• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[Jesień 72, 2.10 | Jonathan, Hannibal, Jessie & Gabriel] Interview with the Vampire

[Jesień 72, 2.10 | Jonathan, Hannibal, Jessie & Gabriel] Interview with the Vampire
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#1
28.10.2025, 23:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.11.2025, 16:29 przez Gabriel Montbel.)  
02.10.1972

późny wieczór

Walenie do drzwi było nieustępliwe.

Dzikie.

Nieokrzesane.

Domagające się natychmiastowej uwagi.

Moment w którym drzwi się otworzyły, stał się momentem zainaugurowania prawdziwego chaosu w domu. Niektórzy mieszkańcy Wysp wierzyli przed laty, że podczas burzy należy właśnie otworzyć drzwi, aby nawałnica nie została w domostwie na dłużej.

W tym konkretnym przypadku, może jednak opłacało się bardziej zagasić światło i udawać, że nikogo nie ma w środku?

- Nie jest to absolutnie ich zasługa ale dzięki bogom, że jesteś w domu! - powitał go od progu Gabriel, którego włosy zlane były deszczem. Pachniał ozonem burzy, na jego ustach wciąz pozostawał krwawy ślad, a w oczach czaiło się wyraźnie... zdezorientowanie?

Wyminął Jonathana uznając swój okrzyk za wystarczające powitanie, dłońmi niedbale przetarł wilgotne kosmyki, wprawiając włosy w jeszcze większy nieład.

- Cóż się podziało! Ty byś nigdy nie zgdł! Potrzebuję twoje rady! Natychmiat! Bezwzględnie! Nie jestem w stanie objąć tej sytuacji...! To się wydarzyło tak nagle! - pokrzykiwał, zatrzymując się na moment przed lustrem w sieni. Włosy pozostawały w nieładzie i póki nie wyschły, próżno było szukać w nich nadziei na dobre wyglądanie. Ubranie przemoczone do suchej nitki lepiło się doń niemiłosiernie czyniąc z niego bardziej utopca niż żywego trupa z wyżyn hierarchii tychże. Jakiekolwiek próby prezentowania się dobrze spełzły na niczym.

Nawet pogada była przeciwko niemu!

Nie żeby tak sobie wyobrażał kolejne spotkanie ze swoim byłym, ale teraz jakże nowym znajomym. Kątem jasnego błękitnego oka dostrzegł jednak jego minę i od razu wystrzelił jak grom przetaczający się po niebie.

- A na co taka mina? Na co te dąsy? Czy nie tak powiedziałeś? Zostańmy przyjaciółmi! Przyjaciele sobie radzą, więc proszę bardzo masz i swoją okazję do przyjacielowania teraz, gdy jestem w naglącej potrzebie wymagającej Twojej natychmiastowej konsultacji! - Nienawidził tej sieni, bardzo był niezadowolony, że Jonathana nie było w Brighton, tam gdzie próbował go znaleźć za pierwszym razem. Zawsze złe mieszkanie! Powinien od razu zakładać, że niesforny człowieczek jest w tym drugim miejscu niż mu się zdawało. Gabriel więc pozostawiając mokre plamy na podłodze i kłapiąc butami dość głośno, rezolutnie (jak na nieumarłego) poszedł do saloniku, którego również nienawidzł, ale trochę mniej. Nie przestawał przy tym mówić, a jakże! - I tak nie spałeś, więc z łaski swojej naparz mi herbatę, a ja opowiem Ci jak... - wparował do pokoju i w sumie od razu dotrzegł więcej osób. Nie zatrzymał się w swojej mowie, choć ona mało subtelnie momentalnie zmieniła swój ton.  - ... niezmiernie mi miło poznać Twoich wspaniałych, zacnych gości. - Chłopiec Jonathana z koncertu i... tak. Młody Selwyn. Jak się Gabrielowi zdawało - przez pewne nieporozumienie i nadmiar wampirów wysysających krew z młodych i nieco starszych anglików - jego chrześniak.- Jakże szalenie mi miło, to jest jakaś okazja...? Chyba nie masz dzisiaj imienin? - zwrócił się pytająco do gospodarza - Nigdy nie rozumiałem tej głupiutkiej tradycji małych urodzin. Z resztą same urodziny są li tylko po to, by... wysyłać sobie miłe listy. Czyż nie? - wampir bardzo skutecznie starał się pozostać w tonie lekkim, koktajlowym, by nie patrzeć zbyt długo w oczy chłopca, którego przed miesiącem prawie zabił i drugiego, którego bardzo chciał zabić... mniej więcej w tym samym okresie. Zamiast tego więc opadł na sofkę przez nikogo obecnie nie zajmowaną (pewnie miejsce w którym Jonathan siedział i prowadził z nimi rozmowę?) i nie dbając na stan tapicerki rozwalił się na niej ostentacyjnie choć nic przecież jeszcze nie pił. Poza krwią, o czym mówiły ślady wokół warg.
- Ja jednak chcę coś mocniejszego. - przyznał w końcu dłoń ściągając do czoła w dramatycznym geście. Może powinien wyjść i nie prowadzić tego typu dyskusji w takim gronie, ale sporo się natrudził by tu dotrzeć oraz zdecydowanie był w potrzebie, więc nie pozostało nic innego jak pozostać. Tyle dobrego, że w końcu umilkł na moment, zastanawiając się ile z jego krzyków na korytarzu mogło dotrzeć do wnętrza salonu. Drzwi chyba jednak nie były zamknięte, więc pewnie wszystko...

Ciężki żywot wampira.

Westchnął ciążko, choć już zapewne każdy w tym pomieszczeniu wiedział po swoich poprzednich doświadczeniach z wampirami, że nie musiał wcale tego robić. Nogę przewiesił przez oparcie sofy, a druga ręka którą akurat nie przesłaniał oczu (dramaptycznie) zwisła mu (nieco mniej dramatycznie, ale równie poetycko) na ziemię.

Miękki był to dywan. Trochę mokry ale przyjemnie miękki. Zdawało mu się pod opuszkami palców, że rozpoznał wełnę.

- Latający? - zapytał nieoczekiwanie.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#2
04.11.2025, 16:18  ✶  
– W każdym razie w taki właśnie sposób namówiłem tamtą piosenkarkę na solową karierę. Gdy spotkałem ją później była mi szalenie wdzięczna. Nawet zadedykowała mi jedną piosenkę niestety po portugalsku. Ale podobno jest tam dość znana. Często występuje w lizbońskim teatrze – Jonathan opowiadał właśnie dwójce młodych czarodziei, którzy siedzieli u niego w salonie, a z którymi chciał się jeszcze zobaczyć przed wyjazdem na delegację do Hiszpanii. Było już dość późno, ale czas mijał im całkiem przyjemnie, zwłaszcza gdy za oknem krople deszczu nieustannie próbowały zatopić cały Londyn, zachęcając tym samym wszystkich do siedzenia w eleganckim salonie otoczonym zapachem jesiennej świecy. Jonathan upił łyka korzennej herbaty i przyjrzał się obu gościom. Naprawdę cieszył się, że najwyraźniej się dogadywali. W końcu oboje stanowili dla niego ważną część jego rodziny i Selwyn musiał przyznać, że chociaż Hannibala i Jessiego różniło wiele, to jednocześnie mieli pewne cechy wspólne. Na przykład był w nich pewien pozytywny chaos, nawet jeśli Hannibal uzewnętrzniał go zdecydowanie częściej, niż młody Kelly.
Zabawne, że gdy tylko o tym pomyślał chaos sam z siebie postanowił zawitać do nich dzisiaj i to jeszcze na dobrą sprawę z jego winy. Ktoś zaczął pukać do drzwi. Nie. Nie pukać. Walić. Jonathan określiłby się nigdy mianem paranoicznego, ale mając na uwadze ostatnie wydarzenia i niedawny awans w strukturach Zakonu Selwyn nie do końca zakładał, że takie walenie do drzwi niosło za sobą pozytywne informacje.
– Poczekajcie tutaj - powiedział do swoich rozmówców z uśmiechem na ustach, a następnie podszedł do drzwi i, na wszelki wypadek upewniając się, że jego różdżka spoczywała bezpiecznie w zasięgu jego ręki, uchylił je.

Do środka rzeczywiście wparował chaos. Wampirza burza zamieszania, złożona z rozbieganych oczu i słów, które niby miały sens, ale Jonathan jednocześnie miał wrażenie, że zupełnie ich nie rozumiał.
– Gabriel – wydusił zaskoczony nie tylko wizytą, ale też że przy tym wszystkim pamiętał, aby zwrócić się do wampira odpowiednim imieniem. I wtedy do niego dotarło. Chociaż Jonathan mówił całkowicie szczerze i naprawdę chciał pozostać w pozytywnych relacjach z wampirem, to Gabriel zdecyowanie mocniej wziął sobie to niewinne zostańmy przyjaciółmi, które usłyszał od Jonathana podczas ich ostatniego spotkania. – Merlinie, co się stało? Uspkój się proszę, i nie mów tak głośno, mam gości…

Goście… Tak… Gabriel już właśnie zobaczył gości, a goście już właśnie zobaczyli Gabriela i Jonathan nie był pewny, czy chciał wiedzieć ile z tego wampirzego monologu usłyszeli młodzi czarodzieje. Odchrząknął próbując odgonić zmieszanie i spojrzał na wszystkich zgromadzonych. On też zdecydowanie będzie potrzebować czegoś mocniejszego.
– Gabrielu… - zaczął spokojnie, próbując odegać te wszystkie krzyczące myśli, które właśnie pakowały mu się do głowy. – Proszę poznaj Hannibala, mojego kuzyna i Jessiego, mojego chrześniaka, chyba mineliście się podczas ostatniego wydarzenia Muzy. – Czy rozmawiali? Chyba nie. Jonathan na pewno by pamiętał, gdyby wampir spróował podejść bliżej chłopaka. Z drugiej strony prawdę mówiąc z całego wydarzenia pamiętał głównie własne rozedrganie i że ubrali się bardzo podobnie do siebie. Selwyn szybko obrzucił okiem swoją czarno-fioletową szatę i upewnił się, że tym razem kolory się nie pokrywały. Uspokoił się nieco i sam opadł na jeden z foteli, zapominająć że przynajmniej dwie osoby z tego grona, w tym on sam, nie chcały radzić sobie z tą sytuacją całkowiciie na trzeżwo. – Nie. Nie latający. Ale z Mediolanu.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#3
04.11.2025, 19:11  ✶  

To miało być kulturalne spotkanie z kolegą. Dwa piwa, sam mówił Jessiemu, chcąc rozwiać jego wątpliwości co do wieczornego wyjścia w tygodniu. No, może trzy. Spędzili razem zabawny, przyjemny wieczór i Hannibal cieszył się, że wreszcie udało im się spotkać i porozmawiać bez upiora nawiedzającego mieszkanie i nastającego na ich szyje.
Potem postanowili, równie kulturalnie, wpaść do Jonathana i przeczekać ulewę, której pierwsze krople dopadły ich pod klatką kamienicy.

A potem do mieszkania wparował całkiem znienacka…
- Gabriel?! - imię wypadło z ust Hannibala zanim zdążył zorientować się, że wampir i jego kuzyn najwyraźniej się znają. Więcej, przyjaźnią. I że najwyraźniej to właśnie starszy Selwyn, a nie on, jest głównym celem wizyty.

Pojawienie się gościa i następujące kolejno konstatacje wywołały w młodzieńcu falę całkiem niespodziewanych emocji. Zaskoczenie, bo właściwie nie spodziewał się, że jeszcze kiedykolwiek go zobaczy, a już na pewno nie w mieszkaniu Jonathana. Zaczynającą się gdzieś nisko w brzuchu ekscytację, bo najwyraźniej jego ciało miało własne zdanie na temat tego, jak należy reagować na obecność wampira. Wreszcie całkowitą konfuzję. I trochę zawodu, bo oto Montbel przesunął po nim wzrokiem, jak po elemencie wystroju mieszkania, a potem rzucił się na sofę naprzeciwko, och, jakże dramatycznie. Oczy Hannibala na krótką chwilę zwęziły się w wyrazie irytacji. Nie lubił być elementem wystroju.
- Quelle surprise - mruknął, nie wiadomo, do siebie, czy do obecnych.

Coś mocniejszego, tak? Kącik ust drgnął w nieznacznym uśmiechu. Aktor, udając, że wcale, ale to wcale nie poświęca nowo przybyłemu wiele uwagi, poprawił podwinięte (doskonały zbieg okoliczności) rękawy koszuli tak, by nie opadały. Oparł jedno przedramię na podłokietniku, wnętrzem do góry, jakby rozciągał zmęczone mięśnie. Odpowiedział wampirowi równie mało zainteresowanym spojrzeniem. Nie zamierzał dać po sobie poznać, że ta wizyta robiła na nim jakiekolwiek wrażenie. Nawet, jeżeli Montbel był przystojny, taki malowniczo półleżący na kanapie, z krwią na wargach i kroplami wody ściekającymi po szyi, niknącymi za kołnierzykiem przemoczonej koszuli, oblepiającej jego umięśnione....
Cholera.
Hannibal opanował swój wyraz twarzy w mgnieniu oka. Poruszył wywróconą wnętrzem do góry dłonią, aż chrupnęło mu coś w nadgarstku i zerknął obojętnie na swoje paznokcie.

”Czy nie tak powiedziałeś? Zostańmy przyjaciółmi!”
Co za dziwny dobór słów. To wzburzenie, ten cień jadu w głosie, to wejście, jak do siebie… zupełnie, jakby…

Nie, pomyślał Selwyn. To niemożliwe. Jego wzrok padł mimo woli na pieszczące drogi, mediolański dywan palce wampira i opadło go przedziwne uczucie deja vu. Nieco ponad tydzień temu kto inny, łudząco podobny, leżał, co prawda na fotelu, który teraz on sam zajmował, ale w tej samej pozycji, i przypominał mu… przypominał mu…

”Miłość czasami potrafi… ugryźć…”, powiedział wtedy Jonathan.

Kto normalny tak mówi?

Hannibal zamyślił się, przesuwając mechanicznie drugą dłonią po odsłoniętym przedramieniu, od nadgarstka aż do wnętrza łokcia, gdzie, gdyby przycisnąć, możnaby wyczuć żyłę. 

...chcę przestać widzieć Cię we wszystkim co mnie otacza!

I jeszcze:

...tak jak nie każde zauroczenie to miłość, tak nie każda... Miłość to dobry znak…

…duch był niemalże obsesyjnie zakochany w jednym przedmiocie i niemal nie skończył tragicznie.

...miłość może być niespotykanie bolesna…


Nie wierzył. nie chciał wierzyć. Ale... Miłość potrafi ugryźć?  Kto normalny tak, kurwa, mówi?!
Zostańmy... przyjaciółmi...

Och.  O  c  h  .
Głaszcząca dłoń znieruchomiała, a potem powoli, powolutku wróciła na drugi podłokietnik.
Elementy układanki pasowały do siebie zatrważająco dobrze, a wyłaniający się obrazek wcale się młodemu aktorowi nie spodobał. Rozszerzone nagłym zrozumieniem oczy chłopaka przeskoczyły między Gabrielem a Jonathanem, a następnie wbiły się w podłogę. Niby wiedział tamtej nocy, w co się pakuje. Wiedział, że służy jako pocieszenie po zawiedzionej miłości, że jest przygodą, reboundem. Nie był to jego pierwszy raz.
Ale… Jonathan?... JONATHAN? Serio!?

...łajdak zrobił to specjalnie. Nie było innego wyjaśnienia.

Spokojnie, tylko spokojnie. Play it cool. To tylko scena. To tylko rola.
Hannibal postanowił chwilowo zignorować swoje urażone ego. Powoli podniósł ciężkie, znaczące spojrzenie na Gabriela i przywrócił na twarz półuśmiech. 
- Miałem już… przyjemność - odpowiedział na prezentację Jonathana.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#4
07.11.2025, 16:44  ✶  

Dwa piwa. Może trzy. Tak się umawiali. Z początku nie miał pewne obiekcie co do odwiedzania barów w środku tygodnia, kiedy następnego dnia trzeba było iść do pracy, ale dość szybko dał się przekonać, i w sumie wyszło lepiej, niż się spodziewał. Nic nie próbowało ich zadusić, nie wisiał nad nimi żaden upiór, Hannibal był zrelaksowany i mieli też okazję, żeby się z czegoś pośmiać. Można było uznać ten wieczór za naprawdę udany i nawet deszcz, którego się nie spodziewali, nie popsuł im humoru. Więcej - dał im pretekst do odwiedzenia Jonathana. Na szczęście nie wyglądało na to, że starszy Selwyn był w tamtym momencie czymś bardzo zajęty, więc niespodziewana wizyta kuzyna i chrześniaka nie przeszkodziły mu w niczym ważnym.
Takim sposobem właśnie dotarli do tego momentu - w salonie, z gorącą herbatą, z deszczem za oknem, ale z dobrymi humorami, słuchając opowieści Jonathana.
I właśnie wtedy, gdy Jonathan kończył swoją opowieść o piosenkarce, która za jego namową rozpoczęła solową karierę i wyszło jej to na dobre, ktoś zaczął pukać do drzwi. A raczej - walić w nie. Jessie mruknął pytająco, zerkając w stronę korytarza, i spojrzał na wuja.
-Spodziewa się wuj kogoś? - spytał i zerknął na Hannibala.
Jonathan miał jakieś umówione spotkanie? Przyszli w złym momencie? Jonathan nie wyglądał, jakby ich wizyta bardzo mu przeszkadzała (z drugiej strony - był dobrym aktorem), a gdyby osoba, która dobijała się do selwynowych drzwi, przyszła na umówione spotkanie, raczej po prostu by zapukała, zamiast tak w nie walić. To nie średniowiecze i nikt nie próbował wywabić czarownicy z domu, by ją spalić albo utopić.
Za drzwiami pokoju podniósł się głos. Głośny, pełen emocji, któremu towarzyszyły równie głośne kroki tak szybkie, jak wypluwane przez trzeciego gościa słowa. Co on tam mówił?

Czy nie tak powiedziałeś? Zostańmy przyjaciółmi!

Jakaś natrętna ex?... Nie, to był mężczyzna... Ktoś wrogi, z kim wujaszek zakopał topór wojenny?

Drzwi pokoju otworzyły się i w pierwszej chwili Jessie zamarł, bo oto przed nimi pojawił się... utopiec. Cholerny topielec! Co topielec robił w domu Jonathana!
Kilka sekund wpatrywania się z szokiem w chodzącego trupa pozwoliły młodego czarodziejowi ocenić, że może... może to jednak nie był topielec... Za szybko się ruszał. Za żywa. I nie był napuchnięty i pomarszczony jak stuletnia śliwka.
Jednak nie był to topielec... To był mężczyzna. Może w innych okolicznościach całkiem przystojny, ale pojawił się w bardzo niesprzyjających jego prezencji warunkach. Przez moment nawet pomyślał, że był to Anthony, ale w porę dotarło do niego, że nie był to jego wuj, a ktoś, kogo już chyba kiedyś widział.
-Gabriel? - jego usta poruszyły się bezgłośnie, gdy imię padło z ust Hannibala.
Żadnego Gabriela nie kojarzył, o żadnym Jonathan nigdy nie wspominał. Może jakiś znajomy rodziny Selwyn?
Dopiero kiedy Jonathan ich sobie przedstawił, kilka zaginionych puzzelków wskoczyło na swoje miejsca. Koncert Muzy.
No chyba nie!
Gość, który wygląda jak wuj Anthony. Który był ubrany tak samo jak Jonathan. O którym Jonathan podobno słyszał we Francji, żeby był dość uprzedzony... Którego Theo określił jako "interesującego"...
-Tak... Chyba się minęliśmy.
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#5
07.11.2025, 19:36  ✶  
Prośba o uciszenie się bynajmniej nie odnalazła drogi do uszu niezbyt proszonego gościa, podobnie jak lwia część notek służbowych i dokumentacji i nietrafiała na biurko lokalnej watażkinii rządzącej tym całym grajdołkiem.

Gabriel rozłożył się na sofie i być może powinien myśleć nieco więcej, na przykład o tym jak wybrnąć z pewnej drastycznej niezręczności w którą się wpakował licząc na poufną rozmowę w cztery oczy. Zamiast tego wodził opuszkami po miękkiej podłodze, przyjmując informacje Selwyna (tego starszego) z pewnym opóźnieniem, zaś młodszego pokolenia nie słuchając wcale.

– Och Mediolan... czyż ich opera nie jest najpiękniejszą w całej Europie? - uśmiechnął się nieznacznie rozproszony wspomnieniem nawet nie z tego dziesięciolecia, zaraz jednak opuścił te myśli na rzecz innej zagwostki. Podniósł się nieco gwałtownie na fotelu przybierając drugą, bardzo kuriozalną pozę, jakby jego ciało liczyło sobie minimum kilkanaście stawów więcej. Badawczym spojrzeniem obrzucił obie twarze.
– Zaraz zaraz... to jest kuzyn,– wskazał na Hannibala – a to jest chrześniak? Ten sam którego... – urwał zdając sobie sprawę z własnej pomyłki. Chwilę pokrążył palcem między nimi głównie po to, by wybuchnąć serdecznym i zaskakująco otwartym śmiechem. Bez większych zmartwień wstał z fotela i zamaszyście podszedł do barku postanowiwszy zaopatrzyć się w coś mocniejszego samodzielnie.

– Uh, a cóż to za szkaradztwo! – eklektyczność mebla wstrząsnęła nim, wbrew stereotypom jako długowieczna istota całkiem sprawnie podążał za trendami magicznego i mugolskiego świata, choć jego zainteresowania ograniczały się mocno do sztuki, mody i wystroju wnętrz. Tymczasem z twarzą wykrzywioną obrzydzeniem ujął w dwa palce złociste uchwyty do drzwiczek by je uchylić i momentalnie po tym zanurkować pomiędzy butelkami i rozpocząć poszukiwania przy akompaniamencie uderzającego o siebie szkła.
– Nuda nuda... gigantyczna nuda, to śmieć, nawet tego nie otwieraj tylko wyrzuć od razu o! Tu jest coś wartościowego. - w akcie tryumfu wyciągnął kolekcjonerski dwudziestopięcioletni koniak, zaraz potem trzasnął drzwiczkami, że lekko zadzwoniły szyby i z butelką w dłoni uśmiechnął się szeroko do swojej mimowolnej publiczności, wolną dłonią odgarniając wilgotne włosy, rozbijając je lekko chłodnymi palcami.
- Może jednak winienem przedstawić się należycie. Jestem hrabia Jean Baptiste François Gabriel de la Rochefoucauld Montbel. Kolekcjoner i sprzedawca sztuki, florysta, obecnie... prywatny detektyw. - ostatnie padło z całkiem sporą dozą dumy a potem wampir ukłonił się przed nimi nisko, z jedną nogą wyprostowaną przed sobą zamiatając wyimaginowaną chusteczką za sobą n modłę francuskiego dworu. Gdy się wyprostował, bezceremonialnie otworzyl butelkę. Takie okazje były warte świętowaia. Ileż to lat marzył, aby z łaski swojej Jonathan przedstawił go swoim bliskim? Co za chwila! Wiekopomna, to pewne. -  Choć niestety moja natura odmawia mi posiadania ekscentrycznego wąsa, a zdaje się że jest to niezbędne w tym zawodzie, rozważam więc obecnie karierę florystyczną - dodał i niemalże wygładził górną wargę, zastanawiając się przez ułamek sekundy czy może jednak odwiedzić tych ichnich Garncarskich, czy jak im było na nazwisko, ale powstrzymał się, zamiast tego niedbałym gestem ocierając resztki krwi z kącika ust. Bo przecież to przypomniało mu, po co w ogóle tu się pojawił i nie było to familijne świętowanie cokolwiek śmiertelni chcieli sobie tam świętować.
- Sądzę, że doskonale się składa, takie zacne grono! Bo razem z pewnością będziecie w stanie mi uradzić w sprawie niecierpiącej żadnej zwłoki... - rozpoczął tym razem krążąc butelką w powietrzu lecz bardzo wprawnie nie uraniając tym razem ani jednej kropli.
- Wasza ekspertyza wynikająca z ograniczonych zasobów czasu i żarliwego pragnienia natychmiastowego rozwiązywania problemów będzie idealną wręcz składową tego równania! - zachwycił się. - Dlatego właśnie moi drodzy - parobkowie? Szczęśliwie w porę zmiął to słowo na języku. - p  r z y j a c i e l e - bardzo powoli wycedził zamiast tego, by zaraz znów powrócić do normalnego tonu: -  wasza barwna komisja pomoże rozwiązać mój problem. Idealnie. Komu koniaczku? - zdobył się na gest zauważania potrzeb swoich rozmówców. I ha! Nawet nikogo z nich nie chciał zaprosić dziś na kolację. A przynajmniej może nie w tym momencie...
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#6
10.11.2025, 03:28  ✶  
Gabriel!?
Spojrzenie Jonathana błyskawicznie powędrowało w stronę swojego kuzyna, który właśnie oznajmił, że najwyraźniej miał już przyjemność spotkać się z wampirem.
– Naprawdę? ‐ spytał z całych sił udając, że dalej prowadzili swobodną rozmowę. – Kiedy?
Przynajmniej Jessie nie wydawał się rozpoznawać jego przyjaciela z innych wydarzeń, niż ten pamiętny koncert, ale mimo wszystko najpierw uważnie przyjrzał się również chrześniakowi, a potem tak na wszelki wypadek od razu zerknął w stronę Gabriela.
– Ten którego co mój drogi? Rozmawialiście podczas Muzy?
Jedno było jednak pewne. Gabriel właśnie bezpardonowo wparował na jonathanową scenę i bez żadnego wysiłku przejął główną rolę w sztuce dzisiejszego wieczoru. Wampir czuł się niezwykle pewnie siebie w salonie Selwyna, najpierw mówiąc o operze, krytykując jego doskonały barek, a następnie i tak się przez zawartość tego barku przekopując. Oh i nie wspominając już o tym, że najwyraźniej prowadził obecnie dość ciekawe życie zawodowe.
– Po pierwsze proszę pragnę cię poinformować, że bez względu na upływ lat jest to dalej jeden z najmodniejszy barków w całym Londynie – powiedział wstając nagle z fotela, aby podejść do wampira. Był też szalenie pewny tego, że kiedyś opowiadał mu, że chciałby właśnie taki barek i Gabriel nie był wtedy aż tak krytycznie do niego nastawiony. Ewentualnie był wtedy zbyt zajęty spijaniem krwi z nadgarstka Jonathana, aby jakoś sensowniej zaprotestować. Tak. Tak właśnie mogło być. – Po drugie tak oczywiście możesz otworzyć ten koniak, smacznego. Po trzecie natomiast... – Zawiesił na chwilę głos. Najchętniej zaciągnąłby Gabriela do osobnego pokoju i prywatnie porozmawiał na temat tych niespodziewanych odwiedzin, ale... Jessie i Hannibal tu byli. Lepiej będzie po prostu zachowywać się jak gdyby nigdy nic. Nie że było to łatwe, skoro przecież Jessie na kiedy ostatnio go widział w towarzystwie wampira, otrzymał na jego temat informacje zapewnie skrajnie przeczące temu co teraz właśnie widział. – Po trzecie rozumiem, że coś cię bardzo trapi. Może po prostu nalej nam koniaku, usiądź i porozmawiamy o tym na spokojnie?
Zerknął na Jessiego i Hannibala, aby zobaczyć ich reakcję na to wszystko, zatrzymując jednak nieco dłużej wzrok na kuzynie, tak aby zerknąć przy tym na jego aurę w obawie, że będzie w niej coś, co mogłoby sugerować jakieiś zaniepokojenie wizytą jego niespodziewanego gościa. Aury Gabriela, niestety, nie mógł podejrzeć.

Rzut na aurowidzenie wobec Hannibala, percepcja III
Rzut Z 1d100 - 30
Akcja nieudana
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#7
12.11.2025, 20:41  ✶  

Hrabia Jean Baptiste François Gabriel de la Rochefoucauld Montbel.
Ciekawe, czy byłbym w stanie to powiedzieć szybko trzy razy pod rząd, pomyślał Hannibal.

Nie słuchał już dalej pretensjonalnego monologu wampira, skupiwszy się zamiast tego na Jonathanie.
- Ach, jakoś w sierpniu - odpowiedział ogólnikowo - Pan hrabia zapragnął osobiście złożyć mi wyrazy uznania za rolę w “Upiorze w operze” - machnął ręką, jakby jego tête-à-tête z krwiopijcą faktycznie ograniczyło się do kurtuazyjnej rozmowy.
Czy naprawdę Montbel i Jonathan byli przyjaciółmi? A wcześniej… parą?
Powinien być zachwycony rewelacjami o tym, że najwyraźniej jego kuzyn owszem, nie dyskryminuje w swoich afektach nikogo. Ale… nie pisnął mu o tym ani słowa. Ani o wampirzym byłym, skoro już o tym mowa. To przykre i marną pociechą było jego wyraźne zaskoczenie znajomością między Hannibalem a Gabrielem.
Postanowił pozostawić sobie tę kwestię do rozważenia na później. Przeniósł wzrok na Jessiego, próbując złowić jego spojrzenie. Uniósł brew.
Wiedziałeś?

To wszystko było tak absurdalne, tak całkowicie niemożliwe, a jednocześnie idealnie spójne, jakby znajdowali się na kartach powieści albo na teatralnej scenie, a nie w życiu. Miał ochotę prychnąć śmiechem. Rozważał, czy to nie byłaby dobra opcja, ale nie, Gabriel był tak pełen emfazy i patosu, że on powinien zachować spokój. Dla lepszej kompozycji.
Był więc spokojny, mimo, że wspomnienie nadludzkiej siły nieumarłego i kontrastującej z nią delikatności, dotychczas zakopane gdzieś pod Ekstazą Merlina, pod Spaloną Nocą, pod wszystkimi dłońmi, które dotykały go od tamtego czasu, wysunęło się na przód umysłu i obudziło dreszcz wzdłuż kręgosłupa.

Wampir postanowił najwyraźniej udawać, że ich pojedyncza wspólna noc nie miała miejsca. Bardzo dobrze. Hannibal podrapał się odruchowo po szyi i oparł głowę na oparciu fotela, patrząc w sufit. Westchnął. Czuł się trochę wykorzystany, ale nie szkodzi. Drugi raz tego wieczoru przyszło mu do głowy, że nie byłby to pierwszy raz.

Jesteś wart tyle miłości, ile siebie możesz oddać.
Raz za razem okazywało się to prawdą, na scenie i poza nią.

Kawałek za kawałek. Wymieniał swoją duszę i swoje ciało, jak uczniowie Hogwartu karty z czekoladowych żab, za uznanie, za akceptację, za miłość, a czasami… za darmo, po kawałeczku, po troszku. Dobrowolnie i nawet chętnie, bo tak bardzo chciał należeć, chociaż przez chwilę chciany, przez chwilę wystarczająco dobry. A skoro Hannibal Selwyn to było za dużo, skoro nie znajdował się nikt, kto przyjąłby go w całości… to będzie należał do każdego po trochu.

Niektórzy dziękowali uprzejmie za swój kawałeczek i zjadali go z nieskrywaną przyjemnością. Hannibal lubił na to patrzeć. Niektórzy pożerali łapczywie, niemal bez gryzienia, nie pozostawiając ani okruszka. Niektórzy przełykali kąsek i momentalnie zapominali o nim, i tych selwynowa latorośl nie lubiła najbardziej. Hrabia Montbel najwyraźniej należał do tej ostatniej kategorii.

– Jakież to uczucie, móc być przez moment kimś wybitnym? - zapytała go Eugenia Jenkins w noc premiery Ekstazy Merlina, tak, jakby sama nie znajdowała się właśnie w drodze na śmietnik historii.

Przez  moment.

Skrzywił się lekko - wspomnienie tych słów  wciąż trochę kłuło - i przetoczył głowę po oparciu tak, by wampir znów znalazł się w jego polu widzenia. Ciekawe, czy pamiętał o swojej, poważnej, jak twierdził wtedy, propozycji. Ciekawe, czy gdyby Hannibal poprosił, Gabriel byłby skłonny…

Wyciągnął z kieszeni różdżkę i niedbałym ruchem machnął w stronę barku. Dodatkowy kieliszek wylewitował zgrabnie, choć bez ozdobników z szeregu i z cichym stuknięciem dołączył na blacie do tego wystawionego przez Montbela.
- Ja poproszę - aktor zgłosił zainteresowanie koniakiem. Nie był to jego ulubiony trunek, nawet nie mieścił się w pierwszej trójce, ale trzy piwa to chyba było za mało, by był gotów na to, jak rozwijał się ten wieczór.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#8
19.11.2025, 13:26  ✶  

Czy to jest jakiś żart?, pomyślał, kiedy nieznajomy po prostu sobie wszedł, zobaczył ich, coś tam zaczął bełkotać i tak po prostu rozwalił się na sofie, jak jakiś cierpiący kochanek. Wzrok przeskakiwał z Pana Cierpiącego na Jonathana i znowu na Pana Cierpiącego, czasami jeszcze zachaczając o Hannibala.
A potem Pan Cierpiący zaczął coś tam mówić o Mediolanie i nagle się zerwał, a po jego następnych słowach Jessie założył ręce na pierś i uniósł brew.
To jest chrześniak? No pięknie, został Tym. I co miało znaczyć to "Ten sam którego..."?

Hrabia Jean Baptiste François Gabriel de la Rochefoucauld Montbel. Spróbuj powiedzieć to pięć razy szybciej. I jaka "twoja natura"?

Podczas Muzy Jonathan powiedział mu, że powinien trzymać się od tego hrabiego z dala, bo coś tam, coś tam, magokrwisty rasista, czy coś takiego. Chyba nie chodziło tylko o uprzedzenia względem statusu krwi, bo hrabia zachowywał się tutaj całkiem swobodnie, najpierw po prostu wparowując do domu Jonathana, Zostańmy przyjaciółmi!, rozkładając się na jego sofie, jakby tam właśnie należał, i szperając w jego barku, jeszcze krytykując jego zawartość. Jessie szanował prywatność swojego chrzestnego i fakt, że Jonathan nie chciał mówić mu o wszystkim, ale w tym momencie brakowało bardzo istotnych informacji, przez co to dziwne spotkanie było trochę pogmatwane. Z jego spojrzenia, gdy chłopcy nawiązali kontakt wzrokowy, Hannibal bez trudu mógł wyczytać, że nie, Jessie nie wiedział.
Absolutnie. Wiem chyba nawet mniej, niż ty. Bo Hannibal wyglądał, jakby wiedział coś, czego Jessie nie wiedział i może było to trochę irytujące, ale z drugiej strony, Han i Jonathan byli kuzynami, więc mogli o sobie nawzajem wiedzieć trochę więcej. No i Hannibal miał z Panem Hrabią bezpośrednie spotkanie. Jessie nie.
Chwila... Na ile prawdopodobnym było, że Theo dowiedział się czegoś podczas swojego spotkania z hrabią i o niczym nie powiedział ani jemu, ani Ricie?
-Ja podziękuję - odmówił koniaku.
Zapewne, jeśli mieli dowiedzieć się czegoś szokującego, łatwiej byłoby to przetrawić z kieliszkiem w dłoni, ale Jessie nie miał w sobie tyle luzu, co Hannibal, żeby zapomnieć, że jutro miał iść do pracy - do pracy z goblinami, które krzywo patrzyły na czarodziejów. To, co wypił z Hanem w barach, zupełnie mu wystarczyło.
Z jakim to problemem Pan Hrabia przyszedł do nich?

!Strach przed imieniem
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#9
19.11.2025, 13:26  ✶  
Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach.
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#10
25.11.2025, 12:01  ✶  
Przed laty uważał się za doskonałego czytelnika sceny. Każdy nastrój, każde krzywe spojrzenie, rozsmakowywał się w atmosferze dworu podobnie jak w arystokratycznej krwi, dobieranej podług tego bukietu. Lata niewoli i dziesięciolecia przystosowania się do nowych warunków przytępiły nieco jego zmysł społeczny, nie na tyle jednak, by w końcu, pomimo spektakularnej wtopy z samego początku, gdy zakładał, że są w mieszkaniu sami, zaczął nie tylko widzieć otoczenie, ale je widzieć.

Myśleć musiał szybko, mentalnie więc pozbierał wszystkie barwne koraliki ostatnich dwóch miesięcy i rozsypał je przed sobą, jak wróżowie rozsypywali kości zdobione runami. Gospodarz, kuzyn, chrześniak i wampir, jakoś trzeba było to zgrzebnie ułożyć. Wampir, kuzyn, chrześniak, gospodarz? Chrześniak, wampir… kuzyn, gospodarz?

Dawał sobie czas, wziął szkło dla Jonathana, aby go obsłużyć, nie szczędząc przy tym szarmancji i rytualnych gestów, nawyku atencji, ulubionego kieliszka, ilości trunku, o którą nie musiał pytać.

- Sprowadza mnie rzecz życia i śmierci, zaiste.. - podjął wędrując do Hannibala, znacząc dywan mokrymi śladami wytracanej deszczowej wilgoci. Chłód mu nie przeszkadzał, nie czuł go za bardzo, ale rzeczywiście niósł ze sobą chłodną aurę utopca, dopiero chłonąc ciepłotę pokoju. Ostatecznie i tak, jego ciało nie miałoby więcej niż 20 stopni. Nie w takich warunkach. Nie robiąc sobie za bardzo z tego stanu, usiadł na ramieniu fotela, zakładając w nonszalancji noga na nogę, wsparł się też wolną ręką o oparcie, drugą zaś nalewając koniaku Hannibalowi.
- Tak bowiem się stało, że chrześniak Jonathana, ten który siedzi obok Ciebie, bo przecież oczywiście, że nie mogło chodzić o Ciebie drogi Hannibalu, został zaatakowany przez wampira jakiś czas temu. Była pewna obawa w Twoim kuzynie, bo przecież nie w ojcu chrzestnym, że to moja sprawka, co niemalże przekreśliło nasze jakże wyśmienitą koleżeńską relację. Tymczasem! - zagrzmiał wznosząc butlę, niby do toastu - Z powodu tychże ataków, pomówień i bardzo niemiłego ciągu skojarzeń skierowanych w moją stronę, nasłano na mnie zabójcę, przekonanego, że jestem wszystkiemu winien. - Ten koralik wspomnień wyglądał nieco inaczej: zabójca nasłał sam siebie i był raczej samobójcą, bo zakładał, że w walce Gabriel bez trudu pozbawi go istnienia. w obecnym rozkładzie kart na stole nie miało to jednak większego znaczenia. Kier czy pik, dla niektórych te karty wyglądały bardzo podobnie zaś refleksję nad ciasnymi splotami przeznaczenia hrabia spłukał z gardła pijąc bardzo nie po hrabiowsku z tak zwanego gwinta.
- Podjąłem więc trop tych parszywych oskarżeń, i prowadzę obecnie śledztwo w sprawie podłego doppelgangera podszywającego się pode mnie. W końcu każdy kto mnie zna choć trochę, wiedziałby, że w przypadku magów zawsze pytam wpierw o zgodę. Mogą to potwierdzić nawet Ci wasi sędziowie Wizengamotu, a na pewno jeden, którego miałem szansę spotkać całkiem niedawno. W każdym razie… zanim przejdziemy do meritum… - Czy mu się zdawało, czy dostrzegł bliznę pod białym kołnierzem koszuli młodego artysty? Na moment zwiesił się, być może z poziomu abordażu na fotel zbyt długo poświęcając temu czasu. Być może chłodna kropla z lekko zakręconego jasnego kosmyka spadła na ludzką skórę, zupełnie jak kostki lodu potrafiły ochłodzić prawdziwą ambrozję, która zdecydowanie u Jonathana nie przebywała w barku. Mimowolnie oblizał wargi, podejmując próbę powrotu do sznura kamyczków przeróżnych okoliczności, które ułożył sobie od nowa, całkiem ładnie, choć chronologia zdarzeń nie do końca się spinała.
- Hannibalu, Jessie, musicie przyznać, że ta szafka jest paskudna, bez względu na to czy pozostaje w lokalnej modzie czy nie. - upił znów koniak, dochodząc do wniosku, że przebywanie na oparciu fotela młodszego z Selwynów to może nie był najlepszy pomysł, bo w realizacji nowego planu zbyt mocno go to dekoncentrowało.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Gabriel Montbel (4706), Hannibal Selwyn (4800), Jessie Kelly (3879), Jonathan Selwyn (2947), Pan Losu (29)


Strony (4): 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa