką prawdy. Palce same znalazły drogę do kieszeni, zmięty list wciąż tam był, przypominał o sobie jak babrająca się rana.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#4
25.10.2025, 22:39  ✶  

- Widzę tu tylko samego diabła. - Nie było z nim jego przyjaciół, tej całej gromady ludzi, którymi zwyczajowo się otaczał. To ją zastanowiło, ale póki co wolała się na tym nie skupiać. Tak, czy siak przyłapała go na czymś, za co powinien ponieść konsekwencje. Oczywiście, że nie zamierzała mu tego odpuścić. Gdyby to był ktoś inny, zapewne byłaby w stanie przymknąć oko na to, co robił, ale chodziło o Rookwooda - w tym przypadku nie miała ani grama litości. Za bardzo zalazł jej za skórę.

- Zawsze potrzebujesz publiki, co? Wszystko co robisz jest na pokaz. - Nie mogła powstrzymać się od komentarza,  jej twarz jednak nie zdradzała zdenerwowania, jeszcze nie, póki co nie udało mu się wyprowadzić jej z równowagi, ale wiedziała, że na pewno spróbuje to zrobić, zawsze to robił, jakby czerpał z jej irytacji satysfakcję. Dobrze, że miała całkiem przyjemny dzień, nawet on nie mógł go jej popsuć, oby faktycznie tak było.

Obserwowała go, kiedy gasił butem fajkę, po chwili jednak sięgnął po następną, nic sobie nie robił z jej obecności, znowu ją lekceważył, spowodowało to, że na moment zmrużyła wzrok. Wiedziała, że to spotkanie nie przebiegnie zbyt przyjemnie, nie mogła ignorować takiego zachowania, powinna doprowadzić go do porządku, szkoda tylko, że miał w dupie to, co miała mu do powiedzenia.

- Przyszłam sprawdzić, który pierwszak nie radzi sobie z emocjami. - To było głównym powodem przez który się tutaj znalazła. Miała wrażenie, że ktoś próbuje walczyć z murkiem, była nawet skłonna mu pomóc, tyle, że okazało się, że to wcale nie był pierwszak, a ktoś kogo uważała za swój wrzód na tyłku. Nie miała zamiaru pytać go, co mu się stało, bez powodu przecież nie zachowywałby się w ten sposób, ale to nie był jej problem, za to mogła mu przypomnieć o tym, że w Hogwarcie nie powinien jarać.

- Nie zamierzam się nigdzie spieszyć, Rookwood. Pokaż jak płoniesz. - Sprowokował ją, nie sądziła jednak, żeby miał jej pokazać coś, czego wcześniej nie widziała.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#5
25.10.2025, 23:27  ✶  
Wypuściłem dym powoli, obserwując jak rozpraszał się w powietrzu. Jej ton był chłodny, kontrolowany, ale w oczach tlił się ogień, ten sam, który widziałem już nieraz - zawsze wtedy, gdy próbowała zachować pozory spokoju. Powtórzyłem w myślach jej słowa, czując, jak kąciki ust same mi się unoszą - miała rację, w pewnym sensie. To określenie padło z jej ust tak spokojnie, że aż zabolało, tego dnia nie potrzebowałem tego słyszeć, zresztą, przynajmniej ktoś w końcu powiedział to wprost. Uśmiechnąłem się pod nosem, nie dlatego, że to było zabawne, po prostu brzmiało tak, jakby naprawdę w to wierzyła - i doskonale, to mi wiele ułatwiało. Moje palce drżały minimalnie, wciąż od tego przeklętego listu, ale skryłem to, ruchem dłoni, przykładając papierosa z powrotem do ust. Zaciągnąłem się powoli, wypuszczając dym tak, żeby przeleciał tuż przed nią. W tym geście było coś celowego - to była demonstracja.
- Och, zapewniam cię, kochanie, gdybym potrzebował publiki, nie wybrałbym ciebie. - To jedno słowo, „kochanie”, wypowiedziałem z takim spokojem, że sam nie byłem pewien, czy to była prowokacja, czy odruch. Chyba jedno i drugie.
Dlaczego akurat ona? Może dlatego, że nigdy nie kupiła mojego przedstawienia. Nie śmiała się z tych samych żartów co reszta. Nie dawała się zaczarować, więc musiałem ją prowokować, a im bardziej się sprzeciwiała, tym bardziej chciałem zobaczyć, jak traci kontrolę.
Spojrzałem na nią kątem oka, gdy wypowiadała to o pierwszaku. No, proszę. Oczywiście, że przyszła z obowiązku, nigdy z ciekawości, nigdy z troski, zawsze dla zasady. Dla zasad, które trzymała jak tarczę, żeby nikt nie zobaczył, że też potrafiła się pogubić.
- Szkoda, że to tylko ja. - Nie powinienem był tak tego ubierać w słowa, zapewne, ale w tym momencie przestało mnie to obchodzić. Chciałem coś powiedzieć, coś ostrego, ale w głowie znów odbiły się tamte słowa z listu, te, których nie mogłem wyrzucić - wkurzało mnie to bardziej, niż cokolwiek innego.
- Uważaj, Prudy. - Powiedziałem cicho, niżej niż zwykle, głosem, który zabrzmiał prawie jak ostrzeżenie. - Niektóre płomienie lepiej oglądać z daleka. - Zaciągnąłem się jeszcze raz i odwróciłem wzrok, wypuszczając powoli dym w powietrze, nie chciałem, żeby zobaczyła, że coś mnie naprawdę ruszyło. Nie dziś. Nie ona.
Nie musiałem na nią patrzeć, by wiedzieć, jak bardzo chciała, żebym to skomentował inaczej, ale dziś nie miałem siły na żadne gry - nie po tym liście, nie po tym dniu.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#6
25.10.2025, 23:56  ✶  

Próbowała zebrać się w sobie, nie dać mu ponownie przejąć kontroli nad całą sytuacją. Nie było to łatwe, bo zdecydowanie potrafił wyprowadzać z równowagi, nie był to jednak dzień, w którym zamierzała mu na to pozwolić. Jeszcze chwila, a znajdzie się w dormitorium, będzie mogła zapomnieć o tym, że go spotkała. Nie mogła jednak zignorować tego, co widziała, a że już znalazła się przed nim to kontynuowała tę farsę. Wypuścił dym w jej kierunku, udała, że tego nie zauważyła, chociaż wiedziała, że na pewno będzie śmierdzieć zapachem tych fajek.

Powieka jej drgnęła kiedy nazwał ją kochaniem. Miała chęć zareagować, powiedzieć, żeby nie mówił do niej w ten sposób, jednak się przed tym powstrzymała. Wiedziała do czego zmierzał, wiedziała co chciał osiągnąć, starała się być więc oazą spokoju, jednak jak zawsze zdradzały ją oczy, z których można było odczytać jak okropnie się irytowała.

- Nie zawsze aktor może wybrać sobie publikę. - Nie bez powodu nazwała go aktorem, miała wrażenie, że przez większą część dnia nosił maskę, był pozerem, który starał się utrzymać swoją pozycję złotego chłopca, kiedy pod spodem kryło się zepsucie, nic więcej.

Nie wątpiła w to, że łatwo było pozwolić mu się zaczarować. Miał w sobie coś takiego, że chciało się słuchać słów padających z jego ust, czekało się na kolejne żarty, ale ona na to nie reagowała. Wiedziała, że to tylko gra, być może była uprzedzona, jednak nie brało się to z niczego. Tacy jak on mieli gdzieś ludzi jej pokroju, liczył się tylko status społeczny i ewentualne profity ze znajomości, gdy opuszczą Hogwart zapewne nigdy się już nie spotkają. Ktoś załatwi mu stołek na jakimś wysokim stanowisku, aby tatuś był z niego dumny. Nie musiał na nic zapracować, wszystko miał podsunięte pod nos, w przeciwieństwie do takich jak ona.

- Wielka szkoda, gdybym wiedziała, że to tylko Ty to nie marnowałabym swojego czasu na to, żeby tutaj podejść. - Raczej ominęłaby to miejsce szerokim łukiem, by nie doprowadzić do konfrontacji. Zazwyczaj sporo ją one kosztowały, mimo, że starała się udawać, że nie ruszają ją jego słowa, to jednak było zupełnie inaczej, działał jej na nerwy, nie potrafiła wyzbyć się tego, co do niej mówił ze swojej pamięci. Był to jeden z tych momentów, kiedy wolałaby, aby jej przypadłość nie wiązała się z bardzo dokładnym zapamiętywaniem.

Próbował ją wystraszyć? Być może. Nie zamierzała jednak okazywać strachu. - Nie ma takich płomieni, których nie dałoby się ugasić. - Najwyraźniej nie zamierzała jeszcze odwrócić się na pięcie i odejść, wręcz przeciwnie była gotowa na to, co miało nadejść, chciała zobaczyć na co go stać, skoro już próbował ją ostrzegać.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
26.10.2025, 00:30  ✶  
Uśmiechnąłem się pod nosem, może trochę za szeroko, trochę zbyt świadomie - trafiła. Wiedziałem, że to celne, ale nie zamierzałem jej dawać tej satysfakcji. Wiedziała, jak celować, zawsze wiedziała, ale jeśli sądziła, że może wbić szpilę i zostawić ją tam bez odpowiedzi, to źle trafiła.
- Czasem publika po prostu się narzuca. - Rzuciłem to sucho, ta rozmowa, jak wszystkie nasze, była grą słów, starciem, które zaczynało mnie kosztować więcej niż powinno. - Bo szczerze, jedyne, czego mi teraz brakowało do pełni tego cudownego dnia, to twoja moralna ocena mojego istnienia. - Słowa wypłynęły z moich ust niemal automatycznie, cicho, z tą samą swobodą, z jaką wcześniej wypuszczałem dym.
Zastanowiłem się przez ułamek sekundy, dlaczego to powiedziałem - nie miało zabrzmieć tak, nie miało zabrzmieć w ogóle.
Oparłem się plecami o mur, dłonią przesunąłem po karku, wciąż spiętym po treningu. Głowa dudniła mi od myśli, które wcale nie miały z nią nic wspólnego, a może właśnie miały, bo to jej pojawienie się sprawiło, że wszystko jeszcze bardziej mnie przytłoczyło. List, słowa, których nie mogłem się pozbyć. Złość, której nie potrafiłem rozładować. A teraz jeszcze ona - z tym tonem, swoją lodowatą manierą, która miała być tarczą, a mnie tylko kłuła w oczy. Wzrok uciekł mi gdzieś w bok, w stronę błoni, gdzie resztki zachodzącego słońca rozlewały się po murawie. Zaciągnąłem się głęboko, w powietrzu wciąż unosił się zapach wilgoci i dymu, coś między chłodem odchodzącej zimy a gniciem.
Uśmiechnąłem się, krzywo, z rozmysłem. W jej oczach był chłód, ten sam, którym próbowała zamaskować gniew. Przez moment miałem ochotę powiedzieć jej, że ta jej maska jest równie cienka, jak moja, ale po co? I tak by zaprzeczyła. Słuchałem dalej, jak wyrzucała ze siebie kolejne słowa, każde z nich odmierzone, wyważone, ale podszyte emocją, której nie chciała zdradzić. Kiedy powiedziała o tym, że nie marnowałaby czasu, uśmiechnąłem się szerzej, tym razem z przekąsem.
- Wiesz, Prudence… To zabawne, jak często ludzie powtarzają, że nie chcą marnować czasu, tuż po tym, jak już to zrobili. - Zaciągnąłem się głęboko, nie odrywając od niej wzroku, była blisko, za blisko, jak na kogoś, kto twierdził, że nie chciał tu być. - No, tak. Ty przecież tylko gasisz pożary, które wywołują inni, na tym polega twoja rola. Nie jesteś nawet statystką. - Strzepnąłem popiół z papierosa, nawet nie patrząc, czy wiatr nie zawieje go w jej stronę. Oczywiście, że zawiał - właśnie o to chodziło.
Wyciągnąłem nogi przed siebie, przesuwając podeszwą buta po kamieniu. Nie odwróciła wzroku, nie tym razem, to ją różniło od reszty. Każdy inny już dawno by się cofnął, zrezygnował, spuścił głowę, ona wciąż patrzyła, z tą swoją zaciętą miną, tym nieustępliwym spokojem, który był bardziej bronią niż cechą. Cisnąłem niedopałkiem w ziemię, tym razem celowo blisko jej buta.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#8
26.10.2025, 13:03  ✶  

Czasem udawało się jej trafić, może nawet częściej niż się jej mogło wydawać. Potrafiła analizować, chociaż bywało, że zawieszała się na moment w najmniej odpowiednim momencie, przez co nie za każdym razem udało jej się wyjść z odpowiednim komentarzem na czas. To jednak wcale nie oznaczało, że nie miała go pod ręką.

- Publika nie pojawiła się, kiedy nie ma czego oglądać. - Sam się o to prosił, zwrócił na siebie uwagę, to domagało się reakcji. Być może mogła udawać, że nie dostrzegła tego małego zamieszania, przejść obok zupełnie obojętnie, co jeśli jednak faktycznie znajdowałby się ktoś, kto potrzebował wsparcia?

Uniosła brew, kiedy usłyszała kolejne słowa padające z jego ust. Ktoś tutaj był w złym humorze, raczej nie dzielił się z nią podobnymi przemyśleniami. To mogło być odpowiedzią dlaczego wokół nie było żadnego z jego świty. Czyżby Rookwood jednak był człowiekiem, który też się czymś przejmował? Nie, to nie mogła być prawda.

- Cieszę się więc, że dzięki mnie Twój dzień stał się pełny. - Powinna odpuścić, jednak nie do końca potrafiła, jeśli chodziło o niego to bardzo często postępowała irracjonalnie, tylko po to, aby znowu mogli strzelać w siebie piorunami z oczu. W pewien sposób było to dla niej rozrywką, chociaż starała się tego nie pokazywać.

- Gdyby czegoś nie zrobili nie wiedzieliby, czy będzie wiązało się to ze zmarnowanym czasem, zawsze istnieje ryzyko. - Gdyby jednak później doszły do niej informacje, że coś się tutaj wydarzyło, a ona udawała, że nie widziała, że coś się dzieje, kiedy przechodziła obok miałaby do siebie wyrzuty sumienia. Starała się podchodzić do swojej roli odpowiedzialnie, nie bez powodu ktoś widział właśnie ją w tym miejscu, a nie lubiła zawodzić oczekiwań innych. Nawet jeśli przez to musiała działać wbrew sobie. Tak naprawdę najchętniej po prostu wtapiałaby się w mury Hogwartu i ignorowała wszystko, co działo się wokół, nie należała do osób, które lubiły się wychylać, czy wtrącać w nieswoje sprawy, przez to, że została prefktką musiała wyjść poza strefę własnego komfortu.

- Często Ci najmniej widoczni są niedoceniani przez publikę, to jednak nie umniejsza ich roli. - Kto miał wiedzieć bowiem wiedział o jej zaangażowaniu. - Nie każdy potrzebuje splendoru, Rooky. - Nie wszyscy musieli być gwiazdami, które inni podziwiali.

Popiół z fajki doleciał do jej twarzy, nie było to przyjemnym uczuciem, zwłaszcza, że miała wrażenie iż wpadł jej do oka. Przetarła je dłonią, próbując nieco złagodzić nieprzyjemne wrażenie. Rzucił jej peta przed buta, uniosła więc stopę i go zdeptała, nie ruszyła się jednak nadal ze swojego miejsca. Póki co nie zamierzała odejść, nie skończyli jeszcze tej rozmowy, chociaż próbował jej udowodnić, że nie jest tu mile widziana, czym innym były te ostentacyjne gesty? Nie tak łatwo jednak było się jej pozbyć.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#9
26.10.2025, 14:12  ✶  
Nie wiedziałem, kto był większym idiotą - ja, że dałem się w ogóle wciągnąć w ten dzień, czy ona, że tu przyszła. Miałem dosyć - dosyć ludzi, dosyć uśmiechów, dosyć udawania, i tego cholernego listu, który palił mi kieszeń, jakby w środku tlił się żywy ogień. Wolałem się skupić na dymie. Na gorącym popiele. Na niczym. Pewnie bym to zrobił, gdyby nie Bletchley. Nie zamierzała odpuścić. Właściwie mogłem się tego spodziewać, Prue była jak uparty duch - nie straszyła, w dosłownym tego słowa znaczeniu, tylko krążyła wokół, dopóki nie dopięła swego. Może dlatego Marta Warren tak ją lubiła - rozumiały się, te dwie nieustępliwe dusze, tyle że jedna miała ciało, żeby mi wejść w drogę. Patrzyłem, jak unosiła brew, mówiła te swoje mądre słowa, jakby każde z nich było wyważone, przemyślane, wszystko, co wychodziło z jej ust, miało udowodnić, że to ona panuje nad sytuacją. Kłopot w tym, że w jej oczach widać było coś innego - tę iskrę, której nie potrafiła zgasić, a o to właśnie chodziło.
- Publika nie pojawia się, kiedy nie ma czego oglądać, hmm? - Powtórzyłem, bardziej do siebie niż do niej. Nie zamierzałem tłumaczyć, dlaczego byłem sam. Przez chwilę tylko patrzyłem na nią, z tym półuśmiechem, który zwykle wystarczał, żeby ludzie przestali mówić, ale ona nie przestawała. Nigdy nie przestawała.
- Więc jednak przyznajesz - przyszłaś na przedstawienie. - Rzuciłem cicho, bardziej do siebie niż do niej, nie potrzebowałem odpowiedzi. Wypowiedziałem to, odhaczając kolejną pozycję z listy - rzuć kąśliwość, patrz, jak się spina - tak wyglądała nasza gra. Przechyliłem głowę, uśmiechnąłem się krzywo, bardziej do siebie niż do niej. - Cóż, najwyraźniej jestem bardziej interesujący, niż ci się wydaje. Niestety, nie będzie bisów. - Spojrzałem na miotłę, miałem ochotę kopnąć ją jeszcze raz, aż się złamie, aż rozpadnie się w tym samym miejscu, w którym ja się łamałem od miesięcy.
Prudy przeklęła mnie wzrokiem, jak zwykle, spojrzała na mnie jak na śmiecia, co mnie rozbawiło. Wiedziałem też, że nie potrafiła przejść obojętnie, kiedy coś było „niezgodne z regulaminem”. W jej świecie wszystko miało swoje miejsce, z całą swoją reputacją i nazwiskiem, byłem tym, co ten porządek psuło, jak plama na białym obrusie.
Zaciągnąłem się dymem, powoli, celowo, pozwalając, by uniósł się między nami, jak mgła. Wiedziałem, że ją drażnił, wiedziałem też, że nie odejdzie - była zbyt uparta, by odpuścić coś, co uznała za swoje zadanie. Wypuściłem dym w bok, tym razem nie w jej kierunku - nie dlatego, że nagle postanowiłem być uprzejmy. Zrobiłem to z czystej przekory, żeby nie mogła zarzucić mi, że prowokuję, po prostu przestało mnie bawić powtarzanie ruchów, których efekt był przewidywalny. A ja nie znosiłem przewidywalności, zresztą i tak wiedziałem, że czuła, jak bardzo ją testowałem.
- Niemniej przykro mi, że nie płaczę w kącie. Może powinnaś wrócić do swojej patrolowej rundki i poszukać kogoś, kto ci podziękuje. - Skrzywiłem się, zaciągnąłem znowu, tym razem krócej. Papieros był już prawie wypalony, ale mimo to nie chciałem go zgasić, nie chciałem zostać bez czegoś w rękach. A jednak wreszcie musiałem - trafił pod but Prudence. Nie sięgnąłem po następnego, choć paczka wciąż była w kieszeni. Zamiast tego oparłem się o mur, ręce wcisnąłem do kieszeni i spojrzałem na nią z góry.
- Niedocenieni, powiadasz… A może po prostu nudni, nieistniejący, bez polotu, bez żaru. Wygodni, niewidoczni. - wymieniłem powoli, z kpiną, pokręciłem głową. - Widzisz, problem z tymi, których nikt nie zauważa, polega na tym, że w końcu zaczynają wierzyć, że to cnota. - Zamrugałem, wciągając powietrze przez zęby. Nie powinienem był tego mówić, ale wyszło dobrze, lepiej było czuć cokolwiek niż ten paraliżujący wkurw. Wiedziałem, że trafi, chciałem, żeby trafiło, nawet jeśli w tej chwili nie chodziło o nią - tylko o mnie, o ten list, o cholerną rzeczywistość, od której próbowałem uciec, a która znalazła mnie nawet tutaj, na błoniach, w dymie i ciszy. Uśmiechnąłem się znowu - tym razem naprawdę brzydko, takim uśmiechem, którym przykrywa się krew sączącą się z wnętrza.
- Masz rację. Nie każdy potrzebuje splendoru. - Skrzywiłem się lekko. - Niektórzy po prostu zadowalają się tym, że inni w ogóle zauważą, że istnieją.
W jej oczach zobaczyłem tę błyskawicę - taką samą, która zawsze pojawiała się chwilę przed tym, jak straciła cierpliwość. Wypuściłem powietrze z nosem, co zabrzmiało prawie jak szyderczy śmiech. Tylko ona potrafiła wypowiedzieć moje nazwisko tonem, w którym mieszało się obrzydzenie i obowiązek. Wszyscy inni brzmieli, jakby chcieli coś dostać, ona - jakby chciała mnie udusić. Przez chwilę jeszcze wpatrywałem się w jej but, który przydeptał niedopałek.
- No, dalej, Prudy, powiedz to. - Podniosłem wzrok. - Że jestem żałosny, arogancki, że znowu łamię zasady. Zawsze to samo. - Wypowiedziałem te słowa spokojnie, z dziwną rezygnacją, która we mnie uderzyła dopiero, gdy je usłyszałem. Wiedziałem, że widziała we mnie pozera, może sam chciałem usłyszeć, że ktoś to zauważał - grającego chłopca z dobrego domu, który niczym się nie przejmuje. Tak, w dużej mierze miała rację, a jednak, to nie był dzień, w którym ta maska siedziała mi dobrze, była za ciasna. List, wciąż ciężki w kieszeni, przypominał, że pewnych rzeczy nie da się wyćwiczyć, nawet z najlepszym nauczycielem pozorów.
- Więc, kochanie? - Spojrzałem na nią, już z tym swoim wyuczonym półuśmiechem, który mówił „mam cię gdzieś”. - Skoro już postanowiłaś poświęcić mi swój czas, może zrobisz coś pożytecznego. Odnotuj - „Aloysius Rookwood, Gryffindor, palenie tytoniu na błoniach, brak skruchy”. Wiesz, koniecznie podkreśl to twoje ulubione słowo, „skrucha”. - Uśmiechnąłem się szerzej, tym razem naprawdę obrzydliwie. - Ale nie udawaj, że nie lubisz tego, jak brzmi moje nazwisko w twoich raporcikach.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#10
26.10.2025, 22:30  ✶  

Nie spodziewała się tego, że końcówka dnia okaże się być dla niej taka irytująca, jak wiadomo jednak nie można chwalić dnia przed zachodem słońca. Jak widać na załączonym obrazku, zawsze istniała możliwość, że coś pójdzie nie tak. Nie spodziewała się spotkać akurat jego, nie była na to przygotowana, być może też nieco straciła swoją czujność, bo była wyjątkowo zadowolona z tego, co udało jej się dzisiaj zrobić. Oczywiście, gdy dostrzegła kto był odpowiedzialny za zamieszanie, które zwróciło jej uwagę mina jej zrzedła, no i zaczęła wracać do swojego zwyczajowego zachowania, nie miała zamiaru pokazywać, że była dzisiaj w wyjątkowo dobrym nastroju, podejrzewała, że to również mogło zwrócić na nią niepotrzebną uwagę. Nie mogła pozwolić sobie na brak czujności, nie w jego obecności, na pewno by to wykorzystał. Dlatego też od razu zmieniła jej się postawa, twarz przybrała wyraz raczej obojętny, a w oczach pojawiły się iskry, była gotowa na ewentualną konfrontację.

- Możesz tak to sobie tłumaczyć, chociaż powinieneś już wyłapać, że raczej nie jestem fanką Twojego kunsztu aktorskiego. - Nigdy nie ukrywała tego, że za nim nie przepada, zresztą reagowali na siebie w ten sam sposób. Znalazła się tu zupełnym przypadkiem, no nie zupełnym, znalazła się tutaj przez to, że postanowił pizdnąć miotłą w murek, co zwróciło jej uwagę.

- Nie do końca się z tym zgadzam, ale jeśli dzięki temu czujesz się lepiej, to sobie to wmawiaj. - Najwyraźniej potrzebował się nieco podbudować, w jej oczach Rookwood był zupełnie nieinteresujący. Wzbudzał w niej raczej odrazę, a przynajmniej to, co sobą reprezentował. Nie był osobą, z którą chciałaby mieć do czynienia, zresztą Prue nie bez powodu trzymała się z dala od ludzi. Mało kto był w stanie ją zrozumieć, nie dawała też ludziom na to zbyt wielkich szans, bo od zawsze trzymała się raczej z boku, miała swoje księgi i to jej wystarczało.

- Nie potrzebuję podziękowań. - Nie robiła tego po to, aby ktoś był jej wdzięczny za to, że mu pomogła. Spełniała po prostu swoje obowiązki, to nigdy nie było nic więcej. Zresztą najchętniej trzymałaby się od wszystkich dziwnych sytuacji z daleka, ale nie zawsze było to możliwe ku jej niezadowoleniu. Nie należała do osób, które lubiły rzucać się w oczy, a przez funkcję, którą pełniła czasem musiała to robić, przez co też musiała rozmawiać z ludźmi, z którymi często nie miała ochoty rozmawiać.

- To, że największe gwiazdy ich nie zauważają wcale nie oznacza, że inni tego nie robią, bo jednak istnieją i bez nich świat nie wyglądałby jak należy. To co dla jednych jest nudą, dla innych może być jej zupełnym przeciwieństwem. - Rozumiała jego aluzję, najwidoczniej zamierzał w nią uderzyć tym komentarzem, nawet trochę zabolało, tyle, że z drugiej strony, co właściwie o niej wiedział? Nic. Nie miał pojęcia co kryła pod tą maską, którą zakładała. Nie miał pojęcia kim właściwie była i lepiej, aby tak zostało. Nie pokazywała praktycznie nikomu tego, co się w niej kryło, nie tłumaczyła skąd wynikały jej dziwactwa, przywykła do tego, że zdarzało się, że dzieciaki wytykały ją palcami, już niedługo się to skończy. Wierzyła, że kiedy w końcu opuści szkolne mury znajdzie swoje miejsce, zrozumienie, którego potrzebowała, ale nigdy o tym nie wspominała.

- Niektórzy pewnie tak mają, są też tacy, którzy woleliby, aby nikt ich nie zauważał, i nie wiedział o ich istnieniu. - Zapewne jego umysł nie mógł tego pojąć, ale istniały osoby, które potrzebowały tylko i wyłącznie świętego spokoju, tak - miała na myśli takich jak ona, wyrzutków, którym nie odpowiadało to, że ktokolwiek ich zauważał.

- Nie Rooky, jesteś wspaniały, niezastąpiony, masz ogromny hart ducha, każdy chciałby być taki jak Ty, arogancja? Kto by Cię o nią podejrzewał, to tylko pewność siebie, którą powinien się cechować młodzieniec z dobrego domu. - Nie zamierzała dać mu tego, czego oczekiwał. Nie powiedziała tego, co chciał usłyszeć, chociaż w tonie jej wypowiedzi dało się usłyszeć ironię. Gardziła nim, jego podejściem, i nigdy tego nie ukrywała.

- Bardziej Rookwood nie radzi sobie z gniewem, niszczy szkolne mienie, nie potrafi nad sobą panować i dopisek warto mu się przyjrzeć, na pewno ktoś się tym zainteresuje, a może nawet informacja pójdzie dalej. - Tatuś na pewno byłby z niego dumny, jak godnie reprezentuje ich rodzinę w szkole. Palenie tytoniu - tym pewnie nikt by się nie przejął.

- Och, nie zamierzam, wręcz przeciwnie. Uwielbiam je do nich wpisywać. - Zbierała dane, notowała wszystko, aby nic jej nie umknęło, czekała tylko na odpowiedni moment, aby mogła to wszystko wykorzystać, nie znał dnia, ani godziny, tak właściwie to nie wkurzył jej jeszcze tak bardzo, aby zamierzała tego użyć przeciwko niemu. Wolała jednak zostawić sobie furtkę, gdyby tak się stało.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (3831), Prudence Fenwick (3676)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa