• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[1953-54] Double check for double meanings | Aloysius, Prudence

[1953-54] Double check for double meanings | Aloysius, Prudence
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
13.11.2025, 21:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2026, 17:55 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Prudence Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic I


Nie wiedziałem, kiedy to się zaczęło psuć - może wtedy, gdy w jej głosie przestałem słyszeć to lekkie drżenie rozbawienia, które zawsze pojawiało się między słowami, jakie do mnie wypowiadała - Prudence śmiała się cicho, takim śmiechem, który zostawał mi w głowie jeszcze długo po tym, jak szedłem do dormitorium. A może, kiedy zauważyłem, że przestaje mnie szukać wzrokiem w tłumie, już nie pojawiając się na meczach Quidditcha, szczególnie gdy nie dotyczyły Ravenclawu. A może wcześniej, kiedy zaczęła nosić włosy inaczej, puszczając je luźno, wokół twarzy, tak gęsto, że zrobiła się z tego kurtyna. Kiedyś odgarnąłbym jej je z oczu, mówiąc coś o kurzej ślepocie, i śmiałbym się z tego razem z nią, ale teraz tylko patrzyłem, jak przechodziła, z książkami przyciśniętymi do piersi, i udawałem, że akurat muszę poprawić torbę albo zawiązać sznurówkę. Chociaż z czasem przestałem sięgać i po te wymówki, otwarcie odwracając wzrok, ignorując jej obecność, jakby nigdy nic nas nie łączyło. A więc może właściwsze byłoby powiedzieć, że raczej to ja pierwszy odsunąłem się krok w bok, potem drugi, trzeci - aż między nami stanęła przepaść, której nie potrafiłem już przeskoczyć.
Jeszcze dwa lata temu wszystko było proste - siadaliśmy razem na murku przy szklarni, rzucaliśmy w błoto grudkami ziemi, gadaliśmy o bzdurach. Prudence była... No, właśnie. Kiedyś była po prostu Prue - czasem uszczypliwa, częściej śmieszna, czasem mówiła rzeczy, które trudno było mi zrozumieć, ale brzmiały mądrze. Mieliśmy swoje żarty, swoje głupoty, a na lekcjach run zgrywaliśmy mądrzejszych, niż byliśmy. Nigdy mnie nie obchodziło, czyja krew płynie w jej żyłach. Nie myślałem o tym wtedy, nie musiałem, byliśmy po prostu... Kumplami, a przynajmniej tak mi się wydawało, była po prostu kimś, kto wtedy w pociągu wyglądał na pozbawionego towarzystwa, a ja lubiłem z nią być, bo przy niej świat wydawał się trochę mniej duszny. Nie myślałem wtedy, że to może być coś złego - że ktoś w ogóle mógłby tak pomyśleć. Tylko w domu, instynktownie, nie mówiłem nic o tym, z kim się trzymałem w szkole, nie licząc oczywistych przykładów - wiedziałem, że to nie był temat, który można było ruszyć przy stole. Matka i ojciec mieli swoje zdania o wszystkim, zwłaszcza o „odpowiednich towarzystwach”, a ja nauczyłem się milczeć, by oddzielać jedną przestrzeń od drugiej - Little Hangleton od Hogwartu, nawet jeśli wtedy jeszcze nie do końca wiedziałem, że można dostać za coś, czego się nie zrobiło - tylko za to, kim się jest przy kimś. Za wyimaginowane „hańbiące rodzinę intencje”, które nie istniały w oczach dziecka chcącego być tylko dzieckiem, robiącym głupoty z kolegami.
Nie chciałem jej krzywdzić, tylko że po tamtym lecie wszystko było inne. Zanim zrozumiałem, co się dzieje, wszystko się rozlało, jak przewrócony kałamarz i atrament po czystej kartce. Nie chodziło o nią, przynajmniej tak sobie mówiłem - to nie była jej wina, że moja siostra miała język dłuższy i większy niż rozum. Wtedy też, przy deserze, rzuciła, że „ciągle z tą dziewczyną łaziłem”, matka tylko uniosła brew, ale ojciec spojrzał tak, że zamarłem. Potem padło imię - „Aloysius ciągle szlaja się z tą Prudence, nosi za nią książki i ma przy tym taki wywalony język”, mimo że to ostatnie było wierutnym kłamstwem, „nie, nie od Dolohovów, od...”. A kiedy usłyszał, z kim, jego twarz zesztywniała jak kamień. Pamiętałem ciszę po kolacji, ten chłód, który zawsze przez chwilę wisi w powietrzu, zanim nastąpi huk drzwi. Powiedział, że mam sobie wybić z głowy przyjaźnie z „takimi”, nie będę się „bratał z półkrewkami”, i jak jeszcze raz o tym usłyszy, to zrobi ze mną porządek. Mówił do mnie, jakby patrzył przez mgłę - nie widział syna, tylko coś, co trzeba naprawić, coś, co się zepsuło. Wiedziałem, że jak się postawię, będzie gorzej. Przy okazji padło wiele - o obowiązkach, o nazwisku, o tym, że „mamy być przykładem”. Więc byłem przykładem, w szkole mijałem ją bez słowa, a kiedy na zaklęciach odwróciła się i spojrzała na mnie tym swoim pytającym wzrokiem - takim, jakim kiedyś patrzyła, gdy na eliksirach chciała wiedzieć, czy też słyszałem ten sam śmieszny dźwięk w kociołku - spuściłem wzrok. Nie mogłem, bo wystarczyło, żebym się uśmiechnął, a już widziałbym w głowie twarz ojca, jego rękę, tamten sierpniowy wieczór. „Nie będziesz plugawił nazwiska, Aloysiusie”. W jego oczach wszystko to miało inny wymiar, obrzydliwy wymiar, który nie istniał w moim umyśle, a przynajmniej nie miał istnieć przez jeszcze dwa lata.



[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#2
13.11.2025, 21:42  ✶  
Starożytne Runy. Od czasu, gdy przestaliśmy rozmawiać, siedziała z przodu, ja z tyłu, blisko ściany. Pachniało kredą i kurzem, a światło wpadało przez okna tak miękko, że trudno było się skupić, kiedy podeszła, żeby rozdać ocenione tłumaczenia, na prośbę nauczyciela, przesunęła obok mojego łokcia kawałek pergaminu. Tak niepozornym ruchem, że tylko ja mogłem to zauważyć. Zwinąłem go w kulkę i wepchnąłem do kieszeni, czując, jak serce wali w mojej piersi, jakby właśnie ktoś mnie złapał na gorącym uczynku. Nie przeczytałem go od razu, dopiero po treningu, gdy zdejmowałem szaty, pergamin wypadł z kieszeni - runy, starannie zapisane drobnym pismem, co tak bardzo pasowało do tamtych zajęć, że mimowolnie wywołało mój uśmiech. Nie wiedziałem, czemu odpisałem - może dlatego, że nie potrafiłem nie odpisać, moje palce same chwyciły kawałek rysika od ołówka. Pisałem jak ktoś, kto stąpał po cienkim lodzie, wiedząc, że zaraz pęknie, ale mimo to robi krok dalej. Kolejna wspólna lekcja przyniosła mi odpowiedź, znowu zakodowaną w runach, a ja znowu odpisałem. Nie rozmawialiśmy już wprost, pisaliśmy kolejne liściki - krótkie, zabawne, trochę zaczepne. W realnym świecie nadal mijaliśmy się na korytarzu, ale ta część wróciła, jak ostatni fragment rozrzuconej, pogubionej układanki, z której nie dało się już złożyć nic konkretnego. Czułem się, jakbym znów mógł być sobą, ta cienka powłoka murów, które wokół siebie postawiłem, drżała przy każdym nowym liściku. Aż do tamtego dnia.
Zwinąłem rulonik papieru i schowałem pod podręcznik, ale profesor go zauważył, zatrzymał mnie po lekcji, chciał zobaczyć, co to. Nie dałem, więc chwycił mnie za rękę, a pergamin wypadł na podłogę, zgarnięty przez jego but, wtedy wszystko runęło, nie wiedziałem, jakim cudem, ale ojciec się dowiedział. Nie od szkoły, bo chociaż ujęto mi punkty dla domu, nie sprzedałem imienia osoby, z którą pisałem - ale on i tak zawsze miał swoje sposoby, by wiedzieć. To było tuż przed wiosenną przerwą, po powrocie do Hogwartu otoczyłem się wyższym murem. Nie było już liścików, nie było rozmów, nie było nawet spojrzeń, które mogłyby zdradzić, że jeszcze pamiętam, wciąż mi zależy. Przestałem pisać, przestałem patrzeć, przestałem... Czuć cokolwiek, a przynajmniej próbowałem.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
13.11.2025, 21:42  ✶  
Było późne popołudnie, światło sączyło się przez wysokie okna w pustym korytarzu, tuż przed gabinetem profesorskim, złotawe, miękkie. Minęły tygodnie od powrotu do szkoły, a ja wciąż chodziłem po korytarzach Hogwartu z poczuciem, że coś się zmieniło, chociaż nie potrafiłem stwierdzić, co dokładnie. Dwa lata spędzone u boku Prudence wydawały się teraz dalekie, jakby należały do innego życia - życia, w którym nie musiałem się oglądać za siebie ani uważać na każdy ruch. Wtedy było łatwo, rozumieliśmy się bez słów, śmialiśmy się z głupstw, które dla innych nie miały znaczenia, dzieliliśmy spojrzenia. Zeszły rok wydawał się wstępem do zupełnie innej przyszłości - do tego, co w tym roku było już nieuchronne, gdy wkroczyliśmy na ścieżkę wrogiej obojętności, która z tygodnia na tydzień coraz bardziej zaczynała przypominać zimną wojnę.
Nie wiedziałem, co zrobić z rękami. Byliśmy tu tylko we dwoje, w oczekiwaniu na konsultacje. Zanim się zorientowałem, spotkaliśmy się spojrzeniami. Chciałem powiedzieć coś głupiego, coś prostego, choćby „siema”, ale słowa nie przyszły. Patrzyłem na nią, ale jednocześnie nagle zobaczyłem wszystko naraz - to, jak siedziała obok mnie w bibliotece, robiła głupie miny, kiedyś uderzyła mnie książką za to, że żartowałem z jej wymowy. Stresowało mnie to bardziej, niż to okazywałem - spędzanie czasu w jednej przestrzeni, w wymuszonym milczeniu, sam na sam, jednak nie to najbardziej mnie przytłaczało, nie te wspomnienia.
Nawiązując kontakt wzrokowy, w tym ciepłym, złotym świetle, zobaczyłem też, że była... Ładna. Nie w ten sposób, który się zauważało od razu, ale w ten, który przychodził powoli, cicho, jak cień. Nienawidziłem tego uczucia, nie powinienem był tak myśleć, to było jak zdrada wszystkiego, co pamiętałem o niej - o nas. Wcześniej była moją przyjaciółką, ale teraz... Teraz była kimś, kogo nie rozumiałem, nagle tracąc z nią wspólny język. Było zbyt późno, by wszystko cofnąć, ale jeszcze za wcześnie, by zrozumieć, co dalej.
Stanąłem jak głupi, próbując złapać oddech, czując się tak, jakbym wpadł na kogoś z innego świata - kogoś, kogo znałem, ale teraz nie znałem już wcale. Jej włosy były dłuższe, lekko rozczochrane, oczy… Cholera, oczy - nie mogłem oderwać od nich wzroku. Wszystko we mnie krzyczało, że to moja stara przyjaciółka, obecnie ktoś darzący mnie wrogością, a jednocześnie serce biło w rytm czegoś innego, czegoś, czego nie potrafiłem nazwać. Nie podobało mi się to uczucie, ten mętlik w głowie, który pojawił się w ułamku sekundy. Chciałem znowu zobaczyć w niej znajomą twarz, uśmiech, śmiech, który kiedyś rozumiałem bez słów, a zamiast tego dostrzegałem kogoś, kto sprawiał, że wszystko we mnie drżało. Jej oczy… Nie mogłem od nich oderwać wzroku. Patrzyłem i patrzyłem, a gdy w końcu oderwałem spojrzenie, zorientowałem się, że wpatruję się w jej usta, w sposób, który sam w sobie był błędem. Patrzyłem na jej wargi, zupełnie bezmyślnie, a one… Poruszały się. Przełknąłem ślinę, próbując zebrać myśli, ale ona mówiła dalej, chociaż w moich uszach brzmiało to bardziej, jak bzyczenie owada - było dalekie i niezrozumiałe, przykryte zupełnie innymi myślami, nie tymi o treści jej słów, chociaż powinienem ich słuchać. Coś do mnie mówiła, coś, co wcale nie brzmiało miękko i ciepło, patrząc po sposobie i szybkości, z jaką poruszały się jej usta. Odchrząkując, wyprostowałem wyrośnięte ciało, unosząc brew.
- Co? - Burknąłem, jakbym nie słuchał jej z powodu niechęci i znudzenia, a nie przez ten pierwszy raz, gdy tak naprawdę pomyślałem o niej, jak o kimś, komu chciałbym założyć włosy za ucho, szepcząc słowa, których znaczenia przed laty zupełnie nie rozumiałem. Nagle, za to, zrozumiałem też coś jeszcze. „Nie będziesz plugawił nazwiska, Aloysiusie”. W jego oczach wszystko to miało dokładnie ten sam wymiar, kuszący, chociaż trochę niepokojący wymiar, który nagle zaistniał w moim umyśle.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#4
13.11.2025, 23:53  ✶  

Gdyby tylko wiedziała. To pewnie odpuściłaby sobie te konsultacje. Nie doprowadziłaby do tej niezręczności. Wolała chować się po kątach, niż stać tu przed nim i udawać, że się nie znają. Nie przychodziło jej to łatwo. Przeciwnie. Trudno było jej się odnaleźć w tej nowej rzeczywistości, która ją zaskoczyła. Musiała się jednak przystosować, czyż nie?

Ojciec ją ostrzegał, że nie wszystkim warto ufać, że są osoby, które będą patrzeć na Prue przez pryzmat czegoś, czego nie będzie jej wcale łatwo pojąć. Nie chciała się z nim zgodzić, mówiła, że Loys jest inny, normalny, że jest jej najlepszym przyjacielem i nigdy nie zrobiłby jej krzywdy. Były to mrzonki małej dziewczynki, której wydawało się, że może ją spotkać tylko coś dobrego. Dość szybko życie ją zweryfikowało, ich zweryfikowało. Inaczej przecież nadal byliby swoimi przyjaciółmi, nadal spędzaliby razem czas, śmiali się z żartów, których nikt inny nie rozumiał. Tylko, że to miało nigdy nie wrócić. Pojawił się chłód i dystans, unikanie jej wzroku. Na początku tego nie rozumiała, zastanawiała się, czy zrobiła coś nie tak, czy go zawiodła? Nie była dobrą przyjaciółką. Próbowała coś zmienić, ale to niczego nie ułatwiało. Zresztą, jak niby miała to zrobić, kiedy on zupełnie przestał ją zauważać, jakby nagle została wymazana z jego świata.

Powinna posłuchać ojca, powinna uważać, ale naprawdę nie chciała uwierzyć w to, że on jest taki, jak wszyscy inni, ci którzy uważani byli za lepszych, nigdy nie dawał jej odczuć, że do niego nie pasowała, wręcz przeciwnie było zupełnie inaczej. Od samego początku ją zauważał, jako jedyny, już od pierwszego dnia, już wtedy kiedy znalazła się w pociągu. Polubiła go od pierwszej rozmowy, gdy znaleźli się w szkole ich więzi się zacisnęły, byli nierozłączni, chociaż niektórzy dziwnie na nich spoglądali, kiedy razem plątali się po zamku, ale nie wydawało jej się to niewłaściwe. Przecież można było przyjaźnić się z tym, z kim tylko miało się ochotę, to było bardzo proste... chociaż nie, nie w ich świecie.

Było jej smutno, łatwo przyzwyczaiła się do jego obecności, gdy tak nagle zniknął, porzucił ją jakby mu się znudziła nie do końca umiała odnaleźć się w szkole, wszystko wydawało się takie puste bez niego, on wprowadzał do jej nudnego i ułożonego życia wiele koloru. Miała wrażenie, że w tym roku wszystko zrobiło się czarno-białe i zatraciło gdzieś głębię. Musiała sobie z tym poradzić, nie było to takie proste, bo nie znalazła nikogo, kto mógłby go zastąpić, kto rozumiałby ją choć trochę, zresztą tak naprawdę to wcale nie szukała kogoś kto miałby zająć jego miejsce, to nie mogło się udać.

Mijała go na korytarzach, widziała, że otaczał się całym wianuszkiem znajomych, nie potrzebował jej, to było wyjątkowo klarowne, dość szybko znalazł sobie nowych kolegów, nowe koleżanki. Spoglądała na nich dyskretnie, z odrobiną zazdrości w oczach, bo przykro jej było, że tak łatwo ją zastąpił.

Lato wiele zmieniło, może miał dużo czasu na przemyślenia i dotarło do niego, że ktoś taki jak ona psuje obrazek. Nie zdziwiłoby jej to wcale, wiedziała, że jest dziwna, inna, odczuwała to odkąd tylko pojawiła się w zamku, Aloysius jednak powodował, że wydawało jej się, że ktoś może ją uznać za normalną. Musiała się jednak mylić w swojej opinii.

Nie było żadnego ostrzeżenia, to stało się z dnia na dzień, kiedy pojawiła się w pociągu nie zareagował, nie odezwał się do niej, nie zapytał jak jej minęły wakacje, czy ma dla niego jakąś nową ciekawostkę, z którejś książek, którą udało jej się przeczytać na wakacjach. Nic. Nie padło nawet głupie cześć. Już pierwszego września wiedziała, że ten rok będzie inny, gorszy, pusty bo nie mógł być lepszy bez niego.

Przez chwilę myślała, że może być lepiej, nie sądziła, że mogli wrócić do tego co było, jednak reagował na jej zaczepki, nie ignorował liścików, które mu podrzucała. Życie znowu nabrało trochę koloru, nigdy nie przyznałaby się do tego jak bardzo czekała na te lekcje starożytnych run, stały się one jej ulubionym przedmiotem, bo znowu zaczęli ze sobą rozmawiać. Tak właściwie to nie wymieniali się ani słowem, chociaż czytała to, co do niej pisał w swojej głowie tym charakterystycznym dla niego tonem głosu. Wydawało się, że wszystko zmierza ku lepszemu, że znowu będą mogli zacząć rozmawiać, ale nagle, znowu zupełnie znienacka przestał je dla niej zostawiać. Próbowała, co tydzień dorzucała mu kolejną kartkę zapisaną równym pismem, gdy jednak przez miesiąc nie dostała odpowiedzi zrezygnowała. Zrozumiała, że to nie ma żadnego sensu, że nie chciał dłużej ciągnąć tej farsy. Nieco zgasła, wałęsała się po zamku niczym zmora, a runy przestały być jej ulubionym przedmiotem, chodziła na nie jak na ścięcie, bo kojarzyły jej się z ich końcem.

Stała tu teraz w tej ciszy, która była bardzo niewygodna, mierząc się z nim spojrzeniami. Żadne nie postanowiło się odezwać, kiedyś nie mogli przestać wchodzić sobie w słowo, teraz nikt nie umiał wypowiedzieć choćby słowa, jakby te dwa lata nic nie znaczyły, jakby wcale się nie znali, a przecież wiedziała, co go bawiło, co wkurzało, które gumy lubił najbardziej. Nie mogła pozbyć się ze swojego umysłu tych faktów.

- Dlaczego się tak na mnie patrzysz? - Powtórzyła swoje słowa, cóż, za pierwszym razem do niego nie dotarły, jak widać miał ją gdzieś, więc musiała powtórzyć, być może tym razem to pytanie do niego dotrze. Miała coś na twarzy, wyglądała głupio, cokolwiek innego?

Drzwi od gabinetu profesora jak na złość się nie otwierały, najwyraźniej ten, kto znalazł się tu przed nimi miał dość wiele do nadrobienia.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#5
14.11.2025, 01:05  ✶  
Stałem naprzeciw niej, jak ktoś obcy, chociaż przecież niosłem w sobie cały ciężar wspomnień, których nie potrafiłem zgasić. Prudence stała przede mną jak wyrzut sumienia, jak echo czegoś, co powinno pozostać zakopane. Zbyt wiele wiedziała - nawet te nieistotne, śmieszne drobiazgi, które kiedyś nas łączyły, a dziś paliły jak żar. Tygodniami widziałem, jak jej oczy próbują odnaleźć we mnie tego chłopca sprzed dwóch lat, ale on zniknął, przynajmniej na tyle, na ile potrafiłem go ukryć. Cisza między nami była ostra, jak zimowy poranek, dławiła gardło i ciążyła na sumieniu, ale nie zamierzałem pokazać, że cokolwiek czuję. Odpowiedź wznosiła się we mnie jak fala, dziecięca, naiwna, niepotrzebna. Zabiłem ją w zarodku, uniosłem podbródek, jakbym patrzył na kogoś, kto narzuca mi swoją obecność. Wychowany by nie zdradzać drgnienia serca, uzbroiłem twarz w prześmiewczą obojętność, tę starą, dobrze znaną maskę, którą ojciec wbijał we mnie latami.
- A jak mam patrzeć? - Mruknąłem w końcu, tonem, który sam w sobie był bolesny, suchy, chłodny jak kamień. - Stoisz mi na drodze. Zakładam, że po to, żeby być pierwsza, co… Pozwolę sobie nadmienić… Się nie wydarzy. Mam trening. - To kłamstwo przeszło mi przez gardło zbyt łatwo. Głos brzmiał obco, ale trzymał mnie w pionie, pozwalał zasłonić wszystko, co kotłowało się pod żebrami. Ona nie musiała wiedzieć, że serce zabiło mi szybciej, gdy tylko, chwilę wcześniej, zbliżyła się o krok korytarzem.
Drzwi gabinetu profesora ani drgnęły, jakby los drwił sobie z nas, zmuszając do stania w tej męczącej bliskości. Ktoś w środku najwyraźniej potrzebował długiej rozmowy - dłuższej, niż mogłem znieść stojąc tu, z Prudence tuż przede mną. Niemal czułem jej oddech, widziałem drganie rzęs, pieprzyk na policzku - każdy szczegół wbijał się we mnie jak szpilka.
- Nie dramatyzuj. - Parsknąłem, tonem, którego nienawidziłem, a który jednak tak łatwo mi przychodził, gdy musiałem trzymać wszystko w ryzach. Odwróciłem wzrok, jakby to ona była winna temu całemu bałaganowi, jakbym to ja był tu stroną skrzywdzoną. Ręce wsunąłem w kieszenie, żeby nikt - a w szczególności ona - nie dostrzegł, jak drżą. Wiedziała o mnie zbyt wiele - co mnie bawiło, co doprowadzało do szału, jakie gumy żułem w stresie. A ja znałem ją tak samo dobrze - to było jak trucizna pod językiem - świadomość, że te rzeczy wciąż istniały, chociaż udawałem, że nie.



[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#6
14.11.2025, 05:53  ✶  

Prue nie spodziewała się, że sytuacja między nimi w tak krótkim czasie może się zmienić. To, co kiedyś traktowała za pewnik, zniknęło, miała wrażenie wręcz, że zaczęła stąpać po bardzo cienkim lodzie. Niby go znała, niby wiedziała, jak się zachowa, tylko, że teraz stał przed nią ktoś zupełnie obcy, to nie było takie oczywiste jakby się mogło wydawać. Musiała się dostosować, zacząć przewidywać, żeby nie dać sobie zrobić krzywdy, swoją drogą bardzo łatwo przyszło mu przestawienie się, a przynajmniej tak się jej wydawało, jakby ta zmiana w zachowaniu nie była niczym dziwnym, ale ona, gdzieś w głębi duszy wiedziała, że nigdy by jej tego nie zrobił, nie sam z siebie. Coś musiało się wydarzyć, albo ona coś zrobiła, albo pojawił się ktoś trzeci, który dodał coś od siebie. Tylko dlaczego się tym przejmował, tak nagle, przecież kiedyś tego nie robił.

- Najlepiej wcale. - Powiedziała nieco zbyt szybko, nie przemyślała swoich słów. Zaczęła się denerwować, kiedy był obok, czuła, że serce biło jej szybciej, łączyła to jednak raczej ze stresem spowodowanym tym, że stała mu się zupełnie obojętna, może nawet gorzej, wyglądało że nie miał najmniejszego problemu z tym, aby po niej deptać. Nie mogła mu na to pozwolić, miała w sobie zbyt wiele dumy, to, że kiedyś przez moment się przyjaźnili nie upoważniało go do tego, by teraz ją tak traktował. Zdecydowanie wolała jak udawał, że nie istnieje, niż kiedy zwracał się do niej tym tonem, którego nie znosiła, w którym nie było już ani grama radości, raczej miał być chłodny niczym ostrze noża, w zasadzie to ranił równie głęboko.

- Nie stoję Ci na drodze, stoję pod drzwiami do gabinetu profesora, bo tak jak i Ty mam do tego prawo. - Zaczęła mówić, nie mogła tego tak zostawić. Chciała mu uzmysłowić jak to wyglądało z jej strony - nie wiedziała po co, na pewno go to nie obchodziło. - Od kiedy niby macie treningi w te dni tygodnia? - Chcąc nie chcąc, znała jego plan dnia, bo kiedyś jej obecność wypełniała te puste miejsca, kiedy nie musiał nigdzie być, ani niczego robić. Uczyli się razem, plątali po szkole, czasem robili wiele, czasem nic. Musiała się pozbyć tych myśli, te wspomnienia powinny zostać zakopane bardzo głęboko.

Przeniosła wzrok na drzwi, nadal ani drgnęły, wiele by dała aby już się otworzyły, przynajmniej miałaby z głowy tę rozmowę, której wcale nie chciała odbywać. Powoli zaczynała tracić nadzieję, że w ogóle się otworzą. Miała wrażenie, że osoba, która weszła do środka znajduje się tam wieki. Mogłaby go nawet wpuścić przed sobą, byleby nie musieć dalej dusić się w jego obecności, czuła bowiem, że powietrze robi się bardzo gęste, niedługo nie będzie miała czym oddychać.

Uniosła pytająco brew, kącik dolnej wargi jej drgnął. Miała nie dramatyzować... Założyła sobie ręce na piersiach, jakby chciała tym gestem dodać sobie pewności siebie, do tego wyprostowała się niczym struna. Śmiał się jej w twarz.

- Nie przejmuję się obcymi, powinieneś o tym pamiętać. - Była szansa, że już o tym zapomniał, ale chciała podkreślić to, że kiedyś się znali, a teraz stał się jej zupełnie obojętny. Tak, tylko gdyby tak było, to nie gotowałaby się w środku i nie przeżywała tego tak bardzo intensywnie. Głowę miała zadartą w górę, nie wiedzieć czemu pomyślała o tym, że ostatnio znowu urósł, dawno nie znalazła się tak blisko niego, więc nie zwróciła na to uwagi. Poruszyła delikatnie głową by odsunąć od siebie te myśli.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
14.11.2025, 14:25  ✶  
Zacisnąłem palce na krawędzi własnego rękawa, jakbym mógł w ten sposób utrzymać w ryzach to, co we mnie buzowało, co nie miało prawa ujawnić się w jej obecności. Jej słowa, szybkie, zbyt ostre, kroiły powietrze między nami na drobne kawałki. Czułem, jak każde z nich uderza o skórę, lecz nie dawałem sobie pozwolenia na reakcję. Nie teraz, nie przy niej, musiałem być twardszy, musiałem być kimś innym niż chłopak, którego znała, nawet jeśli staliśmy obok siebie, jak dzieci, którymi jednak nie byliśmy. Lód, po którym chodziliśmy kiedyś razem, dziecinnie pewni, że nie pęknie, zrobił się cienki jak szkło. To wszystko musiało zostać zamknięte, zatrzaśnięte, jak te przeklęte drzwi gabinetu profesora, które od wieków nie raczyły drgnąć, a jednak każde jej zdanie wracało do mnie jak echo dawnych dni, które powinny były dawno obrócić się w pył.
Skinąłem głową, odruchowo, niemal z pogardliwą pewnością, która miała przysłonić to, czego sam nie chciałem widzieć - coś w jej głosie drżało lekko, i chociaż powinienem był się tym brzydzić, to zamiast tego poczułem coś w rodzaju znajomego ukłucia, jakby wspomnienie próbowało przebić się przez chłód, którym opatuliłem własne myśli. Zacisnąłem szczękę, chcąc uciąć w sobie tę falę wspomnień, która niosła obraz nas dwojga włóczących się po korytarzach, śmiejących gdzieś na schodach, robiących nic i wszystko naraz.
- No, to świetnie. - Mruknąłem, chociaż brzmiało to bardziej jak warknięcie. Przez moment, krótszy niż mrugnięcie, poczułem w gardle coś w rodzaju bolesnego, piekącego żaru, zgasiłem go natychmiast, odwracając wzrok. Prudence nie odpuszczała, jej duma, ten ogień w oczach, który znałem aż zbyt dobrze, uniósł się wyżej niż korytarz miał prawo pomieścić. Zerknąłem na nią z góry, z tym wyuczonym, nieco znudzonym grymasem, który miał przypominać, że mnie to nie rusza, nic mnie nie rusza, a ona tym bardziej. Odwróciłem wzrok, zanim zdążyłem zrobić coś głupiego, coś miękkiego, coś, na co nie miałem prawa.
- Zmieniło się. - Rzuciłem sucho, nie patrząc na nią. O treningach mówiła zbyt pewnie, o mnie mówiła zbyt pewnie, pamiętała szczegóły, które powinny już dawno wyblaknąć. Wbiło mnie to w ziemię bardziej niż każde jej oskarżenie, nie pozwoliłem jednak, by było to po mnie widać. - Nie jesteś już od tego, żeby pamiętać, kiedy mam czas. Nie potrzebuję sekretarki, zwłaszcza takiej. - Było w tym więcej jadu, niż zamierzałem powiedzieć, zbyt wiele, szczególnie w tym jednym, podkreślonym słowie - „już” - poczułem to po chwili, jakby słowa odbiły się ode mnie i wróciły, łupiąc o żebra. Zaparłem się jednak wewnętrznie, jakbym wbijał obcasy w ziemię, dostrzegając, że Prue przeniosła wzrok na drzwi, jakby błagała je o wybawienie - rozumiałem to aż za dobrze, sam chciałem, by otworzyły się natychmiast, by oddzieliły nas bez słowa, zanim zdążę powiedzieć coś, czego nie będę w stanie cofnąć. Oczywiście, że pamiętałem, kto kiedyś siedział przy mnie, kładąc mi na podręczniku swoje własne notatki, narzekając na moją okropną pisownię run - kto nie był moją sekretarką, był po prostu przyjaciółką, kimś bliskim, zainteresowanym. Teraz jednak musiałem wyrwać te obrazy z głowy, zanim zrobią we mnie wyrwę większą niż ta, którą już niosłem przez tamten rok.
I wtedy wypowiedziała to „nie przejmuję się obcymi”, te słowa uderzyły we mnie, ale nie dałem się temu porwać. Kiwnąłem głową, powoli, z tą udawaną obojętnością kogoś, kto rejestruje drobiazg, by zaraz o nim zapomnieć.
- Słusznie. Tak trzymaj, Bletchley. - Po raz pierwszy powiedziałem jej nazwisko twardo, jakby między nami nigdy nie istniały żadne listy, żadne rozmowy szeptem, żadne śmiechy tłumione w rękaw - jakbyśmy faktycznie byli sobie obcy. Wielkie, stare drzwi gabinetu profesora trwały uparcie zamknięte, jakby chciały wystawić nas na próbę, test, którego żadne z nas nie chciało zdawać. W ciszy, która zapadła, nadal pozostawały granicą, niedostępnym schronieniem, jakby drwiły z nas obojga, bo ja też już wiedziałem - wszystko miało potrwać dłużej, niż byłem gotów znieść. Nie tylko przez ten moment, a kolejne trzy i pół roku.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#8
14.11.2025, 21:55  ✶  

Gdyby chodziło o kogoś innego, to pewnie nie miałaby problemu z tym, aby zamilknąć, ignorować rzucane w nią słowa. Jednak to był jeden, bardzo wyjątkowy przypadek, kiedy nie umiała chować głowy w piach. Być może przez to, że mieli wspólną przeszłość, przez to, że wydawało jej się, że go zna. Miała do siebie żal, że tak łatwo przyszło jej zaufanie mu, a teraz traktował ją w ten sposób i nie powiedział dlaczego. Nie było żadnego ostrzeżenia, głupiego pożegnania, nie była na to gotowa, więc radziła sobie z tym tak jak umiała - wybrała przemoc, no może słowną, ale na nic innego nie było jej stać.

- Cieszę się, że mamy co do tego jasność. - Uśmiechnęła się fałszywie, złośliwie, nie było w tym ani grama ciepła, po plecach przeszedł jej dreszcz, nie do końca dobrze czuła się z tym, że postępowała w ten sposób, ale została podstawiona pod ścianą. Musiała się bronić, w tym wypadku nie mogło być inaczej.

- Niestety niektórych rzeczy nie jestem w stanie wyrzucić z pamięci, nadal będą ją zaśmiecać. - Powiedziała gorzko, nie chodziło tylko o dni treningów, dało się to wyczuć z tonu jej wypowiedzi. Najgorsze było to, że wiedziała, że nigdy nie zapomni, nie potrafiła zapominać, nawet jeśli bardzo tego chciała. To wszystko będzie do niej wracać, pojawiać się w najmniej spodziewanych momentach, nie była w stanie nic z tym zrobić. Tak byłoby prościej, zakopać wszystko bardzo głęboko, udawać, że się nie wydarzyło, tyle, że te obrazy, które do niej wracały zawsze były wyjątkowo żywe.

Nie wydawało jej się, aby terminy się zmieniły, na pewno by to odnotowała, nie skomentowała jednak tego. Jego słowa znowu ją zraniły. Nie potrzebował sekretarki... proste. Najwyraźniej właśnie za nią ją miał. Zrozumiała, zwłaszcza takiej, miało to w niej wzbudzać złość przez długi czas. Nigdy nie czuła się wystarczająca, przy nim było inaczej, a teraz tak po prostu przyznał to, co większość ludzi, że była taka, w swojej głowie już kolekcjonowała wszystkie epitety jakich mógł użyć do opisania jej osoby, wyjątkowo ją to rozczarowało.

- Dobrze wiedzieć, że w końcu sam potrafisz o siebie zadbać, brawo Ty. - Tak naprawdę nigdy nie potrzebował jej pomocy, sam by sobie doskonale ze wszystkim radził, tylko wydawało jej się, że jako przyjaciółka powinna nieco mu pomagać, dzielić się z nim swoimi notatkami, przypominać o pilnych sprawach, to wydawało się takie zwyczajne, drobne gesty, które świadczyły, że zależy Ci na tym, aby druga osoba czuła, że o nią dbasz. Potraktowane to zostało jako bycie sekretarką, wspaniale, nie tego się spodziewała. Wiedziała jednak, że był to pierwszy i ostatni raz, kiedy postępowała z kimś w ten sposób.

Nie była już Prue, nawet nie Prudence. Została Bletchley, jakby faktycznie była zupełnie obca, może nawet gorzej, bo ton jego głosu brzmiał wyjątkowo ostro. Musiała się przyzwyczaić do tej nowej rzeczywistości, zaakceptować to, bo przeczuwała, że po tej krótkiej, aczkolwiek dosyć konkretnej rozmowie nie będzie już odwrotu. Wybrali drogę, którą mieli podążać i nie miała ona być usłana różami. Nie wiedziała, co ich do tego doprowadziło, jak właściwie doszło do tego, że to wszystko, co kiedyś mieli wymknęło im się z rąk, a była przecież całkiem bystra, tym razem jednak nie umiała znaleźć wytłumaczenia.

- Nie potrzebuję Twojej aprobaty. - Dodała jeszcze, bo nie chciała pozwolić mu mieć ostatniego słowa. Przeniosła wzrok na te cholerne drzwi, nadal ani drgnęły, coś jej mówiło, że jeśli tak dalej pójdzie to w ogóle ich nie przekroczy tego dnia, była naprawdę bliska odwrócenia się na pięcie, tylko, że teraz było już na to nieco za późno.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#9
14.11.2025, 23:33  ✶  
Uśmiech, który mi rzuciła, był jak cienka igła - niby nic, drobiazg, a jednak potrafił przebić skórę. Poczułem to ukłucie, chociaż nie pozwoliłem mu dotrzeć głębiej. Nigdy już nie pozwalałem. Jej fałszywy ton, złośliwy, ostry - dawniej pewnie bym się skrzywił, może obruszył, dziś parsknąłem tylko cicho, beznamiętnie. Tak, jakby jej próby wbicia we mnie szpili były czymś, co widziałem z daleka i co absolutnie nie robiło na mnie wrażenia.
- Najwyraźniej mamy. - Rzuciłem, jakbym komentował pogodę, a nie rozmowę, która jeszcze rok temu złamałaby mi serce. Zacisnąłem zęby, chociaż na zewnątrz wyglądałem, jakbym ledwie słuchał - jakby każde jej słowo spływało po mnie jak woda po kaczce. Prawda była inna, bolesna, niewygodna, ale dobrze ukryta pod tym wszystkim, co tak starannie w sobie budowałem. Ona jednak stała tu, tuż obok, i każde jej zdanie było jak drobny, ostry kamyczek wpadający w mechanizm, który próbowałem utrzymać w ruchu. To, że nie potrafiła milczeć… To bolało najmocniej, bo kiedyś właśnie to uwielbiałem. Teraz jednak śmiałem się z tego w duchu, szyderczo, jak ktoś, kto musiał dławić w sobie resztki dawnych reakcji, by nie wypaść z roli.
A potem rzuciła tę rzecz o pamięci, śmieciach, które zostają, rzeczach, których nie da się wyrzucić. Na moment coś we mnie zadrżało, ale przygasiłem to natychmiast, zgniatając uczucie, jak list z zeszłego roku.
- To trzymaj je sobie, skoro lubisz śmieci. - Mruknąłem, z uśmiechem pozbawionym ciepła - uśmiechem, którego nigdy wobec niej nie używałem. A jednak każde jej słowo było zbyt celne, zbyt mocno oparte na prawdzie, której nie dało się zbyć, może dlatego musiałem reagować tak ostro, bo każde wspomnienie, które we mnie trafiało, paliło. - To już twój problem, nie mój. - Wzruszyłem ramionami lekko, tak nonszalancko, jakby mówiła o pogodzie, a nie o naszym rozpadzie. - Każdy ma swoje graty w głowie. Ty najwyraźniej masz tam szczególnie pojemne śmietnisko. Nie, żeby mnie to dziwiło. - To był cios wymierzony tak nisko, że sam poczułem, jak coś we mnie szarpnęło, ale nie zatrzymałem go. Musiałem być tym, kim kazało mi być lato, czego oczekiwał ode mnie dom. Przeniosłem spojrzenie na drzwi, które nadal trwały w martwej, cholernej bezruchliwości. Z każdą sekundą rozmowy jej słowa odcinały kolejne nici, które kiedyś nas łączyły. A ja… Ja nie tylko na to pozwalałem - ja szarpałem za kolejne. Nie mogłem zrobić inaczej, za dobrze wiedziałem, co mnie za to czeka, jeśli pozwolę sobie na choć jedną miękką sylabę.
- Brawo ja. - Powtórzyłem z udawaną teatralnością, jakbym powtarzał po dziecku. - Miło, że zauważasz moje postępy.
Każde jej zdanie próbowało sięgać głębiej, niż poprzednie, każde miało być ciosem wyprowadzonym z pamięci - tej, której tak nie potrafiła zakopać. A ja… Odpowiadałem równie ostro, chociaż gdzieś pod skórą to wszystko paliło bardziej, niż powinno.
- Umiałem o siebie zadbać już wtedy. Ty tylko bardzo lubiłaś udawać, że pomagasz, a ja ci na to pozwalałem, bo dzięki temu byliśmy kwita. - Dorzuciłem lekko, od niechcenia, chociaż każde słowo miało być palcem wciskanym w drzazgę dawnej bliskości. - Możesz przestać patrzeć na te drzwi jak skazaniec na kratę? Jak nie możesz wytrzymać, to idź, zapukaj, raz w życiu przestań chować mi się za plecami. - Uśmiechnąłem się krzywo, sucho, ale serce - serce zabiło jak wtedy, gdy profesor zgarnął mój liścik z odręcznie pisanymi runami. Tylko że teraz nikt nie widział, nikt nie słyszał, nikt nie miał dowiedzieć się o niczym, co działo się pod tą chłodną maską. W końcu miałem być kimś innym - kimś, kto jej już nie znał. Kimś, kto przeszedł na drugą stronę. I musiałem tam pozostać.
- Dobrze. Bo jej nie masz, Prudy. - Po raz pierwszy wypowiedziałem to z czystą pogardą, nie jako nieszkodliwe zawołanie, ale jako coś, co miało ją ustawić tam, gdzie rzekomo powinna być - daleko ode mnie. - I mieć nie będziesz.



[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#10
15.11.2025, 01:23  ✶  

Nie wydawał się być szczególnie zainteresowany tym, co miała do powiedzenia. Nie powinno ją to dziwić, w końcu aktualnie nie była już nikim istotnym. Nie pytał jej o zdanie, nie kręcił się obok, nie rzucał tych swoich żartów. Mimo wszystko to, że miał do niej takie podejście, a nie inne bolało. Trudno było się do tego przyzwyczaić. Musiała zacząć stawiać wokół siebie mur, odgradzać się od ludzi, bo wiedziała, że nie była w stanie znieść podobnych zawodów. Nie mogła więcej ufać, powinna się zdystansować, bo była zbyt wrażliwa na podobne zachowania. Łatwiej jej będzie nie zbliżać się do nikogo więcej, przynajmniej nie poczuje zawodu.

Dobrze, że ustalili, że nie będzie więcej na nią patrzył. Nie, żeby spodziewała się, iż będzie się tego trzymał. Wiedziała, że potrafił być podły i czuła, że niedługo odczuje to na własnej skórze, właściwie to już chyba się działo. Nadal jednak nie do końca potrafiła stwierdzić, czym sobie na to zasłużyła - to było najgorsze, bo przecież miała wrażenie, że jeszcze niedawno, no z pół roku temu wszystko między nimi było w najlepszym porządku. Widać, myliła się.

- Nie powiedziałam, że je lubię. - Nie mogła milczeć, musiała się odezwać. Nie chciała, żeby przyjmował te swoje dziwne tezy. Na pewno coś zauważył przez te dwa lata, może kiedyś się domyśli, a może i nie, bo przecież miała pozostać mu obojętna, jej umysł nie należał do najłatwiejszych narzędzi, powoli uczyła się tego, jak pracował, co wcale nie było łatwe, nie spodziewała się tu jednak zrozumienia.

- Oczywiście, że Cię to nie dziwi, bo przecież doskonale wiesz co mi siedzi w głowie. - Gówno prawda. Zaczęli się mijać, nie miała pojęcia dlaczego, ale już dawno nie był tym chłopakiem, który potrafił dokańczać jej myśli, a może nie chciał nim być? Nie miała zamiaru sprawdzać tego, czy jeszcze potrafili to robić, było zbyt późno na próby.

- W końcu do jakichś dochodzi, trudno ich nie zauważyć. - Było to zupełnie niepotrzebne, ale jednak się odezwała. Prowokował ją, nie mogła milczeć, nie umiała tego zrobić. Wiedziała, że nie powinna nic mówić, może wtedy łatwiej byłoby im znieść swoją obecność, ale i tak to zrobiła.

Dolna warga jej zadrżała, gdy wspomniał o tym, że lubiła udawać, że pomaga. To nigdy nie było udawanie. Próbowała być dobrą przyjaciółką, zupełnie bezinteresownie dawać więcej od siebie, aby jemu było łatwiej, bo jej na nim zależało, jak widać zostało to odebrane inaczej. - Nie potrzebowałam pozwolenia. - Nie przypominała sobie, aby czekała na jego aprobatę, robiła to co uważała za słuszne, a on nigdy nie miał nic przeciwko, tak funkcjonowali, zresztą sama pozwalała mu na dużo więcej niż wszystkim innym.

- Nigdy nie chowałam się za Twoimi plecami. - Ton jej głosu był stanowczy, musiała zareagować, bo nie akceptowała tego, co mówił. Prue była samodzielna, umiała się o siebie troszczyć, nie potrzebowała niczyjej łaski, kiedyś i teraz. - Kultura mi na to nie pozwala, ale Ty pewnie nie wiesz, czym to jest. - Mogła ugryźć się w język, ale tak okropnie ją prowokował. Nie chciała przeszkadzać tym, którzy byli za drzwiami, każdy miał przecież prawo skorzystać z pomocy profesora, mimo, że bardzo chciałaby, aby drzwi się otworzyły to nie miała zamiaru przeszkadzać.

- Nigdy mi na tym nie zależało, Rookwood. - Był to pierwszy raz, kiedy odezwała się do niego po nazwisku, nie czuła się specjalnie pewnie robiąc to, ale słowa same nasuwały jej się na język. - Wiedziałam, że jesteś tacy jak inni. - Dopowiedziała jeszcze, chociaż przecież i tak miał to gdzieś.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (4495), Prudence Fenwick (3150)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa