- Zawsze byłam ambitna. - Niektóre rzeczy się nie zmieniały. To nie tak, że zamierzała kontynuować swoje nowe badania na innych obiektach, nie kiedy znalazła już najlepszy z możliwych. Nieczęsto się to zdarzało, żeby przy pierwszej próbie trafiało się, aż tak celnie. Miała wyjątkowe szczęście, czyż nie? Nie wątpiła to wcale. Nie było jednak powodu, aby mu o tym mówiła, zresztą na pewno zdawał sobie z tego sprawę. Nie wydawało jej się, aby w ogóle istniała możliwość, by ktoś potrafił wzbudzić w niej podobne emocje, a Prue nigdy nie sięgała po coś, co nie miałoby jakiejś większej wartości.
Gdyby faktycznie zamierzała być ostrożna nie stąpałaby po takim kruchym lodzie. Była pewna, że niedługo pęknie, tyle, że nie do końca wydawało jej się, że czeka na nią lodowata otchłań, może dlatego nie obawiała się tego wcale. Mogła mówić o ostrożności, jednak jej czyny świadczyły o czymś zupełnie innym. Był to moment, w którym faktycznie zamierzała przekroczyć wszelkie granice, zatracić się w tym. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę i wiedziała, że nie jest jedyna.
Jej decyzje zazwyczaj były przemyślane, kiedy je podejmowała brała pod uwagę wszystkie możliwe konsekwencje swoich czynów, tym razem jednak nie zamierzała tego robić. Nie było to nowe w jego obecności, przy nim bardzo łatwo przychodziło jej łamanie swoich zasad. Najwyraźniej to nigdy nie miało się zmienić. Co z tego, że to miało być tylko chwilowe, wręcz przeciwnie zamierzała z tego powodu przez ten czas, który mieli ze sobą spędzić wyciągnąć jak najwięcej. Już kiedyś miała wrażenie, że przy nim czuła, że żyje, odczuwała więcej, intensywniej, mimo, że wtedy to co ich łączyło było bardziej niewinne. Teraz mogli sięgnąć po wszystko, co podsuwała im wyobraźnia, a jej była całkiem bogata w najróżniejsze pomysły, nie wątpiła, że jego również.
Los postawił ich na swojej drodze po raz kolejny. Nie spodziewała, że kiedykolwiek do tego dojdzie, jak widać nie dało się przewidzieć tego, co miało się wydarzyć. Jakoś tak się złożyło... W tej chwili wydawało jej się, że nie mogli trafić na siebie w lepszym momencie, potrzebowali siebie nawzajem, chociaż na chwilę, na ten krótki moment w czasie. Irracjonalne było to, jak ją do niego ciągnęło, ale nie widziała sensu, aby z tym walczyć, wręcz przeciwnie miała zamiar się temu poddać, szczególnie kiedy widziała, jak na nią spoglądał, błądził wzrokiem po jej ciele.
Druzgotki, najwyraźniej nie miała być świadkiem tego, jak zakończą swój żywot, a szkoda. Chętnie by to zobaczyła. Nie zamierzała jednak naciskać. Wiedziała, że nie odsuwał jej tego bez powodu. To musiało mieć głębsze podłoże. Niby wiedziała, że gdyby się uparła to pewnie znalazłaby jakiś sposób, potrafiła to wynegocjować, jednak może faktycznie miał rację. Jeszcze kiedyś będzie miała szansę zobaczyć, co potrafi. Nie wątpiła w to. Jeszcze odezwał się do niej w ten sposób... przez który nie potrafiła kontynuować swojej próby wproszenia się na tę eksterminację. Nie chciał, żeby na to patrzyła, pewnie obawiał się tego, jak zareaguje na to, co zobaczy. Tyle, że Prue widziała w swoim życiu naprawdę wiele, jednak zaakceptowała podjętą przez niego decyzję.
- Dobrze, to niedługo trzeba będzie zacząć szukać tego sposobu, bo chcę wiedzieć. - Nie było to niczym zaskakującym. Prudence uwielbiała wiedzieć, jej ciekawość bywała niebezpieczna. Chciała zobaczyć wszystkie jego twarze, nie sądziła, że będzie to możliwe, chociaż może, kiedyś? Chciała go poznać, nie tylko podczas tych najlepszych momentów, bo to nie na tym polegało, nie obawiała się tego, co może zobaczyć, raczej wzbudzało w niej to ekscytację, bo miała świadomość, że musiał się zmienić podczas tych wszystkich lat, kiedy zniknął z jej życia.
Prowokowała go, sprawdzała na ile może sobie pozwolić, czekała, aż pęknie. Tyle, że nie do końca jej się to udawało, miała wrażenie, ze sama zaczyna zaciskać sobie pętlę na szyi, a nie tak to powinno wyglądać. Niefortunnie nic nie szło po jej myśli, ale nie była w stanie ignorować tego spojrzenia, które nie pozostawiało żadnych niedopowiedzeń. Wiedziała, że pragną tego samego, zresztą miała wrażenie, że już za chwilę po to sięgną, mimo, że tak się zapierała, że jest w stanie poświęcić się dla wyższego dobra. Jasne, nawet ona nie miała w sobie, aż tyle samozaparcia.
- To prawda, na szczęście my zawsze mieliśmy bardzo bujną wyobraźnię. - Nie mogła powstrzymać uśmiechu, który postanowił wpełznąć na jej usta. Można im było wiele zarzucić, ale nie tego, że nie mieli wyobraźni. Być może u każdego z nich działało to nieco inaczej, jednak nie należeli do przyziemnych osób, wręcz przeciwnie. Wydawało jej się, że chcieli jak najwięcej odczuwać, przeżywać, intensywność doznać była dla nich istotna.
- Nie spodziewałam się, że jesteś gotowy na takie poświęcenie, jednak nie mógł mi się trafić lepszy towarzysz do tych eksperymentów. - Jakby wcześniej w to wątpiła. Nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości, jednak stwierdziła, że warto wypowiedzieć to w głos. Starała się, aby ton jej głosu był spokojny i pewny, jednak dało się w nim wyczuć lekkie drżenie. To było kolejnym potwierdzeniem tego, że powoli zbliżała się do skraju, chociaż chciała udawać, że jest inaczej. Prue jednak nigdy nie była dobrym kłamcą, bardzo łatwo można było z niej czytać emocje.
Nie mogła się powstrzymać od tego, by przejść obok niego zupełnie obojętnie, wykonała ten drobny gest, a później zniknęła w głębi chatki. Wróciła dość szybko, ubrana w jego koszulę, wiedział, co robił namawiając ją do tego. Nie wytrzymała zbyt długo siedząc obok. Nie obchodziło jej też jakoś specjalnie, że najprawdopodobniej przegrała ich drobną grę, to nie było istotne, nie w tym momencie. Dość szybko podjęła decyzję o tym, że to będzie jej koniec, a może ich? Przecież nie była w tym sama, widziała, że on również znajdował się na skraju, sama do tego doprowadziła. Wypadało wreszcie skończyć tę farsę - Musiałeś trochę poczekać. - To, że i ona przy okazji się męczyła było inną sprawą. Lubiła doprowadzać go do granicy, widzieć jak ze sobą walczy, może było to niepotrzebne, ale czuła z tego powodu drobną satysfakcję, bo pragnął jej tak jak i ona pragnęła jego. Nie zastanawiała się długo nad tym, co zamierzała zrobić, niemalże od razu znalazła się na jego kolanach, tam, gdzie powinna być już od dłuższego czasu.
Był to moment, w którym mogła przestać udawać, że jej na tym nie zależy. Dość szybko pozbył się kocy, które okazały się im tylko przeszkadzać, stanowiły ostatnią barierę, która oddzielała od siebie ich ciała. Mimowolnie się uśmiechnęła czując wreszcie pod sobą ciepło jego ciała. Dłonie, które nie potrafiły powstrzymać się od dotyku. Nie była temu bierna, jej palce przesuwały się po jego torsie, chciała zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Zwróciła uwagę na jego wytatuowane ręce, nie miała szansy jeszcze przyjrzeć się z bliska malunkom na jego ciele, zamierzała to zrobić później, może nawet spytać o niektóre z nich. Oddychała coraz szybciej, a oddech ten zatrzymywał się na jego policzku, dość szybko przyniósł ze sobą pocałunek, w końcu tego właśnie pragnęli. Pocałunek inny od wcześniejszych, pełen emocji, które od dawna w sobie skrywali, miała wrażenie, że wyraża więcej niż jakiekolwiek słowa. Mimowolnie przesuwała się coraz bardziej, jakby chciała poczuć jego bliskość, ciepło na każdym fragmencie swojego ciała.
Gdy poczuła dłoń sunącą po jej kręgosłupie po jej ciele przepłynęła fala gorąca. Rozkoszny żar powoli zaczął ją wypełniać. Zaplotła swoje uda wokół jego ciała, co spowodowało, że znajdowali się naprawdę blisko, dostrzegła jego spojrzenie, właściwie to poczuła je, bo ten wzrok palił. Niepotrzebnie ubierała tę koszulę, uzmysłowiła to sobie, kiedy jego dłonie znalazły się pod nią, miała wrażenie, że opuszki jego palców zostawiają ciepłe ślady w miejscach w który jej dotykał.
- Zrozumiałe. - To była jego koszula, więc mógł zrobić z nią co mu się żywnie podobało, nie miała zresztą nic przeciwko temu, by w końcu z niej ją zerwał. Było w tym wszystkim coś niezwykłego, tak bardzo pragnęli tej bliskości, że nic nie mogło im stanąć na drodze. Nie hamował się wcale, co powodowało, że i ona pragnęła jak najszybciej poczuć jak najwięcej. Już dawno zresztą przestała nad sobą panować, przy nim łatwo było się zatracić.
Odsunęła się nieco, aby ułatwić mu pozbycie się tego kawałka materiału, który jeszcze ich od siebie oddzielał, chciała, by zrobił to jak najszybciej. Słyszała dźwięk trzaskających guzików, co spowodowało, że na jej twarzy ponownie pojawił się uśmiech, nie wiedzieć czemu bawiło ją to, jak bardzo chcieli w końcu sięgnąć po spełnienie.
Wreszcie mogła zrzucić z siebie koszulę, znaleźć się nad nim zupełnie naga, nie towarzyszył jej jednak wstyd, który nie byłby niczym dziwnym, w końcu pierwsze razy niosły ze sobą różne emocje. Jednak nie tym razem. Teraz czuła ulgę, że wreszcie będzie mogła zobaczyć, jak to jest. Jego objęcia, zapach, ciało, dłonie sunące po jej skórze. Nachyliła się wreszcie, jej usta znaczyły pocałunkami zarys jego szczęki, aż w końcu znalazły się na szyi, gdzie pozwoliła sobie na nieco dłuższy pocałunek, który mógł, ale nie musiał pozostawić po sobie drobny ślad. Musiał jej to wybaczyć.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)