• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
[1969] Egipt | Czy wiedziałeś, że duchy mówią z akcentem? | Jamil & Cathal

[1969] Egipt | Czy wiedziałeś, że duchy mówią z akcentem? | Jamil & Cathal
Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#1
22.02.2023, 18:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.02.2023, 18:51 przez Jamil Anwar.)  
Można by pomyśleć, że mieszkając tyle lat w Egipcie Jamil przywykł do pustynnego słońca. Prawdą jednak było, że nawet jemu doskwierało, gdy zbyt długo przebywał w terenie bez możliwości skrycia się w cieniu. Piasek miał chyba wszędzie – w ustach, we włosach, nawet spodniach. Nie zrażał się jednak zbytnio, ponieważ potrzebował roboty. A, jak widać, Cathal Shafiq potrzebował wywoływacza duchów, który sprosta zadaniu.
- Wiemy cokolwiek na jego temat poza podręcznikowymi faktami? – spytał po angielsku z silnym akcentem, który z pewnością nie był brytyjski. Przyglądał się notatkom rozłożonym na prowizorycznym stoliku nieopodal namiotów ekipy archeologicznej. Same suche fakty, informacje spisane najwyraźniej na szybko z jakiejś encyklopedii. Do tego kilka kartek z dziennika wykopalisk Jamesa Quibella, które – jak podejrzewał Jamil – musiał spisać osobiście, skoro pojawiły się w formie należącego do niego przedmiotu. Jeśli poprzedni wywoływacz duchów pracował w ten sposób, Egipcjanin ani trochę nie dziwił się, że poległ z kretesem. – Jakaś ciekawostka, albo jak umarł? Jeśli nic takiego nie macie, jakoś sobie poradzę. Z doświadczenia jednak wiem, że duchy lubią taką zabawę, to łechta ich ego. Chętniej do nas przyjdzie, jeśli ogarnie, że naprawdę zależy nam na jego wizycie, a nie jest przypadkowym widmem wybranym spośród wielu.
Duchy potrafiły być upierdliwe. Tak, jakby śmierć wzmagała w nich te negatywne cechy, które za życia starały się jakoś w sobie stłumić. Matka Jamila, Pythia, często powtarzała, że większość zjaw jest jak diwy egipskiego teatru – snobistyczne, pławiące się w złocie i drogich perfumach. Trzeba do nich podejść z odpowiednim rozmachem, tak jakby każdy z nich był celebrytą mającym odegrać główną rolę. A trzeba było przyznać, że wbrew pierwszemu wrażeniu, Jamil naprawdę miał talent do zjednywania sobie dusz. Na tyle, że kiedy razem z kolegami wywołał kiedyś jednego, ten nawet się nie obraził, gdy jedynie spytał go, gdzie powinni szukać toalety. A może jednak duch wcale nie był taki zachwycony, skoro przez kolejny miesiąc nawiedzał go za każdym razem, gdy próbował skorzystać z tej w rodzinnym domu? Nieważne. W tym wypadku potrzebowali egiptologa, który tu kiedyś pracował. Żadnych potrzeb fizjologicznych, tylko poważna praca.
Rozpiął górne guziki koszuli, którą miał na sobie, by łatwiej mu było pochylać się nad notatkami Shafiqa. Zanim tu przyszedł, dowiedział się co nieco o tym mężczyźnie, ale niespecjalnie go to obchodziło. Póki oferował pracę i całkiem przyzwoity zarobek, Jamila nie obchodziły kontrowersje związane z wykopaliskami w innych rejonach świata.
- Paskudny wąs – przyznał, przyglądając się fotografii Quibella. – Mój dziadek nosił taki sam. To chyba taka przypadłość Brytyjczyków przyjeżdżających do Egiptu – dodał, zerkając ukradkiem na Cathala, żeby upewnić się, czy nie posiadał podobnego zarostu, a tym samym Jamil popełnił jakąś gafę. Na szczęście wyglądał normalnie.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#2
22.02.2023, 19:25  ✶  
Praca archeologa wymagała głównie wiedzy, morza cierpliwości i odporności na trudne warunki. Głównie. W przypadku archeologów – czarodziejów sprawa stawała się bardziej skomplikowana, zwłaszcza gdy chcieli badać ruiny, grobowce i artefakty pozostałe po innych czarodziejach. Do tego potrzeba było też umiejętności magicznych.
Zbyt wielu, aby posiadała je jedna osoba.
Cathal miał doświadczenie na różnych wykopaliskach, ale tutaj miał zarządzać całą wyprawą po raz pierwszy. A do tego potrzebował ekipy. Sam znał się na historii, runach, pieczętowaniu i językach, to jednak nigdy nie wystarczało. Ściągnął ze sobą specjalistkę od map i uzdrowicielkę, miał klątwołamaczkę, ten skład trzeba było jednak uzupełnić.
Wywoływanie duchów na takich wyprawach mogło być cenne. Problem polegał na tym, że zwykle osoby do tego zdolne, były… bardzo ciężkie we współpracy na wykopaliskach. Jamil Anwar już w takich warunkach pracował. Jego dodatkowymi zaletami była znajomość angielskiego, przy jednoczesnym byciu miejscowym – to mogło być dla nich bardzo pomocne, zwłaszcza, że znał język – i pochodzenie z rodziny Trelawney. Niektórzy z nich ponoć mieli specjalne umiejętności.
Trzeba było jednak przetestować, czy Jamil jest tak dobry, jak twierdzi. Cathal dowiedział się o nim trochę – jego uszu doszły choćby plotki o hazardzie i wiedział, że na pewne rzeczy będzie trzeba uważać – ale o tym, czy zechce go zatrudnić, miał zdecydować dzisiejszy rytuał.
- To zależy, co masz na myśli – powiedział, spacerując po namiocie. Przybył do Egiptu ledwo dwa miesiące wcześniej, ale ten czas wystarczył, aby bezlitosne, egipskie słońce, sprawiło, że jego skóra nabrała ciemnej barwy, kontrastującej z włosami, rozjaśnionymi w tym upale bardziej niż wcześniej. Był wyższy od Jamila, zbudowany dość mocno, odziany w wymięte, przybrudzone ubranie – nie dlatego, że nie dbał o jego czystość, ale dlatego, że utrzymanie tej stale na pustyni nie było możliwe. Owszem, jego twarz pokrywał lekki zarost, ale nie wąs, a on wynik tego, że nie golił się od sześciu dni. – Podobno był pierwszym, który zasugerował, że grobowce, nad którymi pracują, mogą być prehistoryczne. Wcześniej sądzono, że pochodzą maksymalnie z Czwartej Dynastii. W 1896 znalazł cenne papirusy z okresu Średniego Państwa oraz przedmioty służące do uprawiania magii i medycyny… Oczywiście, mugole nie mieli o tym pojęcia, ale było tam parę autentycznych amuletów, które dalej zachowały magiczne właściwości. Nigdy nie wrócił do Anglii. Słyszałem, że jego boginem był jeden z jego profesorów z Hogwartu, którego nie ukończył, ale nie wiem, ile w tym prawdy. O takie ciekawostki chodzi?
Nie znał się na wywoływaniu duchów. Z pomocy takiego korzystali w Irlandii – ale ten zginął, wraz z trzema innymi osobami, ledwo w rok po rozpoczęciu prac, parę miesięcy po tym, jak Cathal dołączyć do grupy, a wykopaliska wstrzymano. Tutaj, w Egipcie, jeden był wcześniej na miejscu, ale ostatecznie Shafiq nie zdecydował się na podjęcie z nim współpracy.
– Istnieją przesłanki, że wiedział, że w grobowcu znajduje się przejście do komnaty nagrobnej drugiej żony Namera, zapewne czarownicy. Odnalazł inskrypcję w starożytnych runach, która o tym świadczyła i nawet ją odszyfrował. Wedle jego notatek może wiedzieć, gdzie znajduje się wejście, choć nie zdołał go otworzyć. I właśnie położenie tego wejścia nas interesuje najbardziej, choć wszelkie inne informacje też będą przydatne.
James Quibell był czarodziejem. Synem dwóch mugoli, który w Hogwarcie spędził bodaj zaledwie trzy lata, i skupił się na mugolskiej edukacji, ale wciąż dawało mu to dodatkowe możliwości jako archeologowi. Prawdopodobnie dowiedział się więc sporo i o tym magicznym grobowcu, który ich interesował. Nie mógł go otworzyć, nie mając ekipy i pewnych umiejętności, ale jego wiedza egiptologa i długie lata, jakie tu spędził, sprawiały, że badał tę sprawę. Niestety, źródła się nie zachowywały, bo przecież nie mógł przekazać mugolom notatnika o magicznych grobowcach – zamknięto by go w jakiejś lecznicy.
I Cathal zamierzał sprawdzić, czy Jamil zdoła wydobyć z jego ducha jakieś przydatne informacje.
– Koniec XIX wieku, początek XX. Anglicy uwielbiali wtedy takie wąsy. Teraz wychodzą z mody.
Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#3
22.02.2023, 20:00  ✶  
Jamil na swoje pierwsze wykopaliska trafił z całkowitego przypadku i pewnie Cathal już o tym wiedział, zważywszy na to, że poprzedni pracodawca raczej tej informacji nie ukrywał. Wszystko za sprawą przegranej w karty, tradycyjnie ulubionej gry Europejczyków, czyli Kwintopeda – zmory Egipcjanina, której pomimo swojej zaciekłej nienawiści nie potrafił odmówić. Nie potrafił spłacić długu, więc postanowił go odpracować, a że tamta ekipa potrzebowała wywoływacza duchów, bo poprzedni zginął pod gruzami pułapki (starożytny kapłan był na tyle przebiegły, że zmylił go, podając złe rozwiązanie i tym samym zyskując kolejną ofiarę w okolicach swojego sarkofagu), nadarzyła się idealna okazja, by zdobyć brakujące doświadczenie. Z samej sprzedaży świec i kadzideł niespecjalnie dało się utrzymać wielodzietną rodzinę, w której Anwar się wychował. Potrzebował o wiele lepszego zarobku, by nie narobić większego bigosu w związku ze swoim uzależnieniem od gry w karty.
Może nie był wybitnym historykiem, znając jedynie podstawy, których nauczył się w szkole i od dziadków, gdy jeszcze żyli. Może nie znał się na odczytywaniu hieroglifów, ani tym bardziej na leczeniu czy łamaniu klątw. Posiadał jednak pewne zdolności, które archeologom mogły się przydać. Przede wszystkim był w połowie Trelawneyem, a powszechnie wiadomym było, że duchy lgnęły do nich jak ćmy do zapalonej lampy oliwnej. Tak przynajmniej twierdziła Pythia, bo Jamil nigdy swojej rodziny mieszkającej na Wyspach Brytyjskich nie poznał.
- To musiały być zatem notatki przeznaczone dla mugoli – stwierdził, marszcząc czoło, gdy w zapiskach nie odnajdywał żadnych śladów magii. – Wspomina tylko o Palecie władcy Narmera, całkowicie pozbawionej jakiejkolwiek mocy. Wnioskuję, że to ona – mówił, wskazując na niewyraźny szkic zachowany na boku pergaminu, po którym pisał Quibell. – Wyobrażałem sobie coś bardziej kolorowego, ale możliwe, że farba wypłowiała po tylu latach. Mam rację? I tak, dokładnie o to mi chodziło!
Namyślił się na moment, zastanawiając, jaka myśl mogłaby przyciągnąć ducha egiptologa. Z pewnością nie profesor, którego się bał i który – być może – był przyczyną jego rezygnacji z nauki w Hogwarcie. Bogina mógł wykorzystać przy ewentualnych problemach do odstraszenia duszy. Ewentualnie prób przekupienia w razie buntu przy udzielaniu informacji.
- Jeśli rzeczywiście wiedział, gdzie jest to przejście, nie powinno być problemu z uzyskaniem jego położenia. To miejsce, w którym pracował i które otworzyło mu karierę, więc będzie miał z nim dobre wspomnienia. Taką przynajmniej mam nadzieję. I mówię jego językiem, co też pomoże w kontakcie – poinformował, słuchając z uwagą wszelkich wskazówek, które podawał mu Shafiq. Oczekiwał konkretnych informacji, a nie pogawędek z duchem. Jamil mógł mieć tylko nadzieję, że Quibell nie urodził się gadułą, bo po śmierci mogło się to ujawniać z jeszcze większym natężeniem. Cathal wyglądał na kogoś, kto nie lubił owijać w bawełnę, a z kolei Egipcjanin wykorzystywał mowę do owijania sobie innych wokół palca. Nie zawsze skutecznie, patrząc na jego kłopoty z osobami, którym wciąż wisiał pieniądze. Duch profesora pracującego nad tymi samymi wykopaliskami? Łatwizna. Anwar wiedział już, co dokładnie mu powiedzieć, przekonując go, by podzielił się swoją wiedzą.
- Będę potrzebował miejsca bez dostępu wiatru – zaczął, schylając się, by podnieść swoją torbę. Do tej pory leżała przy jego nogach, gdy sprawdzał notatki archeologów Shafiqa. Była materiałowa, niegdyś beżowa, ale teraz bardziej przybrudzona czasem i piaskiem. Unosił się z niej nieco korzenny zapach kadzideł, przypominający swoją wonią cynamon i kumin. Zwykły przechodzień mógł pomyśleć, że niesie przyprawy od handlarza, czarodziej z bardziej czujnym nosem domyśliłby się, że to przedmioty niezbędne do wykonania rytuału przywołania. – Najlepiej w miarę cichego, żeby nie odstraszyć ducha. Ale jak mówiłem, w trudniejszych warunkach też sobie poradzę, chociaż zajmie to więcej czasu.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#4
22.02.2023, 21:21  ✶  
- Większość jego zapisków była przeznaczona dla mugoli. Pracował na mugolskich wykopaliskach. Chyba nie czuł się zbyt związany ze światem czarodziejów.
Egiptolog był geniuszem i miał ogromną wiedzę historyczną, ale czarodziej był z niego bardzo słaby. Mogło to wynikać właśnie z tego niedostatku mocy. Niemniej Cathal niezbyt w to wnikał, dla niego znaczenie miało tylko jedno. Podczas gdy mugolska ekipa pracowała tu od lat i miała jeszcze pracować całe dekady, ich cel był bardzo konkretny: jedna, konkretna komnata. Najpierw trzeba było jednak otworzyć wejście, potem przejść przez pułapki i otworzyć kolejne drzwi… I Shafiq wiedział, że to też może zająć parę lat, niemniej skupiał się na tym, nie wnikając mocno w tę „niemagiczną” część prac. (A raczej wnikając, ale nie tak dogłębnie, jak stała obsada.)
- Jest kamienna i wykonana kilkanaście tysięcy lat temu. Nie mogłaby zachować kolorów, jeśli takie na niej były – powiedział nieuważnie. Zdawało się, że myślami jest gdzieś indziej. I może faktycznie tak było, Cathal niekiedy miewał tendencje do zamyślenia, co po części było związane z dręczącą go chorobą. – Są tu jego podboje, jeniec, sokół Horusa, ale to chyba nie ma znaczenia? – spytał. – To prawdopodobnie najstarszy zabytek piśmienniczy. Hieroglifów wciąż nie odczytano w pełni.
Nawet Cathal miał z tym problemy. Znał starożytne runy i wszystkie języki świata, ale hieroglify nie należały do żadnej z tych kategorii, a to były jedne z najstarszych. Wiedział, co oznaczała część z nich, ale znaczenie części pozostawało niejasne i mogło być różnie interpretowane.
- Z tego, co wiem, nie potrafisz się teleportować, więc musimy zostać tutaj. Zresztą może się okazać, że kiedyś przyjdzie ci przywoływać ducha na środku pustyni, tuż przed burzą piaskową – skwitował bezlitośnie, ale sięgnął po różdżkę. Wycelował w wejście do namiotu, tak że to się zaszyło. Na miejscu była też mugolska grupa, oficjalnie współpracowali i Cathal nie chciał, by ktoś przypadkiem tu wszedł i chciał wiedzieć, co się wyrabia.
Potem kolejne czary rzucił na ściany namiotu, szepcąc silenco. Nie miało może podziałać długo, ale dzięki temu po pierwsze, mniejsze szanse, że ktoś rozproszy Jamila, po drugie, nie będą musieli się przejmować, że ktoś podsłucha to, co powie Anwar.
O ile faktycznie poradzi sobie z duchem.
- Możemy zaczynać? – spytał. Sam cofnął się, za wcześniej przygotowany przez siebie krąg runicznych pieczęci.
Współpraca z poprzednim wywoływaczem nie została zawieszona bez powodu. Cathal miał już jednego… może nie ducha, ale martwego w głowie. Nie życzył sobie kolejnego. Slytherin też na pewno źle zniósłby konkurencję.
Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#5
22.02.2023, 23:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.02.2023, 23:28 przez Jamil Anwar.)  
- Może to i lepiej, jeszcze przypadkiem zniszczyłby grobowiec i nie byłoby nic do odkrycia – uznał, wzruszając ramionami. Nie miał zielonego pojęcia, co mogło znajdować się zamknięte w bocznej komnacie należącej do starożytnej, egipskiej czarownicy. Na pewno coś cudownego i paskudnego zarazem. Już teraz mógł się założyć, że klątwołamacze będą przy tym mieli nie lada zagwozdkę. Narzędzia rolnicze i stare wazy odkryte przez poprzednią ekipę, z którą Jamil współpracował, zdawały się przy tym ledwie zabawkami dla laików. Tak jak i prace mugolskiej ekipy, które zdołał zaobserwować, szukając namiotu Shafiqa. Aż wstyd przyznać, ale bawiło go to, jak pracowali w pocie czoła, by oszacować wiek nic nie znaczących kamieni, użytych jedynie do budowy i podtrzymania konkretnych sal świątyni. Jeśli Quinbell robił dokładnie to samo, zamiast rozpocząć współpracę z wykwalifikowanymi czarodziejami, rzeczywiście marnował potencjał.
- Nie, nie ma. Po prostu byłem ciekawy – przyznał, wzruszając przy tym ramionami. Dostrzegł, że Cathal odlatywał gdzieś myślami, ale zinterpretował to raczej jako próbę przypomnienia sobie kolejnych faktów historycznych i ciekawostek na temat ducha, którego Jamil miał wywołać. Nie znał jeszcze tego człowieka, niewiele o nim wiedział poza tym, co powiedzieli mu kojarzący go ludzie. – Ktoś kiedyś w końcu je odczyta. Pytanie tylko, kiedy?
Hieroglify pozostawały dla Egipcjanina jedynie zbiorem obrazków, które odczytywał wyjątkowo dosłownie. Jeśli na płycie przedstawiony został ptak, był zwykłym ptakiem – nie Horusem, niebiosami, zbawieniem, czy co też sobie w starożytności wymyślili. Nie dziwił się, że tylko nieliczni potrafili wtedy czytać. Sam zapewne miałby poważne problemy ze zrozumieniem, co kapłani czy urzędnicy zajmujący się spisami mieli na myśli.
- Teleportacja nie jest tu tak powszechna, większość ludzi wybiera inne środki transportu. Przez magię bezróżdżkową zdarza się zbyt wiele anomalii i przez to rozszczepień – odpowiedział mu, czując dziwną potrzebę wytłumaczenia się z braku tej umiejętności, która dotąd mu nie doskwierała. Najwyraźniej jednak Cathalowi wydawała się na tyle istotna, by o niej wspomnieć. – Wywoływałem raz ducha na dachu budynku, chowając się przed grupą czarnoksiężników, którzy dowiedzieli się, co odkopaliśmy. Pomogło nam to zresztą, bo okazało się bezwartościową, złośliwą zabawką. Przyjemnie było potem patrzeć, jak złazi z nich skóra, kiedy oddaliśmy im tę szkatułę dobrowolnie – ciągnął dalej, wciągając się w kolejną historię. Pracując na wykopaliskach co rusz wpadał w kłopoty, więc miał takich historii na pęczki. Zazwyczaj wykorzystywał je, zabawiając młodsze rodzeństwo podczas kolacji. Nie zawsze mu wierzyli, ale też miał talent do podkoloryzowania rzeczywistości. Shafiqowi jednak mówił prawdę, dochodząc do wniosku, że bajki by na niego nie podziałały – i tak pewnie wiedział na tyle dużo, by wyczuć ewentualne kłamstwo.
Odetchnął z ulgą na wszelkie zabezpieczenia, którymi zajął się szef grupy archeologicznej. Praca w bardziej zorganizowanych warunkach dawała mu też większe pole do popisu i szanse na wykazanie się w kwestii przywołania ducha. Skinął tylko głową, zgarnął ze stołu kartki z dziennika Qiubella i skierował się do kręgu. To wszystko wydawało się podejrzanie zbyt proste. Upuścił torbę poza kręgiem i machnął ręką, przywołując do siebie kilka niewielkich świec, które wyglądały, jakby były niemal wypalone. Zdołał się jednak przekonać, że im mniejsze, tym bezpieczniejsze. W warunkach polowych nie przewracał ich wiatr i chociaż wypalały się szybciej, zapewniały bezpieczeństwo w przypadku groźniejszych duchów. Ich zgaśnięcie nie zawsze, ale dość często odsyłało ducha z powrotem. Sięgnął jeszcze po pojemnik z kadzidłem, które zapaliło się pod pstryknięciem palców, roznosząc po pomieszczeniu stróżkę duszącego dymu o korzennym zapachu. Świece ustawiły się po wewnętrznej stronie kręgu przy kamieniach runicznych, a ich knoty zapłonęły. W namiocie wciąż było jednak jasno, więc nie zwracało się na nie aż takiej uwagi.
- Wiedziałeś, że duchy przemawiają z akcentem? – zapytał, obracając w dłoniach kartki należące do egiptologa, jak gdyby badał ich fakturę. – Kazali mi wywołać żołnierza Aleksandra Macedońskiego, który miał romans z jakimś wezyrem Ptolemeusza X. Mój głos podobno bardzo ładnie brzmi, kiedy śpiewam po grecku – zażartował jeszcze, bardziej po to, żeby rozluźnić samego siebie, niż zabawić Shafiqa. Niespecjalnie pamiętał, dlaczego ten duch w ogóle zaczął śpiewać. Jamil czuł się wtedy, jakby się upił, choć nie tykał alkoholu przez długie tygodnie, by przygotować się na wcześniej zaplanowane sprowadzenie Macedończyka.
W końcu zamilkł i przymknął oczy, chcąc skupić się na zadaniu. Tracił w ten sposób zaczepienie ze światem żywych, ułatwiając sobie wpuszczenie ducha. Gdyby ktokolwiek go o to zapytał, pewnie porównałby to do ciągnięcia nici. Musisz wybrać odpowiednią, a potem przytrzymać ją w palcach, choć drga i próbuje się wymknąć. Czasem trwało to całe wieki, gdy poszukiwał „odpowiedniej”, czasem było zbyt wiele podobnych, a posiadane informacje nie pozwalały mu na selekcję. Musiał wtedy liczyć, że wybrany duch zechce przyjść do niego po dobroci. Nie był już do końca pewien, czy wciąż trzymał tę metaforyczną nić w postaci zapisków Quibella. Jego dłoń automatycznie powędrowała do twarzy, próbując zakręcić palcami nieistniejący zarost.
- Co się stało z moim wąsem? – Usłyszał w myślach głos o silnym, brytyjskim akcencie, wiedząc, że Cathal również musiał zarejestrować te słowa, choć dla niego brzmiały zupełnie inaczej. Duch porozumiewał się z otoczeniem przy pomocy ust Jamila.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#6
23.02.2023, 14:16  ✶  
- Niekoniecznie. Nie chodzi nawet o niemożność odczytania samego hieroglifu, ale o to, że jeden znak może mieć wiele różnych znaczeń – wyjaśnił Cathal. Bez kontekstu kulturowego rozszyfrowanie pewnych rzeczy zdawało się po prostu niemożliwe. Nawet czarodzieje, z całą swoją magią i wieloma specjalnymi umiejętnościami, mieli swoje ograniczenia. Cathal wątpił na przykład, czy Jamil zdołałby przyzwać ducha tak starego, by mógł odszyfrować napisy… i czy w ogóle by go zrozumiał.
- Nasza uzdrowicielka zna zasady teleportacji łącznej, więc to nie tak duży problem – odparł Shafiq na jego tłumaczenia. Gdyby w ekipie nie było Nell, być może dwa razy zastanowiłby się, czy przyjęcie Jamila nie byłoby ostatecznie problemem. – Ale teraz pracuje nad mapami, nie będę więc jej wyciągał, a najbliższe miejsce, które mogłoby zapewnić ciszę, spokój i ochronę przed wiatrem, jest trzy mile stąd. Nie wiem, jak ty, ale ja nie mam ochoty na przechadzkę przez pustynię.
Shafiq nawykł do ciężkich warunkach. Kiedyś mieszkał w Rosji, na terenach, gdzie zawsze było zimno. Swoją przygodę zaczynał nijako na stażu, gdzie parę miesięcy pracował w Peru, potem spędził lata w Brazylii. Irlandia i jej deszczowa, chłodna pogoda, stanowiła zaledwie krótką przerwę, szybko zakończoną wypadkiem. W Egipcie Europejczykowi najtrudniej było się jednak dostosować i pustynny spacer, którego dało się uniknąć, ani trochę nie uśmiechał się mężczyźnie.
- Z potencjalnymi czarnoksiężnikami, którzy dowiedzieli się, co odkopaliśmy, będziemy sobie radzić ja i Alethea. Ale to dobry moment, by ustalić jedno. Jeśli mówię, że znalezienie czegoś jest tajemnicą, to jest tajemnicą. W momencie, gdy ktoś ma za długi język pod tym względem, wylatuje z ekipy. A w umowie jest klauzula poufności i jej złamanie oznacza brak ostatniej wypłaty i odprawy – dodał Cathal. Czasem pewne informacje był gotów ukrywać nawet przed sponsorami i Ministerstwem. Przynajmniej do ostatniej chwili. Choćby po to, by ktoś nie odpowiedział tego jako ciekawostka nieodpowiedniej osobie.
Miał spore nadzieje, co do komnaty nagrobnej starożytnej czarownicy i nie chciał, by wieści się rozeszły. Mógł wybaczyć wiele, włącznie z popełnieniem błędów, które sam też przecież robił, ale nie przekazywanie poufnych informacji.
Obserwował przygotowywania, ustawianie świec, kadzidło, zapamiętując każdy szczegół. Sam nie miał talentu do takich rzeczy – dzięki Merlinowi – ale po tym pokazie w razie potrzeby mógł rozstawić „stanowisko” dla Jamila w przyszłości.
- Jeśli będzie potrzeba kiedyś tłumaczenia pytań, o ile umiesz za kimś powtarzać, tym się zajmę – mruknął Cathal. We krwi jego rodziny płynęła przedziwna magia, która sprawiała, że języki nie miały przed nimi tajemnic, a czegoś takiego jak akcent niemal nie zauważał. Potem zamilkł. Kiedy Jamil skupiał się na przywołaniu, Cathal nie tylko nic nie mówił, ale nawet się nie poruszał, nie chcąc rozproszyć medium.
Uśmiechnął się półgębkiem, kiedy głos, który się odezwał, nie brzmiał już, jakby należał do Jamila.
- James Quibell, jak mniemam – mruknął, chociaż doskonale wiedział, że nie dostanie odpowiedzi. Duch go nie słyszał, rozmawiać z nim mógł jedynie Anwar.
Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#7
24.02.2023, 12:21  ✶  
- Nigdy nie lubiłem tego miliona znaczeń. Tak jakby szakal nie mógł być szakalem.
Rzeczywiście, nawet gdyby jakimś cudem, po pewnie długich miesiącach, jeśli nie lata przechodzenia przez męki, Jamil przywołałby najbardziej starożytnego ducha, jakiego był w stanie wyłapać, zupełnie by się nie zrozumieli. Nie miałby tłumacza, który wyłapałby poszczególne kwestie i pomógł w porozumieniu się z duchem. Umiejętności Egipcjanina nie dawały zupełnie żadnych możliwości w chwili, gdy nikt nie potrafił z danym duchem się dogadać.
- To ta blondynka, która wskazała mi do Ciebie drogę? – dopytał. Przypomniał sobie ładną dziewczynę z naręczem zwojów, którą zaczepił, gdy zbyt mocno zagapił się na prace mugolskich archeologów i stracił poczucie, w którym kierunku powinien się udać. – Dwa metry? Jak najbardziej. Trzy mile? Podziękuję! – zawołał, unosząc przy tym ręce dla zaznaczenia, że to nie dla niego i się od takiej przechadzki zdecydowanie odgradza.
Jamil znał jedynie równikowy klimat Ugandy i warunki panujące na egipskiej pustyni. Przy czym w pierwszym przypadku nieznośne wiatry panujące na zboczu góry neutralizowano magią, by uczniowie mogli w spokoju pobierać nauki w szkole bez martwienia się o to, że zwieje im notatki. Nie dotyczyła ich też pora sucha i deszczowa, zaklęcia pozwalały dostosować wszystko pod czarodziejów. Dopiero pustynia tak naprawdę hartowała, ale o ile Anwar potrafił poradzić sobie z palącym słońcem (nawet jeśli i jemu doskwierało), tak nawet nie myślał o tym, jakie trudności by mu sprawiła europejska zima, do której w ogóle nie przywykł.
- Nie mam zamiaru dzielić się odkryciami z jakimiś zbirami od siedmiu boleści. Odkopaliśmy motykę, wazę i na wpół zniszczony shaduf, nic tu po was, kilabi – mówił, dodając na końcu określenie mające obrazić rozmówców – jak sądził, raczej znane Cathalowi, jeśli spędził już jakiś czas w Egipcie. Kiedy jasno mu się zaznaczyło, że miał o czymś nie informować osób spoza ekipy, tego właśnie się trzymał. Akurat rozpowiadania na prawo i lewo odkryć archeologicznych nie można mu było zarzucić, chociaż z raz czy dwa zdarzało mu się coś przegrać w karty. Wystarczyło po prostu nie powierzać mu cennych artefaktów, gdy miał się gdzieś udać w samotności. W towarzystwie – jak najbardziej, najbezpieczniejsze na świecie, biorąc pod uwagę, że potrafił przywalić nie tylko zaklęciem. Doświadczenie nauczyło go, że im mniej otoczenie wiedziało, tym więcej mógł na tym zyskać. Zwłaszcza, gdy co ciekawsze znaleziska utrzymywano w tajemnicy nawet przed głównymi sponsorami.
Utrzymanie kręgu przy wywołaniu ducha było istotne, by cały rytuał się udał. Magia musiała podtrzymywać go wewnątrz wywoływacza, nie pozwalając uciec poza znaki runiczne i płomień świec. Lepiej nie ryzykować ewentualnego opętania, prawda? Przerwanie kręgu lub niedotrzymanie go mogło też po prostu odesłać ducha, uniemożliwiając ponowny kontakt z nim przez długi czas. Spore ryzyko, a niekiedy nie da się niczego przeskoczyć bez znajomości szczegółów z życia danego delikwenta.
- Jeśli będziesz mówił głośno i wyraźnie, bez problemu powtórzę – zapewnił. – Kwestia tego, że duch czasem się drze i zagłusza dźwięki z zewnątrz. W końcu jakoś się z tym grekiem przecież dogadaliśmy.
Przez lata różnych doświadczeń nauczył się naśladować języki, w rzeczywistości wcale ich nie znając. Powtarzanie po kimś słów stawało się coraz prostsze, aż w końcu opanował to na tyle, by dogadywać się z duchem, choć sam za nic nie rozumiał, w czym brał udział. Musiał potem wierzyć na słowo tłumaczom.
Skinął głową na słowa Cathala, potwierdzając, że rzeczywiście musieli mieć do czynienia z Quibellem, który na dodatek w jakiś sposób wyczuł poruszaną wcześniej kwestię wąsów. Niby patrzył na Shafiqa, ale wzrok miał jakiś taki nieobecny, skupiając się bardziej na utrzymaniu ducha.
- Dzień dobry, profesorze Quibell – zawołał do niego radośnie, uśmiechając się przy tym szeroko, tak jakby rzeczywiście rozmawiał z człowiekiem, którego musiał oczarować.
- Jaki tam profesorze, moja żona była profesorem, ja ledwo najwybitniejszym egiptologiem swoich czasów – mówił w jego głowie duch, a Jamil z automatu powtarzał to na głos. Cóż, najwyraźniej mieli do czynienia z narcyzem.
- Jest pan dumny ze swoich osiągnięć – zaczął powoli Egipcjanin, szukając punktu zaczepienia w słowach Jamesa. – Pewnie ucieszy pana fakt, że ponownie znalazł się pan w Umm El-Qa’ab.
Miał wrażenie, że poczuł szarpnięcie, jakby duch próbował mu się wyrwać i wrócić z powrotem do zaświatów, z których został przywołany. Tego się nie spodziewał. Zacisnął mocniej rękę na notatkach Quibella, prawdopodobnie trochę je gnąc, ale zupełnie na to nie zważał. Zmarszczył czoło, skupiając się na tym, by utrzymać konwersację z duchem.
- Niepokoi się pan…
- To złe miejsce, nikt nie powinien tu wracać.
- Dlaczego?
- To złe miejsce! – powtórzył duch, podnosząc głos, tak że w głowie Jamila zabrzmiało to jak przeraźliwy pisk, przez który się skrzywił. – Okropna klątwa, nie powinienem tu wracać. Nie powinienem – mamrotał duch, sprawiając, że Jamil coraz mniej rozumiał. Spojrzał na Cathala, szukając jakiejś podpowiedzi, o jakiej klątwie mógł mówić Quibell.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#8
24.02.2023, 12:55  ✶  
- To też nie takie proste. Pismo obrazkowe ma swoje ograniczenia. Pojęcia abstrakcyjne trudniej przekazać. Zresztą tamtejsi ludzie mieli zupełnie inną mentalność. Nie chodziło o to, aby pismo mógł zrozumieć każdy.
Nawet wręcz przeciwnie. W wielu kulturach stanowiło wyznacznik elity, więc trudność w jego nauczeniu niekoniecznie była traktowana jak coś negatywnego.
- Nell Bagshot. Zna się trochę na historii, ale tutaj jest głównie jako uzdrowicielka i specjalistka od map. Uważaj, jeśli ją wkurzysz, ma skłonności do wybierania do leczenia eliksirów o najpaskudniejszym smaku – powiedział Cathal i skrzywił się mimowolnie, bo raz kiedy złapał paskudną gorączkę, akurat po tym, jak wkurzył Nell, kurowała go tak paskudnymi miksturami, że rozważał, czy nie lepiej jednak umrzeć. Wciąż doskonale pamiętał ich smak. Niestety.
- Na to liczę – odparł krótko na słowa Jamila. Nie wykazywał podejrzliwości, ale owszem, musiał być trochę podejrzliwy. Anwar ostatecznie byłby nowy w ekipie, miał historię problemów hazardowych, pochodził z innej kultury, nie miał powodów do lojalności wobec reszty innych niż wynagrodzenie czy lęk przed konsekwencjami. Przynajmniej na początku więc nie było mowy o zaufaniu ze strony Shafiqa, za to miał zamiar dobrze grać marchewką i kijem. Z jednej strony płacili pracownikom dobrze, jak na standardy Egiptu były to zarobki wystarczające do utrzymania całej rodziny, a z drugiej Cathal nigdy nie ukrywał, że jeśli ktoś nie jest dla ekipy absolutnie niezbędny, może wylecieć na kopach.
Nie mówił też tego wprost, ale gdzieś w tle unosiła się sugestia – czy słuszna, czy niesłuszna, wiedział tylko on sam – że w przypadku poważnych problemów te kopy oznaczałaby kopanie i wylatywałoby się do płytkiego dołu na jakiejś pustynnej wydmie.
Cathal przysłuchiwał się temu przedziwnemu monologowi. Był już świadkiem wywoływania ducha, więc rozmowa z samym sobą nie była dla niego aż tak dziwna, jak mogłaby wydawać się komuś, kto nie wiedział, co się dzieje. I wzbudziła jego zainteresowanie, bo choć po prawdzie mieli już większość informacji, jakich mógłby użyczyć Quibell, o tym, że natknęli się na klątwę, nie mieli pojęcia.
- Możesz przekazać, że mamy utalentowaną klątwołamaczkę i klątwa zostanie zdjęta – odparł gładko. – To jeden z naszych celów. Mugole za bardzo się panoszą i mogą prędzej czy później na coś się natknąć. Poza tym zapytaj go Peter Hollins faktycznie badał razem z nim sprawę tej komnaty.
To był wybieg. Drobny. Quibell nie mógł znać żadnego Petera Hollinsa, a raczej wątpliwe, by go znał, bo ktoś taki nie pracował na wykopaliskach. Shafiq ot sprawdzał Jamila, bo spotkał się już w wywoływaczami duchów czy jasnowidzami, którzy jak się okazywało, nie mieli żadnej mocy, a bazowali na doskonałym przygotowaniu, znajomości historii, charyzmie i umiejętności odczytywania ludzkich zachowań. Póki co dialog z egiptologiem równie dobrze mógł być prawdziwą rozmową, jak wybiegiem Anwara.
Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#9
02.03.2023, 14:07  ✶  
Ile by dał, by spojrzeć na jakikolwiek tekst i od razu wiedzieć, co on oznacza. Nie wyróżniał się zbytnio na tle innych czarodziejów w tych rejonach. Każdy z nich znał zarówno swój rodowity język, jak i angielski wymagany w szkole, by ludzie z tak wielu rejonów mogli się dogadać. Znał pojedyncze słowa z dialektów czy francuskiego, którym posługiwali się Marokańczycy, ale nie na tyle, by z kimkolwiek porozmawiać. Hieroglify z kolei bardziej przypominały mu stare, niekształtne rysunki młodszego rodzeństwa, aniżeli prawdziwe pismo. A mimo to było jednym z pierwotnych, którego znajomość otwierała wiele możliwości na takich wykopaliskach. Czasem żałował, że nie miał pieniędzy i możliwości, by po skończeniu Uagadou dalej się kształcić. Z drugiej strony jakimś sposobem i tak skończył, pracując z tymi wszystkimi wykształconymi ludźmi. A teraz w ogóle miał szansę dołączyć do grupy Brytyjczyków, o ile wywołanie ducha pójdzie po jego myśli.
- Nie sądzę, żebym miał się jej aż tak narazić – powiedział z pewnością siebie. Nie mógł jeszcze wiedzieć, jak bardzo się w tej kwestii mylił. Przy pierwszym wrażeniu Bagshot wydała mu się całkiem nieszkodliwą, delikatną dziewczyną, zbyt zajętą swoją pracą, by w ogóle zaszczycić go dłuższym spojrzeniem. Dokładnie tak to zinterpretował – jako zaaferowanie tym, by donieść wszystkie te mapy w odpowiednie miejsce, a nie brak zainteresowania jego własną osobą. Pojawienie się w jego życiu Nell miało być jednak zwiastunem poznania nowych, egzotycznych smaków takich jak gorzki dyptam, kwaśna żółć pancernika czy oślizgła wątroba szczura. Istniały sposoby na zatuszowanie odoru składników, ale najwyraźniej pełne doznania smakowe były tym, na co sobie zasługiwał. Póki co kusiły go jednak wyłącznie wizje nowej przygody i możliwości utrzymania rodziny, której wiodło się coraz gorzej.
- Panie Quibell, właśnie po to tu jesteśmy – zaczął, zwracając się ostrożnie do ducha, który wciąż mamrotał pod nosem o zbliżającym się niebezpieczeństwie. W chwili, gdy zjawa posługiwała się ustami Jamila, wejście jej w słowo było dwukrotnie utrudnione. Egipcjanin musiał wyczuć odpowiedni moment – pauzę, w którą mógł się wbić. – Jest tutaj utalentowana klątwołamaczka, która będzie w stanie zdjąć zaklęcie i uchronić kolejne osoby…
- Wszyscy padli jak muchy w ciągu miesiąca – ciągnął dalej duch, ale Jamil wyczuwał, że uspokoił się nieco po zapewnieniach, że klątwa zostanie zdjęta. Nie mógł mieć takiej pewności, równie dobrze Shafiq nakazywał mu tak powiedzieć, by Quibell zaczął z nimi współpracować. Jeśli jednak mówił prawdę o urokach chroniących to miejsce, łamacz klątw i tak będzie im potrzebny. Z tego jednak, co zdążył się dowiedzieć o ekipie współpracującej z Cathalem, Crouch była na tyle dobra, że nie zdziwiłby się, gdyby z łatwością rozpracowała zaklęcie, które zabiło archeologów prawie wiek temu. - Ostatnia odeszła moja Annie, przeszła to najgorzej, oj najgorzej.
- Czy to prawda, że pracował pan przy tym z Peterem Hollinsem? – dopytał Jamil, znów próbując przerwać to zawodzenie.
- Na litość boską, a powinienem znać jakiegoś Hollinsa? Znałem jednego Petera, mojego brata, ale zmarł na gruźlicę, gdy miał dziesięć lat – zawołał duch, wyraźnie oburzony tym, że zostały mu przerwane jego płaczliwe wspomnienia, a na dodatek został zbity z tropu. – I jeszcze Evansa, kustosza British Museum. Wydałem za niego, swoją drogą, moją córkę. Straszny był z niego tuman, ale potrzebowałem znajomości.
Jamil posłał Shafiqowi pytające spojrzenie, nie do końca rozumiejąc, o co chodziło. Uniósł przy tym brew, starając się przypomnieć sobie notatki na temat Jamesa Quibella. Ani w jego pamiętniku, ani tym bardziej w zapiskach, które Cathal dał Egipcjaninowi na samym początku nie było żadnych informacji o Peterze Hollinsie. Duch również zdawał się nie wiedzieć, o kim mowa. Anwar uśmiechnął się pod nosem, kręcąc głową, bo zaczynało do niego docierać, że najwyraźniej to był test. O ile jednak potrafił naśladować słowa, które inni mu dyktowali, by mógł porozumieć się z duchem, tak nie był na tyle dobrym aktorem, by udawać ducha. Z tak wybitną umiejętnością używania brytyjskiego akcentu korzystałby z niego na co dzień, a nie udawał ten typowy dla Arabów, prawda? Miał ochotę się zaśmiać, ale powstrzymał się, obawiając zerwania połączenia z duchem.
- Teraz jest jeszcze więcej takich tumanów. Dlatego chcemy ściągnąć klątwę, żeby nie narażać ludzi na niebezpieczeństwo – zwrócił się ponownie do ducha, wciąż czując w sobie jego obecność. – Musi nam pan pomóc, panie Quibell, i powiedzieć, gdzie znajduje się to wejście.
Usłyszał w głowie westchnięcie ducha, które pewnie rozniosło się też jego własnym głosem po namiocie.
- W komnacie króla. Znaleźliśmy je całkiem przypadkiem, gdy jeden z czarodziejów rzucił zaklęcie. Drzwi nie pokazują się niemagicznym, ale klątwa może ich dotknąć, gdy za bardzo się zbliżą.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#10
02.03.2023, 15:06  ✶  
Cathal spojrzał na Jamila z pewnym powątpiewaniem, ale nie skomentował. Może Egipcjanin naprawdę miał najspokojniejszy i najmilszy charakter na świecie i nigdy nie podpadnie ich uzdrowicielce, która wprawdzie nie była choleryczką i wściekała się krótko, ale jednak której czasem podpadało się tak, że człowiek nawet tego nie wiedział. I to nie tak, że Nell jakoś szczególnie się mściła. Po prostu jeśli źle się poczułeś, pokaleczyłeś albo zachorowałeś, i mogła podać ci jeden z dwóch eliksirów z podręcznej apteczki, to wybierała ten o paskudniejszym smaku.
Cathal czasem podejrzewał, że zaopatrując ich u miejscowych dostawców, celowo takie wybiera. I zastanawiał, czy to nie objaw sadystycznych skłonności.
„Padanie jak muchy”, nie brzmiało pozytywnie. Zwłaszcza, że chociaż niby afrykańska szkoła magii miała dobrą opinię, to jednak na przykład o profesjonalną pomoc medyczną było w okolicy trudno. Shafiq mógł mieć jedynie nadzieję, że kursy ukończone przez Letę w Anglii wystarczą, aby poradzić sobie ze starożytną, egipską klątwą.
Kiwnął głową mimowolnie na informacje o kustoszu i zmarłym bracie, zgadzające się mniej więcej z tym, co udało im się ustalić.
- Dopytaj jeszcze, czy są jakieś znaki charakterystyczne i możesz go odesłać – powiedział Cathal, kiedy z ust Jamila padło położenie drzwi. Faktycznie wejście miało się znajdować ponoć blisko komnaty nagrobnej władcy. Nie miał więcej pytań, bo i dzisiejsze wezwanie – choć informacje były przydatne, zwłaszcza ta o klątwie – nie było dla nich absolutnie niezbędne. Miało być bardziej testem wobec tego, czy Jamil przyda się jakoś wywoływacz duchów. Shafiq milczał, czekając aż mężczyzna odeśle ducha. Wolał nie rozpraszać Egipcjanina w takim momencie: było to nieco ryzykowne w chwili, w której nawiązał połączenie z drugą stroną.
Dopiero kiedy wszystko zostało zakończone, Cathal odezwał się znowu.
- Przygotuję umowę na jutro. Zaczynasz od pojutrze. Twoje obowiązki obejmują wywoływanie duchów, ale też pomaganie w obozie – wyjaśnił. Nie wywoływali w końcu tu starożytnych duchów codziennie, a z kolei bezsensu było później raz w miesiącu ganiać za wywoływaczem, kiedy duch będzie potrzebny już, teraz, natychmiast. – Myślę, że na tym etapie prac możesz spodziewać się wywoływania raz na dwa, trzy tygodnie, głównie takich jak Quibell, za jakiś czas niewykluczone jednak, że będziemy potrzebować kogoś... bardziej starożytnego. Wikt, namiot i opiekę medyczną w obozie zapewniamy my, jeden dzień w tygodniu masz wolny… chociaż bez teleportacji trochę ciężko go wykorzystać.
Chyba że zdoła namówić Nell, aby go zabrała albo pojedzie na wielbłądzie.
- Jakieś pytania?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (2357), Jamil Anwar (3979)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa