• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja [14.10.72, Wyspa Posępna] Gdzie umilkły głosy McClivertów

[14.10.72, Wyspa Posępna] Gdzie umilkły głosy McClivertów
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
12.11.2025, 11:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.11.2025, 11:52 przez Brenna Longbottom.)  
Zamkowe wieże odcinały się na tle nieba, powoli blednącego, w miarę jak nadciągał zmierzch. Zamek wzniesiono na klifie, z ciemnego kamienia, który teraz, wiele lat po tym, jak budowlę opuszczono, w wielu miejscach pokrył się mchem i bluszczem, a w innych zaczął kruszeć. Główna brama dawno temu została zniszczona – być może wtedy, gdy wymordowano ostatnich właścicieli tego miejsca – ale zamek wciąż stał i patrząc na niego z dołu, z morskiego brzegu, można by prawie uwierzyć, że wszystko tutaj jest w porządku.
– No cóż… – powiedziała Brenna, gdy dotarli na brzeg wyspy. Nienanoszalnej, ukrytej przed oczami mugoli, by przypadkiem w mugolskiej prasie ktoś nie napisał o miejscu wypełnionym krwiożerczymi potworami bądź o wielu zaginionych marynarzach. A jeśli szło o czarodziejów? Ci rozsądniejsi doskonale wiedzieli, by się tu nie zbliżać. Ale Cormac Frasser był człowiekiem genialnym, niekoniecznie zaś rozsądnym. A oni też nie zawsze rozsądkiem mogli się kierować. – Przynajmniej jest blisko wody, więc jakby co łatwiej zwiewać. Jeśli ktoś zobaczy w pobliżu wielkie potwory – kanibali, które chcą nas zeżreć, niech krzyczy?
*

Wiadomość od Cormaca Frassera, poszarpana i dostarczona przez wyczerpaną sowę, nadeszła nad ranem. Niezależnie jednak od tego, jak bardzo chcieliby ruszyć na pomoc uczonemu, który utknął na Posępnej Wyspie, i jak bardzo chcieliby zdobyć informacje, które tam ponoć znalazł – o klątwach, runach i magii, po którą tak chętnie sięgali czarnoksiężnicy, i o sposobach walczenia z tą – nie mogli zrobić tego ot tak, w pięć minut. Brenna wiedziała, że dyżury w pracy należało dokończyć, choćby po to, by nie zwrócić nadmiernej uwagi, kilku ludzi zebrać, podobnie jak zasoby i informacje. Rozesłała więc wiadomości, z pytaniami, kto akurat jutro nie musi być w pracy i będzie gotów zaryzykować: bo wyprawa do miejsca pełnego kwintoped właśnie tym była. Ryzykiem. Wartym podjęcia, skoro Cormac znalazł jakieś informacje klanu, który badał klątwy i sposoby ich zdejmowania, i skoro na Wyspie utknęły dwie osoby do uratowania, ale wciąż ryzykiem. Innych poprosiła o naszykowanie zasobów, zgarnięcie z biblioteki map i zapisków. Sama w przerwie obiadowej zamiast jeść lunch sprawdzała w archiwum zgłoszenia, a tuż przed wyruszeniem teleportowała się pod dom Carmaca, aby przeszukać notatki, które po sobie zostawił. Brata i Heather poprosiła o zabranie mioteł, bo nie wiedziała wiele o kwintopedach, ale zakładała, że te nie latają, Jonathana, czy zdąży zrobić podstawowe zakupy, Thomasa, aby sprawdził w swoich księgach informacje o domniemanej klątwie, rzuconej przez McClivertów, a Dorę o przetrząśnięcie książek w Stawie, by sprawdzić, czy nie będzie tam czegoś o McClivertach i o kwintopedach.
Trudno było uznać, że byli naprawdę dobrze przygotowani, ale nie mogli szykować się tygodniami, a jak na tak krótki czas – zrobili co mogli, zanim wieczorem trafili na owianą złą sławą Wyspę Posępną, w pobliżu zamku McClivertów.
*

Według Cormaca McClivertowie rzucili klątwę na sąsiedni klan, w zemście za śmierć swojego przywódcy. Zamienili ich wszystkich w potwory, ale nie przewidzieli jednego: że nie będą w stanie sobie z nimi poradzić. McBoonowie jako stwory, które teraz nazywamy kwintopedami, wymordowali ich, zanim McClivertowie zdołali znaleźć sposób na odczarowanie ich… Ministerstwo próbowało złapać kwintopedę, aby spróbować ją zbadać i zdjąć klątwę, ale to się nigdy nie udało, Wyspę więc w końcu zaczęto ignorować. Cormac i jego współpracownik wierzą, że wśród McClivertów byli specjaliści od klątw. I że na wyspie mogła przetrwać ich wiedza. Po Spalonej Nocy zdecydowali się to sprawdzić, ale najwyraźniej wpadli w kłopoty. Frasser nie podał szczegół, zakładam jednak, że te kłopoty mogą być krwiożercze i włochate.
Ich bazą był zamek McClivertów. W sumie można by to uznać za dziwne, ale jakby się zastanowić, po co kwintopedy miałyby na nim siedzieć, skoro wszystkich mieszkańców zeżarły dawno temu…
Sprawdzimy więc, czy Cormac i Finn tam są. I czy damy radę zabezpieczyć dla siebie kryjówkę. Jeśli natkniemy się na stado kanibali, wycofujemy się, w porządku?

*

– Heather, Erik, co wy na to, żeby zacząć od waszego rekonesansu z góry? Z zaklęciem kameleona najlepiej, cholera wie, czy te kwintopedy was zauważą, czy nie. Nie lądujcie, proszę. Jeśli wszystko będzie w porządku, pokonamy ten kawałek do zamku i rozejrzymy się po budynku tak ogólnie, czy możemy z niego startować z poszukiwaniami… chociaż chciałabym, żeby Cormac po prostu czekał na nas w progu. Ktoś ma jakieś inne pomysły albo sugestie? – spytała Brenna, kiedy opuścili plażę i z klifów mogli rozejrzeć się za stworami. Na razie nie widzieli ani potworów, ani żadnych ich śladów: jedynie zielone klify, malownicze wybrzeże, wolne od ingerencji człowieka i wreszcie sam zamek, kilkanaście minut drogi piechotą pod górę. Ciszę zakłócały jedynie wiatr i szum fal, rozbijających się o klify.

[Obrazek: imgproxy.php?id=YjXFoSk.png]

Proszę was o odpisy do 9 rano 16.11.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#2
14.11.2025, 23:42  ✶  
Ty to zawsze zabierasz nas do najspokojniejszych miejsc na ziemi, skomentował bezgłośnie, gdy Brenna zwróciła uwagę na potencjalną obecność kanibalistycznych stworzeń w okolicy. Wypuścił głośno powietrze z płuc, zerkając mimowolnie ku wodzie, która otaczała z każdej strony Posępną Wyspę. Nie cierpiał wprawdzie na żadne lęki związane ze zbiornikami wodnymi, jednak mimowolnie przypomniały mu się poprzednie wyprawy ''morskie''. Na pokład nawiedzonego okrętu. Na tajemniczą wyspę, która zesłała na niego niepokojące wizje. Wtedy też byli poniekąd odizolowani od zewnętrznego świata. I nie skończyło się to dla niego jakoś szczególnie dobrze. Ale kto wie? Może tym razem szczęście będzie po jego stronie?

— Żadnych — poinformował krótko, opierając się o trzonek swojej miotły. Mimowolnie zerknął na Heather, której również polecono zabrać ze sobą podobny sprzęt. — Nie wiem, jak bardzo wyczulony zmysł węchu mają te stworzenia, ale im wyżej się wzniesiemy tym mniejsze szanse, że nas wyczują. Gorzej jak wzrok mają niezły. — Skrzywił się na tę myśl. — Ale kto wie, może zaszyły się w jakiejś norze i nie zorientują się, że ich ''kolacja'' rozpełzła się po całym talerzu. Albo unosi się nad nim.

Z góry będą mieli lepszy widok na okolicę, a przy okazji będą mogli się podzielić zadaniami: szukaniem co bardziej podejrzanych punktów na terenie Wyspy, jak i obserwowaniem poczynań ich grupy. Jeśli miały ich czekać tutaj jakieś niespodzianki, to lepiej, żeby wiedzieli, co ich może spotkać na trasie do zamku. Szkoda, że samej budowli nie możemy prześwietlić z daleka, pomyślał w duchu Erik, aby po dogadaniu wszelkich ustaleń z resztą grupy wzbić się w powietrze.

— W skali od 1 do 10 jak dużych problemów się spodziewasz? — zagaił do Heather, gdy znaleźli się na wystarczająco wysokim pułapie, aby móc jako tako rozeznać się w tym, jak wygląda okolica.

W tym samym czasie Erik zaczął kręcić kółka wokół dziewczyny, starając się wyłapać co ciekawsze punkty na ziemi.


(Percepcja) Zwiad powietrzny
Rzut Z 1d100 - 15
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 7
Akcja nieudana


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#3
15.11.2025, 23:07  ✶  

Ruda była gotowa do działania. Jak zawsze. W dłoni trzymała swoją miotłę, dość mocno trzymała jej trzonek. Włosy fruwały jej na wietrze, co chwila wpadały do oczu, jednak było to całkiem przyjemnym uczuciem. Lubiła wiatr, przywykła do niego, bo sporą część życia spędzała w powietrzu, na swojej miotle.

Pokiwała głową, żeby nie było, że dotarło do niej, że mogą pojawić się stworzenia, które zechcą ich zeżreć. Nie przestraszyła się jakoś specjalnie, wręcz przeciwnie była podekscytowana. Czy staną im na drodze? Chętnie sprawdzi, czy są takie straszne. Heather nie bała się chyba niczego.

- Wieje dosyć mocny wiatr, jeśli nawet poczują nasz zapach, czy cokolwiek, to będzie roznosił się w różnych miejscach. - Nie sądziła również, aby zwierzęta miały ich zobaczyć, kiedy będą znajdowali się nad ziemią. Wystarczy zachowanie odpowiedniej wysokości.

- Jasne, sprawdzimy drogę, zrobimy rekonesans i wrócimy. - Plan brzmiał całkiem prosto nie wydawało jej się, aby coś mogło go popsuć. Cieszyła się, że zaraz wzbije się w powietrze.

Dostała swoje zadanie, więc za bardzo nie wnikała w to, co będzie robić reszta, to nie ona tutaj dowodziła, miała wykonywać polecenia, nic więcej.

Spojrzała na Erika kątem oka, jego miotła była duża... w sumie nie dziwiło jej to przy tym, jaki był wysoki. Oglądała przedmiot i stwierdziła, że na pewno był robiony na zamówienie, nie była to standardowa miotła, całkiem ładnie się prezentowała, no, może nie tak jak ta jej, bo tatuś co chwila ją upiększał i ulepszał.

Wzbili się w końcu w powietrze. Ruda uśmiechała się sama do siebie, kiedy w końcu znalazła się w przestworzach. - Problemów? Żadnych, to chyba zero. - Krzyknęła do Erika, grunt to nastawić się optymistycznie, prawda?

Obserwowała uważnie okolicę, chcąc sprawdzić, czy nie widać było z góry żadnych stworzeń, ani niczego podejrzanego. W końcu dlatego znaleźli się na niebie.


Rzut Z 1d100 - 32
Akcja nieudana
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#4
16.11.2025, 09:46  ✶  
Ziewnął przeciągle, nawet nie bardzo mogąc to ukryć - nie był znudzony, bardziej nie do końca wypoczęty, co potwierdzały dodatkowo cienie pod oczami Thomasa, który w swoim uporze  przecież nie mógł marnować zbyt dużo czasu na spanie, kiedy do zrobienia było tyle rzeczy.
Przetarł jeszcze twarz dłońmi, trąc dodatkowo oczy, aby pozbyć się nieprzyjemnego piasku pod powiekami i zerknął w stronę Brenny.
- Skoro to potwory, kanibale, to czy krzyczenie naprawdę jest rozsądne? - zapytał drapiąc się po skroni, bo przecież takim krzykiem tylko na siebie sprowadzą ich uwagę.

Poprawił nieco kurtkę, marudząc pod nosem na chłód, tak jakby w październiku wcale nie można było się go spodziewać, ale tutaj na wyspie, jakoś mocniej zacinał wiatr. Patrząc na klify, które w dość malowniczy sposób dopełniały wyglądu okolicy. Bez słowa sięgnął po różdżkę, czuł się trochę pewniej ściskając ten kawałek drewna w dłoni - szczególnie, że gdzieś tam mogły się na nich czaić te całe potwory.
- Myślę, że musimy po prostu ruszyć do zamku. Tutaj jesteśmy całkiem na widoku, wiesz jak główne danie, które samo weszło na talerz - uśmiechnął się krzywo, rozglądając dookoła. - Nawet jeśli Cormac nie czeka na nas na progu, to jak już zabezpieczymy w zamku naszą bazę to będzie nam łatwiej poruszać się po okolicy, jak już będziemy pewni, że w samym budynku nic nam nie grozi. Czy Cromac wspominał o jakichś ukrytych przejściach wiodących do budynku? Pewnie nie... - zdecydowanie wolałby mieć pewność, że mają gdzie uciec w razie czego przed potworami, nie żeby planował uciekanie, no ale wiedząc, że inni mają gdzie się zadekować było w jakiś sposób pocieszające.
- Ciekawe co tam widzą ich bystre oczy - zapytał bardziej siebie, patrząc na Eriką i Heather unoszących się w powietrzu.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#5
16.11.2025, 21:25  ✶  
– Potwory kanibale – Jonathan poprawił nieco niebieski szalik wokół swojej szyi i zerknął na ponury zamek, który wyglądał niczym z mrocznej powieści grozy. Prawdę mówiąc planował spędzić ten weekend w klimatach zupełnie innego gatunku książek, znacznie przyjemniejszego, ale obowiązki wzywały i nie zamierzał na to narzekać. – Powiedz mi Brenno, przez kanibale masz na myśli, że jako przeklęci ludzie pożywiają się innymi ludzi, czy może że też, jeśli jakimś przypadkiem, dwójka z nich trafi na siebie nawzajem to również zaczną się gryźć? – Bardzo w to wątpił, ale zawsze można było mieć taką nadzieję.
Selwyn rozejrzał się po okolicy, ale jako że to nie on był obecnie na miotle nie dane było mu raczej dostrzec cokolwiek innego, niż no... Zamek.
– Zgadzam się z Thomasem. Możemy jeszcze ewentualnie rozejrzeć się po okolicy wokół budynku, czy gdzieś nie ma jakiś kryjówek, lub szklarni z zakopanymi ciałami, czy przekletymi kwiatami? – Chociaż możliwie, że przeklęte kwiaty były zarezerwowane jedynie na śluby. – Thomasie byłbyś w stanie zabezpieczyć runami jeden pokój, tak aby mieć ewentualnie gdzie uciec w przypadku, gdyby ktoś nas gonił i z jakiegoś powodu mógł wejść do zamku?
Sam Jonathan nie wiedział szczególnie dużo ani o historii tego zamku, ani potworach, a dany mu na przygotowanie czas poświęcić na zakupach i sporządzeniu odpowiednich zapasów na te wycieczke takich jak jedzenie, czy chociażby podstawowe środki pierwszej pomocy. Wszystko co niezbędne w ilościach, które zapewniały im komfort, że niczego nie zabraknie, a jednocześnie nie przytłaczały za bardzo swoją ilością.
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#6
17.11.2025, 04:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.12.2025, 21:43 przez Dora Crawford.)  
- Chyba gdyby tak było, to już dawno by się pozjadały - odpowiedziała Jonathanowi, ale nie patrzyła na niego, zamiast tego wodząc spojrzeniem gdzieś wyżej, za oddalającymi się sylwetkami Heather i Erika. Wizja spędzenia dnia na wyspie pełnej potworów, które rozsmakowały się w ludzkim mięsie. Kanibalizm był w tym chyba tylko wtedy, kiedy wierzyć by legendom które otaczały powstanie tej rasy. Dora niekoniecznie w to jednak wierzyła, nie ważne jak bardzo miała momentami wybujałą wyobraźnię. Owszem, klątwy niektórzy rzucali na prawo i lewo i to za mniejsze rzeczy niż morderstwo, ale jej głowa najwyraźniej stawiała granice na pięciu nogach. No bo niby czemu ich tyle było?

Żałowała trochę, że nie było wśród nich żadnego specjalisty od magicznych stworzeń. Ona może i mogła przewertować niezliczoną ilość książek, a jej wiedza przyrodnicza należała do raczej rozległych, ale oscylowała raczej w okolicach flory, a nie fauny - szczególnie tej krwiożerczej.

- Ja chyba niezbyt - odpowiedziała na pytanie Brenny, uznając że tak samo Thomas jak i Jonathan ubrali w słowa ewentualne wątpliwości. A na razie i tak powinni poczekać aż Heather i Erik wrócą z zaleconego rekonesansu.

Ta cała legenda, o przeklęciu całego rodu wydawała jej się zwyczajnie... straszna. Jak dużo trzeba mieć w sobie złości i braku pomyślunku, by dopuścić się czegoś takiego? Zaklęcie jednej osoby to było jedno - cała grupa natomiast, stanowiła wyzwanie zupełnie innego kalibru, szczególnie kiedy postanowiło się im wyhodować piątą nogę. Oczywiście, Crawleyówna zdawała sobie sprawę, że raczej nie o to chodziło, magia tak nie działała i pewnie nikt nie zaplanował sobie dokładnie, krok po kroku, co wypaczonego chciał stworzyć. Ale stało się - stworzone zostały potwory. Równie krwiożercze, co pewnie i inteligentne, a do tego rozsmakowane w ludzkim mięsie.

Przewrotne to było i zwyczajnie straszne, że kiedy tylko przeklęta rodzina całkiem się przemieniła, dokonała masakry na swoich oprawcach, całkowicie ścierając ich z powierzchni ziemi. Nie miał ich kto nawet pochować, bo przecież nie zrobiłyby tego kwintopendy. Ich ciała zjadły robaki, a kości obieliło słońce, jeśli tylko dane im było umrzeć pod gołym niebem. Nie zdziwiłaby się przesadnie, gdyby przyszło im znaleźć w którym pomieszczeniu nadgryzione przez czas szkielety. Ale mimowolnie też myślała o czymś innym, przelana krew zwykle potrzebna była do celów nekromantycznych, a takie jej morze przyprawiało ją zwyczajnie o gęsią skórkę i dreszcz, który wędrował nieprzyjemnie wzdłuż kręgosłupa. W sumie jak już tak o tym pomyślała, to myśli popłynęły dalej - nawet by się nie zdziwiła, gdyby znaleźli tutaj jakiegoś zaginionego nekromantę, a nie tylko dwójkę zgubionych mężczyzn. Liczyła jednak na to, że były to jej własne wybujałe myśli.


The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
17.11.2025, 10:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2025, 10:01 przez Brenna Longbottom.)  
– To był żart – uspokoiła Thomasa, zanim wyciągnęła różdzkę, by spróbować rzucić zaklęcie kameleona na Erika i Heather: bo nie wiedzieli, na ile bystry jest wzrok kwintoped. Prawdopodobnie nikt tego nie wiedział, skoro te stwory żyły tylko tutaj, stworzone przez klątwę. – Hm, wiem, że zżerają ludzi, i według legend zjadły McClivertów… obawiam się, że żeby sprawdzić, czy zjedzą siebie nawzajem, musielibyśmy złapać dwie i wrzucić do jakiegoś dołu, ale wolę tego nie próbować – odparła Jonathanowi, obserwując jak Erik i Heather wzbijają się w górę. – Taki jest plan. W sensie ruszenie do zamku, jeśli Erik i Heather niczego nie zauważą. Ale jeśli na dziedzińcu jest pełno kwintoped…
Urwała, bo nawet nie chciała kończyć, ale chyba było jasnym dla wszystkich, co oznaczałby taki stan rzeczy.
Jeśli roiło się tam od potworów, nie tylko nie bardzo mogli wejść do środka, ale prawdopodobnie Finn i Cormac już nie żyli. Nie byłoby kogo ratować, a wiedza zostałaby stracona.
– Obawiam się, że nie dostałam informacji o żadnych przejściach. Ale sądzę, że Cormac i Finn zabezpieczyli jakieś pomieszczenia, bo przebywali tutaj przez trzy dni, zanim posłali wiadomość. Trzeba je po prostu znaleźć. Gdyby Thomas i Dora dali radę dodatkowo nanieść kilka run czy przygotować prostą pułapkę, mielibyśmy bazę wypadową… Chociaż naprawdę liczę na to, że przynajmniej jeden z nich jest w zamku. Inne budynki, jakie udało mi się znaleźć na mapie, to zamek McBoonów, ale biorąc pod uwagę, że oni zamienili się w te potwory, pójście tam chyba byłoby trochę samobójstwem, i latarnia morska, po drugiej stronie wyspy.
Nie oznaczało to jednak, że nie było tu niczego innego. Mapa była stara, mogła być niedokładna. Z drugiej strony Brenna wątpiła, aby ktokolwiek później miał szansę coś tutaj wybudować.
Heather i Erik nie dostrzegli niczego w przestworzach – najbliższa okolica zdawała się pusta. Widzieli głównie klify, liczne kamienie – czy coś lub ktoś mógł chować się pośród nich? – a sam zamek zdawał się opustoszały, podobnie jak jego dziedziniec. Może kwintopedy naprawdę nie włóczyły się w okolicy, gdzie ciężko było o potencjalne ofiary. A może tylko je przegapili?
– Zostańcie na razie na miotłach, proszę – rzuciła Brenna, gdy wrócili, bo krążąc nad nimi mieli większe pole widzenia i w razie czego mogli osłaniać ucieczkę z powrotem na brzeg tych z dołu. Nie było też potrzeby, by wszyscy męczyli się, wchodząc po stromej ścieżce ku budynkowi. A potem przerzuciła sobie przez ramię plecak z podstawowymi zapasami, i z różdżką w ręku, zaczęła się wspinać.
Kilka minut później zbliżyli się do budowli: imponującej, ale noszącej ślady wielu lat zaniedbania. Kiedyś wejścia do zamku z pewnością broniła solidna brama, ale po niej pozostało tylko wspomnienie. Były tu resztki krat, uniesionych i przerdzewiałych, nic jednak nie broniło im wejścia na dziedziniec, pokryty częściowo roślinnością, która wdarła się tu po tym, jak przestali go przemierzać członkowie klanu.


Odpisy do 8 rano 21.11. Bardzo proszę, aby każdy z was wykonał jeden rzut na percepcję – możecie rzucić ogólnie i ja wybiorę, co zauważycie w przypadku sukcesu albo napisać, co szczególnie ich interesuje, np. coś po drodze do zamku, obejrzenie bramy, dziedziniec, etc.
Transmutacja, próbuję z kameleonem.
Rzut Z 1d100 - 4
Akcja nieudana

Dodatkowo percepcja Bren:
Rzut PO 1d100 - 36
Slaby sukces...


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#8
19.11.2025, 01:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.12.2025, 21:28 przez Heather Wood.)  

Heather wzbiła się w powietrze, obserwowała bardzo uważnie okolicę z góry, starała się dojrzeć każdy, najdrobniejszy szczegół, tyle, że jednak nic nie zauważyła. To nie tak, że nie przykładała się do swojego zadania, być może jednak nie było na co się patrzeć. Nie widziała stworzeń, które czekałyby na to, aż ofiary pojawią się na wyspie, zresztą pewnie były gdzie raczej schowane, za głazem, krzakami, kamieniami, nie wydawało jej się, by tak bezwstydnie sobie oczekiwały wizyty ewentualnych gości. - Nic nie widzę, w sensie nie wiedzę nic nietypowego. - Rzuciła jeszcze do Longbottoma, który znajdował się niedaleko niej, razem przemierzali przestworza, może on miał większe szczęście, być może on wiedział, w którą stronę patrzyć... Nie do końca chciała w to wierzyć, w końcu to ona była światowej klasy szukającą, jeszcze jakiś sezon temu, no, może dwa, mimo wszystko nie zamierzała lekceważyć jego ewentualnych spostrzeżeń.

Erik nie wspomniał o tym, że coś przykuło jego uwagę, najwyraźniej i on nie wypatrzył niczego ciekawego, być może wcale nie było na co spoglądać, tej wersji wolała się trzymać. Obniżyła nieco swój tor lotu, w sumie to wcale nie tak nieco, bo po chwili znalazła się tuż za Brenną ledwo unosząc się nad ziemią, na szczęście miała ogromne doświadczenie w wykonywaniu podobnych sztuczek. Nigdy nie porzuciła latania na miotle, nadal było to najbliższą jej sercu aktywnością, mimo, że nie grała już zawodowo w quidditcha.

- Czy sądziłaś, że zamierzam wejść tam na nogach? - Oczywiście, że nie miała zamiaru schodzić ze swojej miotły, w tej sytuacji było to wręcz niedopuszczalne. Jeszcze zaczęłyby ją boleć łydki, czy kolana od niepotrzebnego wspinania się pod górę - tak naprawdę nie miały prawa tego zrobić, bo nie miała najmniejszych problemów ze swoim stanem fizycznym, jej ciało było w doskonałej formie.

Wood nadal leciała nisko, nie unosiła się zbytnio ponad pagórki, po prostu próbowała żadnego z nich nie zahaczyć, aż wreszcie dostrzegła tę budowlę, która się przed nimi znajdowała. Wbiła w nią swoje spojrzenie, dłuższą chwilę nawet nie mrugnęła. - To jest całkiem imponujące. - Nie powstrzymała się oczywiście przed komentarzem, bo niby dlaczego miałaby to robić, doceniała piękno rzeczy martwych. Szczególnie kiedy były takie potężne, a zamek rysował się naprawdę imponująco. Był potężną budowlą, która wzbudzała respekt, może nieco zaniedbaną, ale to niczego nie zmieniało, może nawet bardziej fascynowało? Sama nie do końca wiedziała.



Rzut Z 1d100 - 5
Akcja nieudana
percepcja, bo się rozglądam ( ◉◉◉○○)
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#9
20.11.2025, 05:41  ✶  
Dora wodziła spojrzeniem za Erikiem i Heather przez dłuższą chwilę, czekając aż ci rozeznają się w tym co oferowała okolica. A ta była nawet urokliwa - to akurat musiała temu miejscu przyznać. Kiedy tak rozejrzeć się dookoła, można było uznać że to zwyczajny, zapomniany przez ludzkość skrawek ziemi. Gotowy by na nowo tchnąć w niego życie, na moment lub na dłuższą chwilę. Oczywiście, należało w tym wszystkim usilnie nie pamiętać o grasujących tutaj kwintopentach, które najwyraźniej postanowiły ukryć się chwilowo przed całym światem.

Dziewczyna mimowolnie odetchnęła z ulgą, wieści o widzeniu niczego niebezpiecznego, traktując chyba raczej jako zapewnienie, że najbliższej okolicy nie czekało na nich nic złego. Że zza najbliższego kamienia nie wyjrzy na nich zdeformowana twarz, albo nie dojdzie im do uszu tupot setek stóp.

Nie pozostawało im więc wiele więcej, jak zebrać się w sobie i ruszyć w kierunku opuszczonego zamku. No, częściowo opuszczonego, biorąc pod uwagę że to tam ostatnio mieli się znajdować Cormac i Finn, zanim wszystko wzięło w łeb. Crawleyówna bardzo mocno liczyła na to, że nie stało im się nic poważnego i brak komunikacji był tylko niefortunnym wynikiem sytuacji, a nie tego że komunikować mogli się już zaledwie zza grobu.

Ruina zbliżała się do nich konsekwentnie, z każdym kolejnym wykonanym krokiem. Z okazji wycieczek poszła po rozum do głowy i założyła spodnie, a także sztruksową kurtkę z ciepłą podpinką, która dzielnie walczyła z chłodnym, jesiennym wiatrem. W dłoni ściskała różdżkę i rozglądała się się uważnie, przeczesując krajobraz spojrzeniem.

// percepcja ◉◉○○○ na rozglądanie się
Rzut N 1d100 - 43
Slaby sukces...


The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#10
20.11.2025, 13:58  ✶  
- No dobrze, bo już prawie zacząłem wołać go - powiedział z niewinnym uśmiechem i wzruszył ramionami.
- Myślisz, ze uda nam się ich unikać cały czas? Może im szybciej tym lepiej i to my zaskoczmy ich, a nie oni nas? Nie widziałem ich na własne oczy, ale z opisu brzmią jak coś z czym poradzi sobie magia, zawsze możemy sobie po prostu wypalić przejście do zamku. - delikatnie obrócił różdżkę w palcach, patrząc uważnie na Brennę, może i nie był wielkim wojownikiem, czy doświadczonym autorem, ale jeżeli element zaskoczenia był po ich stronie, to mieli znaczną przewagę. no chyba, że to były wytrzymały bestie, odporne na magie niczym smoki - wtedy robiło się trudniej.
Przyjrzał się uważnie Jonathanowi, jego uwaga o utworzeniu bezpiecznego schronienia w zamku. Z jednej strony rozumiał ten pomysł i co szło za tym, skrzywił się jednak intensywnie kręcąc głową.
- Wolałbym nie, zamiast tego możemy przygotować pułapki, ale jeśli stworzymy chroniony jeden pokój to co jak nas te wszystkie kwintopendy zapędzą? Będziemy w pułapce bez wyjścia. Byłby raczej za stworzeniem bezpiecznych przejść dla nas, a dla nich pułapek - wyraził swoje zdanie, nie chciał robić z jakiegoś pomieszczenia bezpiecznej przystani, bo jeszcze ten zamek stałby się ich grobowcem, a tego przecież nie chcieli.
Zerknął jeszcze na Dorę, nie do końca był pogodzony z tym, że udawała się z nimi na tak niebezpieczną wyprawę, ale z drugiej strony nie mógł i nie miał prawa trzymać jej w złotej klatce.
- Trzymaj się blisko - mruknął do niej nieco ciszej, będzie nieco spokojniejszy trzymając na niej oko. Rozejrzał się po okolicy, czy faktycznie są sami, czy już też ich zauważyło i obserwuje z ukrycia, a może i nie z ukrycia.

Percepcja: ◉◉○○○ - rozglądam się
Rzut N 1d100 - 30
Akcja nieudana
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (3027), Dora Crawford (1514), Erik Longbottom (1858), Heather Wood (1506), Jonathan Selwyn (708), Thomas Figg (1279)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa