• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[31 VIII 1972] You were not seeking perfection, you were fearing inadequacy

[31 VIII 1972] You were not seeking perfection, you were fearing inadequacy
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#1
19.12.2024, 13:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.03.2026, 11:10 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VII

31 VIII 1972
Brenna & Morpheus, Warownia



— Byłaby z ciebie dobra podróżniczka przez czas — stwierdził Morpheus, wystawiając twarz do słońca. Pomimo że sierpień okazał się być dość deszczowy, to jednak dni nadal były ciepłe i słońce prażyło ziemię, gdy tylko chmury rozstępowały się przed nim, niczym kurtyna teatru.

Dosłownie kilka minut wcześniej Morpheus nadzorował integrację dwóch Brenn, tej z teraźniejszości i tej z przeszłości, słuchając najpierw dźwięku rozpadającego się czasozmieniacza, a później widząc Brennę, starszą o trzy dni, których nie było. To nagle, niczym eureka, było objawieniem samym w sobie. Gdyby zliczyć te wszystkie godziny, gdy cofał się, kradł całe dni, tygodnie, a jego ciało starzało się, przybywało mu siwych włosów. Nie tylko dojrzała uroda, ale również czas, który przeżył, a który nigdy nie istniał.

Siedzieli w wykuszu, przy otwartym oknie. Szpakowaty Longbottom trzymał w dłoni swój Zmieniacz Czasu i bawił się łańcuszkiem.

— Nie miałem okazji przeprosić cię za Viktorię. Nie wiedziałem, że tam jest coś nie tak. To... Przykro mi, że musisz się z tym mierzyć. Czy mogę ci jakoś pomóc z twoim ciężarem? — zapytał. Chyba po raz pierwszy, gdy na nią patrzył, widział w niej dorosłą kobietę, a nie dziecko, które biega po lesie z patykiem. Nadszedł czas, aby wrzucić go w palenisko i sięgnąć po różdżkę. Wszystko, co mieli, tak na prawdę, to ten wewnętrzny ogień.

— Głupiec, który odchodzi. Coś się kończy, coś się zaczyna — westchnął, wyciągając papierośnice i wyciągając papierosa. Pozostawił ją otwartą, między nimi, razem z zapalniczką, gdyby jednak chciała się poczęstować. Przymknął oczy i zaciągnął się dymem. Przytrzymał go w płucach na dłużej, po czym, wydychając, próbował zrobić z dymu kółka. Nie bardzo mu to wychodziło i formowały się różne kłębki sinej woalki rzeczywistości.


Rzut na wróżbę, symbol, dla Brenny.
Rzut Symbol 1d258 - 197
Skrzypce (egoizm)

Prychnął, resztka dymu uleciała nosem, gdy zobaczył coś, co mogło wyglądać, jak skrzypce.

— Egoizm raczej ci nie grozi, ale zważaj na niego. Nie tylko w sobie, ale też w innych. Dym i egoizm nie idą ze sobą w parze, bo zwykle oznaczają pożar. Albo... Albo może nadszedł czas, aby pomyśleć o sobie samej w tym wszystkim. Zadbać o Brennę-osobę.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
20.12.2024, 16:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.12.2024, 16:33 przez Brenna Longbottom.)  
– Morpheusie, zniszczyłam zmieniacz, ledwo wzięłam go w dłonie. Myślę, że jestem beznadziejną podróżniczką w czasie – stwierdziła Brenna, spoglądając przez okno na sad, choć myślami była w tej chwili przy Kniei, od której oddzielał ich mur otaczający posiadłość i jeszcze (na ich szczęście) całkiem spory fragment otwartej przestrzeni.
Wiedziała, oczywiście, że zmieniacz nie przetrzyma, gdy usłyszała, że ma cofnąć się o trzy dni, zdając sobie sprawę z tego, że zmieniacze Slughornów miały limit jednej doby, ale to nie zmieniało faktu. Nie wspominając już o tym, że musiała popsuć coś jeszcze – wciąż wierzyła, że to przez zmieniacz trafiła na parę godzin do dziwnego, innego świata, gdzie wszystko było podobne, ale odmienne, i z którego nie była pewna, czy się kiedykolwiek wydostanie.
- Tu nie chodzi o to, że jest nie tak - powiedziała Brenna, zwracając na moment spojrzenie na wuja. - Victoria po prostu nigdy nie była promugolska, za to zawsze była bardzo oddana rodzinie, a Lestrangowie raczej nie są zbyt dobrze nastawieni do osób półkrwi. Zależy albo zależało jej na Rookwoodzie, a jego krewni... Chester czy Augustus.... – Dalej miała ochotę połamać nos Augustusa za to, o czym opowiedziała jej Avelina. Był podwójnym draniem, nawet nie ze względu na poglądy, a na to, jakim był człowiekiem. - Ta rodzina chyba też ma dość konserwatywne poglądy, nawet jeżeli on sam nie. Nie wierzę, że Victoria współpracuje z Voldemortem, ale też nie umiem uwierzyć, że nie pomogłaby komuś bliskiemu, gdyby ta osoba okazała się śmierciożercą. I przede wszystkim nie sądzę, że chciałaby ot tak wypełniać rozkazy kogokolwiek od nas. Sama nie popieram tu ryzyka, bo jeden fałszywy ruch, i wszyscy jesteśmy martwi, ale być może inni zdecydują, że jest warte tego, co można zyskać.
Ona sama wepchnęłaby do Azkabanu własnego brata, gdyby dowiedziała się, że na jego ręku znajdował się mroczny znak, oczywiście po upewnieniu się, że przypadkiem ktoś nie namalował mu go henną, kiedy zasnął. Mogła poświęcić życie dla swoich bliskich, mogła przymykać oka na wiele spraw, mogła wręcz kryć działania uznawane za przestępcze – ale nie mogłaby im wybaczyć udziału w rzeczach takich jak Beltane. W rzeczach, które doprowadziły do śmierci Derwina, do pojawienia widm, mordujących jej sąsiadów, do tego, że mały chłopiec zginął w Kniei, a ona musiała uświadomić jego duchowi, że nie żyje, że pora iść na drugą stronę.
Wiedziała, że niewiele osób zrobiłoby to samo, że nie było powodów, aby ktoś był ot tak lojalny wobec wszystkich członków Zakonu, ale właśnie dlatego uważała, że Zakon powinien być ostrożny przy przyjmowaniu nowych osób. Mogła jednak nie mieć tutaj racji: nigdy nie była nieomylna.
– Nie powinieneś mnie za to przepraszać. I to coś, z czym mierzymy się wszyscy – odparła po prostu, kręcąc lekko głową. Niepewność, komu można ufać, i świadomość, że niektórzy mogą stać się wrogami, była czymś, co stało się elementem codzienności chyba każdego, kto pracował w Ministerstwie albo miał coś wspólnego z tym konfliktem. Nawet jeżeli próbował pozostać z boku albo wręcz popierał tę drugą stronę.
Uśmiechnęła się tylko lekko na jego słowa o egoizmie. Morpheus do pewnego stopnia trafił: nie miało upłynąć wiele czasu, by w punkcie, do którego doprowadziła ją egoistyczna decyzja, roześmiała się pustym śmiechem na wspomnienie tej wróżby, i słów o głupcu, który musi odejść. Ale na razie nie umiała jeszcze znaleźć w tym symbolu wiele sensu. To nie tak, że nie wierzyła zupełnie we wróżby – wierzyła choćby, że jesienią nadejdzie ogień, bo on go zapowiedział. Ale chyba uważała, że wróżby to tylko cień przyszłości, a przynajmniej takie jak ta. Niewiele mówiły, dopóki nie było już za późno.
– Z Quintessą już wszystko w porządku?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#3
19.01.2025, 19:45  ✶  

— Przyszłość mu nie była pisana najwyraźniej, nic się nie dzieje bez powodu. Czasozmieniacz to jedynie narzędzie, narzędzia mają to do siebie, że się psują— wzruszył ramionami Morpheus. — Ten konkretny egzemplarz miał się rozpaść bo nie pojawiał się już dalej, nie dało się go spotkać.

Na chwilę pozwolił jej spojrzeć w Morpheusa, który nie nosi maski. Matowe oczy, jakby nie było tam duszy, w którą można wejrzeć. Tak postrzegał siebie, nad wyrost, ale jednak. Radość wyparowała, jakby z kolejnymi wydechami powietrza ewaporoało to co piękne w Morpheusu. Sińce pod oczami uwydatniły. Patrzył na Brennę bez zwykłej przenikliwości. Koniec końców był tylko człowiekiem.

— Ciężko mi wierzyć, że już nie jesteśmy. Najważniejsze jednak, abyśmy trzymali nasze spojrzenie na prawidłowym kursie. Co do Victorii. To brzmi niemal jak zdrada, nawet jeżeli nią nie jest. W taki... Duchowy sposób. Wiesz, wiara, że przyjaciele wybiorą to, co właściwe, a nie egoistyczne pobudki — mówił, jakby jego delikatna konstrukcja mózgu nie zapadała się cyklicznie, w kole rocznym, w okolicach Mabon, zawsze tak samo, jakby żółć nie rosła mu w gardle na niektóre myśli. Ile by dał, aby móc zacisnąć dłonie na skórze i powiedzieć jesteś mój i tylko mój. Żadna jego miłość taka nie była. Drganie źrenic, drżenie prawej ręki, zdradzały głębokie niepokoje jego duszy. Ludzie widzieli jego wesołość, jego błysk, jego ładną na swój sposób twarz i liczyli, za ile można kupić jego kwaśną duszę. Coś w kącikach ust oraz polach srebra na policzkach i skroniach, szarościach stali nad czołem świadczyło o tym, że nadal, pomimo swoich sentymentów, to nie był koniec, że Morpheus był gotów stanąć, wyszczerzyć bardzo ludzkie kły i powiedzieć: uderz wszystkim co masz, a później zaśmiać się z krwią w ustach. Jak ktoś, kto odszedł i wrócił, ale wrócił źle. Tylko, że wcale nie. Wrócił lepiej. Tylko skąd i kiedy?

— Nie chcę, aby ognie z wizji trawiły nas inaczej niż dosłownie. Niech wszystko spłonie w proch, jeżeli to zatrzyma ducha w całości. Nie ma nic gorszego, niż gdy chęć walki obraca się w niwecz.

Wziął głęboki wdech.

— Przez moment... Miałem wrażenie, że wszyscy się poddali. Ciężko się na to patrzyło. I macie wiele racji, tylko Heather powinna nauczyć się wymawiać je jaśniej i bez takich emocji, nikt jej nie weźmie na poważnie, jeśli będzie się tak zachowywać, a Millie... Millie jest głęboko niestabilna. Czytanie jej przyszłości jest jak zaglądanie do kocich rzygowin. Zaproponowałem jej pracę dla mnie, ale jeszcze nie odpowiedziała.

Opuścił wzrok i patrzył się w swoje wypastowane buty.

— Nie wiem. Żyje. To już liczy się jako lepiej, niż mogło być. Napisałem do siebie list, tak jak wcześniej, więc wszystko jest na prawidłowym torze.

Nagle Morpheus uniósł głowę, czegoś nasłuchiwał, zmarszczył brwi. Przez chwilę nieobecny w konwersacji wytężał słuch aby usłyszeć echa przyszłości, ale nic. Chyba mu się zdawało. Potarł dwoma palcami zmarszczkę między brwiami. Chyba zaczynał mieć paranoję albo powinien udać się na kolejną wizytę do Blacka, bo zaczyna mieć zwidy. Może jednak lepiej nie, zamkną go w Lecznicy Dusz i niż nikomu nie pomoze, na pewno nie Millie.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#4
20.01.2025, 22:03  ✶  
Nie żałowała czasozmieniacza. Wymieniła go na Tessę i to była dobra wymiana: nierówna, bo Quintessa była dla niej warta więcej niż wszystkie czasozmieniacze na półkach Departamentu Tajemnic. Myśl o jego stracie nie była bolesna, raczej wywoływała lekkie drgnięcie kącika warg i konkluzję, że trzeba być nią, aby tak szybko zniszczyć tego typu narzędzie.
– Martwi? Ja czuję się całkiem żywa.
To nie tak, że nie rozumiała fatalizmu Morpheusa. Podzielała go chyba bardziej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Jej Trzecie Oko zwracało się ku przeszłości, można by więc pomyśleć, że w przyszłości nie będzie widziała własnej śmierci – ale przecież od dawna czuła, że kroczy ścieżką wytyczoną przez innych, których ta zaprowadziła do szybkiego zgonu, a jej sny pełne były martwych ludzi. Nie wierzyła, że przeżyje tę wojnę. Jeszcze wiosną wyciągnęła do Nory rękę i poprosiła o fiolkę z trucizną, nie dlatego, że nie chciała żyć, a że bała się, że podczas Beltane mogłaby zostać ujęta żywcem, lekka fiolka, kolejny z ciężkich sekretów.
Ale to nie znaczyło, że na tej śmierci zamierzała się poddać i że nie planowała szukać radości tu i teraz, póki jeszcze to było możliwe.
– Myślę, że to nie jedyna zdrada, jakiej przyjdzie mi się dopuścić w tej wojnie, Morpheusie. Nie jest pierwsza i nie będzie ostatnia.
Dopiero po Beltane Brenna uwierzyła chyba w pełni, że Victoria nie ma nic z tym wszystkim wspólnego: nie myślała, nie chciała myśleć, że ta nosi mroczny znak, nigdy nie była jednak pewna, na jak wiele spraw ta była gotowa zamknąć oczy. Nawet po Beltane jednak mimo wszystko nie widziała jej jako wypełniającej rozkazy Albusa i stawiającej te ponad dobro bliskich. Czy to już było zdrada, czy jeszcze nie? Być może. Ale Brenna już dawno zgodziła się zapłacić swoją cenę – i to była jedna z wielu rat. Zdradzała Ministerstwo. Zdradzała dziadka. W pewnym sensie zdradziła Anthony’ego Borgina, a raczej tego, kim był kilka lat temu. Zdradzała Castiela i Cynthię Flintów. Zdradzała Morpheusa i Danielle, gdy tyle rzeczy robili za ich plecami.
Do pewnego stopnia zdradzała nawet samą siebie, każdego dnia coraz bardziej.
Była gotowa na to, i na wiele więcej: bo stawką w tej wojnie nie były tylko ich życia, a jak wierzyła, cała przyszłość czarodziejskich Wysp, a może też tych niemagicznych. Poddać się? Poddała się o tyle, że postanowiła przestać udawać, że da radę zastąpić Patricka i Idę – nie była w stanie zastąpić nawet jednego z nich, nie mówiąc o obojgu. W żaden sposób nie planowała zrezygnować z walki i tego, co robili dotychczas. Pomagania tym, którym Ministerstwo nie mogło lub nie chciało pomóc, półlegalnego lub nielegalnego szukania informacji, szkodzenia, komu zaszkodzić mogli – po prostu lepiej sprawdzała się jako żołnierz, który w to wszystko się pakował.
– Mogę ci spokojnie zagwarantować, że poddam się dopiero wtedy, kiedy będę martwa – powiedziała, uśmiechając się, jednym z tych uśmiechów, które były pozbawione choćby odrobiny prawdziwej wesołości. Nie patrzyła teraz na niego, a gdzieś za okno, na drzewa, których liście jeszcze nie zdążyły nabrać jesiennych barw. Brenna wierzyła, że jeszcze mają trochę czasu: że dopiero kiedy te pokryją się czerwienią i złotem, nadejdą czerwień i złoto płomieni. – Rozmawiałam z Dorą. Porozmawiam z Millie. Chciała zamieszkać w Księżycowym Stawie, więc wygląda na to, że teraz to miejsce jest dla niej domem. Może spróbuje odwiedzić Szeptuchę, a jeśli nie ją, to kogoś z Trelawneyów, kto… ma większe doświadczenie. Znam jednego jej kuzyna… Sebastian nie ma trzeciego oka, a czasem widuje dziwne rzeczy i może to ma coś z tym wspólnego.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#5
04.11.2025, 02:37  ✶  

— Bardzo dobrze. — Paciorki czasu nie składały się w sensowną całość, a rzeka Styx była szeroka i głęboka. I niechaj płynie, niechaj płynie. — Może Beltane coś jej zrobiło. W końcu długo jej nie było i twierdzi, że nic nie pamięta. Byłoby wspaniale, gdyby cokolwiek dobrego z tego wyszło.

Zadumał się na chwilę nad różanym ogrodem szwagierki, matki Brenny. Na końcu lata ogród różany trwał jeszcze w półśnie, jakby nie chciał uwierzyć, że czas kwitnienia naprawdę minął. Powietrze gęstniało od zapachu, który nie był już słodki, lecz gorzki, jak wspomnienie dawnej rozkoszy. Płatki róż, przetarte, matowe, gdzieniegdzie przybrązowiałe, trzymały się krzewów z uporem staruszek, które nie chcą odejść z przyjęcia, wspominając lata młodości.

W pajęczynach, które rozciągały się pomiędzy gałązkami, błyszczał chłód, srebrny i nieco okrutny.

— Mam wrażenie, że nie mogę przestać czekać, aż wszystko rzeczywiście spłonie. Mam nadzieję, że jeśli tak się stanie, oni będą palić się razem z nami. — Nie trzeba było tłumaczyć kim byli oni, którym życzył takiego tragicznego losu. Widma za płotem, fatum nad dachem. Kocie znaki i demony biegające po ulicach. Świat stanął na głowie.

— Utknąłem w sprawie z Widmami. Departament jest... Opieszały. Za daleko Londynu, Warownia za dobrze się trzyma. — Pierdolony ostatni bastion.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
12.11.2025, 16:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.11.2025, 16:23 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna wierzyła w te przepowiednie: ale chyba nie spodziewała się jak on, że wszystko spłonie. Gdzieś w jej głowie roiły się myśli o ataku na Warownię, na Ministerstwo, może na coś jeszcze w Dolinie. Albo o jakimś nowym szaleństwie, które zamieni Knieję w piekło, bo ogień wypełznie gdzieś z Polany, nazywanej, o ironio, Polaną Ognisk. Może zbyt dosłownie podchodziła do wizji Morpheusa. A może nie chciała uwierzyć w to, jak źle może być.
– Ogień łatwo się rozprzestrzenia – powiedziała, z pewnym zamyśleniem. Czy mogła potępiać takie myślenie? Nie. Jeśli mieli płonąć, pewnie najlepiej dla wszystkich, jeśli ten ogień sięgnie i drugiej strony.
Balansowała teraz na jakiejś dziwnej granicy. Nie mogli zapuścić się z daleko: nie każde z nich przynajmniej. Nie mogli, nie powinni. Ale jednocześnie wiedziała, że są na wojnie, a strat na takiej nie unikniesz, i do licha… była gotowa ponieść je sama.
– Widma wychodzą do Doliny. Odebrały młodość dziecku i Mildred Found. Zabiły parę, już na polu, i obróciły ich ciała w szczątki. Szukają życia. Jak sądzę nie tylko w samych ludziach, ale też… tym, co ci po sobie zostawiają? Nie wiem, jak dokładnie to opisać. Zamieszkały w domu w Kniei i myślę, że próbowały pożywiać się na echach pozostałych po właścicielce, a potem odeszły. Kupiłam ten dom. Przyprowadziłam tam kogoś z twojego wydziału i prosiłam o informacje, ale cóż… Niewymowni – wyliczyła. Mówiła wolniej niż zwykle, bardziej rzeczowo, bez emocji, teraz bardziej raportując to, co mogło się przydać niż prowadząc rozmowę. – Widziałam jak Derwin z nim walczył, a one czaiły się na granicy lasu. Chyba... chyba coś je przyciągnęło z głębi Kniei.
Znowu głos wyzuty z emocji. Widziała. Pamiętała. Jak mogłaby po tym być skłonna do jakichś ustępstw? Pamiętając wuja, chwiejącego się na nogach i istotę, z którą się mierzył, by nie skrzywdziła innych…?
– Potem nie mogłam ich zobaczyć. Mam wrażenie, że dlatego, że nie było w nich dość życia. Może teraz byłoby inaczej. Widziałam je najpierw i teraz… wydaje mi się, że albo ewoluują, albo istnieją różne ich rodzaje. Kręcą się przy Wiśniowej. I reagują jak dementorzy. Jeżeli mogę jakoś pomóc, to cóż, możesz na mnie liczyć.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#7
22.02.2026, 18:39  ✶  

Nie wiesz, jakie skarby masz, dopóki ich nie stracisz. Obecnie rzeczywistość była pisała głębokimi nuty wiolonczeli, na którą naciągnięto ludzkie jelita cierpienia. Napięcie narastało, świat zaczynał zawodzić chórem wyśpiewującym wielogłosem coś, co miało się zdarzyć i co dogłębnie go przerażało.

— Dlatego uważam, że Departament Tajemnic jest przeżarty Śmierciożercami. Trzymają wiedzę w kieszeni. I chociaż Florence jest po naszej stronie... nie potrafię udowodnić, że jej wuj też. Albo jest absolutnie niezainteresowany, co czyni go jeszcze bardziej winnym. — Zazgrzytał zębami. — Postaram się wyciągnąć jak najwięcej z Departamentu, ale nie wiem, jakie będę tego efekty. Jeśli jednak ma dojść do konfrontacji, wolę rzucić potencjalnych wrogów na pożarcie, a nie was.

Tutaj była, ta bezwzględność Morpheusa, która czasami wypływała na powierzchnię. Niby oliwa sprawiedliwa, ale nie w tym wypadku, bo waga nie miała prawidłowych odważników. Na szali byli dobrzy ludzie, jak Brenne, jak Nora, jak Basilius, jak Thomas, Jonathan, Dora, każdy w zastępach Zakonu Feniksa oraz... ludzie, którzy byli bierni, którzy zarabiali na konflikcie i tacy, którzy zakładali maski. Jeżeli umrą? Świat będzie lepszy. Jeżeli umrą, w służbie dobru? Tym lepiej.

—  Oby szybko się to rozwiązało, bo jeden kryzys za drugim to przasada nawet dla tej rzeczywistości. Już zarobiłaś na swoje siedem lat szczęścia.

Wydął policzki i wypuścił głośno z nich powietrze, wzdychając, po czym podniósł się i żartobliwie zasalutował Brennie.

— Obowiązki wzywają. Nie umrzyj w międzyczasie.


Koniec sesji


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1530), Morpheus Longbottom (1297)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa