• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
1 2 Dalej »
[Spalona Noc] Stopniowanie kryzysu

[Spalona Noc] Stopniowanie kryzysu
(not) trust me, i'm doctor
Zszyj czerwone z czerwonym, żółte z żółtym, białe z białym. Na pewno będzie dobrze
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoka kobieta (177 cm), bardzo szczupła z gęstymi blond włosami, które podczas pracy ciasno związuje. Chodzi szybko i jest energiczna. Jej ubrania są stonowane, dość formalne, można wręcz je określić, jako nudne.

Sidonie Lockhart
#1
11.11.2025, 16:58  ✶  
Zawsze może być gorzej. Nawet tego już nikt nie mówił, każdy to widział w spojrzeniu swojego współpracownika. Może być i będzie. Sid nie miała pojęcia, na którym stopniu kryzysu znajdowali się jako cały Mung, nie wiedziała nawet czy schodzą na dół, na dno czy się wspinają mozolnie w górę. Nie wiedziała i z wielu rzeczy, których tej noc nie wiedziała, co ją dość uwierało, bo zwykle była osobą, która chciała udzielać odpowiedzi, to akurat tej nie chciała poznać. Bolały ją plecy, bo przez ostatnie czterdzieści minut pomagała oczyszczać poparzenia jakiegoś czarodzieja, którego ogień potraktował bezlitośnie wraz z ubraniem, które miał na sobie w momencie wybuchu, a potem przygniótł go zawalony strop. Ordynator odwołał ja z przyjmowania pacjentów, którzy mogli się poruszać o własnych siłach, nimi zajmą się stażyści ostatniego roku, a doświadczonych uzdrowicieli przesunięto do wszystkich przypadków ciężkich i poważnych. Wiadomo, że wraz z postępującą akcją ratowniczą to zacznie spływać do nich więcej takich poszkodowanych. A do tego ich zapasy już się kurczyły, co gorsza nie mogli liczyć na lecznice spoza Londynu, bo z mniej lub bardziej potwierdzonych informacji wynikało, że enklawy czarodziejskie też padły ofiarami ognia.
Sidonie wyrzuciła rękawiczki do kosza i zaklęciem oczyściła swoją uzdrowicielską szatę, miałą wrażenie, że jej uniform od wielokrotnego magicznego czyszczenia, zaczął trzeszczeć w szwach. Przeciągnęła się, plecy ją bolały, aż jej zdrętwiała ręka od ramienia do łokcia. Była na nogach od wczesnego rana i zaczynała to czuć, ktoś jej powiedział, że mają wprowadzić rotację dla tych, którzy byli najdłużej, choć pewnie najpierw zluzowani będą ci pechowcy, którzy zostali z jakiś powodów w szpitalu z nocki i pociągnęło ich, aż do teraz. Miała ochotę na moment urwać się na dach albo półpiętro z podprowadzonym od kogoś papierosem, nie paliła, raczej sporadycznie, ale teraz dodatkowo jakoś używanie zapalniczki lub różdżki w tym celu wydawało się nie na miejscu.

!Nigdy nie przestawaj leczyć
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
11.11.2025, 16:58  ✶  
To miejsce pęka w szwach od osób potrzebujących, ale tobie trafił się naprawdę upierdliwy hipochondryk. Mężczyzna łazi za tobą i skarży się na objawy, których zwyczajnie nie ma - jego kaszel jest wyraźnie wymuszony, nie ma żadnych oparzeń, na temat których się zarzeka, chociaż próbujesz obejrzeć jego rany. „Widzi pan? Niech pan dotknie tej skóry, jest gorąca jak diabli”, narzeka i narzeka, odciągając cię od ważniejszych spraw... A wokół brak kogoś, kto mógłby go od ciebie zabrać. Musisz uporać się z tym problemem sam.
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#3
20.11.2025, 23:08  ✶  
Krok. Krok za krokiem
– Jeszcze nie pokazałem Pani naj... najgorszego! – Trzydziesto, może czterdziestoletni czarodziej upierał się bardzo, że to jeszcze nie koniec oględzin jego całkiem zdrowo wyglądającego ciała. Sądząc po ubraniu był mugolakiem, a głośne komentowanie niebotycznych kolejek wypełnionych symulantami, którzy z niewiadomych powodów paraliżują działanie szpitala, przeszło płynnie w przedstawianie kolejnych i kolejnych całkiem wymyślonych symptomów. Nie chciał opuścić sali w której wstępnie go przebadała, więc ruszył za nią korytarzem, dopinając kraciastą koszulę po osłuchiwaniu przez nią płuc (Tam na pewno są jakieś szmery, pani ich nie słyszy, bo Ci impertynenci na zewnątrz hałasują, ale są, ja je słyszałem, słyszałem za każdym razem, gdy próbuję zasnąć! Proszę, ja się położę tu na kozetce, one się odzywają, gdy jestem w pozycji horyzontalnej, o proszę, pani doktor proszę zobaczyć!).

– Ta maść co ją wczoraj dostałem wywołała u mnie straszliwą wysypkę! Moja skóra płonie, to na pewno... na pewno z powodu połączenia, odczynem chemicznym, który nastąpił z tą czarnomagiczną sadzą, która jest u mnie wszędzie w mieszkaniu! Czego bym nie dotknął ona się osadza, musiałem umyć się u sąsiadów przed wizytą, aby pani – nagle się zatrzymał, dławiony gwałtownym atakiem równie gwałtownie zainscenizowanego kaszlu. Jego gardło owszem było czerwone - ileż razy można było tak pięknie i teratralnie sobie je zdzierać? Tym razem jednak jego widownia była większa, korytarz był wypełniony rannymi i ich rodzinami, czekającymi na wizytę. Na jej opinię. Na jej uwagę. Tymczasem mężczyzna się słaniał, wsparł się o ścianę, próbując zasłonić usta, ale z odgłosów jakie zaczął wydawać, zdawało się że za moment zwróci tu na mungowskie marmury cokolwiek tam miał w swoim żołądku.

– Błagam... pani doktor... – wysapał – pani nie może tak mnie zostawić... Ja potrzebuję... potrzebuję natychmiastowej pomocy... – i znów kaszel, dla podkreślenia dramaturgii. Ludzie obserwowali go, umilkli nawet część ze współczucia, część z niedowierzania. Wszyscy jednak czekali w napięciu na to co zrobi pani doktor. Z jakiś powodów wygrała casting w sztuce, której nie chciałaby oglądać, a co dopiero brać w niej udział?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dearg Dur (333), Pan Losu (84), Sidonie Lockhart (307)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa