31.10.2025, 21:20 ✶
09.09.1972
kwadrans po godzinie trzeciej w nocy
kwadrans po godzinie trzeciej w nocy
Klubokawiarnia wypełniona była ludźmi.
Pożoganie, ocaleńcy... zwał jak zwał. Ludzie.
Mugolaki, półkrwiści, czystokrwiści.
Czarnomagiczny ogień z zaskakującą precyzją wcale nie był rasistowski. Wszyscy obrywali. Wszyscy dostawali świra. Wszyscy musieli mierzyć się z imprezką rozkręconą przez V... V... przez... no. Przez wszyscy-wiedzieli-kogo!
Zrobiła tyle ile mogła, choć to chyba jeszcze nie było wszystko, bo pamiętała, że mieli mieć jeszcze jakieś zebranie swojego klubu czytelniczego, czy tam zakonu pieczonej kaczki. Popioły... To były dobre okoliczności do tego, żeby się odrodzić temu Feniksowi. Nie kalkulowała w głowie mimo wszystko strat. Nie planowała. Żyła tu i teraz, jak zawsze, a skoro zostawiła swojego przyjaciela lekarza z drugim przyjacielem, który opieki lekarza potrzebował, zajmowała sobie teraz ręce roznoszeniem pośród ocalonych ciepłego naparu przygotowanego na prędce w kuchni klubokawiarni przemienionej teraz na bezpieczne schronienie dla każdego, kto tego potrzebował.
Wszystko było co prawda ujebane sadzą i już dochodziły do niej głosy, że nie dało się zasnąć bo coś momentalnie się działo. Jej uwagę jednak przyciągnęła inna twarz. Młoda i ładna (może jakiś rocznik Nory?) rozmawiająca z innymi ocalałymi. Postąpiła krok ku niej, gdy poczuła... poczuła...
!Strach przed imieniem