• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
1 2 3 Dalej »
Jesień 1972, ósmego września przed Spaloną Nocą, gabinet Harper Moody

Jesień 1972, ósmego września przed Spaloną Nocą, gabinet Harper Moody
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#1
26.10.2025, 11:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.12.2025, 22:59 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Victoria Lestrange - osiągnięcie Życie to przygody lub pustka
Kiedy zobaczyłaś na swoim biurku notatkę, zapytałeś jednego z kolegów przy biurku obok, czy Moody była w swoim gabinecie. Zgaszone światło. Cisza. Facet pokręcił głową i powiedział, że siedzi tutaj od rana i nie widział, żeby ktokolwiek wchodził lub wychodził z pomieszczenia. Wymowna treść sugerowała jednak, że Moody cię oczekiwała - zapukałaś więc w drzwi potencjalnie pustego pomieszczenia, a te otworzyły się po ledwie dwóch stuknięciach.

Gabinet szefowej przywitał cię zapachem kawy. Na biurku Harper stał w połowie pełny kubek, ale za jej plecami, na drewnianych półkach ustawionych było jeszcze kilka. Kobieta była zarzucona stosami dokumentów, które analizowała z pomocą niewątpliwie zaklętej lupy. Dlaczego niewątpliwie? Ano dlatego, że na każdej z setek rozłożonych po gabinecie kartek, większość treści była wykreślona czarnym markerem, uniemożliwiając ci zapoznanie się z czymkolwiek więcej niż numerami spraw... lub badań. Mogłaś się jedynie domyślać. Zwłaszcza że zwyczajnie nie wypadało patrzeć.

– Dzień dobry, Victorio – przywitała się z tobą Harper, nie podnosząc się z krzesła. Nie wyciągnęła w twoim kierunku ręki, ale skinienie głowy sugerowało, że chciała, abyś usiadła naprzeciwko. Najwyraźniej zapowiadało się na dłuższą rozmowę. – O ile te cholerne dni można nazwać dobrymi... – i coś chyba jeszcze zaklęła pod nosem, ostatni raz przeglądając linijki arkusza podpisanego 72050189133. Odłożyła go wreszcie, po czym westchnęła, prostując nieco przygarbione plecy. Nie ulegało żadnej wątpliwości, że była przepracowana – ale jednocześnie, w całym tym zmęczeniu, pozostawała postacią tak wyraziście silną, jaką ją zapamiętałaś. Ciężko było nazwać te czasy dobrymi – miała rację, jednocześnie mimo wielu potknięć Ministerstwa, Harper wciąż wydawała się kimś odpowiednim do dźwigania na plecach ciężaru zarwanych nocy i ludzkiej śmierci, której czasami nie dało się zapobiec.

– Przeczytałam twoją wiadomość, oczywiście – powiedziała, patrząc na ciebie spokojnie. Moody z tobą kontrastowała. Nie korzystała z żadnych upiększających mazideł, nie nosiła żadnych wyraźnych ozdób. Wiecznie roztrzepane, kręcone włosy nawijała na drewnianą szpilę, tworząc na czubku głowy chaotyczny kok.

Wiele osób z jej podejściem wyglądało dziko i niedbale, ona jednak miała w sobie jakąś iskrę, która mówiła – jestem wolna. I faktycznie, znałaś ją jako kobietę wolną. Oddaną sprawiedliwości i wierną swoim ideom, ale wolną od wszelkich społecznych klamer i uścisków. To była kobieta, której wyjątkowo bali się słabi mężczyźni. Taka, która wiedziała, co robi i rozumiała kiedy stać się przytłaczającą, a kiedy delikatniejszą wersją siebie. Przy tobie wydawała się być naturalna.

– Zazdrosne strzeżenie to ciekawe ujęcie ryzykowania życiem dla sprawy – kącik warg drgnął jej nieznacznie – dlatego nieco wygładziłam twoje słowa zgłaszając Bulstrodowi twoją chęć przystąpienia do badań na Polanie. – Otworzyła usta, chciała coś dodać, ale zaniechała. Wyglądało to tak, jakby sama weszła sobie w zdanie. – Nie uzyskałam jeszcze odpowiedzi. – To nie było zaskakujące. Zakładając, że po przemyśleniu sprawy skontaktowała się z Niewymownymi, odpowiedzi od nich można było spodziewać się najwcześniej dzisiaj. Pokręciła głową. – Sama jednak nie mam nic przeciwko temu, żebyś mogła w nich uczestniczyć. Obawiam się tylko, że twoja obecność w tym miejscu będzie wymagała odrobinę większych przygotowań. – Nieco odchyliła się w tył. – No ale nie ściągałabym cię tutaj tylko po to, żeby poinformować cię, że sprawa jest w toku. Te kwiaty. Nie ukrywam, że wracając do domu zahaczyłam o Maida Vale, aby obejrzeć ten „cud natury” na własne oczy. Chcę poznać twoją pełną ekspertyzę dotyczącą obu spraw. List, który do mnie dotarł, był w nią ubogi.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#2
26.10.2025, 17:23  ✶  

Rzadko kiedy znajdowała na swoim biurku karteczki o takiej treści, jak dzisiaj, chociaż nie zapomniała, że wysłała do Moody wiadomość. I sądziła, że to pilne wezwanie będzie dotyczyło właśnie tego, bo czego by innego, ale chyba nie sądziła, że będzie to aż tak ważne. Albo raczej – miała na to nadzieję, bo było ważne dla niej, miała jednak świadomość, że nie koniecznie będzie takie dla innych.

– Dzień dobry – przywitała się krótko i kiwnęła do Moody głową, zamknąwszy za sobą drzwi bardzo dokładnie. Szefowa biura była tu, chociaż nikt nie widział, żeby ktokolwiek wchodził, albo wychodził – o, to było równie wymowne jak treść notatki czekającej na nią na biurku. A później uśmiechnęła się lekko, bo i owszem, ostatnie miesiące były trudne dla bardzo wielu osób, dla Victorii były wręcz czarne, ale starała się znaleźć w sobie siłę, by podnieść się z ziemi.

Lestrange, gdy już znalazła się w gabinecie szefowej, mimowolnie rzuciła szybkie spojrzenie na otoczenie. Powieka drgnęła jej tylko trochę, gdy dostrzegła… artystyczny nieład na biurku, ale też na półkach za nią i postanowiła uzbroić się w cierpliwość. Tak, była pedantką, ale tak jak nie wypadało podglądać analizowane przez Harper dokumenty (których zresztą nie była specjalnie ciekawa, prawdę mówił ten, kto wypowiedział słynne słowa: „im mniej wiesz, tym lepiej śpisz”, a Victoria już teraz miała problemy ze spaniem), tak tym bardziej nie wypadało komentować bałaganu…

Tego na głowie tym bardziej, ale ten jej nie przeszkadzał. Ogólnie cała aparycja Moody, choć tak odmienna od jej własnej, w niczym czarnowłosej nie wadziła. Być może było to zaskoczenie dla wielu ludzi, którzy postrzegało ją jako wymuskaną damulkę, ale tak jak Tori miała swój styl i podejście, tak Harper miała swoje. I szanowała to. Nie wyobrażała sobie zresztą na miejscu szefa biura nikogo innego – charyzma tej kobiety, jej niewzruszony upór, trzymał to wszystko w ryzach i Lestrange nie miała co do tego wątpliwości.

– Wszyscy ryzykujemy – odparła. – Nie tylko oni. Ale dziekuję – aurorzy, na ten przykład, byli na pierwszej linii frontu, niewiele za nimi brygadziści. Nic dziwnego, że to właśnie członkowie tych dwóch grup znaleźli się w Limbo… i też ryzykowali, może nawet bardziej, niż reszta. A po miesiącach ciszy ze strony Departamentu Tajemnic, raczej nie było niczym dziwnym, że cierpliwość Victorii była naprawdę mocno testowana i dała tego mały wyraz w liście, jaki wysłała dwa dni temu do Moody. Kiwnęła za to głową na jej dalsze słowa, bo skłamałabym, gdybym napisała, że to, że przełożona nie ma nic przeciwko, jej nie ucieszyło. Było to pewną ulgą, nawet jeśli wszystko było teraz w rękach szefa Departamentu Tajemnic. – Przygotowań z mojej strony, czy raczej przebywających tam ludzi i nadzorującej sprawę komórki? – podpytała, a po kolejnych słowach Harper, zamilkła na chwilę, jakby układając sobie w głowie odpowiedzi, jakich Moody chciała usłyszeć – tej ekspertyzy.

– Sprawa kwiatów bardzo poruszyła moją rodzinę. Niewiele wiemy o tym dziwnym zjawisku, natomiast wzmianka o czarnych różach znajduje się w kronikach rodziny, w bardzo odległych dziejach, ale bez większych konkretów. To, co udało mi się ustalić, to to, że najprawdopodobniej zostały przywiezione z Francji bardzo dawno temu przez naszą rodzinę. Wiem również, że kiedyś rozkwitły podobnie jak teraz, zajęły cały ogród oraz pojawiły się na Polanie Ognisk, niestety badacze, o ile jacyś wtedy w ogóle się nad tym pochylili, nie przekazali swoich wniosków, a z Maida Vale róże zostały wycięte. Tutaj nie wiem, czy dlatego, że tak trzeba było zrobić, czy dlatego, że nie znaleźli satysfakcjonujących odpowiedzi i zrobiono to na wszelki wypadek… i nie pojawiły się więcej aż do teraz. Nie potrafię powiedzieć, co się właściwie stało, że przez dziesięciolecia nie rosły, żeby zająć całe ogrody w jedną noc, ani jak to w ogóle możliwe, skoro zostały wycięte – zatrzymała się na chwilę i zmarszczyła brwi. – Badałam te kwiaty, ale bardzo wstępnie. Wyglądają jak najzwyklejsze róże, z tym wyjątkiem, że w naturze nie występuje czarny wariant. Już to jest zastanawiające. Poza tym są w takim stanie, jakby były hodowane co najmniej na jakiś konkurs. Co mam przez to na myśli to to, że nie widziałam zdrowszych ani piękniejszych okazów. To tylko moje podejrzenia, ale ich nagły rozrost mogła spowodować ta sama anomalia, która sprawiła, że w sadzie Abbottów pojawiły się agresywne pnącza – zrobiła chwilową pauzę, ale jeśli Harper podejrzewała, że zaraz usłyszy o podobnym zachowaniu róż, to nie doczekała się tej odpowiedzi.

– Cokolwiek się dzieje, te róże mają coś wspólnego z magią i w Maida Vale zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Ogrodnicy dostali surowy zakaz podlewania i zajmowania się nimi, a jednak byłam świadkiem tego, że przynajmniej jedna była dopiero co podlana, chociaż nie spotkałam nikogo po drodze. Widziałam też, jak jeden z odwiedzających na widok róży doznał jakiejś przedziwnej wizji i mówił potem o morzu i statku z zamierzchłych czasów. No i elfy… W Maida Vale mieszkają elfy, ale odkąd pojawiły się róże, elfy tylko przemykają w cieniu i się nie pokazują, jakby się bały samych kwiatów, albo przeczuwały jakieś niebezpieczeństwo – ciemnooka westchnęła i oparła się mocniej o krzesło, na którym siedziała. – To wszystko to takie błądzenie we mgle i zgadywanie. Nikt nic nie wie o niczym, nie wiem też, co może oznaczać to, że poprzednio pojawiły się na Polanie Ognisk i co z nimi wtedy zrobiono, ale żeby w ogóle zacząć wyciągać wnioski, musimy wiedzieć na ile te sytuacje są podobne. Coś jest na rzeczy, ale mam takie poczucie, że gdzieś ciągle brakuje kluczowego kawałka układanki – i Victoria czuła przez to frustrację, która mogła się lekko odbić w jej zwykle pozbawionej emocji twarzy.

Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#3
31.10.2025, 11:04  ✶  
– Przygotowań z ich strony. Mają całkiem sensowne podejrzenia, że zareagujesz na to drzewo inaczej niż inni, a przy każdej nowej osobie przekraczającej umowną barierę ministerialnej taśmy wdrażali sensowne środki bezpieczeństwa. Oklumencja, nawet mimo swojej przydatności, ewidentnie nie działa na zwidy i wszystko to, co dzieje się wokół tematu.

Byłaś tego namacalnym dowodem.

Moody wysłuchała cię ze spokojem wypisanym na twarzy. Zapewne gnębiło ją tyle spraw, że niejednemu ugięłyby się pod nimi plecy, a do tego – no właśnie, te kubki będące śladami walki z sennością, prób przekroczenia granic swojego organizmu. A jednak siedziała i słuchała, mimiką podkreślając to, że słowa nie przelatują przez nią jak przez sito. Dobrze obserwowała. Dominowała. Nie była głupia. Ale nie była idealna. Jak wielu ludzi na szczycie przykleiła się gdzieś w pajęczynie zagadek i pozostawała tłem – wydawała się nieuchronnym elementem, z jakim musieli dogadać się główni bohaterowie opowieści, zamiast kimś, kto udźwignie to sam.

– Kwiaty, których boją się elfy... – Harper powtórzyła to po tobie, zapewne nieświadoma tego, że wywoła to w tobie ciąg skojarzeń. Dlaczego elfy miały się w ogóle takich kwiatów bać? To nie były stworzenia szczególnie inteligentne, właściwie to w ogrodach Maida Vale miały głównie funkcję ozdobną, ale przecież nie rozmnażałyby się tam od pokoleń i nie wiły kokonów na liściach, gdyby bały się cierni. One doceniały Maida Vale. Piękno tychże ogrodów było czymś, o co należało dbać. Róże były kwiatami problematycznymi. Mało odporne, wymagające odżywek, wiecznego przycinania, kontrolowania ich rozrostu. To dlatego wszyscy chcieli je oglądać – bo dbanie o nie było sztuką wymagającą zasobów, to czyniło to miejsce niepowtarzalnym. Czarna róża wciąż pozostawała różą. Jeżeli nikt z twojej rodziny ich nie przycinał, jeżeli nikt nie wlewał im tam odżywek, czym dokładnie się karmiły? – Niekontrolowany wzrost roślin, jakiego byliśmy świadkami latem, jest niewątpliwie związany z tym, co wydarzyło się na Polanie Ognisk. Skoro cokolwiek się tam dzieje nie działa na ludzki umysł, musi przecież działać na nas inaczej. Voldemort – nie lord, ale Voldemort – nie jest jedynie czarnoksiężnikiem. Jest nekromantą.

@Victoria Lestrange
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#4
02.11.2025, 15:08  ✶  

Kiwnęła głową, przyjmując wytłumaczenie Harper, bo było ono sensowne i Victoria akurat miała pełną świadomość tego, że oklumencja na to, co zadziało się w Limbo, nie zadziałała – a to dlatego, że próbowała to blokować, bez skutku. Nie mówiąc już o wspomnieniach babci, które mieszały się z jej własnymi i chyba bez pomocy Sauriela nie zorientowałaby się, co dokładnie ma miejsce, albo przynajmniej nie tak szybko. I tak, jak nagle się pojawiały, tak nagle przestały ją prześladować… znaczy się nowe. Opanowanie oklumencji na nic się tutaj zdawało, niestety. Poza tym, nie uchroniło jej to przez obaczeniem dziwnych rzeczy w kolorowym dymie – czego nikt więcej nie widział, a przecież chroniła swój umysł przed wpływem. Teraz jednak była bardzo daleka od nazwania tego wszystkiego zwidami.

Lestrange wierzyła, że Moody ma ogrom pracy i problemów na głowie – zarządzając biurem aurorów, które stało na pierwszej linii, gdy chodziło o czarnoksiężników i Śmierciożerców, jej życie nie mogło być łatwe. Na pewien sposób mogła się z nią utożsamiać, z tą różnicą, że Victoria nikim nie zarządzała i nie wydawała rozkazów. Nie dało się jednak zaprzeczyć, że również miała swój niemały udział w tej historii i problemy i troski nie opuszczały jej głowy.

Gdy szefowa powtórzyła za nią słowa, które dopiero co wypowiedziała, oczy Victorii rozszerzyły się odrobinę. Coś sobie uświadomiła, coś co dotarło do niej dopiero, gdy usłyszała to innym głosem, nie tym cichutkim, który był jej własnym w jej głowie. Dlaczego elfy miały się bać? To był ich instynkt. Nie ich wiedza, a pierwotny instynkt, mówiący o przetrwaniu ich gatunku. Czarne róże były zagrożeniem. Ale… dla kogo dokładnie? Dla innych kwiatów? Czy raczej… dla małych elfów? I ta myśl sprawiła, że w innych warunkach poczułaby gęsią skórkę na rękach, co uniemożliwiało jej to, że ciągle czuła dojmujące zimno.

– Tak, wiem… I to stanowi problem. W pewnym sensie ukręciliśmy na siebie bicz, bo on posiada wiedzę wykraczającą ponad to, co jest dla nas dostępne legalnie – to, że Voldemort jest nekromantą, było dla Victorii jasne po tym, gdzie kierowali ją wszyscy specjaliści, z którymi miała styczność, gdy próbowała dojść do tego, co jej właściwie jest: do nekromantów. Czyli poza granice Wielkiej Brytanii. Rozumiała zasadność zakazu używania nekromancji, ale zakaz na całą dziedzinę skutecznie ograbiał ich z wiedzy przed tym, jak się bronić. Nie mogli nawet publicznie ćwiczyć patronusów, by mieć jakąś ochronę przed widmami z Kniei – a mogły być przecież alternatywą dla używania fal, których nie każdy chciał się uczyć.  – I będzie kilka kroków przed nami, czy tego chcemy czy nie – bo miał w poważaniu to prawo, a oni nie byli w stanie go dorwać. – Ale… to dało mi do myślenia. W lipcu z ramienia towarzystwa herbologicznego badaliśmy pewien dziwny okaz pustynnej mandragory, taki przy której ewidentnie majstrowano nekromancją i żywiła się… drugą mandragorą. I była ogromna. Wydaje mi się, że jej rozmiary mogły być spowodowane tymi anomaliami. A jeśli założyć, że to energia pochodzenia nekromantycznego mająca swoje źródło na Polanie Ognisk… Czy jej natura mogła się zmienić właśnie przez to? Niewykluczone. A czarne róże? Czym żywią się one, skoro ogrodnicy mają zakaz je podlewać i się nimi zajmować? Czym się żywią, że wyrosły takie piękne? Co jeśli… zabierają energię? I dlatego elfy tak się boją… – głośno myślała, układając sobie to wszystko w głowie i wnioski wcale jej się nie podobały. Powinna się skontaktować z Mirabellą Abbot jak najszybciej i zapytać o pustynną mandragorę, czy cokolwiek ustalono przez te dwa miesiące… Powinna ostrzec rodzinę, by mieli na oku elfy, czy nie słabną, albo czy ogrodnicy sami nie czują się gorzej.


@Eutierria
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#5
06.11.2025, 17:24  ✶  
– Nie jestem do końca przekonana, czy nekromancja to odpowiedź na całą wiedzę, jaką wykorzystuje Voldemort. Wizengamot nie zakazał tych praktyk ponieważ nekromanci potrafili rozerwać świat na strzępy, wejść do innego wymiaru świadomości i ukraść coś samym bogom tylko dlatego, że im dłużej się to praktykuje, tym bardziej człowiek się upadla, aż wreszcie zabija sąsiada, żeby wskrzesić ukochaną ciotkę. Jeżeli masz pod ręką druida tak starego, żeby pamiętał dlaczego postawili te kamienie akurat wokół tej konkretnej polany, to pewnie rozwiążesz tę zagadkę nim minie czas, a Crouchowie uznają wszystko co doprowadziło cię do prawdy za zło konieczne.

Zawahała się.

– Szukałam. – Dodała to jakby zorientowała się, że mogła tym niezbyt zabawnym żartem skierować cię na coś, co faktycznie próbowałabyś badać, a ona uważała to już za stratę czasu.

– Cóż, ewidentnie warto zbadać, gdzie jeszcze mogą rozrastać się te kwiaty i... czy Maida Vale nie kryje pod deskami oranżerii jakiegoś sekretu. Mogę oficjalnie przypisać cię do tej sprawy, póki nie otrzymamy odpowiedzi od Niewymownych.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#6
09.11.2025, 22:34  ✶  

– Na całą nie, ale na jakąś jej część, której nie rozumiemy. Najpewniej łączy ją z jakimiś innymi zagadnieniami – odpowiedziała Moody, uznawszy, że chyba warto to podkreślić. – Na przestrzeni tych miesięcy widziałam się ze specjalistami różnych dziedzin, próbując rozwikłać zagadkę naszego zimna i każdy bez wyjątku mówił mi, że nie jest w stanie pomóc – uśmiechnęła się cierpko, bo każdy mówił jej to samo: szukasz nekromanty. I z nekromantą też się spotkała, całkowicie legalnie, bo za granicą. Skutek był… No cóż. Dowiedziała się czegoś. Ale i tamta osoba nie była w stanie pomóc bardziej niż teoriami. Wiedziała, czego boi się Wizengamot. Ale ich zakazy nie obejmowały Lorda Voldemorta, który robił co chciał, a oni, grając zgodnie z zasadami, byli w kropce, nie mogąc nawet legalnie radzić sobie z widmami z Kniei Godryka, chociaż część brygadzistów i aurorów znała na nie sposób. I co z tego, skoro musieli się z tym kryć?

Nie zdziwiła jej cała ta wypowiedź Harper i prawdę mówiąc – nie odebrała jej jak żartu. Bo sama po chwili jej odpowiedziała, po równie krótkim wahaniu.

– Ja też szukałam – naprawdę szukała. Tydzień temu. I znalazła… Cóż. Coś o zamykaniu kamieniami księżyca jak jakąś ramką, coś o tworzeniu drzwi… Ale po co? To była zagadka. – Prawdę mówiąc próbowałam zrozumieć czym były te dziwne słupy światła wokół Polany Ognisk, które rozpraszaliśmy, ale nic na ten temat nie znalazłam. O kamiennych kręgach już tak, ale nie jaki był faktyczny cel ich stawiania – Moody mogła być więc spokojna, bo jej żart nie skieruje Victorii na coś, czego już nie badała.

– Dziękuję – o nic więcej prosić nawet nie chciała, nawet nie myślała o przydzieleniu oficjalnie do sprawy związanej z kwiatami, ale skoro tak – było to więcej, niż to, na co liczyła. Sprawa była jej bliska, a teraz… Teraz miała ogromne wątpliwości, czy tych róż faktycznie nie powinni wyciąć, ale nie zamierzała działać pochopnie. – Bardzo chętnie się tym zajmę – dodała jeszcze, chociaż sądziła, że nawet nie musi, bo Harper doskonale o tym wie. – Jeśli jest w tym coś więcej, to się dowiemy.


@Eutierria
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#7
22.11.2025, 14:21  ✶  
– Uznaj więc, że oficjalnie jesteś liderką na-ten-moment-jednoosobowego zespołu zajmującego się sprawą czarnych róż. Jeżeli potrzebujesz dołączyć kogoś do sprawy, złóż ten sam formularz co zawsze. – Nie była to sprawa wymagająca konsultacji z Harper ani z przełożonymi. Mogłaś dobrać kogokolwiek z Biura lub Brygadzistę, jeżeli jego umiejętności lub wiedza były wystarczające do uzupełnienia pola dotyczącego zasadności utworzenia drużyny.

– Zawsze myślałam, że urośniesz do czegoś wielkiego. Może do miejsca nade mną – przyznała, wpatrując się w ciebie spokojnie. – Dzisiaj mam wrażenie, że nie życzę tego nawet największemu wrogowi. – Na jej ustach pojawił się uśmiech. Delikatny, niezdradzający nic bezpośrednio, ale kontekstu mogłaś wyczuć, że Harper w pewien sposób wyraziła zgodę z twoimi myślami. Ministerstwo to tony papierologii, układów, układzików i praw, które nie zawsze miały sens. Im wyżej się znajdowałeś, tym więcej polityki i ludzi świadomie rzucających ci kłody pod nogi.

Życie Moody nie było łatwe.

– Idź już. Jeżeli dowiem się czegokolwiek ważnego, przekażę ci od razu – zagwarantowała.

A kiedy opuściłaś pokój i zamknęłaś drzwi, podszedł do ciebie Archibald, jeden z młodszych Aurorów w Biurze.

– Harper jest w gabinecie? Dzięki Matce, cholernie potrzebuję...

Minął cię, nacisnął klamkę i zrobił krok do przodu.

Gabinet był pusty. Światło było zgaszone.

Po Moody zostało tylko kilka brudnych kubków i zabezpieczonych szafek.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Eutierria (1279), Victoria Lestrange (1863)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa