Penelope zniknęła w kuchni, oni mieli krótką chwilę na wymianę pierwszych spostrzeżeń, znajdowali się blisko drzwi - jeszcze mogli uciec, chociaż pewnie trudno byłoby się jej z tego wytłumaczyć, ale była w stanie to zrobić. Benjy odpowiedział dość lakonicznie na jej pytanie, przez co przyglądała mu się uważnie przez krótką chwilę, aby upewnić się iż faktycznie wygląda jak ktoś kto uważa, że nie jest najgorzej. Musiała to zweryfikować. Wiedziała, że było to dość intensywne przywitanie i mogło wzbudzić różne emocje, rzadko kiedy ktoś był gotowy na bliskie spotkanie z Penelope.
- To zamiennik diabła. - Nigdy jakoś specjalnie nie wnikała dlaczego jej matka korzystała z tego archaizmu, być może w jej opinii brzmiał mniej złowieszczo, czy coś, to było prawdopodobne. Nawet kiedy używała słów, które miały nieść nieco mniej przyjemny przekaz robiła to w najbardziej delikatny sposób z możliwych, była w tym słodziutka i cieplutka, i zupełnie niewinna.
- Jak będzie za bardzo intensywnie, mrugnij dwa razy. - Wymyśli na poczekaniu coś, co będzie musiała mu pokazać, dzięki czemu chociaż na chwilę odetchnie. Wiedziała do czego zmierzał, nie musiał kontunować myśli. Znał jej matkę, to znaczy kojarzył, jednak wtedy pojawiał się tutaj w zupełnie innym celu, nie podejrzewała, aby Penelope zachowywała się, aż tak bardzo przytłaczająco w stosunku do kolegów jej brata, zresztą na pewno wtedy starali się omijać ją w drzwiach, żeby nie doprowadzać do zbyt długich interakcji, teraz wyglądało to zgoła inaczej.
W salonie znajdował się już jej brat. To było zaskakujące, zwłaszcza z jego tendencjami do spóźniania się. Najwyraźniej czekał na to, aż wszyscy się zbiorą, nie, żeby ich kolacje były pełne ludzi. Zazwyczaj spotykali się w bardzo skromnym gronie, co wcale jej nie przeszkadzało, dzisiaj jednak miało być poniekąd wyjątkowo.
- Zrobiłeś coś z włosami? - Rzuciła całkiem lekko, jakby o to jej właśnie chodziło od samego początku. Nie dało się nie zauważyć, że Eliasz wyglądał na zmęczonego, zapewne miał dużo pracy po tym, co wydarzyło się w Londynie, mimo wszystko jednak znalazł chwilę, aby się tutaj pojawić. Matce trudno było odmówić, żadne wytłumaczenie nie było wystarczające, jeśli chodzi o niepojawienie się w domu rodzinnym podczas święta.
- Nie, nie spotkaliśmy się w drodze. - Jej brat czasem nie dostrzegał tego, co działo się wokół niego, chodził z głową w chmurach, więc tak właściwie nie zdziwiło jej za bardzo, że mógł nie zauważyć zmiany jej podejścia do jednego ze swoich przyjaciół. Był to chyba moment, w którym powinna go nieco oświecić.
- Przyszliśmy tu razem. - Powiedziała lekko, jakby nie było w tym nic dziwnego, jakby to była jedna z najbardziej oczywistych rzeczy na świecie. - Spotykamy się z Benjy'm od jakiegoś czasu, jest moim chłopakiem. - Od tygodnia? Może trochę dłużej, to nie było w tej chwili istotne, chciała, żeby znalazł się tutaj z nimi podczas tego rodzinnego spotkania, więc go zaprosiła, no i byli tu teraz, razem. Wolała nazwać rzecz po imieniu, bo Eliasz mógł to zinterpretować po swojemu, a jednak zależało jej na tym, żeby zrozumiał co miała na myśli.
Nie wydawało jej się, aby jej brat potrzebował jakichś dokładniejszych szczegółów, chyba mu wszystko odpowiednio wyjaśniła, właściwie nie do końca interesowała ją jego reakcja, bo przecież byli dorośli, mogli robić, co im się tylko podobało.
Usłyszała trzaśnięcie dochodzące z piętra, uniosła głowę, w sumie to odruchowo, bo przecież przez sufit nie była w stanie nic zauważyć, to oznaczało jednak, że najprawdopodobniej ojciec postanowił wyłonić się ze swojej jaskini, na nikogo więcej nie czekali, a matka przecież była w kuchni.
Nie zdążyła się ruszyć, nadal nie zajęli miejsc, kiedy w pomieszczeniu pojawił się ojciec. Prudence przeniosła wzrok na mężczyznę, wydawała się zupełnie nie przejmować całą sytuacją, a raczej chciała, aby zostało to tak odebrane. W końcu nie było to nic wielkiego, przyprowadziła mężczyznę z którym się spotykała na kolację, to nic takiego.
Ojciec nie powinien być zaskoczony, bo przecież uprzedziła matkę, a ta na pewno i mu przekazała informacje. Miała jednak wrażenie, że przyglądał im się odrobinę za długo, chociaż może tylko jej się wydawało? John nie był łatwy w rozgryzieniu, cóż, potrafił jak i ona się dystansować, co w tej chwili nieco utrudniało jej analizę całej sytuacji.
- Dobry wieczór. - Nie było to szczególnie wylewnym przywitaniem, ale w sumie wolała to od przesadnego entuzjazmu Penelope, było bardziej w jej stylu. - Tato, chciałam Ci kogoś przedstawić. - Najwyraźniej ojciec nie wpadł na to, że zamierzała to zrobić, więc musiała wcale niedyskretnie o tym wspomnieć i zwrócić jego uwagę ponownie na gościa. Sama Prudence nie była najlepsza w podobnych sytuacjach, ale jakoś musiała sobie z tym poradzić, przecież była dorosła. - To Benjy, mój chłopak, to znaczy Benjy Fenwick. - Nie sądziła, aby ojciec mimo swojej bystrości umysłu wpadł na to, że nie był dla nich zupełnie obcy, jej samej połączenie kropek zajęło trochę czasu.
- Tak właściwie to chyba próbuje uratować go przed spaleniem. - Nie skomentowała jego słów dotyczących tego, że wszyscy znaleźli się tutaj o czasie, wcale nie wyglądał jakby się z tego cieszył, ale z drugiej strony od zawsze trudno było odczytać emocje z jego twarzy.
- Usiądźmy. - Mruknęła cicho do swojego towarzysza, bo przecież nie powinni tak tu stać, jak na ścięcie tylko w końcu zasiąść przy stole.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)