• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[3/1959] You don’t like me, but you’re still here | Aloysius, Prudence

[3/1959] You don’t like me, but you’re still here | Aloysius, Prudence
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
30.11.2025, 19:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2026, 17:57 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Prudence Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic I


Popołudniowe światło wpadało do starej, dawno nieużywanej pracowni rzemiosła magicznego pod takim kątem, że wyglądało, jakby kurzu było tu jeszcze więcej niż zwykle, co było trudne, bo powietrze i tak miało tu własną, grubą konsystencję. Kopnąłem framugę drzwi, zamykając je za sobą bez większej subtelności, nikt nie miał szans tego usłyszeć, cała szkoła siedziała teraz w Hogsmeade, żrąc ciastka z dyni i udając, że wiosenny bal za trzy dni to najważniejsze wydarzenie ich życia.
Pomieszczenie wyglądało dokładnie tak, jak je pamiętałem - ciężkie, porysowane stoły, które musiały pamiętać poprzednią wojnę, a może i tę wcześniejszą, powieszone pod sufitem nieudane amulety brzęczały przy każdym ruchu powietrza, w zapachu kurzu mieszało się stare, polerowane drewno z lekką nutą ozonu po zaklęciach, które kiedyś tu wybuchły - idealne miejsce na szlaban za „nielegalne transmutowanie dekoracji do balu”, głównie dekoracji prefektów, głównie dlatego, że nikt nie potrafił docenić mojej wizji artystycznej, kiedy ich wstążki zaczęły ryczeć jak mandragory.
Podszedłem do najdalszego stołu, tego z przypalonym rantem i wyrytym nożem „1938”, jakby ktoś kiedyś naprawdę chciał, żeby świat wiedział, że się tu nudził. Przejechałem dłońmi po drewnie, stukając lekko knykciami, aż znalazłem mały sęk - idealny do „personalnej ingerencji artystycznej”, którą miałem za chwilę wprowadzić. Usiadłem, oparłem stopę na popękanej belce pod stołem, która zaskrzypiała tak rozpaczliwie, że spojrzałem pod siebie, jakby miała wysłać mnie prosto na podłogę.
Wyjąłem z kieszeni nożyk - ten sam, który Filch próbował mi skonfiskować trzy razy - i kawałek cienkiej gałązki, którą urwałem wcześniej przed wejściem do zamku, nieważne, że wyglądałem przez to jak zbieracz chrustu, wszyscy inni byli zajęci wypychaniem kieszeni słodyczami, więc mogli mi skoczyć. Przesunąłem kciukiem po ostrzu, trochę za ostrym jak na szkolny sprzęt, i zacząłem wycinać pierwszą linię, najpierw na gałęzi, by rozgrzać się przed ingerencją w blat stołu. Krzywizna wyżłobionej linii bardziej przypominała zadrapanie niż symbol - i bardzo dobrze, po prostu potrzebowałem czegoś do dłubania, zanim przyjdzie mi do głowy zrobić coś „konstruktywnego”.
W pracowni panowała ta specyficzna, nienaturalna cisza, która brzmiała jakby należała tylko do mnie, tylko wyschnięte amulety pod sufitem co jakiś czas brzęczały, jakby kłóciły się o to, który z nich jest bardziej bezużyteczny. Dwie pęknięte tabliczki stuknęły o siebie, echo rozeszło się po ścianach, a ja przeciąłem drewno głębszą linią, aż pękło na jednym końcu, urażone moją determinacją.
- No, świetnie. - Mruknąłem, choć właściwie mnie to bawiło. - Kolejna rzecz, która nie potrafi wytrzymać ciśnienia. - Rzuciłem gałązkę na podłogę, blady kurz uniósł się znad stołu, zatańczył w smudze światła, potem opadł. Amulet nad moją głową zadzwonił tak, jakby próbował zwrócić na siebie uwagę. - Milcz. - Powiedziałem do niego, stukając nożykiem w blat. Najwyraźniej zrozumiał, bo ucichł. Oparłem łokcie o stół i wróciłem do rzeźbienia - tym razem w sęku w stole - pierwsza linia nie wyszła za dobrze, ale drugą była, mocniejsza, głębsza. Drewno ustąpiło dokładnie tak, jak chciałem, przyjemnie, posłusznie. Światło przesunęło się o centymetr, kiedy słońce schowało się za obłok. W pracowni zrobiło się ciemniej, bardziej… Domowo - no, dla kogoś mojego pokroju. Usiadłem wygodniej, przeciągając się, nożyk nadal miałem w dłoni. Gdybym był sentymentalny, a nie byłem, powiedziałbym, że tak wyglądał idealny spokój, ale spokój w Hogwarcie nigdy nie trwał długo,  właśnie dlatego go lubiłem, bo wiedziałem, że zaraz coś go popsuje.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#2
30.11.2025, 21:45  ✶  

Był to idealny moment na to, aby zająć się rzeczami, które zazwyczaj musiały poczekać. Ciepły, wczesnowiosenny dzień zachęcił większość uczniów do tego, aby wybrać się do Hogsmeade, chociaż tak właściwie bez względu na warunki atmosferyczne mało kto nie korzystał z opcji wyrwania się chociaż na chwilę poza mury zamku. Głównym tematem rozmów podczas ostatniego tygodnia był wiosenny bal, jakby to miał być najważniejszy dzień w ciągu całej nauki w Hogwarcie. Prue nie mogła tego słuchać, sama nie przepadała za tymi wydarzeniami, nie była duszą towarzystwa, tak właściwie to gdyby nie to, że jako prefektka musiała się tam pojawić, to pewnie wolałaby zostać w dormitorium.

Mniejsza o bal, istotne było, że dzisiaj praktycznie nikogo nie było w zamku, co skłoniło ją do tego, aby zabrać z dormitorium zestaw świeczek, które dostała od babci, i łańcuszek, który podobno miał do opowiedzenia wiele historii. Babka kazała jej jak najwięcej ćwiczyć, znajdywać czas na rozwijanie tej umiejętności, która z początku wydawała jej się przekleństwem, jednak teraz, gdy już całkiem nieźle nad nią panowała doceniała to, czego może się dzięki niej dowiedzieć.

Miała kilka miejsc, w które lubiła się zapuszczać, tak, aby nie rzucać się w oczy, mogła tam na spokojnie zajmować się swoimi sprawami, czytać przeszłość i wprowadzać się w trans. Nie mogła bowiem pozwolić, aby ktoś ją na tym przyłapał, nie chciała, żeby ludzie gadali, i tak już za bardzo rzucała się w oczy, chociaż tego nie chciała. Gdyby wyszło na jaw to, że posiada jeszcze tę nietypową umiejętność... wtedy byłaby dziwakiem na każdym możliwym poziomie.

Nogi zaprowadziły ją do tej pracowni, która raczej należała do zapomnianych pomieszczeń, rzadko kiedy ktoś tam zaglądał, był to więc całkiem rozsądny wybór, jak na to, czym miała się zajmować.

Torba, którą miała narzuconą na ramię była ciężka, jej zestaw świec... cóż, dostała od babki kilka różnych, aby zobaczyła, który jej najbardziej odpowiada, ciągle je testowała, sprawdzała połączenia, próbowała znaleźć coś, co będzie najlepsze dla niej, co najłatwiej będzie wprowadzało ją w trans, właśnie dlatego mogło wydawać się, że nosi na ramieniu kamienie, jakby komuś tym przyłożyła to na pewno zgiąłby się w pół.

Nacisnęła klamkę, nie rozglądała się póki co po pomieszczeniu, bo nie zakładała, że ktoś może już tutaj być. Najpierw odwróciła się w stronę drzwi, aby od razu je za sobą zamknąć, nikt nie powinien widzieć, że tu weszła, dopiero wtedy ponownie odwróciła wzrok tak, by rozejrzeć się po pomieszczeniu. Mina jej zrzedła. Odruchowo, jak zawsze, kiedy pojawiał się gdzieś obok. Westchnęła ciężko, był to moment, w którym powinna się odwrócić i wyjść, jednak czy mogła sobie odpuścić chociaż krótką wymianę zdań? Wiedziała, że powinna była to zrobić, ale nie umiała być obojętna, nie kiedy chodziło o niego.

- Co psujesz tym razem, Rookwood? - Wpatrywała się w chłopaka bardzo intensywnym spojrzeniem, póki co nie ruszyła się z miejsca, stała tam gdzie się zatrzymała, chociaż miała ochotę się zbliżyć, poczuć znowu te iskry, które od lat między nimi przeskakiwały, zawsze towarzyszyła im specyficzna energia, i nawet przed sobą samą trudno jej było przyznać, że czuła dziwnie sprzeczne emocje, kiedy znajdowała się obok niego.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
30.11.2025, 23:36  ✶  
Zrobiłem tylko jeden ruch nożykiem, kiedy usłyszałem kroki na pustym korytarzu, od razu pomyślałem, że to Filch albo ten nadgorliwy członek drużyny mający wejść w moje miejsce w przyszłym roku, który wreszcie znalazł sposób, żeby zepsuć mi popołudnie, bo „koniecznie potrzebował poćwiczyć”, a więc gdy usłyszałem skrzypnięcie klamki, nawet nie uniosłem głowy. To pomieszczenie było moje, na dziś, na tę jedną cholerną sobotę, kiedy w końcu mogłem robić nic - i robić to z pełnym zaangażowaniem. Dopiero kiedy zamknęła drzwi, poczułem ten specyficzny skurcz w karku, taki, który miałem tylko przy jednej osobie. Nie musiałem patrzeć, znałem tę energię od dzieciaka, jeszcze zanim nauczyłem się cokolwiek transmutować i zanim ona nauczyła się unikać mnie tak zręcznie, jak robiła to od kilku lat.
No i oczywiście - Prudence Bletchley.
Uniosłem wzrok dopiero, kiedy zaczęła się rozglądać - ta jej mina „dlaczego akurat ty” była dla mnie jak powitanie - zbyt znajome, żebym zdołał się jej przestraszyć, zbyt przyjemne, żeby przyznać to na głos. Oczywiście, że to była ona, kto inny musiałby się akurat dzisiaj, z całego przeklętego zamku, przypałętać tutaj. Wbiła we mnie to swoje intensywne spojrzenie - to, które zawsze wyglądało, jakby próbowała prześwietlić mnie na wylot i sprawdzić, gdzie dokładnie ukrywam tę część siebie, której absolutnie nie zamierzałem nikomu pokazywać, nawet jej, zwłaszcza jej.
Zmierzyłem ją wzrokiem - nie w sposób oczywisty, bardziej w stylu „szukam powodu, żeby cię wyśmiać”, chociaż tak naprawdę oceniałem każdy szczegół tego, jak dziś wyglądała. Nie odwróciłem spojrzenia, nigdy przy niej nie odwracałem, to byłby zbyt duży kredyt, bo Prue pojawiała się tylko wtedy, kiedy naprawdę mogła mi zepsuć dzień, albo kiedy - i to było znacznie gorsze - mogła mi go poprawić. Poczułem, jak usta same wykrzywiają mi się w coś między krzywym uśmiechem a „zjeżdżaj stąd”, to przychodziło przy niej naturalnie - chamstwo jako odruch obronny, bo Bletchley… Cóż, Bletchley miała ten talent, żeby wbijać się człowiekowi pod skórę. Odchyliłem się tak, żeby wyglądało, że w ogóle mnie nie rusza jej obecność, chociaż oczywiście, że ruszała. Ona zawsze ruszała wszystko, czego dotknęła - mnie najbardziej, co tylko sprawiało, że byłem wobec niej o wiele większym kretynem niż wobec reszty świata.
No, proszę. Klasyk. W jej głosie było to ostre, skupione coś, co zawsze mnie… Drażniło, i pociągało, jednocześnie, co było skrajnie niepraktyczne. Wbiłem czubek nożyka w drewno, jakby to był najważniejszy gest tego dnia.
Oparłem się ciężej o stół, obracając nożyk w palcach, jakbym właśnie kończył operację na czymś znacznie ważniejszym niż gałązka znaleziona pod błoniami i sęk w stole, uniosłem brew, celowo powoli, żeby wyglądało na to, że absolutnie nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia - mimo że zrobiła, jak zwykle, ten drobiazg był irytujący.
- Relaksuję się. - Odpowiedziałem, przeciągając słowo tak, jakby to była najzwyklejsza prawda. - Wiem, szok.
Prudence nie ruszała się z miejsca, stała pod drzwiami z tą swoją torbą, która wyglądała, jakby nosiła w niej pół biblioteki - kiedyś nawet z tego żartowałem, ale to było dawno temu, bardzo dawno, zupełnie w innym życiu. Była zaskoczona moją obecnością, chociaż chyba bardziej zawiedziona. Zawsze miała ten wyraz twarzy, kiedy wchodziła w miejsce, w którym byłem - coś pomiędzy „nie wierzę, że tu jesteś” a „oczywiście, że tu jesteś, bo czemu by los miał mi odpuścić”. Przesunąłem językiem po zębach, starając się zgasić coś, co powoli rosło mi pod skórą.
- Zamierzasz tak stać i rzucać we mnie tym wzrokiem, czy wchodzisz? - Zapytałem. - Bo jeśli czekasz, aż wyjdę, to… Cóż. Śmiało. Będziesz tu długo. - Przesunąłem dłonią po blacie, strzepując trociny.
W styczniu coś między nami drgnęło, jakby ktoś uchylił drzwi do czegoś, czego oboje udawaliśmy, że nie pamiętamy z dzieciństwa. A potem - bach. Jakby ktoś je trzasnął z taką siłą, że zawiasy się skrzywiły. Wróciliśmy do starego repertuaru - ona wzdychała z rezygnacją, ja udawałem, że jej nie lubię. Wszyscy byli szczęśliwi. Prawie wszyscy. Bo o ile nie byliśmy już kolegami, nigdy nie przestaliśmy grać w tę dziwną, pokręconą wymianę spojrzeń, a ja, niestety, nadal bardzo lubiłem tę grę, jeszcze bardziej lubiłem ją, ale oczywiście, nigdy bym tego nie przyznał.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#4
01.12.2025, 14:33  ✶  

Zamknęła za sobą drzwi, więc było zbyt późno, aby wyszła stąd niezauważona, właściwie to chyba chciała zostać zauważona, inaczej pewnie by się do niego nie odezwała, a jednak to zrobiła, zwróciła na siebie jego uwagę. Przyglądała mu się uważnie, tym chłodnym spojrzeniem, które było wybierane zawsze tylko i wyłącznie dla niego, na nikogo innego nie patrzyła w ten sposób.

Widziała, że się jej przygląda, zimny dreszcz przeszedł jej po plecach, odruchowo się wyprostowała, nie obawiała się go, była gotowa na kolejne starcie, bo nie wątpiła, że miało nadejść. Czekała tylko kiedy i z której strony uderzy tym razem.

- Raczej nic nowego. - Powiedziała lekko. Oczywiście, że się relaksował, co innego mógł robić? W oczach Prue zawsze zajmował się tym co nie trzeba, taki już był, jakby naprawdę na niczym mu nie zależało, chociaż wiedziała, że jest przecież okropnie bystry i bardzo uzdolniony, nie mogła mu tego odmówić, miała szansę przecież poznać go z tej strony. Dorównywał jej, nadążał za nią, a może ktoś uznałby to za brak skromności, jednak wiedziała, że mało kto jest w stanie to robić.

Nie do końca była zadowolona z tego, że ktokolwiek znajdował się w sali, to, że był to on jeszcze bardziej ją irytowało, bo nie będzie mogła zająć się swoimi sprawami, z drugiej strony, jeśli zachowa odpowiednią odleglość nie będą sobie wchodzić w drogę, sala była duża, wystarczająco duża, aby mogły się w niej znajdować dwie osoby. Westchnęła cicho, najwyraźniej podjęła decyzję. - Po to mam oczy, żeby patrzeć. - Mruknęła jeszcze, ale w końcu się ruszyła.

Wybrała najbliższy stół, to była najbardziej bezpieczna i wygodna opcja, dzięki temu znajdowali się daleko od siebie. Zsunęła z ramienia torbę, rzuciła ją na blat, widać było, że nieco ją to kosztowało, bo dzisiaj znajdowało się w niej wiele, naprawdę ciężkich rzeczy, ale nie wydawała się być szczególnie zirytowana z tego powodu.

Ściągnęła gumkę z nadgarstka i związała włosy, nie mogły jej teraz włazić do oczu, musiała się skupić. Zamierzała bardzo dokładnie obejrzeć wszystkie świece, które tutaj przytargała, miała oczywiście też do tego księgę, gdyby coś zaczęło wzbudzać jej wątpliwości, wszystko było bardzo dokładnie opisane.

Zaczęła wyciągać je na stół, jedna po drugiej, układać je w równym rzędzie - Prudence lubiła, kiedy wokół niej panował ład i porządek. Nim postawiła przed sobą następną, każdą poprzednią przewracała w dłoni i uważnie oglądała.

Na sam koniec wyjęła z torby bardzo grubą księgę, gdy rzuciła ją na stół ten zadrżał. Było to naprawdę ciężkie tomisko.

Wydawała się zupełnie ignorować jego obecność, chociaż nie zapominała o tym, że Rookwood tutaj był, zawsze gdy znajdował się gdzieś obok potrafiła go wyczuć. Jakoś tak dziwnie na nią działał, miał specyficzną aurę, nie miała pojęcia o co w tym wszystkim chodziło, wolałaby nie reagować na niego w żaden sposób, ale niestety nie potrafiła z tym walczyć chociaż próbowała.

Sięgnęła do kieszeni, w której powinny znajdować się zapałki, nie miała ich przy sobie, trudno będzie musiała skorzystać z różdżki. Nie przepadała za takim bezsensownym rzucaniem zaklęć, kiedy istniały przedmioty, dzięki którem mogło się obyć bez tego, ale nie miała innego wyboru.

Wyciągnęła więc różdżkę i zaczęła podpalać świece, jedna za drugą.

W powietrzu zaczęły się unosić różne zapachy, niektóre były kwiatowe, niektóre kojarzyły się z zapachem drewna, które paliło się w kominku. Kiedy doszła do ostatniej schowała różdżkę i zaczęła obserwować płomienie.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#5
01.12.2025, 15:26  ✶  
Powinna była wyjść - naprawdę - miała te swoje rozsądne odruchy, ale nie - oczywiście, że została. Zamknęła drzwi i tym samym przypieczętowała fakt, że będziemy tu razem, w jednej sali, bez świadków. Świetnie, to zawsze szło mi na korzyść, a jednocześnie rujnowało mi dzień. To, jak stanęła pod drzwiami, jak uniosła podbródek - oczywiście, że to było dla mnie, ona miała zestaw spojrzeń specjalnie na mnie, ja miałem zestaw komentarzy tylko dla niej. Taka nasza choreografia, trochę ciosów, trochę uników, trochę rzeczy, których nigdy nie powiedzieliśmy na głos, no - przynajmniej ja.
Oczywiście, że tak - w jej oczach nigdy nie robiłem nic nowego, ani nic rozsądnego, ani nic, co zasługiwało na najmniejszy kredyt zaufania. Tylko że - i to było w tym wszystkim najbardziej popieprzone - ona wiedziała, że potrafiłem być lepszy niż to, w co grałem. Zbyt dobrze to wiedziała, za dobrze.
Zapałki. Oczywiście, że ich nie miała, oczywiście, że rzucała zaklęciami, których nie cierpiała używać, oczywiście, że próbowała udawać, że mnie nie ma, a jednocześnie patrzyła tak, jakby każde moje drgnięcie było dla niej osobnym rozdziałem do analizy.
Prudence Bletchley, proszę państwa - zawsze skrupulatna, zawsze nadmiernie poukładana, zawsze pięknie zirytowana moją obecnością. Westchnęła, oczywiście, Prue zawsze wzdychała, czasem robiła to tak sugestywnie, że nawet ja miewałem przez chwilę ochotę być człowiekiem i jej odpuścić.
Kiedy zaczęła ustawiać te swoje świece —l- jedną po drugiej, w równym szeregu, jakby przygotowywała się do jakiegoś cholernie eleganckiego rytuału - odłożyłem nożyk i oparłem się wygodniej. Nie komentowałem, jeszcze. Ściągnęła włosy, związała je, jakby szykowała się do operacji na otwartym sercu, potem wyrzuciła na blat tomiszcze tak ciężkie, że stół jęknął. Musiała wyciągnąć księgę wielkości pieprzonego nagrobka, gdy walnęła nią o blat, stół zadrżał, a ja przygryzłem policzek od środka, żeby nie zachichotać. To byłoby zbyt… Szczere. Zawsze miała skłonności do porządku… Co czyniło ją moim całkowitym przeciwieństwem, i żeby było zabawniej - dokładnie dlatego zawsze tak mnie do niej ciągnęło. Księga, świece, porządek idealny, układanie, przewracanie w dłoniach, dokładność aż do obsesji.
A ja?
Ja patrzyłem. Z moim patykiem i nożykiem wyglądałem przy niej jak ktoś, kto tu przyszedł tylko dlatego, że nie było już gdzie indziej robić głupot. Ona patrzyła w płomienie, ja patrzyłem na nią.
A potem - zanim zdążyłem uznać to za głupie - wsunąłem dłoń do kieszeni i wyjąłem pudełko zapałek. Spadły na jej torbę, miękko, ale wystarczająco zauważalnie, żeby wiedziała, że nie był to przypadek. W powietrzu zaczęły unosić się zapachy - mieszanka kwiatów, żywicy i czegoś ciepłego, domowego. Nie pasowało to do niej, albo do mnie, albo do tego miejsca, ale o dziwo… Jednocześnie pasowało.
- Masz. - Powiedziałem tylko - ani wyjaśnienia, ani dumy, ani tonu sugerującego, że zrobiłem coś miłego, jedno słowo, tak neutralne, jak się tylko dało, gdyby ktoś słuchał, pomyślałby, że rzucam jej jakiś śmieć. Oparłem się z powrotem, wróciłem do skrobania nożykiem o drewno, jakby nic się nie wydarzyło. Stuknąłem nim w blat, zanim znowu otworzyłem usta. - Mogłaś po prostu poprosić. - Mruknąłem, choć wiedziałem, że nigdy by tego nie zrobiła. Może zabrzmiało to jak zaczepka, o było zaczepką - oczywiście, że było. Znowu zacząłem dłubać nożykiem - odrobinkę zbyt intensywnie - żeby zagłuszyć to jedno, głupie, natrętne uczucie.
Że zrobiłem to odruchowo, zawsze robiłem to odruchowo, mimo całej chamstwa, całej gęby dupka, całej naszej wojny i niewojny… Ciągle byłem tym, który jej coś podawał, nawet najmniejszą, najprostszą rzecz, którą mogła sobie zapalić świat. I że najwyraźniej, do cholery, nigdy nie miałem przestać.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#6
01.12.2025, 16:22  ✶  

Nie chciała zwracać na siebie uwagi, raczej było o to trudno, skoro znajdowali się tu tylko oni we dwójkę. Sama nie unosiła głowy w jego kierunku, nie spoglądała w jego kąt, nie miała pojęcia, co właściwie tutaj robił. Nie do końa wierzyła w to, żeby relasował się w tym miejscu, pewnie realizował jakiś kolejny, swój durny pomysł, który miał uprzykrzyć komuś życie, wcale by to jej nie zdziwiło. Postanowiła się tym jednak nie interesować, nie przyszła tutaj po to, aby wsadzać nos w nieswoje sprawy, zwłaszcza, że wolałaby, aby o tych jej też nikt nie wiedział.

Walczyła więc ze sobą, żeby nie unieść wzroku chociaż na sekundę, by nie rzucić okiem na jego blat, starała się skupić na tym, czym sama miała się zająć. Wychodziło jej to całkiem nieźle, przynajmniej na początku, bo później zauważyła, że nie ma tych swoich zapałek. To niby nie było nic takiego, ale ona nie znosiła, kiedy coś szło nie po jej myśli, pierdoła, a jednak wystarczyła, aby wybić ją z rytmu. Sięgnęła więc po różdżkę, chociaż naprawdę nie lubiła tego robić, nie znosiła korzystać z magii podczas tak błahych spraw. Nie widziała jednak innego wyjścia. Spodziewała się, że on może mieć zapałki, oczywiście, ale nie zamierzała one poprosić. Wolała być samodzielna, zresztą kto to widział? Prosić wroga o pomoc.

Usłyszała dźwięk, w tej ciszy, która ogarnęła pomieszczenie niewiele było trzeba, aby zauważyć każdy, nawet najdrobniejszy ruch. Coś spadło na jej torbę, przeniosła na nią wzrok, zapałki. Sięgnęła po pudełko, obróciła je w dłoniach, a później schowała do kieszonki, tej najmniejszej w swojej torbie, być może jej się kiedyś przydadzą.

- Mogłam. - Powiedziała bardzo cicho, spokojnym tonem. Mogła o nie poprosić, ale tego nie zrobiła.

- Tylko, że nie chciałam. - To było chyba całkiem jasne, nie chciała go o nic prosić, już nie mogła tego robić. Zaliczyli ten dziwny moment, jeden wieczór, kiedy zachowali się w stosunku do siebie jak ludzie, ale nie miała wątpliwości co do tego, że to był jakiś dziwny przypadek, dzień dobroci dla zwierząt, czy coś. Miało się to więcej nie powtórzyć, co zresztą dotarło do niej bardzo szybko, bo niemalże od razu wrócili do obrzucania się niezbyt miłymi uwagami.

- Nie wydaje mi się, żebym powinna Cię prosić o cokolwiek. - Dodała jeszcze, chociaż może powinna była się ugryźć w język. Bardzo dobrze zdawała sobie sprawę, że czekał na takie momenty, kiedy mogła czegoś od niego potrzebować, i gdyby to zrobiła, to na pewno znalazłby sposób, w jaki mógł to wykorzystać, wolała więc unikać takich sytuacji i radzić sobie sama - zresztą przychodziło to jej całkiem naturalnie. Kiedyś przed laty, mogła przyjść do niego z każdą pierdołą, nie musiała się bać, że ją wyśmieje, ale to były bardzo zamierzchłe czasy, o których powoli zapominała.

- Tak, czy siak, dzięki. - Skoro już jej je dał, to nie miała zamiaru mu ich oddać, bo mogły jej się jeszcze dzisiaj przydać.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
01.12.2025, 16:57  ✶  
To, że nie chciała zwracać na siebie uwagi, było zabawne, bo robiła to od momentu, w którym tu weszła, nawet jeśli nie patrzyła na mnie ani przez sekundę, musiałem powstrzymać kącik ust przed uniesieniem się. Zauważyłem, kiedy zorientowała się, że nie ma zapałek - ten mikroskurcz brwi, ten cichy, niewypowiedziany komentarz „Merlinie, dlaczego akurat teraz”, jej perfekcja dostała rysę - maleńką, ale ja widziałem ją wyraźniej niż własne odbicie. Oczywiście, że miałem zapałki. Oczywiście, że mogłem jej ich nie dać, ale znałem ją, znałem ją, aż za dobrze. Wiedziałem, że nigdy o nie nie poprosi. To jej „mogłam”, które oznaczało „nie chciałam ci dawać tej satysfakcji”. Oderwałem wzrok od nożyka i spojrzałem na nią przez chwilę dłużej, niż powinienem - oglądała pudełko je w dłoniach, jakby to było coś bardziej skomplikowanego niż zwykłe zapałki, jak gdyby znowu miała dwanaście lat i dziwnie poważnie tłumaczyła mi, że „mugole też mają magię, tylko inaczej”, a ja słuchałem tylko dlatego, że mówiła to ona.
Oparłem łokcie o stół, pochylając się nieznacznie.
- Och, spokojnie, Bletchley. - Mruknąłem, odrywając wiórek drewna. - Nie próbuję cię usidlić pudełkiem zapałek, jeszcze nie wpadłem na plan, jak to wykorzystać w makiaweliczny sposób. - Uniosłem brwi, parskając krótko, oczy mi błysnęły, kiedy spojrzałem na nią spod półprzymkniętych powiek.
Nie patrzyła na mnie, oczywiście, zajmowała się płomieniami, jakby każdy z nich miał jej udzielić odpowiedzi na pytania, których nawet nie zadawała. Nie podnosiła głowy, nie patrzyła w moją stronę, bardzo skrupulatnie zajmowała się wszystkim, byle tylko nie zbliżyć się choćby na centymetr do mojego blatu. Właściwie nawet się nie dziwiłem - ja też bym sobie nie ufał, gdybym był nią. Przez sekundę chciałem dodać coś jeszcze, coś bardziej bezczelnego, może coś o tym, jak kiedyś przychodziła po pomoc bez zastanowienia. Jak kiedyś traktowała mnie inaczej. Jak kiedyś byłem kimś, kogo dopuszczała bliżej. Najchętniej bym jej powiedział „kiedy, kiedykolwiek, ostatnio chciałaś czegoś ode mnie bez skrętu żołądka?”, ale zamiast tego siedziałem cicho, patrząc na to, jak wyciąga z siebie resztki emocji i zamyka je w tym tonie, którym zwykle zwracała się do osób, które lubiła najmniej. A ja, niestety, nie należałem już do osób, które lubiła.
Kiedyś, dawno temu, mogła prosić mnie o wszystko i świat się nie kończył. Kiedyś, zanim oboje staliśmy się ludźmi, przed którymi trzeba było trzymać gardę - to były stare czasy, tak stare, że czasem myślałem, że może sobie je wymyśliłem.
Zaskakujące. „Dzięki”, od Prudence Bletchley, dobry żart. Przechyliłem głowę i spojrzałem na nią uważnie. Oho. Trafiliśmy w rejony wspomnień, których oboje udawaliśmy, że nie mamy. Nie popatrzyła na mnie ani razu, mówiąc wszystkie słowa, ale widziałem, jak zmarszczyła się nieznacznie, ale na tyle, bym wiedział, że to coś ją dotknęło. Te czasy, kiedy przychodziła do mnie bez wahania, kiedy byłem pierwszą osobą, której mówiła, że zgubiła rękawiczki, że ktoś ją zaczepił na korytarzu, albo coś ją gryzie.
- Nie ma za co. - Odpowiedziałem wolniej, niż powinienem. - Przecież wiesz, że zawsze… - Zacisnąłem zęby, prawie dałem się złapać na bycie szczerym, ze wszystkich głupot - to akurat byłby szczyt idiotyzmu. - Dałem ci je, bo… Dałem. Nie doszukuj się w tym rytuału krwi. - Wróciłem do dłubania w drewnie, jedną ręką, drugą opierałem o blat, ale palce drgnęły - drobny, niezauważalny tik, którego nikt poza nią by nie wyłapał. Westchnąłem cicho, pod nosem, wyjątkowo nie teatralnie. Odchrząknąłem i spojrzałem z powrotem na sęk drewna. - Lepiej, żebyś ich nie zgubiła. - Dodałem chłodniej. - Bo drugi raz ci nie dam.
Kłamstwo. Oczywiście, że bym dał.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#8
01.12.2025, 19:00  ✶  

Trudno było nie zwracać na siebie uwagi będąc jedną z dwóch osób, które znajdowały się w pomieszczeniu. Zajmowała się jednak swoimi świeczkami, jakby go tutaj nie było. Najłatwiej chyba było po prostu ignorować jego obecność, a przynajmniej udawała, że to robiła, bo nawet na moment nie zapomniała o tym, że nie jest tutaj sama. Musiała się pilnować, bo nigdy nie mogła być pewna, kiedy znowu postanowi w nią uderzyć. Była więc czujna, a jednak starała się zajmować tym, po co tutaj przyszła.

Świeczki, tak, świeczki wydawały się być w tej chwili dla niej najbardziej istotne, chociaż nasłuchiwała, starała się domyślić tego, co on tutaj robił. Póki co jednak nie była w stanie tego zrobić.

- Prędzej, czy później go wymyślisz, ale wiesz, że będę krok przed Tobą? - Nie uniosła wzroku, nadal wpatrywała się w płomień jednej z najwyższych świec, nachyliła się nieco, aby nieco dokładniej mu się przyjrzeć. Czy widziała w nim coś interesującego? Nie bardzo, jednak wolała patrzeć na niego, niż na obecnego tutaj chłopaka. Nie wyciągała przedmiotu, któremu miała zamiar dokładniej się przyjrzeć, tę część zabawy musiała zostawić na inny raz, gdy nikogo tutaj nie będzie. Co jak co, ale nie mogła sobie pozwolić na to, żeby Rookwood widział, jak wprowadza się w trans, to było coś, co trzymała w tajemnicy, nie chciała, aby ktokolwiek wiedział, że posiada dar. Wiedziała, jakby na nią patrzyli.

Kiedyś to, że wyciągnął w jej stronę zapałki byłoby czymś całkowicie naturalnym, często wiedzieli czego potrzebują w danej chwili, rozumieli się bez słów, mogli na siebie liczyć w każdej, nawet najbardziej durnej sytuacji. Teraz? Teraz czekała, aż odbije jej się to czkawką. Musiała się na to przygotować, nigdy nie mogła mieć pewności, gdy znowu spróbuje się na niej wyżywać. Nie miała pojęcia, jak właściwie doszło do tego, że znaleźli się w tym punkcie. Nie rozmyślała już nad tym, robiła to przez bardzo długi czas, jednak nie była w stanie znaleźć odpowiedzi, więc żeby się tym nie zadręczać po prostu przywykła do tego, że już tak miało być.

Zawsze spowodowało, że podniosła wzrok znad świeczek, wpatrywała się w niego przez dłuższą chwilę. Zamyśliła się na moment, odpłynęła, przed jej oczami pojawiły się klatki, zapisane głęboko w pamięci Prue, jak siedzieli razem nad jeziorem, gdy spotkała go pierwszy raz w pociągu, gdy biegali po błoniach zaraz po tym jak spadł pierwszy śnieg. Mrugnęła, nie powinna sobie pozwalać na takie zawieszenia, nie przy nim. Coś w niej drgnęło, nie znosiła wracać do tych momentów, bo docierało do niej, jak bardzo brakowało jej tego chłopaka.

- Niczego się nie doszukuję, przecież wiem... - Wiedziała, tylko właściwie co, że nie miała prawda tego robić, że nic ich już nie łączyło poza tym, że starali się sobie uprzykrzyć życie?

- Rytuału krwi, jakim cudem w ogóle na to wpadłeś. - Parsknęła, była to jedna z rzeczy, które na pewno nigdy nie miały się wydarzyć.

- Nie mam w zwyczaju gubić rzeczy. - Dodała jeszcze, ale przecież wiedział, na pewno doskonale zdawał sobie z tego sprawę.

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#9
01.12.2025, 20:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.12.2025, 20:40 przez Benjy Fenwick.)  
Ona mogła udawać, że mnie ignoruje - jasne - ale ja widziałem każdą mikroskopijną zmianę w jej twarzy, w ramionach, w oddechu. Prue zawsze była czujna przy mnie, jakby bała się, że znowu ją ugryzę, albo jakby… Czekała, aż to zrobię. Z nami nigdy nie było wiadomo. Ironia polegała na tym, że odkąd przestaliśmy być przyjaciółmi, przestaliśmy też umieć być kimkolwiek innym dla siebie. Mówiła te swoje rzeczy o byciu „krok przed mną”, a ja aż musiałem ugryźć się w policzek, żeby nie parsknąć śmiechem na głos. Wsunąłem nożyk w drewno, powoli, jakby to miała być najpoważniejsza operacja, ważniejsza od odpowiedzi, i dopiero wtedy odchrząknąłem cicho. Zabawne. Prudence mogła być szybka, mogła być bystra, mogła mieć te swoje idealnie odmierzone ruchy i zaplanowane strategie, ale mój jeden krok zawsze był dla niej za długi. Zwłaszcza dlatego, że ja nigdy nie chodziłem wytyczonymi ścieżkami, skracałem drogę - czasami brutalnie, czasami głupio, ale skutecznie, tak więc jej deklaracja brzmiała jak życzenie, nie fakt.
- Prudence… - Zacząłem, przeciągając jej imię tak, jak robiłem to tylko wtedy, kiedy miałem zamiar ją zirytować. - Żeby być krok przede mną, najpierw musiałabyś iść moim tempem. - Podniosłem na nią wzrok, celowo wolno. - A mój jeden krok to twoje cztery. - Dodałem miękko, ale z czymś ostrym pod spodem. Uniósłem brew, nawet się nie kryjąc. Krok przed mną? Ona? To ja przecież zawsze pojawiałem się tam, gdzie najmniej powinna mnie widzieć. Czasem dlatego, że chciałem, czasem dlatego, że cholerny los miał dziwne poczucie humoru.
„Zawsze” to było słowo, które coś we mnie otwierało, mimo że już dawno powinienem był to zamurować, nagle, cholera, te wszystkie obrazy wróciły. Przypomniałem sobie jej twarz z dzieciństwa, tę z oszronionymi rzęsami i czubkiem nosa czerwonym jak niedojrzała jagoda, dłonie schowane w kieszeniach szaty, i to, jak przewracała oczami, kiedy próbowałem ją rozśmieszyć. To, jak potrafiła wyrwać się do przodu, a ja i tak musiałem dostosować krok, bo inaczej zostawała trzy metry za mną. Nawet wtedy udawałem, że mnie to nie obchodzi, ale zawsze zwalniałem. Pamiętałem jej włosy w śniegu, te ciemne kosmyki. Pamiętałem, co kupiłem jej na Yule, dwa lata z rzędu, szczególnie tamten wisiorek z z runą kenaz, symbolem światła. Babka powiedziała, że to „runiczny płomień, co prowadzi przez ciemność”, więc był moim naturalnym wyborem, wtedy nie wiedziałem, że ten płomień kiedyś przygaśnie. Pamiętałem mój pierwszy prawdziwy mecz Quidditcha na drugim roku. Pamiętałem jej twarz w tłumie, zbyt poważną jak na kogoś, kto chyba nie cierpiał Quidditcha, pamiętałem, jak po wszystkim zawiesiłem jej na szyi swój szalik - nie jako coś romantycznego, tylko jako coś… Oczywistego, tak to wtedy czułem - jako oczywiste, tylko się skrzywiła, że śmierdzi błotem i deszczem, ale nie zdjęła go przez całą drogę do zamku. Pamiętałem też, jak wracaliśmy z zajęć w szklarni, zanim wszystko się posypało. Nie padał śnieg, ale czuć było, że niedługo zacznie, powietrze było takie, jak tu teraz - napięte, ciche, na granicy czegoś, czego żadne z nas nie chciało nazwać. Szliśmy potem tą wąską ścieżką przy murze, a ja dostosowywałem krok do jej kroku, chociaż zawsze chodziłem szybciej. A potem był trzeci rok - rok, w którym przestaliśmy rozmawiać.
- Wiesz co? - Wciąłem się ostro, wszedłem jej w słowo, ostrzej, niż planowałem. Chciałem, żeby to dokończyła, chociaż wiedziałem, że nigdy tego nie zrobi, nie całkiem szczerze, nawet jak na nią - chciałem, żeby skończyła, by powiedziała to, przed czym się wstrzymywała, ale Prudence zawsze uciekała w analizę. Zawsze.
Oparłem się wygodniej, przesuwając palcem po świeżo naciętej linii w drewnie. Kiedyś to było normalne. Pamiętałem, jak siedzieliśmy nad jeziorem. Kradliśmy czas. Kradliśmy ciszę. Kradliśmy siebie, chociaż wtedy jeszcze nie wiedziałem, że coś kradnę.Teraz? Teraz wszystko między nami wyglądało jak mina przeciwpiechotna pod warstwą ziemi, która znajdowała się nie wiadomo, gdzie - jeden krok i mogła wybuchnąć.
- Rytuału krwi. - Powtórzyłem z półuśmiechem. - Myślałem, że lubisz metafory, Bletchley. - Przez chwilę milczałem, obracając nożyk między palcami, czując, jak ostrze odbija światło od świec, które zapaliła. Mógłbym jej powiedzieć, że niczego nie wymyślam, nie planuję kolejnego idiotycznego sztucznego „uderzenia”, po prostu siedziałem tu pierwszej od dawna soboty bez wrzasku w tle, ale oczywiście, że jej tego nie powiedziałem. Nigdy nie podawałem jej broni tak łatwo. - Miewałem gorsze pomysły. Poza tym byłabyś zaskoczona, ile dziewczyn by na to poszło. - Zabrzmiało to lekko, nonszalancko, głupio - dokładnie tak, jak miało, ale przez sekundę, tę jedną cholernie niewygodną sekundę, poczułem znajome ukłucie, bo prawda była znacznie mniej efektowna - nie obchodziło mnie, które dziewczyny by na cokolwiek „poszły”, tak naprawdę chciałem mieć tylko spokój, o tym też, naturalnie, nie zamierzałem jej mówić. Prudence Bletchley nie dostawała ode mnie szczerości, dostawała półuśmiechy, ostrza noży, na które szliśmy, zapałki i najgorsze wersje prawdy, tak, żeby nie zobaczyła, że ta prawdziwa, najbrzydsza siedziała mi pod skórą od lat.
Niczego nie gubiła? Fakt.
- Poza ludźmi. - Dodałem po chwili, prawie obojętnie. Było w tym mniej jadu, niż powinno, więcej prawdy, niż chciałem. I chociaż udawałem, że wpatruję się w drewno, widziałem ją wyraźniej niż te wszystkie żłobienia na blacie razem wzięte. - Ludzi zgubić jest prościej, prawda? - Spojrzałem na nią przelotnie, po czym odwróciłem wzrok, zanim mogła coś z niego wyczytać. Wiedziałem, że to było cios poniżej pasa, ale wiedziałem też, że ona rozumie o co chodziło, bo żadne z nas nie potrafiło już udawać, że nie widzi duchów dawnych wersji siebie krążących po tej pracowni. Wiedziałem, że poczuła to samo, co ja - to pieprzone drgnięcie między wspomnieniem a teraźniejszością, jakby przez sekundę ktoś z nas znowu był czternastoletnim idiotą nad brzegiem jeziora. Tyle że teraz śnieg był tylko kurzem, a płomień palił się gdzie indziej.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#10
01.12.2025, 22:32  ✶  

Chrząknął, zignorowała to, jeszcze tego brakowało, żeby unosiła głowę za każdym razem, kiedy wyda z siebie jakiś dźwięk, wiedziała, że chciał jej coś zasugerować, na pewno miał jej coś bardzo istotnego do przekazania, tak, jasne, na pewno. Tylko, że nie chciała go słuchać, a raczej starała się udawać, że nie chce go słuchać, bo mimo tego, że z jego ust najczęściej sączył się jad w jej stronę, to i tak lubiła kiedy do niej mówił, gdy ją prowokował i wiedziała, że to nie jest normalne, ale nie mogła nic z tym zrobić. Przywykła do tego, że tak musiało być.

- Czy znasz takie pojęcie jak metafora? - Rzuciła cicho, nadal na niego nie spoglądając. No jasne, że chodził szybciej od niej, był z dwa razy większy od Prue, oczywiście, że fizycznie nie była w stanie mu dorównać, ba nawet nie próbowała, wiedziała bowiem jak to się skończy, jednak to wcale nie oznaczało, że nie nadążała za nim umysłowo. Oczywiście, że musiał podejść do tego najprościej jak tylko się dało, jakby nie zdawała sobie sprawy z ich gabarytowych różnic. Wiedziała, że ją podpuszczał, wiedziała, że próbuje ją wziąć pod włos, ale nie zamierzała pozwolić mu tego zrobić. Zamiast tego skorzystała z typowej dla siebie pozycji obronnej, uznała, że jest zbyt głupi, aby ją zrozumieć, chociaż doskonale wiedziała, że zdawał sobie sprawę z tego do czego zmierzała. Tak już mieli, rzucali w siebie tymi słowami, jakby nie miały żadnego znaczenia, chcąc uderzyć jak najcelniej, nie do końca mając pojęcie, jak wiele za sobą niosły.

Odetchnęła ciężko. Zbyt wiele obrazów pojawiło się jej przed oczami, dwa lata, spędzili razem praktycznie całe dwa lata, było ich naprawdę sporo, wszystkie przynosiły to przyjemne ciepło na sercu. Wtedy nie spodziewała się, że kiedykolwiek się to skończy, ich przyjaźń była najprawdziwszą rzeczą jaka ją spotkała, wiedziała, że zawsze może na niego liczyć, zawsze potrafił jej pomóc, rozumiał ją jak nikt inny, a doszli do momentu, w którym nie potrafili przebywać w jednym pomieszczeniu nie rzucając w siebie morderczymi spojrzeniami. Dziwne było jednak to, że nawet gdy znajdowali się w wielkiej sali potrafiła go wyczuć, wiedziała dokładnie gdzie siedzi, to jego szukała spojrzeniem podczas wszystkich uroczystości, to wszystko mieszało jej w głowie. Nie do końca radziła sobie z emocjami, które ją wypełniały, kiedy o nim myślała, bo rozsądek podpowiadał jej, że nie powinna do niego czuć nic więcej niż nienawiści, ale serce... to była inna sprawa, starała się zupełnie je ignorować.

Nie umknął jej jego podniesiony ton głosu, brzmiał ostrzej, niż jeszcze przed chwilą. - Przecież wiem, gdzie jest moje miejsce, przecież wiem, co o mnie myślisz. - Mogła się nie odezwać, ale skoro pytał, to dała mu odpowiedź. Może nieszczególnie dokładną, ale ją dostał, wiedziała doskonale, że to, co było między nimi kiedyś odeszło na zawsze. Pogodziła się z tym.

- To źle myślałeś. - Wypluła to z siebie tylko dlatego, żeby odpowiedzieć mu na przekór. Przychodziło jej to całkiem naturalnie, kiedy ze sobą rozmawiali. Byłaby w stanie wyrzec się swojego brata, żeby zrobić mu na złość, chociaż nie powinna w ogóle o tym myśleć.

- Nie byłabym zaskoczona, bo większość dziewczyn to głupie gęsi. - Bardzo dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że mało która byłaby mu w stanie odmówić czegokolwiek. W końcu to był Rookwood, złoty chłopiec, miała świadomość, jak wiele większość z nich była w stanie poświęcić i zrobić, byleby tylko na nie spojrzał, nie była głupia, widziała to wszystko. Zabawne, że sama kiedyś nie musiała robić nic, żeby trwał przy niej, tak właściwie nadal to robił, nadal się wokół siebie kręcili, tylko teraz w zupełnie innej formie, jednak pewnie i tego by jej zazdrościły, grunt, to zainteresować go swoją osobą.

Zawiesiła na moment spojrzenie, na nim, tylko po to, żeby wbić je po chwili w płomień świecy. Jego słowa w nią uderzyły, bardzo mocno, jakby to była jej wina, że przestali ze sobą rozmawiać, że przestali być dla siebie kimś, a stali się bardziej swoimi koszmarami, chociaż czy tak do końca... no nie.

- Nie, nie jest prościej, wręcz przeciwnie. - Zacisnęła dłonie na blacie, czuła, że paznokcie zaczęły wbijać się w drewno, oddychała powoli, nie miał pojęcia, jak bardzo to wszystko przeżyła, jaka zagubiona była, zwłaszcza, że nie miała pojęcia dlaczego ich to spotkało, co poszło nie tak.

- Trzeba się po prostu przyzwyczaić do tego, że ludzie zawsze odchodzą. - I nie pozwalać nikomu do siebie zbliżać, żeby nie przeżywać kolejnych rozczarowań, nie mieć kolejnych pytań, które nigdy nie dostaną odpowiedzi, tak było prościej, łatwiej.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (5737), Prudence Fenwick (3421)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa