Benjy zasnął, kurwa przysnął jej na ławce. Obawiała się, że to będzie ich wspólny koniec, sięgnęła więc po jakichś piętnastu minutach (ten czas wydawał jej się całkiem optymalny jak na krótką drzemkę) po butelkę z wodą i wylała mu na twarz część jej zawartości. Miała nadzieję, że jej to wybaczy, ale nie miała innego wyboru. Musieli iść. O ósmej przecież umówili się na wyjście, a ta zbliżała się coraz bardziej. Słońce już wzeszło, nowy dzień się zaczął. Musieli ruszyć do tego nieszczęsnego mieszkania, w którym czekał na nich Ambroise.
Sama podniosła się z ławki, była gotowa do drogi, na tyle na ile dało się być gotowym do czegokolwiek po nieprzespanej nocy, pełnej przygód.
Walczyła ze snem, ale musiała go pilnować, nie mogli sobie pozwolić na brak czujności, wyglądając w ten sposób. Miała wrażenie, że ktoś mógłby ich uznać za bezdomnych i gdzieś zgłosić, ona przynajmniej nie śmierdziała, co mogło ją uratować przed zagładą, z Fenwickiem było zdecydowanie gorzej. Nie komentowała jednak tego. Musieli tylko dojść do kwatery, gdzie będą mogli się ogarnąć. Miała wrażenie, że będą musieli przełożyć ustalone wyjście z racji na swój stan. Wolała sobie nie wyobrażać miny Ambroise'a kiedy pojawią się przed drzwiami, nie do końca wiedziała bowiem jak mu się z tego wytłumaczą.
- Musimy iść Benjy, wiem, że nie jest dobrze, ale nie powinniśmy tu zostać. - Jeśli zalegliby na tej ławce, to zapewne do jakiejś dwunastej by się stąd nie ruszyli.
- To dłuższy spacer, ale jakoś sobie z tym poradzimy. - Naprawdę w to wierzyła, chociaż wszystkie znaki na niebie sugerowały, że będzie trudno. Liczyła na to, że ten krótki sen nie spowodował jego wytrzeźwienia, przez moment nawet przeszło jej przez myśl, że powinna nieco upoić go jeszcze alkoholem, bo wtedy przynajmniej nie skupiał się na bólu, był znieczulony, a przecież w nocy wyjebała go przez balkon, co na pewno spowodowało szkody, które prędzej, czy później musiały dać o sobie znać. Ambroise powinien na niego spojrzeć swoim fachowym okiem, z tego też będzie musiała się jakoś wytłumaczyć. Jej optymizm powoli zaczynał gasnąć, ale starała się mieć dobrą minę do chujowej gry. Musiała jakoś zaciągnąć go do ich tymczasowego mieszkania, była pewna, że nie mogli tu zostać.
- Chodźmy. - Uniosła się z miejsca, wyciągnęła ku niemu rękę, bo nie miała pojęcia, czy będzie w stanie sam się podnieść, a wolała nie doprowadzać do tego, żeby pierdolnął jak kłoda.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)