Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Słońce chyliło się ku zachodowi, rozlewając po błoniach ohydne, pomarańczowe światło. Wiatr zrywał się z doliny i targał mi włosy, a niebo, nienaturalnie jasne i złociste, jak na tę porę roku, drażniło mnie jeszcze bardziej. Błonia były prawie puste, poza paroma spóźnionymi pierwszoroczniakami, którzy próbowali udawać, że znają układ zamku na pamięć, i że wcale się nie pogubili w drodze do wielkiej sali.
Byłem wściekły, nie na drużynę, nie na siebie, nawet nie na to, że tłuczek o mało co nie roztrzaskał mi barku - to wszystko było niczym w porównaniu z tym, co nosiłem w kieszeni. List, pierdolony list. Zgniotłem go już trzy razy, rozdarłem, a i tak wracał, w myślach, w oczach, w tym, jak zaciskałem zęby, przegryzając sobie wnętrze policzka do krwi. Każde jedno słowo zostało w mojej głowie, wypalone w pamięci jak klątwa, której nie dało się cofnąć. Nie mogłem wyrzucić tego z głowy, każda litera brzmiała jak kpina. Nie powinno mnie to ruszyć, przecież to był tylko papier, ale wiedziałem, że każde zdanie miało trafić dokładnie tam, gdzie zaboli najbardziej - i trafiło.
Warknąłem pod nosem i cisnąłem miotłą o mur, drewno uderzyło z głuchym trzaskiem, rozpryskując dookoła ziemię, trochę błota i trawy, nie obchodziło mnie, czy się połamała. Zsunąłem rękawicę, dłoń drżała, ale nie ze zmęczenia - to było coś gorszego, takie napięcie, które nie miało ujścia, kiedyś bym to rozładował w locie, teraz nawet to nie pomagało. Wyciągnąłem paczkę fajek z kieszeni płaszcza, pogiętą, w połowie pustą, palce miałem sztywne, zmarznięte, jakby wszystko we mnie od środka zamarzło. Schowałem się za tym samym murkiem, o który uderzyłem miotłą, tam gdzie wiatr nie wdzierał się z każdej strony. Wsadziłem szluga do ust, między zęby, zapaliłem, osłaniając płomień dłonią przed wiatrem, zaciągnąłem się głęboko, a potem oparłem się o kamień, czując chłód pod dłonią. Przez moment było cicho, tylko świst i szelest falujących traw. Przymknąłem oczy, wypuściłem powietrze i przez chwilę udawałem, że nic mnie nie rusza - że list, jego słowa, to wszystko, co w nim było, nie miało znaczenia, ale miało. O wiele za duże.
- Pierdolony cyrk. - Mruknąłem pod nosem, po czym zaciągnąłem się jeszcze raz. Wypuściłem dym, który zniknął w wieczornym powietrzu tak samo, jak ja próbowałem zniknąć w tym miejscu - nieskutecznie. Biało-szara chmura zdawała się ze mnie drwić, nie chcąc rozwiać się na wietrze.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)